Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Już Nie uciszaj głosu swego serca
bo w nim żyje glos twego sumienia
a za sprawa Ducha Świętego
zna najskrytsze twoje marzenia

On ci w chwili zwątpienia podpowie
jaka droga iść dalej trzeba
zaufaj i wsłuchaj się cichej rozmowie
a On ci ześle rozwiązanie z nieba

Bóg jak kiedyś przed wielu laty
tak i teraz wędruje po świecie
szuka ludzi gotowych iść za nim
bo w nas widzi to swoje dziecię

Jednak ciągle wielu z Niego szydzi
przepełniając po brzegi goryczy czarę
po raz wtóry krzyczą ukrzyżuj
choć tak prosi niezmiennie o wiarę

Posłuchajmy głosu, który nas wola
pobiegnijmy za Nim - zawołajmy Panie
przybywaj do nas, bo my Ci niesiemy
w sercach swych mieszkanie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie takie straszne te cięgi ;) Zostawiam plusa, bo jestem wierzący i uważam, że poezja religijna rządzi się specyficznymi prawami. Serdeczności od Pancolka ;)
Opublikowano

Dziekuje serdecznie to mnie troszke pocieszyles"specyficzne prawa" ciesze sie , pragne powiedziec ze zyje juz 19 lat poza Polska i moze moj jezyk byc ubozszy po drugie mam juz 55 lat wiec orlem juz ciezko byc,pozdrawiam serdecznie:))))))))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie takie straszne te cięgi ;) Zostawiam plusa, bo jestem wierzący i uważam, że poezja religijna rządzi się specyficznymi prawami. Serdeczności od Pancolka ;)
mam też tak... Pancołku,
Martusiu, pisać o wierze, religii jest trudną sprawą, dlatego mimo chęci nie podejmuje się takich tematów, za słabam, ale nie neguję tego u innych, brawo za odwagę i silną wiarę....
wiem ze kiedyś zdobędziesz szlify i twoje wiersze będą o wiele lepsze, bo zauważam dużą poprawę.
pozdrawiam ciepło i pisz nie przejmuj się krytyką lecz pracuj nad sobą....miłego dnia!!!!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



W takim razie jest Pani usprawiedliwiona ;) Kiedy Pani wyjeżdżała z Polski, ja się dopiero urodziłem :p A poezję można pisać zawsze i wszędzie :) Proszę się tak bardzo nie przejmować ostrą krytyką, bo oceniają nas ludzie, którzy czytają mnóstwo poezji i po prostu ciężko ich pozytywnie zaskoczyć :) Serdeczności od Pancolka ;))
Opublikowano

Na zaimkach osobowych się nie znam ( można przeżyć bez nich), ale bez uczuć i wiary ....ciężko. Imponowała mi zawsze twoja wiara i bezkompromisowość. Ten wiersz jest wybitnie mądry "życiowo", ale o tym wiedzą tylko nieliczni. Tylko ci, którzy wiele przeżyli i zaznali w życiu nie tylko zapachu drogich dezodorantów i markowych koszulek, ale też tej......."ciemnej strony księżyca".Pozdrawiam. p.s. generalnie...poprawa. ::))

Opublikowano

Ja przepraszam, że się wcinam, ale jak słyszą takie rzeczy, jak ta, że coś jest mądre, a mądrość jest dla TYCH z kasty mądrych i doświadczonych, to mi się robi takie bue. Twierdzenia są zgodne z prawdą, bądź nie. Jak już tak bardzo chcemy subiektywizować, to: "błyskotliwe". Swoją drogą, oceny w stylu: mądre albo nie mądre, to poza forum można usłyszeć tylko w sondach ulicznych, kiedy się pyta jakiegoś mohera i on powie że kaczyński, albo rydzyk, to mądrzy ludzie:/

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Bardzo Ci dziekuje za tez komentarz podnosi mnie troszke na duchu bo po krytyce jestem zawsze troszke w dolku a tak pragne zeby ktos dostrzegl chocby minimalna wartosc w moich wierszach:))))))))Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Aja sie tez wtrace do rozmowy i powiem ci co to jest madrosc wedlug mnie:wiara uczciwosc i milosc wszystkiego jak i blizniego tak i swiata to pomaga isc przez zycie z podniesiona glowa i nie koniecznie trzeba byc madrym i doswiadczonym bo czasami prosci ludzie bez wiedzy maja wiecej madrosci niz niejeden uczony:))))))))))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tak? to jest mądrość? Wow. A jak mi to udowodnisz? Bo ja na przykład uważam, że to tylko katolicki światopogląd, nazwany mądrością, z powodu wąskości horyzontów, gloryfikacji moralności chrześcijańskiej. Jak gdyby nie było lepszych sposobów na życie... Co w tym mądrego to ja nie wiem. A dlaczego hedonizm nie miałby być większą "mądrością"?
Opublikowano

Oscarze, uszanuj nas, katolików i nasz sposób na życie. Nie każdy człowiek, który chodzi co niedzielę do kościoła, wyzywa ateistów od szatanów itp. Ja o panu Rydzyku mam jak najgorsze zdanie, mimo to jestem wierzący. Mądrość dla każdego jest czymś innym i proponuję, żeby Panowie nie naskakiwali na kogoś, kto ma inne zdanie od Panów. Ja toleruję ludzi wszelkiej maści (innowierców, ateistów, deistów itd), bo credo życiowe nie świadczy o człowieku, niemniej oczekuję również szacunku dla mnie i mojej wiary. Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja na kogoś naskakuję? Wolne żarty. Szanuję Państwa zdanie, co nie znaczy, że nie mogę z nim polemizować i to właśnie czynię. I nawet nie polemizuję z samą Państwa wiarą, tylko z twierdzeniem, że wiara, to mądrość, kiedy tak naprawdę, wiara w cokolwiek ze swej natury jest jawną kapitulacją w konfrontacji z niewiedza. Zachowanie w stylu: nie wiem, więc uwierzę i nazywanie tego mądrością jest dla mnie zwykłym gwałtem na zdrowym rozsądku, o semantyce uwikłanych w to słów nie wspominając.

A brak waszego zastanowienia nad tematem najlepiej wyraziła Pani Sawicka:

t madrosc wedlug mnie:wiara uczciwosc i milosc wszystkiego jak i blizniego tak i swiata to pomaga isc przez zycie z podniesiona glowa i nie koniecznie trzeba byc madrym i doswiadczonym bo czasami prosci ludzie bez wiedzy maja wiecej madrosci niz niejeden uczony

Z tego wynika, że nie trzeba być mądrym, żeby być mądrym. Generalnie wszystko sprowadza się do tego, że mądrość wyraża się w zbieżności poglądów z waszymi poglądami i nic więcej na ten temat nie potrafi rasowy katolik powiedzieć. Żenująca zaściankowość.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Cylinder zastygł w bezruchu 

      a tuba zamilkła.

      Tym razem nawet igła fonografu 

      zdawała się nie mieć ochoty 

      wracać na powierzchnię cylindra 

      po raz setny tej przeklętej nocy.

      Obiecałem,

      że pomogę w poszukiwaniach,

      lecz po tym czego się tu dowiedziałem 

      i po tym co usłyszałem i zobaczyłem,

      stwierdzam jasno, 

      choć z dozą 

      naprawdę przejmującej rozpaczy,

      że mój nieodżałowany ojciec,

      został pochłonięty w odmęty, 

      bezdennej paszczy szaleństwa.

      Po czym uleciał w kompletny niebyt,

      bagiennych wrzosowisk

      północnej Szkocji.

      Przeszukano cały dom

      od piwnicy po strych.

      Wszystkie pozostałe obejścia i budynki.

      Studnie, staw

      a nawet rozkopano

      przydomowy ogródek

      ze wspaniałymi krzewami piwonii

      o które tak dbał.

      Bardziej niż o jedyne dziecko.

      Wszystko zaczęło się 

      gdy byłem jeszcze dzieckiem.

      Ojciec był 

      szanowanym profesorem archeologii 

      na uniwersytecie oksfordzkim.

      Był najlepszy w swoim fachu

      i dzięki temu pozostawał w kontakcie

      z najtęższymi umysłami

      z całego świata.

       

       

      Pamiętam doskonale zimowy poranek,

      jakieś piętnaście lat wstecz.

      Zakładałem szkolny mundurek 

      i z teczką w prawej dłoni 

      zmierzałem ku drzwiom domu.

      Ojciec szedł za mną.

      Trzymał mnie delikatnie za ramię,

      tłumaczył mi że jeśli 

      nie zakończy 

      zaplanowanego wykładu na czas 

      to odbierze mnie ze szkoły 

      nasza sąsiadka panna Stevenson.

      A jeśli wszystko zakończy się 

      zgodnie z planem 

      to obiecuję zabrać mnie

      potem na łyżwy.

       

       

      Nic nie poszło zgodnie z planem.

      Otworzyłem drzwi i o mało co 

      nie zderzyłem się w nich 

      z ponurym, wysokim 

      i dość postawnym jegomościem 

      w szarym, długim,

      dwurzędowym płaszczu 

      o prostym kroju.

      Jego fason

      nie był typowym dla wyspiarza

      a raczej obywatela zbuntowanej kolonii.

      Dziwny gość

      otarł mnie ledwie wzrokiem 

      zza przyciemnianych, wąskich szkieł

      i zwrócił się do mojego ojca.

      Bardzo przepraszam

      za tak nagłe najście 

      ale na uniwersytecie powiedziano mi,

      że jest Pan

      jeszcze w domu panie Fodden

      a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który

      z pewnością pana zainteresuję.

       

       

      Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko

      i wręczył je ojcu.

      Nazywam się Peter Noyes 

      i jestem zastępcą profesora Clarka 

      na uniwersytecie Miscatonic w Arkham.

      Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia.

      Profesor liczy na Pana pomoc

      w tej sprawie.

      Jeśli tak w istocie będzie 

      czekam na Pana 

      w dniu jutrzejszym w południe 

      na nabrzeżu numer dwa,

      celem odbycia podróży

      najpierw do Bostonu 

      a potem do Arkham.

      Proszę pamiętać, 

      że nie ma czasu do stracenia.

      Gwiazda czy też planeta,

      powoli pojawia się 

      w naszych snach nieprawdaż?

      Nie czekając na odpowiedź,

      odwrócił się na pięcie i szybko

      znikł za zakrętem skrzyżowania.

      Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson

      i nakazał jej 

      by zajęła się mną przez jakiś czas 

      bo czeka go długi

      i pilny wyjazd do Bostonu.

       

       

      Zostałem u niej długie lata.

      A ojciec wrócił podobno kilka lat temu.

      Nikt nie wiedział skąd ani po co.

      Uważano go za zmarłego.

      Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii 

      razem z tym całym

      Noyesem i Clarkiem.

      Nadal gdzieś w szufladzie biurka 

      mam jego nekrolog

      z jednej z gazet z Arkham.

      Żył ale przypłacił to szaleństwem.

      Nie widziałem go już nigdy później.

      A teraz zaginął po raz wtóry.

      Podobno planeta 

      znów nawiedzała go w snach.

       

       

      Odebrałem telefon z policji 

      i obiecałem przybyć na miejsce 

      by jakkolwiek pomóc śledczym.

      Bo sami nie rozumieli 

      w środek jak wielkiego szaleństwa 

      przyszło im wpaść i brnąć

      dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom.

      Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne.

      Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth?

      To miasteczko, osada czy może 

      jakaś kodowa nazwa 

      jakiejś świątyni czy wykopalisk?

      Znaleźli pamiętnik ojca,

      gdzie ta nazwa pojawia się ciągle.

      Ten krótki wpis ołówkiem 

      sprzed wielu tygodni.

      Wreszcie odezwali się do mnie

      Ci z Yuggoth.

      Będą czekać w oktawę święta 

      ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach.

      Zabiorą mnie znowu…

      Brzmiało to jak żart.

      Lecz jedno było pewne.

      Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...