Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jak jest i czy naprawdę
miał wtedy cierpliwości nie więcej niż trzeba
i czy zgadywał myśli jak biegły znawca kaprysów.
Może wtedy ściemniało się nie tylko dlatego
że dni stawały się coraz krótsze; coraz bardziej bez

sensu – pragnęłam gdy się już nie dało
gdy nie mogłam sobie powiedzieć: dobrze
teraz mogę już umrzeć – zdawało się że

zawsze uprzedzał wypadki (prawie wszystkie)
nawet jeśli wtedy śniłam
w niedzielę; w biały dzień

(Ewie..)

Opublikowano

znakomicie poprowadzny wiersz, ojj żeby takich było więcej, masz ogromny talent, zazdroszczę

czytałam z ogromną przyjemnością i lekkością, bez zgrzytów, piękne przerzutnie, wieloznaczności, genialny :-))

pozdrawiam ceplutko :-))

Opublikowano

śnione tak jak jałowe ktoś coś
i na dodatek tak zakuło w
delikatne oczy że biały
dzień tak się wybielił
że podmiot liryczny
zaczął rozglądać
się egzystencjalnie,
upatrując tego co
widoczne
tak zdaje się
pozdrawiam ciepło

Opublikowano

wiersz faktycznie ma w sobie coś bardzo ujmującego:)
pzdr Aga
P.S. może wyrzucić jedno 'wtedy' i jedno 'coraz' z I zwrotki? może w ostatniej nawias do II wersu - może wtedy ładniej wizualnie?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • "Umieranie"   Opisałbym ją, gdybym mógł – tej granicy jasności smaki, doczesnego życia ten próg; nie mam jak, bo w słowach braki.   Światło pożegnalnej gamy, nadjaskrawo tajemniczej, przejściem wymiarów nieznanych zmienia myśli sens, oblicze.   O dziwo! W miarę zbliżania łagodzi obaw złe lęki. Idziesz w stronę powitania jak do wyciągniętej ręki.   Bez pożegnania odchodzisz, niespodziewanie wołany. Złudzeniami się nie zwodzisz – taki los był ci pisany.   Nieświadom wagi momentu, brniesz w to, co śmiercią się zowie. Siedem ty znasz sakramentów, o ósmym zaraz się dowiesz.   Powoli mgła się zagęszcza widocznością drzwi wizjera. Środkiem ta biel jest jaśniejsza, w mózgu i sercu rozpiera.   Czujesz ulgę zaufania, początkowy lęk zanika. Jakby do domu wracania w twojej jaźni, już umrzyka.   Tego nie wiesz, nie pojmujesz, mijasz punkt – chyba? – wieczności. W stronę światła się kierujesz, bez przymusu, wręcz w miłości.   Ratujący cię nie wiedzą, że prawie już tam wstąpiłeś. „Szczęście pan miał” – ci powiedzą – „całkiem martwym pan już byłeś”.   Teraz dziwną pustkę czujesz, kryształowy, wiatr sterylny. Trochę czasu potrzebujesz, by życiu znów być przychylnym.   W kredycie poprawy większym obietnice w sobie dusisz. Z spojrzeniem na świat jaśniejszym wiesz, że poprawić się musisz.   Czas ten zamienia się w blizny, dużo lżej już śmierć odbierasz. Widzisz życiowe płycizny, kiedy myślisz o tym teraz.   Że byłeś przy bramie bycia, wchodząc w tajniki wszechświata, i powróciłeś do życia... Czy to kara jest, czy zapłata?   Leszek Piotr Laskowski
    • Muzyka ratuje życia zagłusza niechciane myśli legalny narkotyk - ktoś pomyśli to coś więcej   Zalewa me życie w całości w bańce trzyma bezpiecznie nikogo do niej nie wpuści nikt stąd nie odjedzie   Mogę tam siedzieć bez końca nie myśleć 
    • Jak siano, łona iskaj
    • @Lenore Grey Im dalej w treść tym wiersz się wygładza. Jak zwykle ogrom treści i obrazów na przestrzeni miniatury
    • @Berenika97   masz rację    zda się że czas zabiera wszystko  lecz jednej rzeczy nigdy nie weźmie są to wspomnienia kochanych bliskich z którymi życie było jak w niebie   Pozdrawiam
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...