Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Raczej warto zapytać: poezja dla ludzi? Wszyscy tyle o niej gadają a nikt nie zastanowił się, czy poezja może istnieć poza ludzkim gatunkiem? A jeśli okazałoby się, że tak, tym samym choćby wspomniany Mickiewicz nie jest jej wymiernikiem. Zupełnie jakby napisać: chciał Newton pod strzechy? Tymczasem i bez niego prawo ciążenia kierowałoby się swoimi zasadami. Podobnie poezja, jeśli założyć, że jest czymś podobnym do fizyki, albo matematyki - obejdzie się bez nazwisk, a nawet - bez nas:


Świat nie jest dobry i nie jest zły.
Nie stękaj, gdy cię gonią lata:
ktoś umarł wczoraj, byś mógł żyć ty -
to tylko w berka gra, w wariata.

I kiedy mu się grać już znudzi,
gwałtownym ruchem strząśnie bierki:
po dinozaurach, czasie ludzi
zapłaczą skrobią dwie obierki:

Ach, czemu świat jest taki podły,
stonka po śmierci nas pożera?

- inteligentnej formie skrobi
będzie tak smutno, że cholera!


.
  • Odpowiedzi 80
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



czyli, że współćześni eksperymentatorzy
nadają się tylko do fantastyki i to antynaukowej
ale to tylko sugestia, często działają jak generatory słów,
któych potem bronią do upadłego, że tak właśnie pislai
i to mieli na mysli, ech, losowi wygrywacze konkursów,
wyguszczone freudowskie zygi, ech
MN
Opublikowano

Jako przedstawicielka "losowych wygrywaczy konkursów, wyguszczonych freudowskich zygów (zyg???)" poczułam się wywołana do odpowiedzi.
Messa, Twoje spojrzenie na poezje jest tak zawężone, jakbyś patrzał przez dziurkę od klucza i twierdził, że świat ma jakieś 3m2. Krytykujesz rzeczy, których nie rozumiesz, i to jest przykre. Przypomina mi się taka stara teoria, że poezja musi być piękna. Tylko powstaje pytanie: czym jest piękno?... Czy w parze kloszardów nie da się go znaleźć?... A prawda: czy prawda nie jest piękna?... A jesli jest brzydka, to czy nie warto mówić prawdy? Może lepiej pięknie kłamać?
A piękne pisanie o brzydkich rzeczach - takie, ze zaczynasz widzieć więcej niż dotychczas, albo patrzysz na coś inaczej, niż do tej pory.?
Ty wszystko to wyrzucasz poza nawias. Jakim prawem?.. Zawsze myślałam, ze naukowców (zwłaszcza tych od nauk ścisłych) powinien cechować otwarty umysł. Ty zamknąłeś go na wszystko, co nie pasuje do Twoich przekonań. Może warto je zrewidować? Albo zwyczajnie uznać, że świat się zmienia: kiedyś ludzie zachwycali się piętrowymi pudrowanymi perukami, a panowie nosili pończochy. Jeśli chodzi o poezję, Ty cały czas w nich biegasz. Stanąłeś w miejscu i ani kroku dalej, a to oznacza, że się cofasz.
Przykre, że nie potrafisz przyjąć do wiadomości, ze poezja to przede wszystkim forma, a więc użycie pewnych środków stylistycznych, pośredniość wypowiedzi itd. Treść ma znaczenie drugorzędne, co nie znaczy, że jest nieważna. Jeśli nie widzisz różnicy między poezją Świetlickiego a prozą, to nie znaczy, że nie ma tej różnicy, tylko, że masz problemy z postrzeganiem. Weź Sienkiewicza i Świetlickiego i poczytaj uważnie. Ale przedtem może zajrzyj do podręcznika teorii literatury i poczytaj, czym się różni poezja od prozy. Szczerze mówiąc, to Twoje ballady mają znacznie więcej z prozy, niż teksty Świetlickiego czy Różewicza: są długie, narracyjne, zawierają opisy przyrody... Niemalże Orzeszkowa.
Zastanów się, zanim rzucisz kamieniem. Bo możesz trafić we własne okno. I przestań obrażać innych tylko dlatego, że Twoja wrażliwość jest ograniczona do rymowanych dłużyzn o ptaszkach i kwiatkach.
Pozdrawiam, j.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no tak, jak mam swoje zdanie to znaczy, że jestem zawężony jak krawężnik, ech, Joaxii, wydaje mi się, że tam się sieje, gdzie jest pole, a nie tam, gdzie popadnie i jeszcze udowadnia się, że coś wyrosło, a tu nic, piękne to udowadnianie w rodzaju białe jest białe a czarne czarnym, to jakaś przeszła epoka, życzę tym, którzy generują takie przestrzenie pozbawione formy, powodzenia
MN
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no tak, jak mam swoje zdanie to znaczy, że jestem zawężony jak krawężnik, ech, Joaxii, wydaje mi się, że tam się sieje, gdzie jest pole, a nie tam, gdzie popadnie i jeszcze udowadnia się, że coś wyrosło, a tu nic, piękne to udowadnianie w rodzaju białe jest białe a czarne czarnym, to jakaś przeszła epoka, życzę tym, którzy generują takie przestrzenie pozbawione formy, powodzenia
MN
To, że nic nie wyrosło, to Twoje zdanie. Mam Ci zamieścić porównanie Potopu z dowolnym wierszem Świetlickiego?... proszę bardzo - podaj wiersz. To, że białe jest białe, a czarne - czarne - to raczej udowadniać nie potrzeba. Najwyraźniej Ty postanowiłeś udowodnić, że białe jest czarne, a czarne - białe. Powodzenia.
Każdy ma prawo mieć swoje zdanie, ale powinien umieć je uzasadnić. Tobie jakoś nie idzie. Bardzo proszę - podaj jakiś konkretny przykład i udowodnij mi, że masz rację.
Pozdrawaim,
j.
Opublikowano

Joaxii - te białe do białego to porównanie do epoki kaczyzmu
a wierszy owego świetlickiego nie posiadam - przeczytałem
w empiku i to mi wystarczyło, szczególnie po tym nike 2007,
każdy ma swoje zdanie, a sienkiewicz pewno się gdzie pod glebą
przewraca, że porównuje się jego twórczość do onego treściowca,
akurat podstawy pisarstwa sienkiewcza znam, wyłoniły się one
właśnie z owych kwiatków i ptaszków, mam jakieś 20 km do miejsca
skąd ludzie opowiadali o wyspie na której żył rycerz siekły w krzyżakach,
któremu owi córkę pojmali wcześniej żonę zniewalając, to wszystko
sienkiewicz brał z "kwiatków i ptaszków" ludowych przypowieści, ubierał
jeno w jakieś tam "perukowo" i ... potop także otarł się o rejony mi bliskie

moze niech będzie tak, że daj linka do jakiegoś wiersza owego "poety"
bo serio, nie rozumiem, wyraziłem swoje zdanie i tak to aż zabolało?
przepraszam
MN

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kiedy właśnie o to chodzi, że różni się od Sienkiewicza - nie jest prozą, tylko POEZJĄ - to Ty nieustannie kwalifikujesz tego typu poezje jako prozę.
Wiem, co miałeś na myśli, ale najwyraźniej Ci nie wyszło - p. premier mówił o tym, że nikt mu nie udowodni, że białe jest białe a czarne jest czarne - ja też nie muszę tego udowadniać, bo to jest truizm. Poezja nie jest prozą a proza - poezją.
Nie boli to, że wyrażasz swoje zdanie, tylko sposób, w jaki to robisz: obrażając wszystkich, którzy piszą inaczej, niż Ty uważasz, że powinno się pisać poezje. Obrażasz ich mówiąc, że "często działają jak generatory słów, któych potem bronią do upadłego, że tak właśnie pislai i to mieli na mysli, ech, losowi wygrywacze konkursów, wyguszczone freudowskie zygi", że ich poezja za bardzo zbliża się do prozy... Ty chyba naprawdę nie znasz róznicy między poezją a prozą.... Uważasz, ze każdy konkurs, którego Ty nie wygrałeś jest ustawiony, że każdy wiersz, którego nie rozumiesz jest beznadziejny, a nawet nie potrafisz podać konkretnego przykładu. Nie ja rozpoczęłam ten wątek, nie ja zionę jadem. Nie ja nazywam Wojaczka "lirycznym onanistą", w którym tylko "krew i sperma". To mnie boli, wiesz?... Swoje frustracje przerodziły się w jakąś zaciekłą nienawiść w stosunku do wszystkiego, czego Ty nie jesteś w stanie uznać za poezję, a co zyskało jakiekolwiek uznanie.
Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale Twój ton wypowiedzi jest zbyt agresywny - odczuł to p. Maliszewski, tak samo wypowiadasz się o Świetlickim... Skąd ta agresja?... Bo są inni?... Bo piszą inaczej?... Bo odnieśli sukces?... A może jest jakiś inny powód, którego nie jestem w stanie się domyślić?
Pozdrawiam, j.
Opublikowano
co do konkursów - fjukam na nie, bo wiersze rymowane zwykoe są odrzucane, nie mają miejsca i bytu, jeśli pisałem o konkursach to ze względu na siedzących tam dorabiaczy, którzy zamiast pisać, filtrują guścikami - byle się nie narazić i dociąć do poziomu, , nigdy nie napisałem, że nie wygrałem i ryczę, nic z tych rzeczy, chciałem zwykle pokazać te konkursy od strony "kuchni", wiesz Joaxii, tak jak z kaczyzmu" tak i na owej płaszczyźnie zachód z nas się śmieje, te konkursy to pozostałość po zamierzchłych czasach, jakby ich nie było - zniknęłoby większość ze "współczesnych poetów" - lub tych mniemających, że nimi są, i żeby nie było, że przeze mnie wielkośc jakaś przemawia,
napisałem nawet felieton chcąc ukazać jak się to odbywa w wyostrzonym lustrze, kto zrozumiał "się" uśmiał, kto nie - stał się agresywnniejszy

co do agresji i frustracji - tak czasem i to i to, ale jeśli się gra to porównam to do gry w piłę, trzeba być agresywnym, trzeba umieć kopać i strzelać bramki, inaczej przeciwnik (jejciu co ja piszę) przejmie inicjatywę, Pan Maliszewski zapewne uznał mnie za "małoistotnąsprawę" - a tu widzę pod moim polem karnym mnóstwo obrońców a i bramkarz przeciwnika, już chyba napisałem, że pisanie owych felietonów ... nie będę się powtarzał, mały jestem, maluczki, ale mam swoje zdanie, w moim wypadku owa dyskusja zaczęła się krótkim "ZMIENIŁ SIĘ KLIMAT ...." czy wylałem choć krzty wody?

co do świetlickiego i sienkiewicza może i nie specjalnie ale ominąłem tegoż pierwszego, bo jakie tu porównanie, choć pióra, ale, znalazłem pierwszy wiersz(?) z brzegu - śiwerszcze - czy nie uważasz, że pierwsze cztery linijki to nie jest czytsa proza? ale taka oschła jakaś, jakaś bez smaczku, sterylna, potem te koty, ech pamiętam z woja co to jest kotozol, ale nie będę w tych warunkach dawał instrukcji, żeby się nie zagłębiać, jak się czyta sienkiewicza to czuć, czuć, smakuje się, natomiast - u P. Marcina - istna sterylka, ani kawałka zamieszania, klocki na klockach bez fundamentu i zaprawy - taki jest ten wiersz z odejściem w tle, kolejny "zły ptak" - niby o sroce, ale wątpię, żeby zajrzał Pan M. do jakiegokolwiek źródła na temat zachowań tego ptaka, zauważam u niego przebłyski, "co to" - pytania, któych już się nie stosuje, bo zbyt infantylne, i nie "co to" tylko "co rozumiesz przez pojęcie" albo jak pojmujesz wyrażenie" - jeśli dodać do tego "dlaczego" ... ale nie ma
Joaxii - porpstu nie czuję tego, mam ochotę odłożyć w daleki kąt, bo nic, nic i nic, żadnej opowieści, nic nie zostaje, nawet reżyserii - środków jakiś, nic, tym bardziej zabawy słowem czyli uprawiania formy, mogę się mylić,


napisałem na początku by mnie ktoś przekonał, a tu widzę cały czas napaść, agresję

ukłonik i pozdrówko i uśmiech MN
Opublikowano

Ja tylko dodam, że to ja nazwałem Wojaczka liryczną onanistą. I proszę mnie z błędu wyprowadzić, jeśli taka Pani mądra.

Dodam, że w ostatnim wierszu, pt. "samo życie" nazwałem go wojaczkiem-sraczkiem.

I jakoś nie czuję, żebym zrobił coś nietaktownego.

Pozdrawiam.

PS. I zgadzam się z Messalinem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


1. Co do konkursów - niestety, nie zgadzam się z Tobą. Wiersze rymowane są odrzucane, bo zazwyczaj są po prostu kiepskie - bardzo trudno jest napisać dobry wiersz rymowany.
2. Sterylność IMO nie jest i nie może być zarzutem - nie żyjemy w baroku. Dlaczego prostota, przestrzeń w tekście ma być zarzutem???
3. Na jakiej podstawie twierdzisz, że Zachód się z nas śmieje?... Bo ja widzę, że całkiem sporo nowych poetów z Polski robi jakąś tam karierę na Zachodzie. Co więcej - czytuję również poezję angielską, chodzę na spotkania z brytyjskimi poetami młodego pokolenia, rozmawiam z nimi, i spora część z nich pisze poezję lingwistyczną, nie piszą wierszy rymowanych, nie odbiegają od tego, co pisze się obecnie w Polsce, a co Ty uważasz za proze i beznadzieję.
4. Piłka nożna jest mało humanistyczna - poezja bardzo. To tak, jakbyś używał zasad piłki nożnej do hodowli kwiatów. Te dziedziny są nieprzystawalne.
5. Jeśli czegoś nie widzisz, to nie znaczy, że tego nie ma. Poezja to nie opowieść, proza - owszem. Zarzucanie poezji, że nie ma w niej opowieści to całkowita pomyłka. A więc - strzeliłeś do własnej bramki.
6. Pan Maliszewski nikogo nie uznaje za mało istotną sprawę - ma wyjątkowy szacunek do każdego, bez względu na to jak pisze i czy w ogóle pisze.
7. Trudno wytłumaczyć daltoniście, jak wygląda kolor czerwony.
8. Gdzie na Boga widzisz prozę w Świerszczach Świetlickiego??? Nie mają rymów? To dla Ciebie wyznacznik prozy? Czy to dla Ciebie tylko zapis rozmowy o miejscu, gdzie umierają koty??? Przecież to tylko pretekst! To jest wiersz o braku porozumienia, odmiennym świecie wartości, o miłości, a raczej jej końcu, o wszystkim, ale nie o kotach!!! Po prostu jesteś poetyckim daltonistą - co nie jest zarzutem, tylko stwierdzeniem faktu. Nie potrafisz czytać poezji współczesnej, więc może po prostu nie próbuj jej oceniać. Masz świetny zmysł obserwacji, ale brakuje Ci instynktu języka - nie radzisz sobie z przenośniami, z pośredniością wypowiedzi itd. Przypomnij sobie definicję: "Liryka - jeden z trzech podstawowych rodzajów literackich (obok dramatu i epiki). Obejmuje utwory, których głównym przedmiotem przedstawienia są przeżycia wewnętrzne, przekazywane za pośrednictwem wypowiedzi monologicznej, odznaczającej się subiektywizmem, podporządkowanej funkcji ekspresywnej języka." Którego z elementów wymienionych w definicji brakuje tekstowi Świetlickiego?...
Pozdrawiam, j.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dużo w tym niewłaściwego. Choćby szacunek, jaki należy się zmarłym.
Termin "liryczny onanista" zakłada, że Wojaczek pisząc robił sobie dobrze. Nie sądzę - akurat jego poezja była raczej sposobem na poradzenie sobie z wewnętrzym piekłem, a to jest mało przyjemne. Jeśli uważa Pan inaczej - bardzo proszę o dowód.
Obrażanie innych tylko dlatego, że się ich nie rozumie, zwłaszcza, gdy nie mogą się bronić, jest niestety przejawem absolutnego braku wrażliwości i podstawowych zasad kultury. Choć użycie w tekście określenia "wojaczki-sraczki" przyjęłabym jako pewien sposób na wyrażenie emocji podmiotu lirycznego, a zatem - w pełni zrozumiały zabieg. W tym momencie stra się Pan takim samym "lirycznym onanistą" jak Wojaczek.
Pozdrawiam,
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No jeśli Pani z "lirycznego onanisty" wyciąga takie wnioski, to ja się nie dziwię, że mówi Pani o braku szacunku z mojej strony. Nawet wyrwany z kontekstu "liryczny onanista" nie oznacza tego, co Pani napisała.


Zgadzam się w całej rozciągłości. Z tym, że ja pisałem, że Wojaczek jest po prostu nudny, monotematyczny. Dobrze się zaczyna jego debiutancki tomik. Wydaje się, że będzie bardzo ciekawie. A później - ciągle to samo.
Że nie wspomnę o lichych próbach z rymowaniem.


A niby czego można nie zrozumieć w twórczości Wojaczka? Żałuję, że nie mam teraz przed sobą jego dzieł zebranych, bo z głowy trudno mi czymkolwiek wojować. O jaki konkretnie tekst się Pani rozchodzi?
Co do obrażania - tak to jest, jak się nadinterpretuje "lirycznego onanistę". ;-)
To, że się wojaczek nie może bronić, to i ja o tym wspomniałem.
Brak wrażliwości? Być może to przez moje traumatyczne przeżycie CE-4 z włochatymi monstrami, którzy poddali mnie jakimś dziwnym medycznym zabiegom. Tak sądzę.


To jak Pani w końcu rozumie "kirycznego onanistę"? ;-) Że niby ptoka trzepę, kiedy tekst piszę, he, he?

Pozdrawiam.

PS. Małe sprostowanie - zachowanie Pana Messalina w stosunku do krytyka oczywiście mi się nie podoba. Mówiąc, że zgadzam się z Messalinem, miałem na myśli, że zgadzam się z jego zdaniem co do Świetlickiego.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


1. Co do konkursów - niestety, nie zgadzam się z Tobą. Wiersze rymowane są odrzucane, bo zazwyczaj są po prostu kiepskie - bardzo trudno jest napisać dobry wiersz rymowany.
2. Sterylność IMO nie jest i nie może być zarzutem - nie żyjemy w baroku. Dlaczego prostota, przestrzeń w tekście ma być zarzutem???
3. Na jakiej podstawie twierdzisz, że Zachód się z nas śmieje?... Bo ja widzę, że całkiem sporo nowych poetów z Polski robi jakąś tam karierę na Zachodzie. Co więcej - czytuję również poezję angielską, chodzę na spotkania z brytyjskimi poetami młodego pokolenia, rozmawiam z nimi, i spora część z nich pisze poezję lingwistyczną, nie piszą wierszy rymowanych, nie odbiegają od tego, co pisze się obecnie w Polsce, a co Ty uważasz za proze i beznadzieję.
4. Piłka nożna jest mało humanistyczna - poezja bardzo. To tak, jakbyś używał zasad piłki nożnej do hodowli kwiatów. Te dziedziny są nieprzystawalne.
5. Jeśli czegoś nie widzisz, to nie znaczy, że tego nie ma. Poezja to nie opowieść, proza - owszem. Zarzucanie poezji, że nie ma w niej opowieści to całkowita pomyłka. A więc - strzeliłeś do własnej bramki.
6. Pan Maliszewski nikogo nie uznaje za mało istotną sprawę - ma wyjątkowy szacunek do każdego, bez względu na to jak pisze i czy w ogóle pisze.
7. Trudno wytłumaczyć daltoniście, jak wygląda kolor czerwony.
8. Gdzie na Boga widzisz prozę w Świerszczach Świetlickiego??? Nie mają rymów? To dla Ciebie wyznacznik prozy? Czy to dla Ciebie tylko zapis rozmowy o miejscu, gdzie umierają koty??? Przecież to tylko pretekst! To jest wiersz o braku porozumienia, odmiennym świecie wartości, o miłości, a raczej jej końcu, o wszystkim, ale nie o kotach!!! Po prostu jesteś poetyckim daltonistą - co nie jest zarzutem, tylko stwierdzeniem faktu. Nie potrafisz czytać poezji współczesnej, więc może po prostu nie próbuj jej oceniać. Masz świetny zmysł obserwacji, ale brakuje Ci instynktu języka - nie radzisz sobie z przenośniami, z pośredniością wypowiedzi itd. Przypomnij sobie definicję: "Liryka - jeden z trzech podstawowych rodzajów literackich (obok dramatu i epiki). Obejmuje utwory, których głównym przedmiotem przedstawienia są przeżycia wewnętrzne, przekazywane za pośrednictwem wypowiedzi monologicznej, odznaczającej się subiektywizmem, podporządkowanej funkcji ekspresywnej języka." Którego z elementów wymienionych w definicji brakuje tekstowi Świetlickiego?...
Pozdrawiam, j.

ale kosisz, mogłabyś być niezłą piłkarką, jesteś dziewczyną więc sport "grę w piłę" rzeczywiście możesz uważać za brutalną, no to odkop - czyli mogłoby być i tak:

1) wiersze rymowane są odrzucane bo Ci którzy je czytają nigdy takich nie napisali i nie wiedzą o co w nich chodzi albo są zbyt trudne albo jeszcze inaczej - "trza tępić starocie" jak to już usłyszałem nieraz - wiesz, na jednym z takich konkursów pewni niesamowici jurkowie z wyrzutem godnym zygi frojda wypowiadali się na temat moich wierszy, no w zasadzie jednego, grał akurat Gałązka, grał pieśni steda i któryś pochwycił - o tak powinieneś pisać, jak stachura, a ja na to - nie lubię stachury, wolę babińskiego, wiesz, konsternacja, spytali mnie tylko o teksty o to co wiem o babińskim i nagle stałem się ich najlepszym kumplem, to mi dużo dało - nie przekonałaś mnie

2) jeśli to prostota to co on robi, pisze wiersze? a gdzie tam przestrzeń, dosłownie kastracja przestrzeni, porównanie do sienkiewicza, żeromskiego czy jeszcze kogoś, no co Ty, Joaxii, ja bym wolał Twoje teksty unieść wyżej ponad świetlickiego, te, któe gram i ten, którego muszę sobie przypomnieć - bo to jest dopiero przestrzeń, a nie jakiś świetlicki - nie przekonałaś mnie

3) choćby na podstawie Jacka Ozaista, czy Ty mówisz o młodych? czy o staruchach? może o Różewiczu? o Herbercie? to wielka różnica, czytałem to co napisał Jacek o konkursie na którym głosowanie odbywało się za pomocą klikania raz na kilka godzin - nie przekonałaś mnie

4) już o piłce było, ale może nieco inaczej, jeśli chodzi o grę to raczej chodziło mi o reguły rozmowy o poezji a nie o samą poezję, odróżniasz jedno od drugiego? rozmowa o niej a sama poezja? - nie przekonałaś mnie

5) strzeliłem? hehe, polska gola! poezja musi mieć w sobie wątek inaczej mówiąc, może trafiłem w słupek, rzeczywiście, ale jeśli nie ma narracji to przynajmniej mi się nie chce czytać, jeśli są tylko same porównania to mi się nie chce, jeśli dialog tylko bez ukazania otoczenia - to nie dla mnie - nie przekonałaś mnie

6) ja też mam szacunek dla osoby, ale jśli pisze bzdury to niestety walę prosto z mostu, że mi się nie podoba, to też nie humanitarne? - nie przekonałaś mnie

7 to ja mam być tym daltonistą, wiesz, po wypowiedzi Pana Maliszewskiego zrozumiałem, że nie wprost - ale nazwał mnie śmieciarzem ... nie zaśmoiecaj ... tak tam chyba było - śmieciarz daltonista, ech, mam się obrazić? po co?

8) nie widzę niczego szczególnego i piszę od siebie, to moje zdanie

MN
ps. nie chcę być nie miły - choć moze to uznasz za obrzydliwość co napisałem, ale współczesna poezja to taki odłamek od granatu ...., świetlicki czy jakiś tam inny często i gęsto zapominają o korzeniach - jakaś brzytwa zadziałała

wiem co to liryzm
Opublikowano

Pan, Messalinie – jest naprawdę tak niewyobrażalnie głupi i zaściankowy, czy tylko się zgrywa? Mój trzyletni brat, do którego przychodzi opiekunka i który w życiu nie widział przedszkola - opowiada babci przez telefon o tym, jaki jest niegrzeczny wobec dzieci i wymienia panie, które najbardziej lubi, a co najzabawniejsze – święcie w to wszystko wierzy. Analogicznie do Pana. Jest między sposobem Waszego myślenia tylko jedna subtelna różnica; jeśli się powie Pawłowi, że nie mówi prawdy – potrafi się zreflektować - Pan nie. To zdecydowanie przykre. /j

PS podziwiam Cię, joaxii

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



no tak, myślę, że juz dużo powiedziałem, a tu jak i tam do mnie takie dłuuugie lecą,
no pięknie jak na taki wiek, szczególnie od osoby, która nie wie co znaczą te dwa słowa,

a o poezji Rybaczku to pogadamy jak dorośniesz, w tej chwili skończ z wyzywaniem, ok?
sugeruję CI spojrzeć na świat spoza fajek i wina i tego całego poetyckiego
współczesjonizmu - to tylko sugestia ale się powtarzam

MN
ps. poza tym chciałem dopisać, że przedszkole przeszedłem i chwała,
bo i rodziców nie stać było na niańkę i takie akurat czasy były, a zasciankowy?
cóż, kiedyś rodzicom moim troszkę się poprzypominało i moim pierwszym
łóżeczkiem takim zaściankowym były dwa złączone krzesła, ech, z kim ja
i do kogo, skoro i tak się odbije i polecą kolejne dłuuugasy
Opublikowano

chciałbym skończyć ten temat - ani głupi, ani wypaczony ani tym bardziej ... (jaki kto chce sobie niech dopisze), zrobię to w punktach

1. Pan Maliszewski rozbraja prozę poetycką, daleko w jego felietonach do odnajdywania poezji, pisze o ludziach i ich słabościach, a poezja? czyż jest słaba? czyż nosi w sobie bliźniacze podobieństwo do prozy? tego w jego pisaniu nie widać

2. wiele osób łeb by sobie dało uciąć - byleby się pokłócić, moze i ja do nich należę, ale przynajmniej walczę za ideę, we współćzesności mniemam, że owa nie istnieje, nie ma już bohaterów chyba, że mówi się o kreskówkach albo filmach (dla ciekawości - ostatnio w szkółce w Szulmierzu ściągnąłem ze strychu gablotkę - przeszkloną, a w niej ordery i dokumenty cżłowieka, który był bohaterem, niestety, wybrał złe czasy, bo początek odradzania się państwa po II wojnie i ... omało nie wylądowało to wszystko w koszu, gdybym z kosza owe resztki nie powyciągał, okazało się, że rzeczy wyrzucone należały do dziadka jednej z uczennic, dziadek dawno zmarł i myslał, ze wszystkie dokumenty zaginęły

3. niech żyje poezja - jaką by nie była, jaką jest - we współczesności trudno odnaleźć jakąkolwiek krztę prawdy o niej, wszystko kojarzy się z prozą "żeromskiego"

MN

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...