Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

coś ci pokażę - to szklanka mleka
głód skrywam w dłoniach niech papilarnie
sączy się życie niech kapie z brody
dziecięcy toast niech będzie inaczej
niż myślisz

na parapecie też kursują pociągi
mlecznymi zębami szarpią ciasto
cuchnące zielone aż do granic
nieba w kącikach ust i
basta! to moja kolej to moja
kolejka - ciuchcia zwyczajna
ot blaszana zabawka
a pan konduktor cichutko płacze
(nawet nie mogę go pogłaskać)

mieszka we mnie brat zły i gorszy
ten drugi to kawał drania
ten pierwszy ma kawał miasta
mieszkanie próg i parapet
ten gorszy będzie płakać
będzie z oczu padało mleko
małe białe kamikadze

*

mam na myśli tory gładkie
cudzą kolej mam na głowie

Opublikowano

Najbardziej podoba mi się początek i koniec. Z tym że koniec bez zastrzeżeń, mówi tyle,
że mógłby być oddzielnym wierszem. Piękny jest też "koniec nieba w kącikach ust"
tam, gdzie kończą łzy i zaczyna się śmiech. Z reszty powycinałem sobie fragmenty,
które zatrzymały mnie szczególnie i po połączeniu wyszło coś takiego:


przed szklanką mleka
głód chowam w dłoniach

na parapecie pociągi
cuchnące zielone do granic
nieba w kącikach ust

basta! to moja kolej
basta! ciuchcia dziecięca
płacze konduktor
stacja

mam na myśli tory gładkie
cudzą kolej mam w głowie


Nie jest to propozycja wiersza, tylko wychwycenie z niego najciekawszych dla mnie momentów. Myśli z lektury. Moja... stacja :)

Pozdrawiam.

Opublikowano
coś ci pokażę - to szklanka mleka
głód skrywam w dłoniach niech papilarnie
sączy się życie niech kapie z brody
dziecięcy toast niech będzie inaczej
niż myślisz


tak sobie to wychwyciłam, ale całość też ok /
podoba mi się to prowadzenie monologu z kimś, a może ze sobą?
ładnie malujesz /
:))
serdecznie pozdrawiam
-teresa
Opublikowano
Boski(e) - Twoja stacja? jak najbardziej! Pogadamy z Konduktorem ;-) w końcu on jest głową kolejki ;P

Rachel - oj, wyłażą, wyłażą jak wyrzuty sumienia; a że coraz nowocześniejsze są pokusy cmokam do Ciebie

Teresko - powiedzmy nawet, że ja tam do kogoś rozmawiam ;P najpewniej do okna ;) zostało mi z dzieciństwa, czy czegoś takiego =)

zdrówko!
andżelka
Opublikowano

Tytuł jest, co trzeba przyznać, dość zastanawiający Warto zwrócić również uwagę, iż nie powinno się go czytać dosłownie Jak bowiem można darzyć uczuciem postać, która w Biblii nie objawia się bynajmniej z dobrej strony ? Kain dopuścił się przecież morderstwa na swoim bracie, kiedy Bóg odrzucił jego ofiarę, natomiast nad daniną Abla był zachwycony Można wobec tego wnioskować, że podmiot liryczny względem rzeczywistości, która go otacza, woli przybrać postawę agresywną, by móc się opcjonalnie uchronić przed bólem, cierpieniem Jednakże tylko poprzez drogę grzechu Aczkolwiek niekoniecznie musi rozchodzić się o eliminację ewentualnych przeciwników poprzez zabójstwo Takie stanowisko wydaje się być w miarę racjonalne, szczególnie w odniesieniu do polskich realiów Nasuwa mi się jeszcze jeden wniosek a' propos peela - otóż wydaje się on być silną, inteligentną, trzeźwo podchodzącą do wszelkich spraw, a także asertywną osobą

Z pierwszej strofy odbiorca dowiedzieć się może, iż podmiot liryczny kieruje swoje słowa do kogoś zapewne dlań istotnego W każdym razie przedstawia mu szklankę mleka Czymże ona może być ? Swoistą miniaturą drogi mlecznej, naszej galaktyki ? W takim przypadku peel starałby się zobrazować adresatowi przekrój relacji, jakie ich łączą, ponieważ dla niego galaktyką, czyli obszarem pojętnym, ogromnym układem jest związek - najważniejsza rzecz w życiu Idąc tym tropem - podmiot liryczny jest po prostu zmuszony do unaocznienia partnerowi, jak sytuacja, w której się znajdują, czy dany etap ma się naprawdę Przez większą ilość czasu podmiot wypowiedzi skrywa w sobie emocje (przynajmniej te negatywne), teraz jednak dochodzi do wniosku, że dłużej nie może tego robić Świadczy to o jego ogromnym zaangażowaniu i uczuciowości Z drugiej jednak strony (a może wcale niekoniecznie ? ;) acz cały czas poruszając się w metryce dwóch początkowych wersów) podmiot liryczny pragnie ostrzec miłość swą przed fakultatywnymi konsekwencjami zachowania (destruktywnego) Tak czy inaczej chce zmian, chce wreszcie postawić na swoim, chce poczuć, że może się w pełni otworzyć przed bliską osobą bez jakichkolwiek ograniczeń

Muszę stwierdzić, że zafrapował mnie tenże neologizm (przymiotnik powstały z rzeczownika) - 'papilarnie' czyli Być może oznacza, że peel pragnie poczuć, zasmakować wielu dróg egzystencjalnych, a nie zamykać się tylko w obrębie związku z partnerem Ostatni wers tejże strofy z nutką przekory Dlaczego bowiem zawsze ma być po myśli ukochanego ? Toż korelacja dwóch darzących się uczuciami osób winna opierać się na zasadzie równości, kompromisu Podmiot liryczny będzie starał się doprowadzić do takiego stanu

Druga strofa jest już w nieco innej tonacji napisana, różni się od swojej poprzedniczki chociażby przez fakt, iż osoba mówiąca nie zwraca się bezpośrednio do kogoś innego Przyznam jednak, że po kolejnych czytaniach dochodzę do wniosku, iż peel nadal kieruje słowa do partnera Przestrzega, że jeżeli nie zmieni sposobu traktowania go, to po prostu te relacje stopniowo będą wygasać, a może podmiot liryczny z miejsca postanowi je zakończyć Niemniej chce wydostać się z życia w ciągłej nadziei na poprawę czegokolwiek Bierze sprawy w swoje ręce (widocznie na swojego faceta nie warto liczyć) Z tej zwrotki można jeszcze jedno wyczytać - peel potrzebuje stabilności, czegoś (bądź też kogoś ;) dorosłego, dojrzałego; jest znudzony substratami, jakie do tej pory go otaczały W następnej części strofy peel dokonuje wręcz reifikacji (uprzedmiotowienia) związku ('blaszana zabawka') Acz taki zabieg byłby wielce zastanawiającym Świadczyłoby to bowiem o stosunkowo szybkiej przemianie wewnętrznej podmiotu lirycznego i jego stosunku do kontaminacji (czy też w takim przypadku jej braku) z drugą istotą ludzką

Zwrotka trzecia (moim zdaniem najsilniejszy punkt utworu) mówi najwięcej o podmiocie lirycznym Odbiorca dowiaduje się, że podmiot liryczny chwalić się poniekąd może dwiema osobowościami: dobrą i złą Tutaj jednak zaczynają się schody Mam kilka myśli na odbiór: 1) dzięki tej strofie udało mi się zauważyć ciekawe zjawisko - wiersz jest zbudowany na zasadzie kontrastu - w pierwszej zwrotce przemawia ta dobra strona podmiotu lirycznego; ma on nadzieję na poprawę relacji, jest nieco przekorny, ale na w miarę miły, łagodny, subtelny sposób; strofa druga - weń peel ulega metamorfozie - teraz odzywa się druga, ta gorsza strona kręgosłupa świadomości - chce zakończyć związek, obraża wręcz partnera i nie obchodzi go ból, jaki zadał drugiej osobie 2) podmiot liryczny, kiedy był jeszcze piękny i młody, miał marzenia, był nieświadomy, wierzył, iż stosunki z najbliższym mu człowiekiem będą się poprawiały, szły odpowiednim szlakiem, jak najbardziej konstruktywnym Z czasem jednak nabiera doświadczenia i zauważa, że nie wszystko wydaje się być mlekiem i miodem płynące; aby zatem uniknąć cierpienia, bólu, żalu, staje się bardziej zimny, a może po prostu zdystansowanym (?) Tak czy inaczej w strofie trzeciej jego pogląd, czy obraz charakteru, osobowości w pełni się krystalizuje Aczkolwiek i tutaj łapią mnie skurcze - każda kolejna strofa mogła być opisem późniejszych okresów życia podmiotu lirycznego: pierwsza miłość i związany z nią zawód, który nota bene dał wiele empirii, następne związki kończące się niepowodzeniem doprowadzają peela do stanowiska daleko abstrahującego od chęci wiązania się (przynajmniej w najbliższym okresie) z innymi ludźmi Przychodzi mi jeszcze jedna myśl - podmiot liryczny, jako że jest osobą niezwykle emocjonalną, po wielu przykrych doświadczeniach płynących z bardzo bliskim obcowaniem z osobami płci przeciwnej upada duchowo i psychicznie, co po jakimś czasie prowadzi do choroby psychicznej i rozdwojenia jaźni

Docieramy do pointy Teraz rodzi się pytanie - jak ją odbierać w stosunku do poprzednich sformułowań, które udało mi się urodzić Być może peel wybiera się na długi odpoczynek od rzeczywistości, przynajmniej tej, z którą do tej pory miał do czynienia Ciężko mi powiedzieć

Jak bardzo dalekie nie byłyby moje zamysły od klucza, który ustanowiłaś przelewając swoje emocje na papier, mnie wiersz przekonuje Chociaż czytałem już lepsze spod Twojego pióra ;) Jest tutaj wiele bardzo ciekawych metafor, dużo środków poetyckich Tekst jest naprawdę zastanawiający Poświęciłem nań ponad godzinę, udało mi się dopić resztę kawy z popołudnia, spalić dwie fajki, wypić prawie litr mleka i zjeść pół czekolady ;))) Zostawiam tu solidnego plusa Mam ponadto nadzieję, że moje winy zostały, bądź w najbliższej przyszłość zostaną odkupione :)))

Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



hehehe - tak, jeszcze 69 takich komentarzy i pomyślę o rozgrzeszeniu ;P (sic!)
minęliśmy się w tym wierszu jak dwa pociągi ale wcale mnie to nie martwi!
dużo z tego wyczytałeś, chociaż tym razem nie przeniknąłeś zamiarów peelki.
ona już chyba skończyła z monologami do partnera - życie nauczyło ją, że tylko proza, prosta proza... ;P
cóż, raczki mają zawsze taki falstart ;P
za tę resztę kawy z popołudnia, dwie fajki, prawie litr mleka i pół czekolady zostawiam Ci solidnego kopa i buziaka (zgadnij co za co ;P )
idź bracie i ... grzesz więcej ;P

angie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • SŁOWA, W KTÓRE CIĘ KOCHAM JUŻ NIE

      reż. Serge Gainsbourg

      MINITEL: 6996
      (Hier Schiphol Port)

      Kocham cię tak
      O, jak w locie ptak!
      Ja ciebie też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W lędźwie twe 

      Bo ja
      Kocham cię Kocham tak
      O tak, kocham cię!
      Ja też nie
      Och, miła ma...
      Ty to fala,  ja ziemi trud 
      By, wpłynąć na  brzeg
      Mych zeschłych ud

      Więc ja
      Na spotkanie biegnę ci
      Kocham Cię Kocham Cię
      Ja też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W Twój lepki mrok 

      Wstrzymuję krok 
      Ty bijesz o mój szczyt
      Czubek miłości mej 
      Idę, by hołd złożyć ci
      Złożyć perły dżdżu 
      W dolinie Twych ust
      A Ty idziesz w mój ślad 
       - Kocham Cię Kocham Cię
      O tak, kocham na wznak!
      Ja też nie

      Miłośi ciał  zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak 
      Gdzie twego  łona port
      Chcę orczyk ściągnąć, poziom zerr
      Lecz to Ty trzymasz ster 
      Nachodzi, ziemi fort...
      Nie! Terra... terr!
      Terrain ahead, pull up!
      Przyziemienia spaz..

      Je t'aime de pluie
      Moi non plus
      Je te kiffe 
      Même diff...

      RICHARD 1004
      (Tu i tu, i tam)

      Kochał  pałac tak
      (Boga palec mniej)
      Że porwał go żelazny ptak, 
      W las antycznych ciał...
      I w ostry historii cień
      Wbił dziób swój, w ziemi krew

      Więc wzbił się w dech małpiej mgły
      W pagonów, tóg werbli rytm 
      Stary wilk wciąż dzierżył ster, 
      Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień

      O konia dam na sławy żer!
      My też nie
      Och, ziemio ma...
      To tylko zakłócenia fal, przecie wciąż kochasz mnie

      Chcę wpłynąć znów w Victorii dal
      Więc zlecę tu, gdzie tylko chcesz,
      By Vox Populi skrył mnie deszcz
      Osiodłam znów mit krwistych burz...
      Czy wyjdziesz na spotkanie  mi?
      Wciąż kocham tak Twój blado-krwawy róż,
      Dam kres swym dniom, by być miłym ci..

      Och, miła ma...
      Na fali twej
      Ulecieć chcę nawet tam,
      Gdzie Aerofłot 
      Wstrzymuje lot

      Biję w wąwozu szczyt,
      Lodowej góry Twej 
      Idę, by hołd złożyć Im
      I łożyć perły  ciał 
      Na ołtarz tronu łez

      O miła ma, zetnę tysiąc brzóz
      By wpiąć je w dolinę Twych ust
      Jeśli Ty też nie trafisz w pas
      W mój kurs i szlak

      "Nie zostawiaj mnie
      Nie zostawiaj w tym tu
      Nie zostawiaj, chcę...
      Nie zostawiaj: Mu

      Obiecuję ci
      Wyssać perły krwi 
      Z ciebie l ziemi tej,
      Gdzie pada żelaza deszcz
      I z najkrwawszej z ziem
      Wycisnąć choć metr 
      Stopę... Stop tlen,
      Skryłem ciało swe
      W całun błót,w martwy liść

      Kocham Cię Kocham Cię
      O daj mi znak
      Kocham je
      Leżę tam, gdzie znak...
      My przez chwilę też tak

      Miłości ciał zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak
      Jak te jedwabne drzwi
      Gdzie mój ostatni port
      Orczyk ściągam, poziom sto 
      Lecz ster trzyma On;
      "Pо правильной дороге.
      Na верном пути"
      Sixty , fifty, fort...
      Nie! Ziemia...ziem!
      Kur!!!
      Uniżenia dno (w dur)
      Wniebowzięcia dreszcz...
      Pравильнa дорогa.
      Na верно
       Pути..."

      Wiary dochowałem, ukończyłem lot
      Wzbiłem się w Majestatat Flot
      Wstrzymałem dech
      Wbiłem w wąwozu szczyt
      Zdradzony świt
      Góry Kości tej
      Kur piał (X3)

      Я люблю тебя, туман.
      И я.
      Я сошёл с ума,
      Я сошёл c телa
      Я, туман.

      YFD: 0-911
      (Sullied van)

      Kochał  tak przygody smak
      (I inshallah też)
      Że porwał go żelazny ptak
      W tumult szklanych wież  ...

      "Yes;  the book and orders were onboard,
      Quite quiet men, and riot squads 
      His cutting edge was not stored
      And  came quite handy down the road;
      Tak; księgę i przekaz na pokład wziął,
      Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi,
      I ostry wzrok, co niejeden róg ściął
      I był poręczny w zręcznym locie tym;

      His learning did not go as far
      As safely getting to the quai: 
      He only sought to know how to start;
      The rest, he'll discover on the fly"

      Nauka ma nie zaszła dalej, niż w ten las,
      Nie porywa go, jak znaleźć bezpieczny port
      Chciałem tylko wiedzieć, jak zerwać  czas:
      Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot

      I w szklany sufit  historii się wbić 
      I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur
      I Ziemię Zer  zatopić  we krwi 
      I paszczę przymknąć Ul. Mur

      By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę 
      Epoletów belki wzniosły w rytm oddechu serc
      Morskiemu wilkowi odebrać ster,
      A rufę mu wszedł  morza Hudson cień

      Wlatuję w dolinę wąwozu wrażych wież
      Tej Sodomy muru, co niesie śmierć.
      Złożę je, jak ściany, gdzie Rzece w paradę wchodzi Brzeg
      Złożę perłę ciała, gdzie króluje Wieprz

      Daj skrzydlatego konia, by los  pożywił się!
      W zero ziemii, jedność z tym co jeden jest

      To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień
      Uleciałem zburzyć płaczu mur 
      Rozciałem, gdzie On wezwał mnie  
      Żeby Vox Dei deszcz ognia spuścił z chmur

      Czy wyjdzie, by spotkać nas, gdzie seraju próg? Wciąż tak bardzo kocham Twą zieleń i biel,
      Oddam chętnie życie, jeśli tak chce Bóg…

      Panie zielonooki mój spełniłem Twój cel
      Lecz na mych kompanów wciąż czeka Air Virgin 95
      ...


      Na ołtarzu tronu łez. Brzeg
      O, mój drogi, powalę tysiąc wież,
      Aby przywiązać je do doliny twoich ust,
      Na mojej ścieżce i za mną,

      „Nie zostawiaj mnie,
      Nie zostawiaj mnie tutaj,
      Nie zostawiaj mnie, chcę…
      Nie zostawiaj mnie,

      Obiecuję ci,
      Wyssać perły krwi,
      Z ciebie i z tej ziemi,
      Gdzie pada żelazny deszcz,

      I z najkrwawszych krain,
      Utrzymać choćby metr,
      Stopę… Zatrzymać tlen,
      Ukryłem moje ciało,

      W całunie z błota, w martwym liściu.
      Kocham cię, kocham cię
      Och, daj mi znak
      Kocham je


      CHAR 0:  ELEB 1997
      (Paparazzo a Pariggio)

      Tak bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred
      Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer
      Czy Rossinanta La Manche
      Czy Rossinskiego plansz 

      Liczy się, że są jak Edam ser
      Ziemia, tu planeta Metal Mars 
      Tu patria Allah en marche
      Tu księstwo  Mówisz i Masz

      Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz
      Czy podburzone karykatury szkło
      Czy wzburzenie a la Monroe 
      Czy mur zburzony Behemotha czcią

      Non importa, sono senza brio...
      Czy krwawego bata klan 
      Czy czarno-biały ilustracji plan
      Czy arabski z drugiej ręki flan

      Egal, alle sind raus aus dem Lebens Autobahn  
      Ech, życie, kocham cię, kocham cię życie nad
      Och, wskaż mi szlak.
      Kładę się tam, gdzie jest znak…

      Ciała miłości zamknięte są
      Ale i tak ląduję, gdzie jest mój dom
      Jak te  bramy w jedwabny ton
      Gdzie mój ostateczny port?

      Wyciągam kabel pogłębiarki, poziom sto
      Ale to On trzyma ster, poker la pobiera cło
      „Na właściwej drodze. „Wierną Ścieżką swą”
      Sześćdziesiąt, pięćdziesiąt, od i do…

      Nie! Ląd… ląd! Kogut!!! Na dach
      Głębia pokory (durowych shal)
      Dreszcz Wniebowzięcia…i strach
      Ścieżka sprawiedliwości wiedzie w dal 

      Na wiernej ścieżce jak bezpański kot
      Dotrzymałem wiary, ukończyłem lot
      Wzniosłem się w majestacie flot


       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leona pomysłowe   wiem - że ów tekst już mnie zatrzymał więc - strofkę dopiszę tu chyba wiersz - fajny z pomysłem pisany dam - dam serducho dla damy :)
    • @andrew    czy dziś jeszcze  spalać się trzeba  czy jutro    czy odpowiedź  należy do wszystkich  czy tylko nasza własna   Ja się dziś jeszcze spalam, jutro odpoczynek ;) Pozdrawiam. 
    • SŁOWA, W KTÓRE CIĘ KOCHAM JUŻ NIE reż. Serge Gainsbourg MINITEL: 6996 (Hier Schiphol Port) Kocham cię tak O, jak w locie ptak! Ja ciebie też nie Och, miła ma... W fal odwieczny cień Idę i wchodzę wnet W lędźwie twe  Bo ja Kocham cię Kocham tak O tak, kocham cię! Ja też nie Och, miła ma... Ty to fala,  ja ziemi trud  By, wpłynąć na  brzeg Mych zeschłych ud Więc ja Na spotkanie biegnę ci Kocham Cię Kocham Cię Ja też nie Och, miła ma... W fal odwieczny cień Idę i wchodzę wnet W Twój lepki mrok  Wstrzymuję krok  Ty bijesz o mój szczyt Czubek miłości mej  Idę, by hołd złożyć ci Złożyć perły dżdżu  W dolinie Twych ust A Ty idziesz w mój ślad   - Kocham Cię Kocham Cię O tak, kocham na wznak! Ja też nie Miłośi ciał  zamknięty pas Lecz ląduję i tak  Gdzie twego  łona port Chcę orczyk ściągnąć, poziom zerr Lecz to Ty trzymasz ster  Nachodzi, ziemi fort... Nie! Terra... terr! Terrain ahead, pull up! Przyziemienia spaz.. Je t'aime de pluie Moi non plus Je te kiffe  Même diff... RICHARD 1004 (Tu i tu, i tam) Kochał  pałac tak (Boga palec mniej) Że porwał go żelazny ptak,  W las antycznych ciał... I w ostry historii cień Wbił dziób swój, w ziemi krew Więc wzbił się w dech małpiej mgły W pagonów, tóg werbli rytm  Stary wilk wciąż dzierżył ster,  Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień O konia dam na sławy żer! My też nie Och, ziemio ma... To tylko zakłócenia fal, przecie wciąż kochasz mnie Chcę wpłynąć znów w Victorii dal Więc zlecę tu, gdzie tylko chcesz, By Vox Populi skrył mnie deszcz Osiodłam znów mit krwistych burz... Czy wyjdziesz na spotkanie  mi? Wciąż kocham tak Twój blado-krwawy róż, Dam kres swym dniom, by być miłym ci.. Och, miła ma... Na fali twej Ulecieć chcę nawet tam, Gdzie Aerofłot  Wstrzymuje lot Biję w wąwozu szczyt, Lodowej góry Twej  Idę, by hołd złożyć Im I łożyć perły  ciał  Na ołtarz tronu łez O miła ma, zetnę tysiąc brzóz By wpiąć je w dolinę Twych ust Jeśli Ty też nie trafisz w pas W mój kurs i szlak "Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj w tym tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Mu Obiecuję ci Wyssać perły krwi  Z ciebie l ziemi tej, Gdzie pada żelaza deszcz I z najkrwawszej z ziem Wycisnąć choć metr  Stopę... Stop tlen, Skryłem ciało swe W całun błót,w martwy liść Kocham Cię Kocham Cię O daj mi znak Kocham je Leżę tam, gdzie znak... My przez chwilę też tak Miłości ciał zamknięty pas Lecz ląduję i tak Jak te jedwabne drzwi Gdzie mój ostatni port Orczyk ściągam, poziom sto  Lecz ster trzyma On; "Pо правильной дороге. Na верном пути" Sixty , fifty, fort... Nie! Ziemia...ziem! Kur!!! Uniżenia dno (w dur) Wniebowzięcia dreszcz... Pравильнa дорогa. Na верно  Pути..." Wiary dochowałem, ukończyłem lot Wzbiłem się w Majestatat Flot Wstrzymałem dech Wbiłem w wąwozu szczyt Zdradzony świt Góry Kości tej Kur piał (X3) Я люблю тебя, туман. И я. Я сошёл с ума, Я сошёл c телa Я, туман. YFD: 0-911 (Sullied van) Kochał  tak przygody smak (I inshallah też) Że porwał go żelazny ptak W tumult szklanych wież  ... "Yes;  the book and orders were onboard, Quite quiet men, and riot squads  His cutting edge was not stored And  came quite handy down the road; Tak; księgę i przekaz na pokład wziął, Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi, I ostry wzrok, co niejeden róg ściął I był poręczny w zręcznym locie tym; His learning did not go as far As safely getting to the quai:  He only sought to know how to start; The rest, he'll discover on the fly" Nauka ma nie zaszła dalej, niż w ten las, Nie porywa go, jak znaleźć bezpieczny port Chciałem tylko wiedzieć, jak zerwać  czas: Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot I w szklany sufit  historii się wbić  I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur I Ziemię Zer  zatopić  we krwi  I paszczę przymknąć Ul. Mur By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę  Epoletów belki wzniosły w rytm oddechu serc Morskiemu wilkowi odebrać ster, A rufę mu wszedł  morza Hudson cień Wlatuję w dolinę wąwozu wrażych wież Tej Sodomy muru, co niesie śmierć. Złożę je, jak ściany, gdzie Rzece w paradę wchodzi Brzeg Złożę perłę ciała, gdzie króluje Wieprz Daj skrzydlatego konia, by los  pożywił się! W zero ziemii, jedność z tym co jeden jest To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień Uleciałem zburzyć płaczu mur  Rozciałem, gdzie On wezwał mnie   Żeby Vox Dei deszcz ognia spuścił z chmur Czy wyjdzie, by spotkać nas, gdzie seraju próg? Wciąż tak bardzo kocham Twą zieleń i biel, Oddam chętnie życie, jeśli tak chce Bóg… Panie zielonooki mój spełniłem Twój cel Lecz na mych kompanów wciąż czeka Air Virgin 95 ... Na ołtarzu tronu łez. Brzeg O, mój drogi, powalę tysiąc wież, Aby przywiązać je do doliny twoich ust, Na mojej ścieżce i za mną, „Nie zostawiaj mnie, Nie zostawiaj mnie tutaj, Nie zostawiaj mnie, chcę… Nie zostawiaj mnie, Obiecuję ci, Wyssać perły krwi, Z ciebie i z tej ziemi, Gdzie pada żelazny deszcz, I z najkrwawszych krain, Utrzymać choćby metr, Stopę… Zatrzymać tlen, Ukryłem moje ciało, W całunie z błota, w martwym liściu. Kocham cię, kocham cię Och, daj mi znak Kocham je CHAR 0:  ELEB 1997 (Paparazzo a Pariggio) Tak bardzo kochała blichtr  (I Charlie'go dryg) Że wyniósł ją żelaza cykl  Ciężkiego niby Mig... Tak dobrze kreślili śmiech (Przecież to nie grzech) Że poniosło ich chyba trzech W pieca miech Tak mocno śpiewali śmierć Że śmierć wniosła eich skład Zejść  I w ich metalu śmieć  Doniosła -126 Wynieśli się w rytm diesla mgły, W Staccato AK-33 Solingen  ostateczny sztych Jak kiedyś ja i ty Czy w szykach togi od chez Dior Czy w czerni Crayon d'Or Czy w logo Revenge of Thor Peu importe: ils sont morts; Wpadł im z rąk życia ster, Kierownica w odcień camembert,  Podkład dla wrażliwych cer, Kredka  marki 0.0  Same diff, they have deferred bardzo kochała blichtr  (I Charlie'go dryg) Że wyniósł ją żelaza cykl  Ciężkiego niby Mig... Tak dobrze kreślili śmiech (Przecież to nie grzech) Że poniosło ich chyba trzech W pieca miech Tak mocno śpiewali śmierć Że śmierć wniosła eich skład Zejść  I w ich metalu śmieć  Doniosła -126 Wynieśli się w rytm diesla mgły, W Staccato AK-33 Solingen  ostateczny sztych Jak kiedyś ja i ty Czy w szykach togi od chez Dior Czy w czerni Crayon d'Or Czy w logo Revenge of Thor Peu importe: ils sont morts; Wpadł im z rąk życia ster, Kierownica w odcień camembert,  Podkład dla wrażliwych cer, Kredka  marki 0.0  Same diff, they have deferred Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer Czy Rossinanta La Manche Czy Rossinskiego plansz  Liczy się, że są jak Edam ser Ziemia, tu planeta Metal Mars  Tu patria Allah en marche Tu księstwo  Mówisz i Masz Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz Czy podburzone karykatury szkło Czy wzburzenie a la Monroe  Czy mur zburzony Behemotha czcią Non importa, sono senza brio... Czy krwawego bata klan  Czy czarno-biały ilustracji plan Czy arabski z drugiej ręki flan Egal, alle sind raus aus dem Lebens Autobahn   Ech, życie, kocham cię, kocham cię życie nad Och, wskaż mi szlak. Kładę się tam, gdzie jest znak… Ciała miłości zamknięte są Ale i tak ląduję, gdzie jest mój dom Jak te  bramy w jedwabny ton Gdzie mój ostateczny port? Wyciągam kabel pogłębiarki, poziom sto Ale to On trzyma ster, poker la pobiera cło „Na właściwej drodze. „Wierną Ścieżką swą” Sześćdziesiąt, pięćdziesiąt, od i do… Nie! Ląd… ląd! Kogut!!! Na dach Głębia pokory (durowych shal) Dreszcz Wniebowzięcia…i strach Ścieżka sprawiedliwości wiedzie w dal  Na wiernej ścieżce jak bezpański kot Dotrzymałem wiary, ukończyłem lot Wzniosłem się w majestacie flot    
    • @LessLove  Piękne ujęte:  "Nie szuka gniazda, a świeci innym" I  "Nigdy się nie spala" - to jest kluczowe w calym wierszu. Dajesz obraz duszy, która płaci za światło innych brakiem swojego odpoczynku, a mimo to się nie wypala.  I to "Od Miłości Pana" na końcu wyjaśnia wszystko.  Dlatego może świecić dalej.    Pozdrawiam serdecznie.
    • czy z każdym  dniem  zmagać się należy    czy lepiej  bez myśli  czasem trochę poleżeć    6.2026 andrew  Sobota, już weekend   
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...