Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Mnie sprowokował, ale mam ale.

1 - całość, poza tym że jest bluźniercza, jest kawałkiem jakiejś teorii. Sprawdza się to jako kilka zdań na zakrapianej imprezie (jeśli rozmowa zejdzie na taki temat), ale nie jako poezja. Po prostu dla mnie to tylko prowokacyjna myśl. Za krótko. Nie ubrałeś tego w nic ciekawego.

2 - niestety muszę ci to wygarnąć: myśl ta nie jest nowa. Nie czytałem, ani nie oglądałem, ale czy przypadkiem w "Kodzie Leonarda" nie było gadki o czymś takim? Czy tylko mowa tam była o tym, że Jezus kręcił z Marią Magdaleną?

Tak czy owak - słyszałem już całe mnóstwo takich obrazoburczych teorii. Dużo tego była, naprawdę. Dlatego trudno mi się przekonać do tego, że to, co napisałeś, jest choć w najmniejszym stopniu przebojowe (pomysłowe, oryginalne).

Podsumowując - śmiech wywołał, ale krótki. Bunt cenię ("Buntuję się, więc jestem" Camus). Ale jako wiersz to dla mnie lichutko.

Magnetowidzie, nie gniewaj się za ten komentarz. Szczerzę ci piszę. Nie podoba się.

Pozdrawiam.

PS. Już wiem, dlaczego chciałeś wklejać wiersz przy mnie i M. Krzywaku ;)

Opublikowano

rafale jezeli sie uśmiechnąłeś to ok, jakaś reakcja.

amerozzo - nie ogladalem kodu. to tylko dygresja w dot. dogmatu trójcy, jednego boga. i postaci józefa, który przyjął kobietę z bękartem. widocznie ją kochał. w temacie związku jezusa z marią magdaleną - ladacznicą, która jak wiemy była przy jezusie gdy konal przybity do pala (to podobno też fakt) mam inny wierszyk tłumaczący znaczenie określenie "spuścić z krzyża", ale to przy okazji. nie gniewam sie jeżeli się komuś nie podoba, no problem dla mnie. pzdr

Opublikowano

nie mogę dopatrzeć się tej "myśli logicznej" ;)
ałtor, zdaje się, chciał podzielić się wiedzą po przeczytaniu kolejnej pseudonaukowej rewelacji (?) ;)

druga strofka fajna, ale początek (sory) szczeniakowaty
:)

Opublikowano

Ja mam inną dygresję - wg Freuda: instynkt śmierci (Thanatos) sprawiał, że chrześcijanie (którzy przecież tego robić nie powinni) nienawidzili wszystkich, którzy są niechrześcijanami (przez instynkt życia, Erosa). Pod tym kątem bym raczej uderzał w sacrum (chociaż ogólnie przeciwko tej religii nic nie mam - gdyby nie instytucja, której z niej zrobiono [kler]). Związki dotyczące narodzin Jezusa to już swego czasu wyśpiewał I.N.R.I, było też "Ostatnie kuszenie" (żeby poruszać się w epoce współczesnej). Tutaj pierwsza strofka to wyjście dla puenty - rzeczywiście pomysłowej i ciekawej, ale faktycznie - wejście kuleje. Tutaj można by zrobić np. wątek Marii jako dziewicy - przez co Józef rzeczywiście miałby powód do zmartwienia (a i tak niekoniecznie - tego kwiatu to pół światu).
Takie mam wrażenia po lekturze.
Pozdrawiam.

PS - i dzięki za ostatni bój :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Taki sam tok myślenia jak mój czy Dalajlamy ;)
Religia jako instytucja - nie. Religia jako wewnętrzny spokój, doskonalenie siebie, refleksja - tak.

Co do nietolerancji chrześcijan - wszystkie religie monoteistyczne są nietolerancyjne. Kiedy bowiem już raz przyjmiesz, że istnieje tylko jeden wyznacznik prawdy, tylko jeden Bóg, nie możesz się zgodzić na nic, co odstępuje od tej normy. Na dodatek ten Bóg najczęściej przez swych proroków przekazuje swojemu ludowi pewne normy postępowania, które potem zamieniają się w przykazania, a słowo boże jest interpretowane przez kilku ludzi i na tej podstawie powstają dogmaty. No i potem mamy boga Jezusa, chociaż Jezus w ŻADNYM miejscu w Nowym Testamencie nie nazywa się Bogiem, ale Synem Bożym. W ten sposób miliony katolików bluźni bardziej niż ateiści, chociaż może głupota to nie grzech?
W ogóle Kościół wygląda mi jak miejsce, w którym czci się tylko Jezusa, a prawdziwy Bóg zszedł na drugi plan (patrz: dżungla krzyży).
Religie politeistyczne są tolerancyjne. Skoro mają wieku bogów, są w stanie zaakceptować to, że inni mają swoich bogów czy swojego boga.

Jeszcze a propos wiersza - takie teorie o "matce" bożej (specjalnie w cudzyslowie, bo skoro Bóg jest causa sui i jest nienarodzony, logiczne jest, że nie ma matki), Jezusie nie bardzo mi się podobają, bo nie mają żadnych naukowych podstaw. Lepiej tworzyć teorie na podstawie tekstu źródlowego, tu: Biblii. Mnie najbardziej podoba się pogląd, że Ezechiel (rzekomy prorok ze Starego Testamentu) nie dostał łaski w postaci objawienia pańskiego, ale kontaktowali się z nim kosmici. Pojazd, który zabrał go w podróż, był przez niego nazywany "rydwanem bożym" czy "łaską pana" - nie pamietam dobrze. W każdym razie Ezechiel twierdzi, że był głośny hałas przy pojawieniu się tego "rydwanu" i czuć było nieprzyjemny zapach (jakieś paliwo?). Najbardziej interesujący fragment jest w momencie, kiedy Ezechiel zostaje zabrany do jakiegoś kompleksu, gdzie jest przeprowadzony przez ogromną salę, w której stoi wiele rydwanów bożych (czyżby hangar kosmitów?).
Ale to też taka dygresyjka-ciekawostka. Kto lubi niestworzone historie, temu się spodoba. Polecam samemu przeczytać. Można zapoznać się też z bogatą literaturą na ten temat.

Podobnie objawienia fatimskie są uważane za kontakt z pozaziemską cywilizacją. Świetlisty obiekt, który wyłonił się nagle spod chmur. Ludzie twierdzili, że to słońce spada (tak przepowiedział dzieciakom anioł). W rzeczywistości jednak tego dnia wszędzie, gdzie nie było zachmurzenia, slońce stało na swoim miejscu. Co więc wyleciało tego dnia spod chmur?
Trafiłem kiedyś na książkę z lat 80., w której autorzy dowodzili, że przy zastosowaniu dzisiejszej technologii (czyli tej z lat 80.), można by było wywieść w pole ludzi z początku wieku i wmówić im wszystko (autorom nie udało się tylko rozwikłać zagadki "włosów anielskich", czy jak się tam ta substancja nazywała, która z nieba spadała, a w kontakcie z materią znikała; ale przyjęto, że kosmici dysponowali o wiele bardziej rozwiniętą technologią). W każdym razie - to też jest ciekawe.

Niestety nie mogę podać źródła tych rewelacji. Sam poszukuję znowu tej książki. Może kiedyś trafię.

To tyle, jeśli chodzi o ciekawostki. nie narzucam swojego zdania i jestem normalny ;)
Ale skoro już gadamy...

PS. Sorry, że taki nieładny styl wypowiedzi, ale i godzina, i piszę z glowy na szybko. Jestem w stanie podyskutować bardziej, ale musiałbym sobie nieco odświeżyć te tematy. Sorry też, że tak o kosmitach, ale tak jakoś mi się zlały te tematyki religii i ufo w jedno ;)
Opublikowano

"Jeszcze a propos wiersza - takie teorie o "matce" bożej (specjalnie w cudzyslowie, bo skoro Bóg jest causa sui i jest nienarodzony, logiczne jest, że nie ma matki), Jezusie nie bardzo mi się podobają, bo nie mają żadnych naukowych podstaw."

amerozzo, ja nawet nie biblie a dogmaty katolickie wziąłem za temat, tj, trójcy świętej. bo jeżeli jezus to syn boski a jest w trójcy "przenajświtszej" bogiem, trójca to jedno, to wychodziłoby że zapłodnil swoją matkę i spłodzil siebie. bo przecież "jest jeden bóg", ale w trzech osobach..,

Opublikowano

Ja się uśmiałem :)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nauka nie ma tu raczej nic do rzeczy :). Moim zdaniem tu chodzi o te wszystkie teksty typu:
Wierzę w jednego Boga,
Ojca Wszechmogącego,
Stworzyciela nieba i ziemi,
wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych.

I w jednego Pana Jezusa Chrystusa,
Syna Bożego Jednorodzonego,
który z Ojca jest zrodzony
przed wszystkimi wiekami.

Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego.
Zrodzony, a nie stworzony,
współistotny Ojcu

Wierzę w Ducha świętego,
Pana i Ożywiciela,
który od Ojca i Syna pochodzi.

I o całą naukę o trójcy świętej, która mówi, że Bóg jest jeden ale w trzech osobach. Z tego logicznie wynika, że:
Jezus Chrystus
miał matkę Marię dziewice
a jego ojcami byli:
Bóg Ojciec
Duch Święty
i Jezus Chrystus

a biedny Józef to zaakceptował :).

Mnie się podoba. Ciekawe czy jakaś kobieta spróbuje pobić rekord - trzech partnerów seksualnych, bez utraty dziewictwa :).

Edit: Widzę, że Magnetowit już wytłumaczył. Czyli dobrze zinterpretowałem.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A był pewien średniowieczny filozof (niestety zapomniałem który), co twierdził, że jeśli ktoś nie potrafi zrozumieć jak Bóg jest zarazem jeden i w trzech osobach, to niech się nie bierze za filozofię, bo jest trochę ograniczony (innych słów użył ów filozof, ale sens miały taki).
Nawet więc filozofia nie obroniła się przed religijną ślepą wiarą w dogmaty.

Moim zdaniem nie jest możliwe zrozumieć tego dogmatu, bo jest on niedorzeczny. Swoją drogą kiedy ten dogmat powstał? Czy przypadkiem nie podczas pierwszego soboru nicejskiego? Jeśli tak, to wychodzi na to, że garstka ludzi zdecydowała, że następne pokolenia będą wierzyć w taką bzdurę. A gdyby zdecydowali, że Jezus miał skórę koloru białego, ale był murzynem, to też wszyscy by to łyknęli?

Już nie czepiam się tego dogmatu od strony logicznej, bo to, że jest on nielogiczny, wiedzieli pewnie i ci, co ten dogmat przeforsowali podczas tamtego soboru. Mnie tylko interesuje, dlaczego Jezusa stawia się na równi z Bogiem?

Sam nie jestem katolikiem, nie wiem, czy Bóg istnieje (tego nikt nie wie), nie wiem, jaki ten Bóg, jeśli istnieje, jest (na pewno odrzucam wszelką antropomorfizację), ale WIERZĘ, że istnieje coś najbardziej pierwotnego w stosunku do całego świata, co należy nazywać bogiem, a sam Bóg jest bezosobowy (np. jako prajednia albo coś w tym kierunku).

Wybaczcie, że tak się przed wami otworzyłem ;D
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



gratuluję zatem poczucia humoru ;)
zmasowany medialny atak pt. "trzy w jednym" nie zachęca do dociekań teologicznych
w końcu - "do czech to ja mam za darmo" ;)

gwoli wyjaśnienia - nie jestem zniesmaczona
:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Myślę, że może być wręcz przeciwnie. Po przeczytaniu tego wiersza, przynajmniej kilku wierzących może się zacząć zastanawiać nad tym jaki jest sens trójcy świętej. Jakie jest drugie dno? Czego teologowie chcą nas przez tą metaforę nauczyć? A może trójca mówi coś o psychice człowieka? Może sięgnąć do Junga?
Mogą myśleć nad tym chociażby po to, by móc polemizować z takimi atakami.

:))))
Wiem. Optymistą jestem :).
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Taki sam tok myślenia jak mój czy Dalajlamy ;)
Religia jako instytucja - nie. Religia jako wewnętrzny spokój, doskonalenie siebie, refleksja - tak.

Co do nietolerancji chrześcijan - wszystkie religie monoteistyczne są nietolerancyjne. Kiedy bowiem już raz przyjmiesz, że istnieje tylko jeden wyznacznik prawdy, tylko jeden Bóg, nie możesz się zgodzić na nic, co odstępuje od tej normy. Na dodatek ten Bóg najczęściej przez swych proroków przekazuje swojemu ludowi pewne normy postępowania, które potem zamieniają się w przykazania, a słowo boże jest interpretowane przez kilku ludzi i na tej podstawie powstają dogmaty. No i potem mamy boga Jezusa, chociaż Jezus w ŻADNYM miejscu w Nowym Testamencie nie nazywa się Bogiem, ale Synem Bożym. W ten sposób miliony katolików bluźni bardziej niż ateiści, chociaż może głupota to nie grzech?
W ogóle Kościół wygląda mi jak miejsce, w którym czci się tylko Jezusa, a prawdziwy Bóg zszedł na drugi plan (patrz: dżungla krzyży).
Religie politeistyczne są tolerancyjne. Skoro mają wieku bogów, są w stanie zaakceptować to, że inni mają swoich bogów czy swojego boga.

Jeszcze a propos wiersza - takie teorie o "matce" bożej (specjalnie w cudzyslowie, bo skoro Bóg jest causa sui i jest nienarodzony, logiczne jest, że nie ma matki), Jezusie nie bardzo mi się podobają, bo nie mają żadnych naukowych podstaw. Lepiej tworzyć teorie na podstawie tekstu źródlowego, tu: Biblii. Mnie najbardziej podoba się pogląd, że Ezechiel (rzekomy prorok ze Starego Testamentu) nie dostał łaski w postaci objawienia pańskiego, ale kontaktowali się z nim kosmici. Pojazd, który zabrał go w podróż, był przez niego nazywany "rydwanem bożym" czy "łaską pana" - nie pamietam dobrze. W każdym razie Ezechiel twierdzi, że był głośny hałas przy pojawieniu się tego "rydwanu" i czuć było nieprzyjemny zapach (jakieś paliwo?). Najbardziej interesujący fragment jest w momencie, kiedy Ezechiel zostaje zabrany do jakiegoś kompleksu, gdzie jest przeprowadzony przez ogromną salę, w której stoi wiele rydwanów bożych (czyżby hangar kosmitów?).
Ale to też taka dygresyjka-ciekawostka. Kto lubi niestworzone historie, temu się spodoba. Polecam samemu przeczytać. Można zapoznać się też z bogatą literaturą na ten temat.

Podobnie objawienia fatimskie są uważane za kontakt z pozaziemską cywilizacją. Świetlisty obiekt, który wyłonił się nagle spod chmur. Ludzie twierdzili, że to słońce spada (tak przepowiedział dzieciakom anioł). W rzeczywistości jednak tego dnia wszędzie, gdzie nie było zachmurzenia, slońce stało na swoim miejscu. Co więc wyleciało tego dnia spod chmur?
Trafiłem kiedyś na książkę z lat 80., w której autorzy dowodzili, że przy zastosowaniu dzisiejszej technologii (czyli tej z lat 80.), można by było wywieść w pole ludzi z początku wieku i wmówić im wszystko (autorom nie udało się tylko rozwikłać zagadki "włosów anielskich", czy jak się tam ta substancja nazywała, która z nieba spadała, a w kontakcie z materią znikała; ale przyjęto, że kosmici dysponowali o wiele bardziej rozwiniętą technologią). W każdym razie - to też jest ciekawe.

Niestety nie mogę podać źródła tych rewelacji. Sam poszukuję znowu tej książki. Może kiedyś trafię.

To tyle, jeśli chodzi o ciekawostki. nie narzucam swojego zdania i jestem normalny ;)
Ale skoro już gadamy...

PS. Sorry, że taki nieładny styl wypowiedzi, ale i godzina, i piszę z glowy na szybko. Jestem w stanie podyskutować bardziej, ale musiałbym sobie nieco odświeżyć te tematy. Sorry też, że tak o kosmitach, ale tak jakoś mi się zlały te tematyki religii i ufo w jedno ;)

Ja tutaj bardziej wierzę w teorie Fromma o religii humanistycznej od Atona do Jezusa), będącej przeciwieństwem religii autorytarnej (doprowadzającej do nazizmu). Nauka Jezusa zawiera to odpłacanie miłością za dobra (może to patetyczne, ale tak to brzmi), dawania więcej niż brania itp., co zostało zapomniane, i dlatego frommowskie że "Europa nadal tkwi w pogaństwie" wydaje się być uzasadnione.
Co dalej - filozofia a teologia to dwie różne sprawy, filozofii chrześcijańskiej na dobrą sprawę nie ma.
I wreszcie - doskonale wiadomo, że Biblia posiada wiele zapożyczeń z innych kultur, dopasowanych do czasu jej powstawania, nawet Paweł w Atenach musiał dostosowywać swoje przemówienie do słuchaczy (np.jak mówił o Jednym Bogu to zmienił po prostu liczbę, bo Nieznani Bogowie byli znani i odbiorcy nie byli tym zbytnio zaszokowani i łatwiej przyjęli taką retorykę), ale jedno ja charakteryzuje - wiara w nią, czyli bezdyskusyjne przyjęcie jej założeń (właśnie dogmatyzm). Jakie z tego figle były, to doskonale wiemy. Jak upadł nisko Kościół - też. A reszta to już historia (mniej więcej :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @FaLcorN  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Kornel dobrego dnia dla Ciebie!  lubię warkoczyki…Twoje
    • marzy  mi się kraina która nie myśli o polityce   taka która wstydzi  się jej ma ją w  dupie   marzy mi się kraina która  rozmawia o porach roku   to one horyzontem na dziś i jutro i przyszłe   marzy mi się taka kraina - lecz jej nie widzę   mówią że  zastrzeżona tylko dla tych którzy w nią wierzą  
    • W krainie snu dobre wieści rozchodzą się znacznie szybciej niż te złe. I moje pojawienie się nad brzegiem płynącej leniwie Skai  uznano za dobry omen a wręcz długo wyczekiwane święto. Cztery ziemskie noce błądziłem  po znajomych mi krainach. Tak tych przyjaźnie nastawionych  jak i tych położonych na rubieżach jak Thraa czy Kadatheron.     Do Ultharu jednak  zagoniły mnie koszmary  powstałe w wyniku kolejnej  poważnej infekcji i gorączki. Leczyłem się przez jakiś czas  w krainie ghouli. Nigdy by mnie nie wypuścili, gdybym wyjawił im  prawdziwy cel mojej podróży. Koty Ultharu.  Ich rycerze i zagończycy, od zawsze zwalczają ghoule. Polują na nie dla zabawy i treningu  lub po prostu z nudy. A nuda w Ultharze  potrafi trwać całą ziemską wieczność.     Dlatego ghoule  gardzą snem i jego marzeniami. Wolą mgielne,  posunięte rozkładem nekropolie  o dusznym wyziewie moru. Rozkwitłe, krzywo zbitymi krzyżami na połaciach  zapomnianego ugoru pogranicza. Odprawiają tam czarnomagiczne sabaty, harcują wesoło po wnętrznościach mogił, z odgryzionymi dłońmi lub całymi nogami trupów w ostrych lecz krzywych zębach. Ghoule słyną z gościnności dla mistrzów snu. Lecz nie warto posilać się u nich  czymś więcej niż wodą.     Na szczęście ziemskie ograniczenia  tutaj nie sięgają. Człowiek jest jedynie spragniony  przygód i zabawy a także plotek i wieści. Nie było mnie przez cztery noce  lecz tu minęło wieleset lat. Choć czas o jakim zwykle mówimy  i do stosowania jakiego, się dostosowaliśmy, nie ma tu zastosowania. Można powiedzieć, że wszystko żyje lecz stoi w miejscu. Nikt się nie rodzi ani nie umiera. Postaci dzieci i starców  zdarzają się na ulicach. Lecz są to mistrzowie snu, odwiedzający jak ja tę krainę. Ulthar, Celephais czy nawet Kadath, zawsze wyglądają tak samo.   Zaproszono mnie do sali tronowej. Byłem w niej setki razy. Wysokie, marmurowe sklepienie  o żebrowym wzorze,  pokryte było freskami historii królestwa. Były tam walki w Zaczarowanym Lesie, wojny z ghoulami  a także podróż kociego króla  za Bazaltowe Słupy Zachodu ku księżycowi. Na pokładzie kryształowego galeonu  bez żagli a o anielskich skrzydłach. Były tam księżycowe istoty oraz postać Randolpha Cartera  w niewoli u Mi-Go.     Wszędzie tak wokół tronu jak i w kątach, krzątała się kocia arystokracja i służba  a także uzbrojeni w rapiery strażnicy. Byli tam persowie, koty brytyjskie, egipskie, zwykłe dachowce i syberyjskie o jasnych, przenikliwych oczach. Tron był wydawać by się mogło, prostym fotelem o puchowych obiciach, pełnym wełnistych frędzli i gałganów. Zaściełał go stos  długowłosych kocy i miękkich poduszek. A na ich szczycie  dumnie wypoczywał koci król, w otoczeniu swego haremu. Był persem w sile wieku i umysłu. Ciemną, połyskującą zdrowo sierść  ukrył pod zbroją ze złota a na łebku  spoczywał mu niewielki, zdobiony najprawdziwszym rubinem  turban o barwie najczystszej bieli.     Panie Tracy, Ulthar czekał na Pana z utęsknieniem i można rzec, że niby czarodziej, zjawia się Pan idealnie w czas. Nigdy zbyt wcześnie i nigdy zbyt późno.   Ukłoniłem się przed królewskim majestatem. Koty Ultharu tak samo jak ich ziemscy krewniacy, są dumni, pyszni i przekonani o wyższości swej rasy ponad wszelkie inne a w szczególności ludzi. Tylko osoba o wyjątkowych cechach charakteru i woli,  może pozwolić sobie na to by stanąć  przed obliczem kociego króla w sali tronowej. Koty lubią postaci inteligentne. Naukowców, wynalazców, artystów  czy poetów i bardów. Uwielbiają ziemskie opowieści  o swoich kuzynach. Choć trzeba przyznać, że koty Ultharu są od nich  znacznie większe, silniejsze, mądrzejsze  no i potrafią pisać i czytać  a nawet malować i rysować. Koci król podobnie do mnie jest poetą. Dodatkowo również miał zaszczyt spisać kronikę swego ludu  od dnia pierwszego  marzenia sennego o Ultharze  aż po finał wędrówki kotów  na rubieże krainy snu  do ruin miasta cyklopów. Gdzie zginął jego chwalebny ojciec, w walce z nocnymi zmorami.   Śnię o Ultharze bardzo często królu, bo nie ma dla mnie jako prostego człowieka, większej nagrody ponad tą  która daje możliwość spędzania wśród Was, doskonałych istot, czasu jaki oferuje mi  mój niespokojny ostatnio sen. Tym razem wieleset lat błądziłem  po prastarych borach i krainach. Górach Pierwszych Bogów,  śnieżnym i bijącym piorunami  Hateg-Kla. Śniłem tak głęboko, że wypadłem prawie poza płaskowyż żalu… nie karz mi królu mówić o nim  i samotnej górze w zimnej postaci  ostałej nad jego  grozą przeżartym jestestwem.   Król spuszył swe wspaniałe futro  na wspomnienie Kadath  a wzrok jego na mgnienie wręcz  osnuła mgła lęku. Miast tego dał znak straży  a ci rozwarli wrota. Wprowadzono o dziwo  kilku ludzkich więźniów, w kajdanach i brudnych przepaskach. Jednym z więźniów  bezsprzecznie była kobieta. Ją rozkazano zakryć szczelnie  od stóp do głów, a to dlatego,  że ziemskie kobiety  są w Ultharze postrzegane  jako synonim niesamowitego piękna  i seksualnych pragnień. Wojownicy gdy tylko spotkają ziemską kobietę tracą zupełnie głowę i rozsądek. Zakochują się bez pamięci, piorą między sobą  a czasami nawet porywają je wywołując zbędne wojny i zatargi. Słowem, kobieta w Ultharze  przynosi ogromnego pecha.   Więźniowie nie wyglądali mi na mistrzów snu. I z pewnością nimi nie byli. Zdarza się, że niektórych we śnie  prowadzi wspaniała i barwna wyobraźnia. Wtedy czasami trafiają przypadkiem  do którejś z krain snu. Są w niej jednak zupełnie zagubieni. Nie znają miast, wiosek, postaci. Trafiają wiedzeni jedynie strachem  do miejsc z których  już nie dane im będzie się obudzić. Nie potrafią kontrolować snu. Płyną z falą postępującego marzenia, raz lądując w bezpiecznym porcie łóżka, innym razem rozbijając się o skały koszmaru.   Więźniów postawiono naprzeciw tronu. Zaiste prześmiewczy wydawałby się  Wam ten widok. Koty w zbrojach i z szablami w dłoniach  prowadzą spętanych, półnagich ludzi  przed oblicze króla kotów. Dwóch z nich krzycząc,  błagało mnie o łaskę i wstawiennictwo. Zostali szybko uciszeni ostrymi pazurami, które u kotów miejscowych bardziej przypominały pazury lwa niż dachowca.   Panie Tracy,  sądzę po pana mimice,  dokładnie tak samo jak ja,  uważa Pan, że nie ma  wśród nich mistrzów snu. Lecz czy wobec tylu mileniów  spędzonych w krainie, rozpoznaje Pan kogoś z tego grona? Widział Pan ich kiedykolwiek na szlaku,  w którymś z cudownych miast wybrzeża  lub w osadach i miastach  poza Morzem Południowym? Jeśli nie to proszę się nie obawiać, nie zostaną straceni, samica również. Sprzedam ich górnikom, lub wymienię na rubiny w Kadatheronie. Ale wolałem zaczekać z tym  do pańskiego przyjazdu. Nie chciałbym być winny  tak okrutnej zbrodni i zniewagi  jak sprzedaż przyjaciela,  własnego przyjaciela. A więc czy rozpoznaje Pan  w choć jednym przyjaciela?   Długo patrzyłem w ich umęczone oblicza. Wychudzone postury. Na bose stopy i spętane linami dłonie. Zatrzymałem się i przy kobiecie. Czułem podświadomie,  że jest inna niż reszta więźniów. Nie odzywała się, nie szlochała nie ruszała się nawet. Dumnie wyprostowana  i ciskająca gromy  oczyma tak doskonale zielonymi i dużymi, że można by wziąć ją za kuzynkę kotów. Długo na nią patrzyłem. Aż wreszcie…   Samicy nie znam  ale odkupię ją mości królu  i zapłacę sowicie  w lepszej walucie niż plugawi górnicy. Zapłacę informacją dla Ciebie  i rycerskiej świty,  odnośnie tego gdzie  wasi zajadli wrogowie ghoule, trzymają klejnoty  zrabowane z ciał cmentarnych. A jest to skarb, który widziałem  nie dalej jak kilkanaście dni temu, przekraczając bramę głębszego snu. I rozpali on wręcz Wasze wyobrażenie. Cały Ulthar będzie iskrzył blaskiem drogocennych kamieni. A więc ziemska samica za informację?   Szedłem z nią do kryształowego nabrzeża. Mój statek o diamentowych żaglach  cumował w doku. Weszła niepewnie po trapie. Nie bój się. Już nikt Cię nie skrzywdzi. Odstawię Cię bezpiecznie za granicę snu. Obudzisz się i już nigdy tu nie wrócisz. To sen. Wręcz zdaje się być jawą. Lecz to sen. Podróż przez jego  nieskończenie rozległe krainy. Ufasz mi? Przytaknęła głową bez słowa. Była piękna. Jak sen. Jak wieżyczki i zamki Celephais. Jak tajemnicze i senne Ilek-Vad,  ukryte w wiecznym półmroku zmierzchu. Jak kamienny, wyniosły i nęcący Thalarion. Jej oczy jak jego bramy  za które wejdziesz ochoczo  lecz nigdy już nie powrócisz.   Ulecieliśmy w gwiazdy. Rozsiane po pogodnym nieboskłonie. Galery pływały w tę i z powrotem wokół nas na szlaku ku księżycowi  i Bazaltowym Słupom Zachodu. Wreszcie po wielu miesiącach żeglugi, przekroczyliśmy je. Chwilę przed tym, pocałowałem ją czule, zanim brzask który rodził się nad falami, zabrał mi jej postać do jawy. A ja zostałem znów sam w ukochanej krainie snu.   Obudziła się nagle w swoim łóżku. Świt czerwienił się w oknie. Przetarła sen z zielonych, dużych oczu. Czuła się jak gdyby  spała miesiącami a nawet latami. Błądziła we śnie tak realnym, że przebudzenie było wręcz zbrodnią. Pamiętała każdy szczegół. Zaczarowany Las, Ulthar, niewolę, ratunek, podróż przez krainy wybrzeża. Swego wybawiciela.  Mistrza snu i poetę. Pocałunek na pokładzie jego statku. A potem ciemność i przebudzenie. Obróciła się na drugi bok,  przeklinając swoją wybujałą wyobraźnię. Zasnęła tym razem spokojniej. Lecz już zawsze błądziła w jego niekończącym się śnie.    
    • @Nata_Kruk Obyśmy patrząc w niebo wypatrywali tylko ptaki lecące ku nam, a nic innego. Natomiast niebo robi się za ciasne od nadmiaru innych obiektów kreujących nasz ziemski byt.
    • @Magdalena Swój chłop Co serca miał Po właściwych Stronach
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...