Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

panie powiedziałem już wszystko
sam najlepiej wiesz że nie było
takiej ceny której bym nie zapłacił

i oby nikt mnie nie powstrzymywał
proszę cię zwłaszcza
nie stawiaj na drodze dzieci
o oczach szorstkich jak tundra
boję się bowiem rozcinania łąk

wszystkiemu zawinił ten przeklęty strach
za szybko dojrzały ogrody na cyprze
i usta dziewcząt z madison square garden

panie ty wiesz powiedziałem wszystko
zabiłem człowieka

nie pytaj nalegam którego ciebie
wyśniłem wczoraj w nocy

Opublikowano

oto empiryczny dowód na poparcie tezy: " gdy ci się chłopie coś przyśni, to w żadnym wypadku nie pisz o tym".

tak prywatnie ci napiszę, że jak zabiję muchę na moim oknie i ścieram jej resztki z szyby, to mam w sobie większy natłok emocji niż po tym wyznaniu: "zabiłem człowieka o! panie!"

Opublikowano

Dziękuję za komentarz. Jednak warto by rozgraniczyć podmiot liryczny od autora. Autorowi nic się nie przyśniło, zwłaszcza że nie sypia najlepiej.

A co do empirycznych dowodów na nieudolność tekstu, nie pierwszy to i nie ostatni pod moim adresem, więc przyjmuję z pokorą. Indywidualnością absolutnie nie jestem. A wiersz zepsuty to znaczy wiersz zepsuty. Jeśli jest zepsuty.

Pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

a ja nie rozróżniam podmiotu lirycznego i autora tekstu - wprowadzam między te dwie postacie znak równości, nawet w przypadku tandemów czysto schozofrenicznych jak w przypadku Dicka.
rodzielenie w poezji podmiot liryczny-autor jest moim zdaniem najwiekszym fałszerstwem w dziejach kultury. nawet PIT, który wypełniasz każdego roku ma swój podpis, i podpis = autor PIT. a przecież poezja jest czymś bardziej unikalnym i prywatnym, to sprawozdanie ze stanu duszu autora, to superintymność nie osiągalna w żadnym innym stanie skupienia, jak właśnie w wersie, w poezji.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




-Ja też, tak uważam. Chowanie się za podmiot liryczny, stanie z boku - to brak odwagi i szacunku dla czytelnika, a tym samym podpis( wiersz) autora jest następujący: Przeczytałeś?! I co, nie wiesz, że jesteś frajerem!
Pisząc o czymkolwiek autor winien się z tym czymś lub kimś w pełni identyfikować, w innym razie kłamie i nie jest poetą.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




-Ja też, tak uważam. Chowanie się za podmiot liryczny, stanie z boku - to brak odwagi i szacunku dla czytelnika, a tym samym podpis( wiersz) autora jest następujący: Przeczytałeś?! I co, nie wiesz, że jesteś frajerem!
Pisząc o czymkolwiek autor winien się z tym czymś lub kimś w pełni identyfikować, w innym razie kłamie i nie jest poetą.

Następna nawiedzona myśl krytyczna...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




-Ja też, tak uważam. Chowanie się za podmiot liryczny, stanie z boku - to brak odwagi i szacunku dla czytelnika, a tym samym podpis( wiersz) autora jest następujący: Przeczytałeś?! I co, nie wiesz, że jesteś frajerem!
Pisząc o czymkolwiek autor winien się z tym czymś lub kimś w pełni identyfikować, w innym razie kłamie i nie jest poetą.

Następna nawiedzona myśl krytyczna...

Wie Pan, poeta to jak dobry aktor, umiejący w jedej sekundzie wejść w postać - rolę, a po zejściu ze sceny być sobą. Jeżeli jest inaczej, odgrywana postać jest niewiarygodna a aktor mierny, ot halabardnik a nie artysta!
Aktorzy - artyści widzów zachwycają, czyż nie?
Opublikowano

Proszę wybaczyć, ale nie mogę się z Państwem zgodzić (poza słowami Lectera). Dla mnie stawianie znaku równości między byciem autorem a byciem podmiotem lirycznym jest reliktem dawnych szkół interpretacyjnych. Reliktem, za który zapłaciliśmy bardzo dużą cenę. I płacimy.

Autor ogarniający to, co wypowiedział jego podmiot, to egoista czystej wody, który twierdzi że ma nieograniczone horyzonty. Słowo jest starsze od każdego z nas. Kilkutysiącletnie doświadczenie słowa przerasta pod każdym względem doświadczenie autorskie. Według mnie, wykluczenie pytania "Co autor chciał przez to powiedzieć?" było niezbędne, abyśmy, analizując tekst, zaczęli myśleć o nim w sposób otwarty. W przeciwnym wypadku, rzeczywiście traktowalibyśmy pisarza nadal jako jakiś byt absolutny czy zręcznego ekwilibrystę od tworzenia klimatu.

To tyle moich uwag co do dyskusji, którą toczymy.

PS "Słowo", o którym pisałem, nie jest jakimś zamglonym abstraktem. To po prostu czytelnik interpretujący tekst. Nie jeden. Wszyscy.

Opublikowano

co ty opowiadasz? jeżeli nie bierzesz odpowiedzialności za słowa, to kim jesteś? jeżeli wypierasz się słów, to czym jest twoje słowa, kim jesteś ty? Broniewski lał po mordzie, jak ktoś mu w wierszach gmerał, ty tez się oburzasz, jak ci napisałem pierwszy komentarz. prawie każdy poeta, jeżeli jest poetą, będzie się bił za każde słowo w swoim wierszu i za nie będzie świadczył duchem i ciałem. nie ma zatem tej schizoidalnej dialetyki ja-Autor nie-ja-PodmiotLiryczny, czego dajesz wyraz nie zgadzając się ze mną, a zgadzając się z lekterem, bo on się ze mna nie zgadza - czyli dlatego, że szukasz wątpliwej jakości sojuszu

Opublikowano

Szanuję Twoje zdanie, jeśli mogę na "Ty", ale mam prawo się z nim nie zgodzić. Nie powiedziałem, że wypieram się słów, które piszę ani że nie biorę za nie odpowiedzialności. Ja ich po prostu nie ogarniam i daleko mi do zrozumienia pełnych ich znaczeń, bo nie mam w swoim umyśle umysłów wszystkich ludzi, ich wielości interpretacji.

Poza tym nie oburzyłem się na żaden komentarz, który od Ciebie otrzymałem, więc nie rozumiem, skąd ten zarzut. I nie szukam sojuszy, nie znam sympatii i antypatii na poezji.org, nie chcę tworzyć pola walki, tylko miejsce do rozmowy.

Jeśli czymś Cię uraziłem, przepraszam. Ale moje zdanie pozostaje moim zdaniem.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




-Ja też, tak uważam. Chowanie się za podmiot liryczny, stanie z boku - to brak odwagi i szacunku dla czytelnika, a tym samym podpis( wiersz) autora jest następujący: Przeczytałeś?! I co, nie wiesz, że jesteś frajerem!
Pisząc o czymkolwiek autor winien się z tym czymś lub kimś w pełni identyfikować, w innym razie kłamie i nie jest poetą.
głupota

ps. z pozdrowieniami dla pewnego nicka
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




-Ja też, tak uważam. Chowanie się za podmiot liryczny, stanie z boku - to brak odwagi i szacunku dla czytelnika, a tym samym podpis( wiersz) autora jest następujący: Przeczytałeś?! I co, nie wiesz, że jesteś frajerem!
Pisząc o czymkolwiek autor winien się z tym czymś lub kimś w pełni identyfikować, w innym razie kłamie i nie jest poetą.

Następna nawiedzona myśl krytyczna...
czy aktor jest każdą z postaci, którą odgrywa, czy jest po prostu aktorem, odtwórcą?
właśnie

więc czy autor jest każdą z postaci, którą opisuje/wciala się/wypowiada w jej imieniu w swoich tekstach?

i może jeszcze jest Napoleonem, bo napisał odę do Bonapartego?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To apropos madison square garden?
;D

Lęk i przemoc są równoczesne?
Widzę peela, dziecko popkultury, żyjącego na krawędzi twardziela. Z Autorem raczej bym się nie odważyła go utożsamić.
Zwrotka z tundrą i tytułowym rozcinaniem łąk robi wrażenie. Przy pierwszym czytaniu namalował mi się obrazek długiego, pojedynczego cienia mężczyzny rozcinającego tundrę (na pólnocy cienie są długie i nie ma naturalnych obiektów, które mogłyby rzucać cień)
Podoba mi się.
Opublikowano

Pani Olesiu, skomplikowane pytanie o tym fan klubie, aż nie wiem, co napisać w odpowiedzi:). Może tylko tyle, że ten domniemany z madison square garden to czysta fikcja;). Dziękuję za Pani głos.

Fanaberko, no tak, jest ten lęk i przemoc, sprzęgnięte ze sobą. Wiele tu też z rezygnacji, ona sprawia, że peel przestaje się usprawiedliwiać, bo "powiedział już wszystko" i po prostu - w dwóch słowach, bez wytłumaczeń - "zabił człowieka". Chciałem, żeby to wyznanie zabrzmiało jak spowiedź człowieka silnego, ale śmiertelnie zmęczonego. To taki wiersz pisany z wyczerpania. I na wyczerpaniu wybudowany. Dzięki za dobre słowo.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Następna nawiedzona myśl krytyczna...
czy aktor jest każdą z postaci, którą odgrywa, czy jest po prostu aktorem, odtwórcą?
właśnie

więc czy autor jest każdą z postaci, którą opisuje/wciela się/wypowiada w jej imieniu w swoich tekstach?

i może jeszcze jest Napoleonem, bo napisał odę do Bonapartego?

Autor musi być każdą postacią, którą opisuje! Aktor udający taboret lub stół, lub zakochanego musi być wiarygodny, prawdziwy, musi być graną postacią w taki sposób by nas zachwycić.
Pamiętam występ francuskiego aktora udającego konia, to był fantastyczne!
Czy był koniem? W czasie spektaklu, tak!

Podmiot liryczny jest narzędziem w wypowiedzi artystycznej poety, ale za słowami stoi On Autor!

Zresztą, większość wierszy na forum jest bardzo osobista, a peel jest nieudolnie używany jako listek figowy.

Pozdrawiam serdecznie!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja tam mam napisałem wiersz z perspektywy moich rodziców.
To grzech pisarski, czy schizofrenia?

Przyznam, że w tym wierszu rzeczywiście ciężko nie wymagać od podmiotu lirycznego autentyczności, ale i tak jest w miarę ok.

Pozdro.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Prawda!
Czasem listek jest tyci, a czasem większy. Za malutkim widać autora, za większym niekoniecznie

Czy dajmy na to taki malarz
może malować akt z pamięci?
owszem, jeżeli ma fantazję
pędzel i płótno, oraz chęci.

:)
Opublikowano

Proszę mi wierzyć, biorę za ten wiersz pełną odpowiedzialność. Poza tym - także z autorskiej perspektywy - traktuję ten tekst jako zapisek autentyczny. Innymi słowy, nie opowiadam się za stworzeniem odrębnej dziedziny podmiotu lirycznego tylko po to, aby traktować go jako rezerwuar, gdzie składowałbym emocje, do których wstyd mi jest się przyznać. Byłby to przejaw tchórzostwa - moralnego i literackiego.

Istnienie podmiotu lirycznego potrzebne jest mi do czegoś innego. Nie do zakładania maski czy - jak kto woli - liścia figowego, ale do stwierdzenia, że bohaterem wiersza nie jest autor, jest nim everyman, autor zaś nie potrafi po ludzku ogarnąć przeżyć, które zebrały się w wierszu. Chodzi mi tylko o pokorę wobec słowa. O nic więcej. Nie mogę twierdzić, że rozumiem to, co piszę. Rozumiem jako ja, ale Państwo mogą to zupełnie inaczej odbierać.

Identyfikuję się z podmiotem lirycznym, ale nie jestem nim. Mogę podpisać się pod każdym słowem, które tu wypowiedziałem, to moje emocje, ale tylko dla mnie. W momencie publikacji nabierają cech uniwersalnych. Nikt dziś nie pyta, czy Leonardo da Vinci kochał Giocondę. Dziś pytamy się o to, czy my ją kochamy. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Dobrej nocy wszystkim i dziękuję za wiele cennych uwag.

Opublikowano

Szukasz najtrudniejszych tematów ( może to one cię szukają ) i na swój wyrazisty, samselowy sposób potrafisz je rozpisać na słowa. Do usunięcia, tylko dwa wersy (zacisnąłem krawat/ podpaliłem miasto ). Między wyczerpanym " powiedziałem wszystko " a zrezygnowanym " zabiłem człowieka " nie ma już na nie miejsca. Dobry wiersz. Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...