Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

To wszystko rozrosło się i rozepchało ze mną w środku
najpierw sitowie na bagnach, wraki wymijane na jeziorze
wyspa która wyłoniła się z dna morza, oceaniczny kontynent
zamiast brzegów biur magma, mrożące krew w żyłach płyny skał

lodowiec wyrzygał głazy uciekając przed retoryką odwilży
na morenowym dnie nieudane podróbki pierwszych insektów
w jantarze znów odkryto stosy na własną rękę zaginionych ciał
kwietniki Sodomy w całości pokryte daktyloskopijnym proszkiem

Opublikowano

przeczytałeś jakąś książkę silnie się podnieciłeś
i postanowiłeś wszystkie nowe słowa i terminy upchać w jeden utwór
czyni to z tego bełkot, cholernie męczący w czytaniu,
może coś w tym jest, ale oceniając ten utwór użyję określenia pozostającego w klimacie
do treści powyżej, całość prezentuje się jak "zaczerniona ciemność".

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




w komentowaniu wierszy nie powinno się pomijać kwestii treści.
Pszepraszam, a jakie są formalne kryteria przyjęcia?


pozwoli Pan, że sam podejmę decyzję dotyczącą tego co komentować, a czego nie
dobra forma pozwala wyeksponować treść
forma nie do przyjęcia obniża automatycznie wartość treści
jeżeli nie od strony merytorycznej, to przynajmniej w kwestii eksponowania właśnie

niestety nie ma książki na temat formalnych kryteriów przyjęcia
nauczyć się tego można mało pisząc, dużo czytając
a Pan tego nie robi
a jeśli robi, to czyta złe teksty
a jeśli dobre
to może nie ma Pan zdolności

Marian Koń wyłożył sprawę pobierznie, trudno sie z nim nie zgodzić

proszę mi wybaczyć ton wypowiedzi
wina niepogody
i frustracji
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



"Mrożące krew w żyłach płyny skał" to co się rozciąga pod kontynentalną skorupą, płynne jądro planety.
fakt, tekst strasznie,nabrzmiały metaforyką-no zgadza się, nie wiem czemu to ma być wada, szczególnie w utworze o takim tytule a nie innym? bo przecież jeżeli coś się nazywa "Nagle", to chodzi o jakąś chwilę krótką, ale na tyle szczególną, że była warta zapisania, a więc można się spodziewać, że zapis będzie bogaty w różne wątki, które w liryce zbiją się w zwięzłe metafory, tworząc dosyć barwną fotkę, tudzież supeł.
Te "mrożące krew w żyłach płyny skał" mi się podobają, bo są bardzo wymowne - to zupełnie cielesne odczucie, po prostu skóra mi cierpnie na myśl o fizycznej bliskości magmy; po drugie - samo zderzenie metafory (co prawda martwej, idiomu) wykorzystującej mrożenie do opisu czegoś, co parzy albo spala jest interesujące konceptualnie, a u autora (mnie) wyzwala uczucie silnie ambiwalentnego pobudzenia.
Osobiscie mam dwie wątpliwości - "oceaniczny kontynent" nie widzę logicznego sensu tego sformułowania, chociaż w kontekście jest ono spójne, jeżeli chodzi o rozrastanie się na linii jezioro-morze-ocean i z wyspą.
Nie pamiętam (to stary wiersz, sic), co to jest "kwietnik Sodomy", żadne ze skojarzeń, które mi się obecnie nasuwa nie satysfakcjonuje - może nie rozpamietuję jakiegoś kontekstu?; poza tym samo słowo "kwietnik" jakoś mnie w tekście razi, nie pasuje brzmieniowo, w zestawieniu z - że tak powiem - otoczeniem też wydaje się absurdalne. kwietnik bardzo psuje szyki.
Sodoma jest symbolem samego zła. Nic jednak nie jest tylko czarne, ani tylko białe. Więc jest kwietnik (pasujący raczej do matek z wózkami na popołudniomym spacerze po miejskim skwerku niż do Sodomy), jako symbol piękna (delikatności?), czegoś skrajnego w przypadku zła wcielonego. Trudno jest nam się jednak pogodzić z tym pieknem, więc i on (kwietnik) jest przysypany pyłem śledczym. Może by znaleźć dowód, że i on jest skalany?
"oceaniczny kontynent" - poniekąd kontynent również jest większą ruchomą wyspą, w szerszym kontekście na magmie
"kwietniki Sodomy"- to wyraz mojej bogobojnej biblijnej natury. To co się stało wcześniej stało się przez to, że ci co byli wcześniej sobie na to zapracowali, bez czego by nie nastąpiło to co miało miejsce później. To co na kwietniku może być kolorowym i przyjemnym miejscem tylko dla wąskiego kręgu odbiorców, projektantów, odbiorców. Z dystansu dopiero jestesmy w stanie osnaleźć sodomę.
Każdy "momemnt środowiskowy" ewolucji jako procesu zmian organizmów w czasie, który prowadzi do powst.nowych gatunków (ta def. jest wg. mnie ok.) to tylko widokówka 1. sekundy (załóżmy migawka ustawiona na 1000 lat :) konieczne jest dużo szersze spektrum czasoprzestrzeni odpowiedzialnej za różnorodność form biologicznych, ich rozmieszczenie i adaptację a "jeśli warunki środowiskowe zwrócą się ku warunkom pierwotnym" to naturalnie "pierwotne insekty okażą się lepszym modelem niż obeczne". Używając "na początku" miałem na uwadze przynajmniej egzystencję jednego gatunku w obrębie ekosystemu konieczną do ewolucyjnych karkołomnych dewagacji, a że koniec czegoś zawsze jest początkiem czegoś innego... również posłużyłem sie skrótem myślowym
Dla mnie rzyganie właśnie jak najbardziej pasuje. Raz, że chodzi o zantropomorfizowany żywioł, dwa, że narzuca mi się obraz jakowegoś gargulca i to mi rozszerza estetyczną przestrzeń wiersza.
Tyle, że mnie się jakoś nie odbiera wiersz nostalgicznie i miękko. To morze kojarzy mi się raczej z trumną, miejscem zbrodni albo i samym mordercą.
Jak peel patrzy na miejsce i czy się rozczula, to mnie mało akurat obchodzi. Sęk w tym, że on jest w środku, więc mnie ciekawi, czy on jest żywy (sprawca albo śledczy), czy martwy (i wtedy jest ofiarą). Tekst daje mi obie możliwości i najbardziej podoba mi się takie czytanie, w którym nie muszę między nimi wybierać.
Dla mniejest to coś bardzo tragicznego i nie chcę się przywiązywać do konkretnych interpretacji, rozstrzygnięć, bo wtedy mi umyka smutne piętno całości.
Trochę tkanki mózgowej robi różnicę. Dlatego my czasem schodzimy do poziomu jaszczurki, ale jaszczurka nie włazi na nasz, np. nie może napisać o sobie wiersza albo mieć wyrzutów sumienia. To trywialne i nie widzę sensu dywagowania nad wpływem aktywności ośrodków podkorowych na konkretne rozwiązanie formalne w utworze lirycznym, podobnie jak opisywania interakcji twórca-odbiorca za pomocą sprzężeń, chyba że chodziłoby tylko o dobranie strategii marketingowej, ale to stałoby w sprzeczności z moim przekonaniem, że nie wszyscy jesteśmy Dorotą Rabczewską.
W tm wieszu jest wiele narzędzi poetyckich i brak poezji,ontologiczno-archeologiczne obrazki i ukryte przesłania, tajemnica i monotonia przekazu.
Ziemia, która nagle odzyskuje świadomość tego, co się nią dzieje. Jest to moment ożywienia materii. Jednocześnie dzieją się różne rzeczy: ruchy tektoniczne, kształtowanie terenu, następują ery lodowcowe i ocieplenia, to przynosi ze sobą kolejne zmiany, aż w końcu pojawia się "główny podejrzany" człowiek.
Oczywiście można też pokusić się o zmetaforyzowanie w stylu każdy z nas to osobny świat, w którym dokonuje się ewolucja. Wszystko może podążyć ku doskonaleniu się, lub ku unicestwieniu.
Tak się podnieciłem, Gości. Polecam "Widzialną ciemność" Goldinga. Rozjaśnia
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




w komentowaniu wierszy nie powinno się pomijać kwestii treści.
Pszepraszam, a jakie są formalne kryteria przyjęcia?


pozwoli Pan, że sam podejmę decyzję dotyczącą tego co komentować, a czego nie
dobra forma pozwala wyeksponować treść
forma nie do przyjęcia obniża automatycznie wartość treści
jeżeli nie od strony merytorycznej, to przynajmniej w kwestii eksponowania właśnie

niestety nie ma książki na temat formalnych kryteriów przyjęcia
nauczyć się tego można mało pisząc, dużo czytając
a Pan tego nie robi
a jeśli robi, to czyta złe teksty
a jeśli dobre
to może nie ma Pan zdolności

proszę mi wybaczyć ton wypowiedzi
wina niepogody
i frustracji


oczywiscie, pozwalam. To ponoć wolna kraina. Tylko elementarne poczucie rzeczywistości wymaga odrobiny kostruktywizmu,nieprawdaż? I skąd pan wie jakie ja teksty czytam i które z nich są złe? Pozostaje mi tylko podziwiać tę umiejętność. Zdolności? taniec mnie pasjonuje
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




pozwoli Pan, że sam podejmę decyzję dotyczącą tego co komentować, a czego nie
dobra forma pozwala wyeksponować treść
forma nie do przyjęcia obniża automatycznie wartość treści
jeżeli nie od strony merytorycznej, to przynajmniej w kwestii eksponowania właśnie

niestety nie ma książki na temat formalnych kryteriów przyjęcia
nauczyć się tego można mało pisząc, dużo czytając
a Pan tego nie robi
a jeśli robi, to czyta złe teksty
a jeśli dobre
to może nie ma Pan zdolności

proszę mi wybaczyć ton wypowiedzi
wina niepogody
i frustracji


oczywiscie, pozwalam. To ponoć wolna kraina. Tylko elementarne poczucie rzeczywistości wymaga odrobiny kostruktywizmu,nieprawdaż? I skąd pan wie jakie ja teksty czytam i które z nich są złe? Pozostaje mi tylko podziwiać tę umiejętność. Zdolności? taniec mnie pasjonuje

no jasne, że nie wiem
nie sprowadzajmy dyskusji na poziom przedszkolny

napisał Pan dlugi komentarz na temat interpretacji swojego utworu - rzadko można się z tym spotkać - doceniam, ale ów komentarz pokazuje jednoznacznie, że ma Pan problemy z interpretacją niektórych wybujałych sformułowań, a co ma zrobić biedny czytelnik?
nie wiem co zrobi
obawiam się, że po pierwszych kilku wersach
może wcisnąć backspace
no umówmy się drogi Autorze
to jest zły wiersz ;>

niemniej pozdrawiam serdecznie
i czekam na kolejne, bo potencjał jest
Opublikowano

Przeczytałam jeszcze raz, ma to sens, tylko nie wiem co z tego wynika. Jest opis, który może wywołać refleksje dotyczące tego co było i my wieczni poszukiwacze. Udaje nam się, natura jest tym daktyloskopijnym proszkiem. To odczytałam, tylko czy dobrze. O co jeszcze chodzi autorowi?
Być może po kolejnych czytaniach odbiór byłby jeszcze inny.
:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




w komentowaniu wierszy nie powinno się pomijać kwestii treści.
Pszepraszam, a jakie są formalne kryteria przyjęcia?


pozwoli Pan, że sam podejmę decyzję dotyczącą tego co komentować, a czego nie
dobra forma pozwala wyeksponować treść
forma nie do przyjęcia obniża automatycznie wartość treści
jeżeli nie od strony merytorycznej, to przynajmniej w kwestii eksponowania właśnie

niestety nie ma książki na temat formalnych kryteriów przyjęcia
nauczyć się tego można mało pisząc, dużo czytając
a Pan tego nie robi
a jeśli robi, to czyta złe teksty
a jeśli dobre
to może nie ma Pan zdolności

Marian Koń wyłożył sprawę pobierznie, trudno sie z nim nie zgodzić

proszę mi wybaczyć ton wypowiedzi
wina niepogody
i frustracji

pozwoli Pan stwierdzę, że pieprzycie panie Grabarzu ;)
nie dał pan dowodu, że utwór ten wartości nie ma a oczy pan innym zamydlił...

wiersz ma swoje zalety, podoba mi się ten jego silny ładunek emocjonalny, autor bardzo
umiejętnie przeplata słowa. ciekawe; biur magma, kwietniki Sodomy, i inne słowa przeciwstawne, oksymorony. początek może nie urzeka jest mało magiczny. a co kwestii treści, to można ją pomijać załóżmy, że to nadrealizm.
Opublikowano

napisałem tzw. niekonstruktywny komentarz, w tym znaczeniu, że zarzutów nie poparłem konkretnymi fragmentami tekstu - uznałem za idiotyczne kopiować całość niżej
jak Pan Panie Kamilu zacznie pieprzyć, zobaczy Pan jak trudno przestać

pzd.

ps., proszę rzucić oczkiem na własne komentarze i zastanowić się, czy komentarz niemerytoryczny/w sensie j.w/ jest bezwartościowy
mój tutaj jest?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




pozwoli Pan, że sam podejmę decyzję dotyczącą tego co komentować, a czego nie
dobra forma pozwala wyeksponować treść
forma nie do przyjęcia obniża automatycznie wartość treści
jeżeli nie od strony merytorycznej, to przynajmniej w kwestii eksponowania właśnie

niestety nie ma książki na temat formalnych kryteriów przyjęcia
nauczyć się tego można mało pisząc, dużo czytając
a Pan tego nie robi
a jeśli robi, to czyta złe teksty
a jeśli dobre
to może nie ma Pan zdolności

Marian Koń wyłożył sprawę pobierznie, trudno sie z nim nie zgodzić

proszę mi wybaczyć ton wypowiedzi
wina niepogody
i frustracji

pozwoli Pan stwierdzę, że pieprzycie panie Grabarzu ;)
nie dał pan dowodu, że utwór ten wartości nie ma a oczy pan innym zamydlił...

wiersz ma swoje zalety, podoba mi się ten jego silny ładunek emocjonalny, autor bardzo
umiejętnie przeplata słowa. ciekawe; biur magma, kwietniki Sodomy, i inne słowa przeciwstawne, oksymorony. początek może nie urzeka jest mało magiczny. a co kwestii treści, to można ją pomijać załóżmy, że to nadrealizm.


eee.. tam. Całość średniawka

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Julia z Kurlandii   Kim jestem? Śladem po mnie w pospiesznie rzuconej mikrohistorii, w starym śpiewniku ewangelickim, w filmie o kimś podobnym do mnie, w tajemniczych literach, w czyimś allelu, w chemicznym znaczniku. W strasznej historii o czyimś odejściu i w trychterze do karmienia na siłę niejadków.   W słowie grynszpan, sepia. W starych aktach narodzin i śmierci. W cytacie biblijnym „Ich bin das Brot des Lebens” na świętym obrazku zagubionym między stronami.   To ja. Przypominam o sobie we wspomnieniu wnuka o ojcu i jego matce – samobójczyni lub ofierze. W Weronalu kupionym w starej aptece na Chmielnej.   Przypominam o sobie w starym śpiewniku i w słowach dokumentu: młoda kobieta w wieku dziewiętnastu lat przyniosła swoje dziecko do chrztu. Ojciec nieznany. Później zastygam w milczeniu syna. Wstydliwym i bolesnym milczeniu. Co potrafiłam? Nakrywać stół potrafiłam, zarządzać domem swoim.   Wyszłam za mąż. Syn dostał nowe nazwisko. Żyliśmy sobie w Alejach. Dwoje małych nam umarło – córka, której imienia nie pamiętam, i syn Zygmunt. Odeszli.   Rozwód zasądził sąd kościelny. Nie dałam rady. Józio poszedł do szkoły. Wrócił, a mnie już nie było. To był jeden z mroźnych dni lutego 1909 roku. Weronal, włamanie, nienapalone w piecu… Nie wiem. Nie pamiętam.  
    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...