Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Mimo obaw, do domu dojechałem dość szybko. W ogóle szybko jeżdżę, chociaż w sumie mandatów na koncie mam niewiele. Milion kilometrów w siedzeniu, wyjeżdżonych w większości w czasach, kiedy pracowałem z ojcem Aleksieja robi swoje. Jazda, to dla mnie w zasadzie rutyna. W domu na wieść o moim wyjeździe zapanowały mieszane uczucia. Z jednej strony – rozłąka. Ale z drugiej – podreperowanie dość mocno nadszarpniętego ostatnio domowego budżetu. Już następnego dnia zacząłem się przygotowywać do wyjazdu czytając wszystko, co o Libanie znalazłem w internecie. O kraju tym miałem raczej mgliste pojecie, a słowo Bejrut nieodmiennie kojarzyło mi się z bombami i terrorystami. Jednakże lektury stron internetowych napawały niejaką nadzieją. Wyglądało to nieźle. Pełen dobrych myśli i potencjalnych projektów jechałem na lotnisko. Całą drogę zastanawiałem się, jak tam będzie. Moje rozmyślania przerwał tylko widok roztrzaskanego w drobny mak samochodu, który mijałem gdzieś na wysokości Glinojecka. Wrak był tak rozwalony, że nie byłem w stanie określić marki pojazdu, z którego strażacy właśnie wycinali martwe ciało kierowcy. Na Okęcie dotarłem około 21, to jest na godzinę przed odlotem samolotu. Zostawiłem samochód na długoterminowym parkingu i starając się nie myśleć o wysokości rachunku za postój wszedłem do hali odlotów. Kobieta przy stanowisku odpraw poinformowała mnie, że jeszcze nikt oficjalnie nie zrezygnował z lotu do Bejrutu, ale kilku pasażerów jeszcze nie zgłosiło się do odprawy. Czyżby blondyna z Mariotta się myliła i nie znajdę wolnego miejsca, pomyślałem?
- Pasażer Jerzy Kosiński odlatujący do Bejrutu rejsem Polskich Linii Lotniczych Lot numer 145 zgłosi się do odprawy biletowo bagażowej – obwieścił lotniskowy megafon. Oho, pomyślałem, może to moje szczęście?
- Pasażer Jerzy Kosiński... - Powtórzył megafon.
- Chyba ma pan szczęście - powiedziała do mnie dziewczyna przy stanowisku odpraw. Niech pan szybko biegnie do kasy i wykupi bilet. Odprawa biletowo – bagażowa kończy się za 15 minut.
Nie zastanawiając się ani chwili pobiegłem do kasy biletowej. Kątem oka zauważyłem, że przygląda mi się uważnie jakiś facet, stojący w kolejce do odprawy. Ale nie miałem do tego specjalnie głowy.

***
Władimir przekroczył granicę w Terespolu dość szybko. Gdyby nie to, że jego misja była tajna jak to tylko możliwe – wykorzystałby swoje znajomości i przejechał na kanały bez kolejki. Wolał jednak nie ryzykować dekonspiracji w żaden sposób. Teraz, po wprowadzeniu wiz, kolejek i tak praktycznie nie było. Postanowił pojechać do Gdańska. Z poprzednich pobytów w Polsce znał to miasto i lubił je. Miał tam nawet kiedyś dziewczynę – Krystynę. Dziś jednak nie mógł jej odwiedzić. Może po powrocie z Libanu ? - pomyślał.
Całą drogę rozmyślał o czekającym go zadaniu. Miał zabić człowieka. W zasadzie nie była to dla niego nowość – zabijał już przecież w Afganistanie i Czeczenii. Ale to było coś innego. Tam miał naprzeciwko siebie uzbrojonych po zęby bojowników. Tu ofiarą miał być cywil. Doskonale strzeżony i ochraniany, ale jednak cywil.
Władimir zastanawiał się, jak generał Mostovoj dogadał się z szefami Hesbollachu i czy faktycznie miał na tę akcję zgodę najwyższych czynników rządzących Rosji. A jeśli to jakieś indywidualne rozgrywki, albo co gorzej, prywatna wojna Mostovoja ?– myślał Władimir. Co wtedy ? Przecież niewykluczone, że jego rękoma Mostovoj chce załatwić stare porachunki z Mossadem. Z drugiej strony czasy się zmieniły. To nie dawna KGB, która pod rzekomą przykrywką biura politycznego partii robiła co chciała, kiedy chciała i z kim chciała. Świadomość faktu, że nie jest w stanie tego sprawdzić nie dawała mu spokoju. A może zadzwonić do Rusłana? Władimir przed wyjazdem powiedział przyjacielowi w największej tajemnicy, że leci do Libanu, nie wspominając absolutnie o celu wizyty. Rusłan i tak czegoś się tam domyślał. Wpadł kiedyś na Władimira i Mostowoja na Czerkizowskiej, niedaleko konspiracyjnego lokalu FSB. Był wtedy na spacerze z dziewczyną przydzieloną niedawno do ochrony prezydenta. Mówił potem Władimirowi, że dziewczyna zauważyła nieznaczne skinienie głowy Władimira i Rusłana i z wrodzoną babską ciekawością spytała go o przyjaciela. Rusłan udzielił wymijającej odpowiedzi, nie zdając sobie sprawy z tego, że jego towarzyszka rozpoznała także Mostovoja. Ale nie to było teraz największym zmartwieniem Władimira. Dalej zastanawiał się nad telefonem do Rusłana. W końcu najbliższy przyjaciel był osobistym ochroniarzem Putina. Może spróbuje zamienić słowo z prezydentem? A jeśli się mylę? Jeśli Mostovoj działa w interesie państwa i za zgodą prezydenta? Moja kariera w FSB będzie skończona. I to definitywnie. Władimir wiedział, że generał nie puszcza płazem zdrady i knowań za plecami. Co ma być, to będzie, pomyślał i postanowił poczekać do spotkania z szejkiem Nasrallą. Tak... To spotkanie wiele powinno wyjaśnić.

Po przyjeździe do Gdańska zamieszkał w hotelu Heweliusz jako Władimir Ostiakow. Dwudniowy pobyt minął mu szybko i bez jakichkolwiek zdarzeń. Miał wreszcie chwilę czasu dla siebie i postanowił to wykorzystać. Przeszedł się po Długim Targu, potem pojechał na Świętojańską do Gdyni, gdzie ze zdziwieniem ale i przyjemnością stwierdził, że Gdynia wypiękniała od jego ostatniego pobytu, a nowoczesny image Świętojańskiej dodał jej nowego blasku. To nie Moskwa, ale też ładnie - skonstatował. Ostatniego dnia Władimir wymeldował się z hotelu, zostawił samochód w pobliżu konsulatu rosyjskiego, taksówką pojechał na lotnisko i wypożyczył w Avisie Forda na swoje nowe fałszywe nazwisko – Jerzy Kosiński. Dokumenty na nazwisko Ostiakowa starannie spalił a popiół wsypał do muszli klozetowej toalety na lotnisku Rębiechowo. Droga z Gdańska do Warszawy nie należała do najłatwiejszych. Sporo samochodów, a do tego padający chwilami deszcz sprawił, że Władimirowi czas zaczął uciekać miedzy palcami. Muszę przyspieszyć, pomyślał, bo jeszcze nie zdążę na samolot. Ford jechał prawie 160 km/h, kiedy zza zakrętu wyłoniły się dwie wyprzedzające się ciężarówki. Ostatnią myślą Władimira było wspomnienie Krystyny.

Rozdział III

W pokoju narad atmosfera była ciężka od papierosowego dymu. Pułkownik Kędzierski palił rzadko, ale w wyjątkowych sytuacjach nawet podwładnym pozwalał palić w swoim gabinecie.
- Poruczniku Żwirski , co dla nas macie – zwrócił się do młodego oficera?
- Niewiele, panie pułkowniku. Sprawdziłem osoby z listy pasażerów. Oczywiście brałem pod uwagę mężczyzn w interesującym nas przedziale wiekowym. Nie sadzę bowiem, aby Rosjanie wysłali na taką misję emeryta lub całkowitego młokosa.
- A konkretniej ?
- Wytypowałem sześciu podejrzanych spośród pasażerów znajdujących się na liście , oraz jednego z listy rezerwowej. W zasadzie nie znalazłem nic ciekawego. Sami businessmani, jeden zapalony turysta. Poza podejrzeniami. Może poza dwoma.
- Macie jakieś sprecyzowane podejrzenia, poruczniku Żwirski ? – niecierpliwie dopytywał się Kędzierski.
- Nic konkretnego, ale pasażer Kosiński przez długi czas przebywał w Stanach Zjednoczonych i całkiem niedawno przypomniał sobie o starej ojczyźnie.
- Nie mamy też żadnych danych o jego przybyciu do kraju. Albo więc przejechał przez któreś z przejść drogowych, na których przy pobieżnej kontroli nie zanotowano jego przekroczenia granicy, albo jest to nasz człowiek.
- A ten drugi ? – zapytał Oleszuk.
- Z tym drugim też jest dziwna sprawa. Polak, zamieszkały oficjalnie gdzieś pod Olsztynem, po rozwodzie, dwójka dzieci.
- I co w tym dziwnego ? Mamy takich miliony –przerwał Kędzierski.
- Spokojnie, panie pułkowniku, to jeszcze nie koniec. Ten Podwaniecki, ma całkiem ciekawy życiorys. Z naszych danych wynika, że po odbyciu służby wojskowej długo studiował, następnie spiknął się z jakimiś Holendrami i coś dla nich robił w państwach byłego ZSRR. Potem zakładał firmy dla pewnego człowieka z Białorusi. Dzisiaj czasami pracuje dla jego syna.
- No dobrze, ale co w tym jest takiego podejrzanego ?
- Ano coś mi się nie zgadza w datach. Do wojska trafił w 1983 roku, przeszedł szkolenie w ośrodku spadochronowym w Krośnie a potem zniknął na jakiś czas i wypłynął pod koniec 1985 roku już jako student. Dziwna sprawa. Ale czekam na materiały z WKU z Gdańska i Olsztyna, może one coś nam wyjaśnią.
- W porządku. Macie na to dwa dni. Pojutrze odlatuje samolot do Bejrutu i chcę mieć rosyjskiego agenta namierzonego. Na razie dajcie dyskretną opiekę Podwanieckiemu i znajdźcie Kosińskiego. Musi mieć przecież w Polsce jakąś rodzinę czy znajomych. Do roboty – pożegnał podwładnych Kędzierski.
Taaak.. myślał pułkownik.. 1983 rok, Krosno, spadochroniarz… Ciekawe, ciekawe. A i ten drugi może okazać się strzałem w dziesiątkę. Ale dlaczego kołacze mi się po głowie ten 1983 rok ? Dziwne...

***
Boswell miał problem. I w zasadzie nie wiedział jak ma się do niego zabrać. Oparł łokcie na mahoniowym biurku i ukrył głowę w dłoniach. Po prawej stronie biurka leżał stos niedbale poukładanych dokumentów. Spomiędzy kartek papieru gdzieniegdzie wystawały zdjęcia. I to właśnie te zdjęcia przyprawiały Boswella o ból głowy.
- Miss Parsons, proszę wezwać do mnie Simmsa – rozkazał przez interkom swojej sekretarce.
- Tak jest, odpowiedziała Parsons – chuda szatynka w nieokreślonym wieku.
Poprawiając lewą ręką fryzurę, prawą wcisnęła kombinację klawiszy na interkomie.
- Panie Simms, szef pana wzywa – powiedziała.
- Co tam znowu – odburknął Simms.
- Nie wiem, ale od dwóch godzin siedzi za biurkiem, pali cygaro za cygarem i ogląda jakieś zdjęcia. Nie wygląda to najlepiej – odpowiedziała Parsons.
Simme wygramolił się z trudem zza swojego stołu. Pokaźna tusza już dawno kwalifikowała go do zwolnienia z agencji. Tylko jego nieprzeciętna inteligencja i zmysł analityczny utrzymywały go jeszcze na powierzchni. W innym przypadku dawno podzielił by los agentów, którzy nie potrafili powstrzymać się od kilku piw i hot-doga w McDonaldsie.

- Siadaj Simmy, powiedział Boswell do wchodzącego do pokoju mężczyzny i zapraszającym gestem ręki wskazał mu fotel naprzeciw swojego.
- Skoro mnie wzywasz, musisz mieć nie lada kłopot, - odezwał się Simms.
- A niech to szlak –nerwowo odparł Boswell. Widzisz, było już tak spokojnie a tu szykuje się jakiś hokus pokus.
- I ja mam ci ten pasztet pomóc zjeść? Co masz konkretnego ? – zapytał Simms
- Od kilku miesięcy docierały do nas informacje, jakoby Rosjanie ponownie nawiązali kontakty z członkami Hesbollachu w Libanie i Hamasu na terytorium palestyńskim. Nasi ludzie donosili o sprzedaży najnowszych modeli Strieły i zupełnie nowego systemu naprowadzającego "Purga"
- I to cię tak niepokoi ? – Przecież co jakiś czas mamy tego typu informacje na tapecie.
Boswell wstał z fotela i zaczął krążyć po pokoju.
- Widzisz, coś mi w tej całej sprawie śmierdzi i to ostro. Raporty niby wyglądają dobrze, ale mam przeczucie, ze Rosjanie chcieli, abyśmy dowiedzieli się o tych sprawach. Co więcej – zaczynam mieć pewność, że coś jest nie tak.
- A może jesteś po prostu przewrażliwiony ?
- Na pewno nie. Popatrz zresztą na to zdjęcie – powiedział Boswell wyciągając ze sterty dokumentów dwie fotografie.

Simms przyglądał się odbitkom przez dłuższa chwilę.
- Ten niższy to z całą pewnością generał Mostovoj, ale drugiego, mimo najszczerszych chęci, nie da się rozpoznać z tego ujęcia. Gdzie zrobiono to zdjęcie ?
- Widzisz, Sigmy, ważniejsze jest pytanie w jakich okolicznościach je zrobiono. Otóż Mostovoj od dłuższego czasu nie podlegał naszej bezpośredniej inwigilacji. Czasami rutynowo sprawdzaliśmy jego rozkład dnia. Aż przypadkiem natknął się na niego jeden z naszych ludzi. Mostovoj wchodził do budynku przy Bolshoj Czerkizovskoj w Moskwie, w miejscu, gdzie nigdy dotąd się nie pojawiał. Nasz człowiek z czystej ciekawości wszedł za nim do klatki. Potem stwierdził, ze do mieszkania wszedł młody mężczyzna prawdopodobnie widoczny na naszym zdjęciu.
- I czego to ma dowodzić? – zapytał Simms.
- Ano właśnie tego, że kroi się cos dużego. Mężczyzna wyszedł z miejsca spotkania sam i zauważył chyba naszego agenta. Ten zdążył mu zrobić to nieudane zdjęcie i został zgubiony jak dziecko. Dodatkowo mogę ci powiedzieć, ze rozwalił jeszcze auto miejscowej milicji
- Taaak...A tajemniczy nieznajomy oczywiście rozpłynął się we mgle.
- Zgadza się. A co najdziwniejsze – Mostovoj objęty przez nas dyskretną opieką więcej nie pojawił się pod tym adresem. Właściciel mieszkania twierdzi, że wynajął je z ogłoszenia. Sprawdziliśmy – wygląda na to, że to prawda.
- I chcesz usłyszeć moje zdanie na ten temat – powiedział Simms.
- Owszem.
- Według mnie Mostovoj cos szykuje. I to szykuje w najgłębszej tajemnicy, skoro spotyka się z kimś poza swoim biurem. O ile bowiem pamiętam, nie ma skłonności homoseksualnych, tak wiec możemy wykluczyć spotkania na tym tle ?
- Z całą pewnością - odpowiedział Boswell, siadając ponownie na swoim miejscu.
- Kogo z tym ożeniłeś ?
- Na razie Polaków. Jeżeli Rosjanie zaczną coś kombinować w Bejrucie, to ich standardowa droga przerzutu agentów wiedzie przez Warszawę.
- Myślisz, ze to wystarczy ?
- Polacy są naprawdę dobrzy. Pamiętasz te sprawę z naszymi chłopakami z Iraku. Gdyby nie polski wywiad,Saddam miałby używanie...
- Ale chyba nie zostawisz tego samopas ?
- Nie. Właśnie zastanawiałem się co robić.
- Poślij za nimi kogoś. Proponuję Angelikę. Nie znajdziesz do takiej akcji nikogo lepszego. Aha, i jeszcze jedno – nic im nie mów. To może być nasz as w rękawie.

***


Oleszuk siedział w sali odlotów lotniska Okęcie i nerwowo palił papierosa. Dookoła kręciło się kilku pasażerów nocnych samolotów, ale generalnie ruch był minimalny. Obserwacja w tych warunkach będzie niezwykle trudna, pomyślał. Rosjanie nie przyślą przecież do takiej akcji nowicjusza, tylko kogoś doświadczonego, a tacy mają oczy dookoła głowy.
Oleszuk już na początku zauważył i rozpoznał Podwanieckiego. Facet nerwowo przechadzał się po sali odpraw. Z informacji uzyskanych w biurze LOT-u wynikało, ze nie ma go na liście pasażerów. Był natomiast na liście oczekujących. Czyżby jeszcze nie dostał miejsca? – Zastanawiał się Oleszuk. Kosińskiego nie było. A przynajmniej nie było nikogo, kto odpowiadałby zdjęciu i opisowi, jaki Oleszuk dostał z biura paszportów.
Na monitorze pojawił się komunikat o rozpoczęciu odprawy pasażerów odlatujących do Bejrutu. Oleszuk niespiesznie podszedł do stanowiska odpraw i stanął w kolejce. Podwaniecki stał w zasięgu jego wzroku i wyraźnie na coś czekał. Nagle rozległ się komunikat wzywający pasażera Kosińskiego do zgłoszenia się do odprawy. Czyżby przewidywania miały się sprawdzić i Rosjanin pojawi się w ostatniej chwili?- pomyślał Oleszuk.
Po drugim komunikacie dziewczyna przy stanowisku odpraw przywołała Podwanieckiego i coś mu powiedziała. Ten niemal biegiem podszedł do kasy. Dostał miejsce Kosinskiego, pomyślał Oleszuk. Ciekawe... Kosinski się nie pojawia, chociaż ma wykupiony bilet. Nie ma żadnej informacji o zwrocie. Czyżby to była misterna zagrywka Rosjan i prawdziwym agentem był Podwaniecki? A może to fałszywa tożsamość? Oleszuk pamiętał informacje z odprawy, o lukach w życiorysie Podwanieckiego.
Po odprawie paszportowej Oleszuk wyjął z kieszeni komórkę i zadzwonił do pułkownika Kędzierskiego. Nie był to zwykły telefon a najnowsze dzieło inżynierów z Wojskowej Akademii Technicznej – komórka z cyfrowym szyfratorem, w której na złamanie kodu jednej tylko transmisji najszybszy komputer na świecie potrzebowałby trzech miesięcy. A jak zapewniali inżynierowie – kodów było wiele milionów.
- Oleszuk, panie pułkowniku.
- Co tam? – zapytał Kedzierski, który już zaczynał się niecierpliwić czekając na telefon od podwładnego.
- Panie pułkowniku, Kosiński nie zgłosił się do odprawy a jego miejsce w samolocie zajął Podwaniecki. Ciekawa kombinacja, zważając na fakt, że obaj byli w kręgu naszych podejrzanych.
- Dobrze, Oleszuk, bierzcie na tapetę klienta. Po przylocie do Bejrutu Podwaniecki dostanie anioła stróża z naszej delegatury a ty się wyśpij. Kontakt jutro rano. Aha, i jeszcze jedno. Dostałem kwity z WKU w Gdańsku i Olsztynie. Klient szkolił się w Centrum Szkolenia Spadochronowego w Krośnie, wcześniej robił uprawnienia na ciężarówki skierowany przez wojsko a potem ma czystą kartę. Po ponad roku pojawił się na studiach, zakończył i nigdy nie był nawet w Szkole Podoficerów Rezerwy.
- Hmm, to dość dziwna kombinacja
- Owszem, biorąc pod uwagę, ze były to czasy tuż po stanie wojennym i gość mając kategorię A – Teoretycznie nie miał prawa wykręcić się od wojska. Chyba, że w grę wchodzi opcja, która od kilku dni kołacze mi się po głowie - kontynuował szybko Kędzierski.
- Co takiego, panie pułkowniku?
- Na początku lat osiemdziesiątych krążyła po ówczesnym MSW plotka o supertajnej jednostce do zwalczania specjalnych zagrożeń. Podobno mieli być szkoleni w Związku Radzieckim przez rosyjski specnaz i wywiad. Taki dzisiejszy Grom. Potem projekt padł ze względów politycznych i finansowych. Ale czy na pewno? Może kogoś jednak szkolili i na przykład zwerbowali w trakcie szkolenia?
- Nigdy o czymś takim nie słyszałem – odpowiedział Oleszuk.
- Bo jesteś za młody, żeby znać te sprawy. Spróbuję popytać tu i ówdzie – może się czegoś dowiem. A teraz dość tej paplaniny, bo się spóźnisz na samolot.
- Odmeldowuję się, panie pułkowniku – powiedział Oleszuk wyłączając telefon. Przez najbliższe 3,5 godziny nie będzie mu potrzebny.
W tym czasie, jak zauważył Oleszuk, Podwaniecki kupił bilet, przeszedł przez odprawę nie niepokojony przez celników i straż graniczną i spokojnie poszedł robić jakieś zakupy w sklepie wolnocłowym. Oleszuk dyskretnie mu się przyglądał.
Kim jesteś, u licha, pomyślał? Jeśli jesteś tym, za kogo cię uważam, to będziesz mój. Oleszuk postanowił się nie martwic. W końcu jest jeszcze pułkownik Kędzierski, niech on się martwi. Z tą myślą, witany uśmiechem stewardessy, wszedł na pokład samolotu. Zajął miejsce w ostatnim rzędzie, skąd doskonale mógł obserwować podejrzanego. Jak jednak wkrótce zauważył – Podwaniecki przykrył się kocem i zasnął. Mi też należy się odpoczynek, pomyślał Oleszuk wygodniej układając się w fotelu.

CDN

Opublikowano

Hej, Kapitanie! Naostrzyłeś już noże? Właśnie wrzuciłam Twoją ulubioną Modliszkę. Wiem,że z utęsknieniem czekasz na dalsze przygody mojej bohaterki.
Zaraz zabieram się za Twoje dzieło. Pewnie całości nie dam dzisiaj rady, ale jutro z pewnością dokończę i wrzucę swój komentarzyk.
Pozdrawiam!

Opublikowano

Wciąga coraz bardziej. Chociaż odczuwam lekki chaos- dotyczy przeskoków akcji. Ale zrzućmy to na karb mojego ADHD i trudności z koncentracją uwagi.
Zatem mamy tu też olsztyńskie klimaty!
Troszkę pogubiłeś znaki diakrytyczne no i ciąglenie łączysz partykuły "by". Zamiast :"podzielił by" sugerowałabym "podzieliłby".
Oczywista czekam na dalszy ciąg.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Ja tak sobie drogie Panie Panowie drodzy moi Bracia moje Siostry cud Boży o wolnej woli gdzie zapisał losy w Trójcy jeden zna karty historii jako czas mu nieistotny i jego palec wskazuje gdzie dla nas przypadkowe zdarzenie jest na Jego polecenie tak się usłyszałem tutaj dzieje 

      No więc tak łapię 

      stan niestan dna demokratyczny przypis do niewstania mego niepodpisane rymy się trafiły gdybym wiedział wcześniej się dowiedziałem później sercem bym nietrafiał w ludzkiej masy duszę a tak ruszę tłumem wtedy gdy stan i słowa były ku zabawy zaprawy wypadałe wybadany ja no coz

      cóż 

      szkoda że 

      już 

      wiem kim jestem nie 

      pytam już 

       

      czynem cham z najgorszych 

      nienawiści pelen

      ku mi bądź 

      mi czyny które 

      popelniał tamten nieświadomy swego 

      bytu życia 

      w ktorym

      spał zamknięte powieki miał to napewno na.prawde i brał co chciał 

      a chciał mieć a nie być 

      a byli tam wtedy Ci co krew z krwi bracia

      ten najmłodszy wpatrzony mówiła 

      matka a ja go niszcząc za dzieciaka

      wiem czemu 

      nienawiścią pała czrmu

      czemu chce 

      być jak najdalej. rodzina rozbita bo ja za cud się moalem

      miałem jak bilem

      biłem kradĺem i odpychałem tych co powinien dobry człowiek chronić 

      krew z krwi

      oczy litości na krzyki z ust moich gdzie padały słowy nje wiem czemu głośno nieswiafomie wbrew temu za kogo chciałbym się mieć 

      i mam na to jej odpo wiedź

      jesteś chory wiem 

      i wciąż czuła że musi być blisko mnie 

      drugi policzek i pierwszy po rwz kolejny

      kurwy chuje cham 

      ale ja bym chciał spowiedzi i opłatka 

      jak Wielka Improwizacja 

      potrzebujesz Boga

      masz w sobie diabła 

      opętanie 

      egzorcyzmy nic nie dały a może 

      po tem staje się sobie bliższy 

      długo w czasie nie od razu przynajmniej dziś njewstan przypomina mi co zrobiłem odpowiadam sobie kim jestem

      wbrew Bogu i jego słowom przez Syna przekazanym nie jestem Bogiem a bliżej mi do tego co niesie światło (tłumaczenie imienia Lucyfer jest takie wyczytałem sprawdź mnie sprawdź też chyba że wiesz to nie musisz sprawdzać przesz)

      ja niewstanie jedynie byłbym w stanie wykrzyczeć nawet wyliczę swoje grzechy księdzu przy spowiedzi ale czy to się liczy 

      gdy twardy trunek płynie przez żyły i uruchamia myśli 

      dziś nigdy nie jestem trzeźwy tak naprawdę 

      nie jestem sobą 

      leki wypisane odzez psychiatrę 

      znika objaw co spać nje daje

      rząd ludzi z przeszłości co nazwali omamem ja wypieram (jak to jeden z objawów) nieprawdziwosc tych omamow i biorę za prawdę co mi się wydaje że radioteatr to plan terapii behawioralnej metodą techniki ukrytej schowanej ludzkości znanej z filmów i seriali typu sajens fikszyn 

      ale oni mają dostęp 

      a ja wystawiłem się na cel celnym słowem a potem njeudanym samobojstwem na cudzych petlach sie rzucam gdzie nie wczas i głupia moja tendencja i przekonanie że to co mówię jest dobre i nie muszę sam se posłuchać się co nagadałem 

      niewstanie w trybie strumień nieświadomości 

       wyplute słowa które o nich sam spelnie w przyszłości 

      bo gdy ja mówię oni czy świat jest taki a taki gdy się rwę do opisania cywilizacjii to ja hedtem w tym

      moje odbicie

      gdy wypluwam wers o chmarze co idzie przez życie jakby byĺa androidem lub szerszeniem to o sobie przecież sprawdam co w poezji znaczy szerszeń i to łatwe a ja miałem zagadkę 

      podpisałem się w metaforze że jestem wrogiem 

      (kmwtw nie łamiąc omerty bo wtajemniczenie w grupè miało być ale fakstartem nazwane głupie rymowanie po zwrotce napisanej jeszcze dodadkowe a nkepotrzebne co zrobiłem tam nje wjem chocjuz domyslili mnie co poleciał za hejt za dis a to samotny opuszczony co chciałby mieć coś czego mieć nie ma nissczy w swojej głowie upadając upadlajac sie jedynie)

      że widzę jedynie tragedię jak nie wiem mówię co czuje ten co patrzy na śmierć osoby którą kochał całe życie co czuje gdy odchodzi druga z połówek 

      nie wjem co czuje osoba przeszywająca tragedię a nie wiem tak. naprawdę jaką tragedię przeżywają przeze mnie

      prawda jest taka tu od dzieciaka powinni nienawidzieć tego mnie chama co zło czyniąc i wbrew im i ich potrzebom oczekiwaniom

      zabity anioł 

      jest moją sprawą

      daleko od świata gdzie ludzkość kroki stawia powinnienem umrzeć i nie wracać 

      opuszczona samsara ale nie jako nagroda a jako kara 

      nic nie doświadczać poza granicami wszechświata 

       

      oto wiersz który już gdzieś w podobnych słowach pisalem 

       

      W sklepie pełnym pomarańczy 

      ominę je

      Prosto w stronę gdzie flaszki

      Obejdzie się niesmakiem

      Wróble pod dachem nie dają spać nad ranem po nocy nieprzespanej 

      Gołębie karmię na ekranie wirtualnym ziarnem

       

      i coś tam chyba było jeszcze może ale kończę generalnie

       

       

      ps KOCHAM JAK W KSIĄŻKACH JAK W FILMACH JAK W BIBILIACH 

      CHCIAŁBYM BY TO BYŁA PRAWDA ALE SERCE JAK KAMIEŃ I NIEWYKSZTCONA EMPATIA

      ROBIŁEM WAM ZA CO PRZEPRASZAĆ PRZEPRASZAM WAS TO ZA MAŁE I TYLKO ZNÓW BY POCZULI ODRAZĘ 

      WYŚWIETLĘ SIĘ I NA KONIEC DODAM 

      ŻE DZIŚ TE SŁOWA TO JUTRZEJSZE ALE ZE MNIE IDIOTA

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Kiedy Zośka Zet wchodzi do baru Większość z miejsca dostaje kataru Kilku na kieliszkami Głośno dzwoni zębami Zośka Zet jest spełnieniem koszmaru
    • @Poet Ka Warto siebie pytać się o zdanie ciekawiej się stanie .   Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • Ja tak sobie drogie Panie Panowie drodzy moi Bracia moje Siostry cud Boży o wolnej woli gdzie zapisał losy w Trójcy jeden zna karty historii jako czas mu nieistotny i jego palec wskazuje gdzie dla nas przypadkowe zdarzenie jest na Jego polecenie tak się usłyszałem tutaj dzieje  No więc tak łapię  stan niestan dna demokratyczny przypis do niewstania mego niepodpisane rymy się trafiły gdybym wiedział wcześniej się dowiedziałem później sercem bym nietrafiał w ludzkiej masy duszę a tak ruszę tłumem wtedy gdy stan i słowa były ku zabawy zaprawy wypadałe wybadany ja no coz cóż  szkoda że  już  wiem kim jestem nie  pytam już    czynem cham z najgorszych  nienawiści pelen ku mi bądź  mi czyny które  popelniał tamten nieświadomy swego  bytu życia  w ktorym spał zamknięte powieki miał to napewno na.prawde i brał co chciał  a chciał mieć a nie być  a byli tam wtedy Ci co krew z krwi bracia ten najmłodszy wpatrzony mówiła  matka a ja go niszcząc za dzieciaka wiem czemu  nienawiścią pała czrmu czemu chce  być jak najdalej. rodzina rozbita bo ja za cud się moalem miałem jak bilem biłem kradĺem i odpychałem tych co powinien dobry człowiek chronić  krew z krwi oczy litości na krzyki z ust moich gdzie padały słowy nje wiem czemu głośno nieswiafomie wbrew temu za kogo chciałbym się mieć  i mam na to jej odpo wiedź jesteś chory wiem  i wciąż czuła że musi być blisko mnie  drugi policzek i pierwszy po rwz kolejny kurwy chuje cham  ale ja bym chciał spowiedzi i opłatka  jak Wielka Improwizacja  potrzebujesz Boga masz w sobie diabła  opętanie  egzorcyzmy nic nie dały a może  po tem staje się sobie bliższy  długo w czasie nie od razu przynajmniej dziś njewstan przypomina mi co zrobiłem odpowiadam sobie kim jestem wbrew Bogu i jego słowom przez Syna przekazanym nie jestem Bogiem a bliżej mi do tego co niesie światło (tłumaczenie imienia Lucyfer jest takie wyczytałem sprawdź mnie sprawdź też chyba że wiesz to nie musisz sprawdzać przesz) ja niewstanie jedynie byłbym w stanie wykrzyczeć nawet wyliczę swoje grzechy księdzu przy spowiedzi ale czy to się liczy  gdy twardy trunek płynie przez żyły i uruchamia myśli  dziś nigdy nie jestem trzeźwy tak naprawdę  nie jestem sobą  leki wypisane odzez psychiatrę  znika objaw co spać nje daje rząd ludzi z przeszłości co nazwali omamem ja wypieram (jak to jeden z objawów) nieprawdziwosc tych omamow i biorę za prawdę co mi się wydaje że radioteatr to plan terapii behawioralnej metodą techniki ukrytej schowanej ludzkości znanej z filmów i seriali typu sajens fikszyn  ale oni mają dostęp  a ja wystawiłem się na cel celnym słowem a potem njeudanym samobojstwem na cudzych petlach sie rzucam gdzie nie wczas i głupia moja tendencja i przekonanie że to co mówię jest dobre i nie muszę sam se posłuchać się co nagadałem  niewstanie w trybie strumień nieświadomości   wyplute słowa które o nich sam spelnie w przyszłości  bo gdy ja mówię oni czy świat jest taki a taki gdy się rwę do opisania cywilizacjii to ja hedtem w tym moje odbicie gdy wypluwam wers o chmarze co idzie przez życie jakby byĺa androidem lub szerszeniem to o sobie przecież sprawdam co w poezji znaczy szerszeń i to łatwe a ja miałem zagadkę  podpisałem się w metaforze że jestem wrogiem  (kmwtw nie łamiąc omerty bo wtajemniczenie w grupè miało być ale fakstartem nazwane głupie rymowanie po zwrotce napisanej jeszcze dodadkowe a nkepotrzebne co zrobiłem tam nje wjem chocjuz domyslili mnie co poleciał za hejt za dis a to samotny opuszczony co chciałby mieć coś czego mieć nie ma nissczy w swojej głowie upadając upadlajac sie jedynie) że widzę jedynie tragedię jak nie wiem mówię co czuje ten co patrzy na śmierć osoby którą kochał całe życie co czuje gdy odchodzi druga z połówek  nie wjem co czuje osoba przeszywająca tragedię a nie wiem tak. naprawdę jaką tragedię przeżywają przeze mnie prawda jest taka tu od dzieciaka powinni nienawidzieć tego mnie chama co zło czyniąc i wbrew im i ich potrzebom oczekiwaniom zabity anioł  jest moją sprawą daleko od świata gdzie ludzkość kroki stawia powinnienem umrzeć i nie wracać  opuszczona samsara ale nie jako nagroda a jako kara  nic nie doświadczać poza granicami wszechświata    oto wiersz który już gdzieś w podobnych słowach pisalem    W sklepie pełnym pomarańczy  ominę je Prosto w stronę gdzie flaszki Obejdzie się niesmakiem Wróble pod dachem nie dają spać nad ranem po nocy nieprzespanej  Gołębie karmię na ekranie wirtualnym ziarnem   i coś tam chyba było jeszcze może ale kończę generalnie     ps KOCHAM JAK W KSIĄŻKACH JAK W FILMACH JAK W BIBILIACH  CHCIAŁBYM BY TO BYŁA PRAWDA ALE SERCE JAK KAMIEŃ I NIEWYKSZTCONA EMPATIA ROBIŁEM WAM ZA CO PRZEPRASZAĆ PRZEPRASZAM WAS TO ZA MAŁE I TYLKO ZNÓW BY POCZULI ODRAZĘ  WYŚWIETLĘ SIĘ I NA KONIEC DODAM  ŻE DZIŚ TE SŁOWA TO JUTRZEJSZE ALE ZE MNIE IDIOTA    
    • Boże dziś i nigdy nie składam rąk do modlitwy Znaku krzyża do Imion Jakie Nosi Twoja Trójca W Jednej Osobie nie czynię  Czy słowami w myślach wystarczy że to powiem czy to za mało by mnie Twoje Boskie ucho nastawione w moją stronę wysłuchało Boże dwa razy dziennie modlę się słowami modlitw  Tej której nauczył nas Syn Twój Boży gdy milenia temu urodzony ze znamieniem skazania na śmierć tych którym chciał pokazać miłość i szczęście jak żyć by Raju dostąpić  Druga modlitwa do tego który rządzi jak karty historii pisze i czas dla niego jest njestotny bo jest zarządca linii okręgu który wszechświat tworzy Boży zaczęty jednym tajemniczym słowy Trzecia modlitwa do niepokalanej grzechem Matki Syna Papież Polak otoczył ją kultem i ja też się ku jej wyjątkowości przychylam w modlitwach Wieczorne modły mają jeszcze urywek koronki ze słowy gdzie krew Syna poświęcona za grzechy nasze i świata były wybaczony   Ale dziś jest dziś jestem niewstanie  Jestem pod wpływem i chaos używki w płynie twardej i strasznej sprawia że modlitwy nie przychodzą z automatu i mylą i xapomjnaja słowa się  Dziwne nie  Uczone od dziecka wpojone jak twarda stal słowa znikają a ja wpadam w tym niestanie by pomodlić się swoimi słowy  Tylko jak to zrobić gdy Byt jak Boży jest mi niepewny  Ten z Księgi  Starego Nowego słowa  Testamenty Ojca który patrzy i widzi Mi się nie widzi Pytasz więc czemu te modlitwy Bo przyszło mi usłyszeć słowa że gdy będziesz modlił i żył po chrześcijańsku uwierzysz ale nie Wierzę w wyższą świadomość  Coś co jest zawsze i wszędzie i wie  ale tylko patrzy jak po pierwszym tchnieniu w nicość jak pierwsza była liczba jak jedynka  Obserwuje i wie co dzieje się co stanie się ale nie do końca czeka na nas po drugiej stronie gdzje dusza zawedruje gdy ciało opuszcza Jestem Heretykiem saracenem w Boga nie wierzę ale dziś moje ręce ułożone na ekranie klikają w klawiaturę chcą by Bóg usłyszał mnie i zwrócił uwagę choć miał już prawo zwątpienia w moją osobę i mógł przestać czekać na mnie z rajskim życiem po ostatnim oddechu Oj Boże możesz już na mnie nie czekać na szczycie gdzie chmury pod nami płyną po niebie jak owce białym wełnianym spokojem który pasuje do koloru skrzydeł szat i źrenic tego który jest Aniołem Twoje Boże armie anielskie spoglądając na mnie mogły opuścić mnie z nadziejami na szczęście  Gdzje nie słuchałem duszy której połączenia nie czułem  tylko glupi ślepy głuchy  chciałem mieć nie być  Kochać i miłość to słowa które można jedynie z duszy definiować a nie wyvzytanymi słowami w książkach albo podejrzanymi zachowaniami w filmach postaci  Niekumaty na empatii nie zauważyłem innych  Ani ich potrzeb ani ran których zadania jestem ich winny  Boże moje modlitwy to jak zacznę od Amen jak rozmowę telefonem zaczyna się halem (od halo zastosowałem odmianę) Czy masz dla mnie na wadze ostatecznej gdzie grzechem i jego ciężarem wskażesz co się nieśmiertelnej duszy spelni na zawsze Czy kilka słów do paru dusz które dały im chwilę dopaminowego szczęścia te rymy w wierszach wypowiedziane w nieświadomości mają wagę wobec czynów i krzywdy której jestem winny  czy słowa litości wobec moich krzyków  gdzie zauważona choroba to stan umysłu czy zgnilizny tu duszy nie narządów jak bebechy i styków w mózgu jak przyszło mi poznać diagnozę gdy na kozetce wylądowałem  Boże proszę miej na uwadze że nawet diabeł może mieć nadzieję na pojednanie  Synu przyjdziesz po raz wtóry Nie pokonuj już śmierci i piekła  doprowadzić musisz Lucyfera do zrozumienia że wszystko dzieło Boże i wszędzie wszystko Rajem w szczęściu i miłości może płynąć jak spokojna rzeka wlewać się do oceanu krwi w Bożym sercu Przytul diabły i karm je miłością jakiej zechcą dzielić się z ludzkością  Poznanie owocem zakazanym różnicy dobra i zła było potrzebne by docenić czym jest szczęście  Boże czy już nie dość strachu w nas  nie dość zła przyszło nam znać by docenić pamiętając wojny ból ubostwo i bycie nikim wobec tych co z batem i mieczem nad nami losami kierują  Boże już wiemy jak smakuje proch i czym jest ryzyko skończenia cywilizacji atomem  Ostateczna z wojen już się rozegrała  Urodzony by go na śmierć skazać nam i diabłu pokazał że można go pokonać  Ostateczna ofiara tego bez grzechu który dla uwolnienia istot ludzkich od ciężaru ich grzechów skonał A chciał tylko otworzyć serca  Ale nie zauważyli kim jest ci którym chciał odebrać życie w orzywilejach  Kolej pojednać się z pierwszym zbuntowanym z pierwszym wrogiem  skrzydeł odebranych straconym do piekła dać miłość którą odda i przestanie czerpać w ludzkich grzechach jak karmić się upadkiem jak złem i strachem i pychą pożądaniem nie być drogowskazem z fałszywą drogą na szczęście z posiadaniem władzy i pieniędzy  Boże co tacy jak ja mogą  Gdy oni tam są  Gdy Ty tam jesteś  miałem się modlić ale nie wychodzi mi to za dobrze proszę wskaż  drogę  Gdy już to uczyniłem powinienem znać Twoją odpowiedź  Otwórz serce bym umiał szczerze powiedzieć kocham Nie wypada prosić Boga wszak on juz wszystko co mógł nam dał reszta to nasza droga i wybory i nadzieja na kolejną z szans Nie wątp w nas Amen w imię Trójcy która kocha nas. 
    • Kiedy pojawia się taki gniew, kiedy poeta staje się sumieniem narodu, wkrótce naród się budzi.   Wierz mi, wyjdę na ulicę, bo jestem świadomy jak jesteśmy zeszmaceni przez "kwiat głupoty narodu". Tyle hipokryzji w geopolityce jeszcze nie było, to i w kraju wolno "wszystko"? Bez mojej zgody. To rola mężczyzn, zwłaszcza młodych ciałem lub duchem. Pzdr.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...