Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

List do niektórych - powinni wiedzieć do kogo.

Wybaczcie, ale już nie mogę wytrzymać. Czytam, czytam i umysłowo wymiotuję.
Czy, co poniektórzy nie potrafią czytać? Nie wspomnę o pisaniu. Ludzie, gdzie wasza ambicja???
Utknęliście w psychicznym kiblu, więc zamiast pisać wiersze, weźcie sobie gazetę i poczytajcie.
A jak już chcecie pisać, to przepisujcie te gazety, może wtedy czegoś się nauczycie.
Jesteście jak zamknięte książki, w które nie da się włożyć nawet zakładki.

Proszę o wybaczenie, ale czytając niektóre gnioty zamieszczone w dziale, który do niedawna był prestiżowy, czuję jak się uwsteczniam, a że ten portal jest moim ukochanym, czuję się zażenowana.


A teraz możecie mnie opier...lać, mam to w dupie.

  • Odpowiedzi 46
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Kochana Pani - dziękuję bardzo, ze podejmuje Pani próbę.Mocno wierzę w dobre skutki.
Chcę uprzedzić pewne komentarze tylko: " nie domykajmy drzwi zanim wszyscy nie określą sie co do tematu" Cel tego wątku ma na celu wzbudzenie samokrytyki co do własnej twórczości- jednak- a nie obrazanie kogokolwiek czy rozładowywanie napięcia .
Myślę,że wiele osób czuje podobnie....zdaje się ,że na profilaktyke takiego stanu rzeczy jest już za późno.Myślę,że powodem jest to, że komentujący nie decydują się na szczerą krytykę zaraz na bieżąco pod słabym utworem, rozumiem, czasami ręce opadają, ale metoda zdartej płyty potrafi wiele zdziałać i jest bardzo skuteczna.Dziwi mnie, odkąd zaczęłam sie tu rozglądać ze kiepskie teksty nie są bojkotowane.
Mogę podac siebie za przykład - czekam na komentarze w warsztacie- cisza- trudno mi sie domysleć czy to takie dno czy hermetyzm czy jest ok?tym bardziej ,że zaczynam dopiero sama pisać.nie bądźcie zdziwieni,że któryś z tekstów znajdzie sie lada moment na prestiżowym dziale.bo nie uzyskując żadnej informacji zwrotnej będę się domagać jej właśnie tam.Po to tu przychodzę.
Dlatego rozumiem te osoby , które nie doczekały się żadnych opinii w innych działach,że zmuszo0ne są o nie " zawalczyc " w inny sposób.Proszę o kulturę wypowiedzi.
Zaczynam lubić ten portal.Macie zadatki, by trzymać się mimo wszystko razem- jako wrażliwcy.
Oldy
Jeszcze chciałam powiedzieć ,że watek , który wcześniej założyłam nie był powodowany jakimiś innymi względami niż potrzeby osobiste.Nic nie knuję.A obecny wątek potwierdza moje obserwacje.Jestem osobą z zewnątrz i może ma świeższe widzenie.I nic do stracenia.Mówcie !

Opublikowano

Do Alter Net:
A kim Ty jesteś człowieku;
że moce są Twe słowa?
że moc jest w Twoich rękach,
nie idziesz w imię Boga.
Jak nie wierzysz w ideę wiecznego powrotu
to w co wierzysz?w reinkarnację ateizmu?
Twoje motto z tej myśli
już samo mówi za Ciebie.
Jesteś pusty duszą
puste Twoje serce.

Tutaj pasują do Ciebie dwa przysłowia:

"Tacy ludzie,jacy ich Bogowie"

"Jeżeli nie umiesz żyć dla Boga
naucz się żyć dla człowieka"


Salve!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Protestuję przeciwko atakom na Osoby !!!!!!!!!!!
Nic Pan nie zyska taka postawą, a jak chce Pan dac upust emocjom to polecam : NAJPIERW posłuchać POTEM troche pobiegać i przeczytac jeszcze raz,a NA KOŃCU zapytać samego siebie dlaczego czyjeś słowa budzą w Panu taką burzę...I wcale nie musi sie Pan dzielić odpowiedzią
PONIEWAŻ to Pana sprawa.Jeśli stwierdzi Pan,że nie ma Pan ochoty nikogo oceniać na podstawie Jego słów - wtedy proszę podziękować owemu Bogu, który jest bardzo cierpliwy i dopiero wtedy sie Nim zasłaniać.Pozdrawiam .oldy
Opublikowano

A teraz posłużę się kilkoma fragmentami:

"Rzemiosło w poezji to doskonałe opanowanie tworzywa. Tak jak tworzywem muzyki są dźwięki, malarstwa - farby i barwy, rzeźby - kamień lub drewno, tak tworzywem poezji jest język. Poe­ta musi panować nad językiem jak szewc nad kopytem.

Czy można to robić nie radząc sobie z językiem? Dlatego tak bardzo denerwują mnie u „młodzieży poetyckiej" błędy ortograficzne, gramatyczne, stylistyczne, składniowe, frazeologiczne... Nie można rzeźbić w języku, skoro nie zna się jego słojów i faktur. Tworzywo trzeba opanować do perfekcji.

W pojęciu rzemiosła kryje się więc „inklinacja językowa", „talent językowy" (np. u prozaików jest to tzw. „dar narracji"), ale też wiedza na temat poezji, literatury, tradycji, awangardy... jednym słowem, poeta musi wiedzieć, w jakiej przestrzeni się porusza, na jakim boisku gra swój mecz. Dobry poeta wybierając swój genre umie także swobodnie napisać wiersz rymowany, fraszkę, limeryk, parodię itd., umie „bawić się" formą, robić z „wierszowaniem" mniej więcej to, co żongler robi z piłeczkami na cyrkowej arenie. Umie - dlatego, że jest rzemieślnikiem słowa; panuje nad językiem o wiele bardziej niż każdy inny, „pospolity" użytkownik tego języka.

Uzależnienie od minionych form i formuł jest - uzależnieniem! Wtórnością i epigoństwem.

I jeszcze jeden negatywny aspekt „mowy wiązanej", a w szczególności rymu: tak trudno osiągnąć jego maestrię i nie popaść w naśladownictwo tradycji, że dzisiejsze „rymowanki" najczęściej zdradzają... grafomana. Grafoman utożsamia rym z poezją. Coś, co się rymuje - automatycznie jest wierszem.

wiersz powinien wyrastać z pokory. I nie wstydzić się pychy

O co tu chodzi? O postawę poety. Poeta powinien, moim zdaniem, poczynać pisanie wiersza od schodzenia z cokołu i zrzucania spiżowej togi. Zamiast gęsiego pióra niechaj sięgnie po ogryzek ołówka. Poe­ta powinien z pokorą przyjmować świat i z pokorą weń wnikać. Być jednym z nas. Pamiętać o skromności. Chylić czoła przed drugim człowiekiem i tajemnicami świata."



To tylko kilka wyciętych fragmentów, których krzykacze i tak pewnie nie przeczytają, a jeżeli jednak przeczytają to z całą pewnością wytoczą działa pełne własnych ślepaków.

Trochę pokory, z grafomanii można się wyleczyć (pod warunkiem, że naprawdę chce się pisać).


Amen.

Opublikowano

Bo miałem dobry pomysł (a raczej Oscar), żeby debiutujący debiutowali w dziale dla początkujących, to były "ochy i achy". A teraz jest tak, że starzy zawodowcy nie wejdą do Z bo pamiętają wyższy poziom i adekwatne co do niego opinie, a nowi wchodzą, bo teraz Z to kupa - vide utwory xxxi tego typu postaci, więc opinie są podobne co inteligencja osób tak zamieszczających (oczywiście nie wszystkich, ale ten, kto powinien być w Z ten o tym wie, mając np. 70 procent dobrych recenzji, a nie 10 procent, gdzie to 10 procent to wpis xxx). A w tym momencie wpisać ostrzejszą krytykę, to od razu szlochy i płacze, że tak nie wolno.
Sam bojkot jest raczej nieskuteczny - ponieważ:
a) tutaj nie ma żadnej jedności i wspólnoty interesów (i bardzo dobrze)
b)tak jak kiedyś wpisywałem - różnie ludzie podchodzą do poezji i różne mają pomysły na na to miejsce. Jedni chcą porządnej, ostrej krytyki, inni wolą ciepłokluchowate klepanie się po pleckach, oczywiście takie wzajemne się poklepywanie, bo tych "pięknych wierszy" to też znieść nie mogę jakoś.
Dlatego ja apeluje do osób z wyższym stażem i dobrymi recenzjami - wchodźcie do Z i wypychajmy wspólnie te rzęchy. Piszmy - "gniot", "kupa", "rzęch" a nie żadne tam pipcolenie się, bo się Artysta Grafoman obrazi. A jak się obrazi, to się przynajmniej wyniesie i będzie czyściej.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


jestem za. oczywiście nie mam tu siebie na myśli. sam wiem, jak piszę
(czy raczej staram się imitować). ja przynajmniej nie w walam się do Z,
bo wiem, że jeszcze sporo pracy przede mną, żeby tam coś zamieścić.
na samym początku też unosiłem się dumą. całe szczęście, że szybko
zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo się myliłem i dzięki Wam wszystkim
za to. za to, że się ruszyłem do przodu.

moim zdaniem pomysł Michała (czy Oscara) jest bardzo dobry. nowi
przez ten czas zdążą się oswoić z forum. powyciągać konstruktywne wniosnki.
może otworzą oczy i zanim coś opublikują, przeczytają to sto razy,
żeby uniknąć kompromitacji. wiadomo, że każdy chce, aby go chwalić,
ale na to trzeba sobie zapracować solidną i sumienną pracą, a nie włażeniem
sobie nawzajem w ty...ek i ubóstwianiem wierszy, ktorych nawet się nie rozumie,
których nawet nie próbuje się zrozumieć. rozumiem, że nie zawsze chce się
dokładnie analizować każdy utwór (tym bardziej, że wiersz spod gatunku gniot
jest tu bardzo popularny), ale przynajmniej trochę starań.
Opublikowano

To się naucz czytać między wersami?
jak nie rozumiesz to masz pecha!
A po drugie piszmy poezję,
a nie kłóćmy się o słowa.
Z trylogii-H.Sienkiewicza
słowa Podpięty stare i nie modne!
do Rzędziana sprytnego i chytrego sługi
imć J.Skrzetuskiego.
"Diabeł uderzył ogonem o ziemię
a ludzie myślą,że na mszę im dzwoni?
O.Zagłoba.

Opublikowano

ja do działu "Z" miałam od początku uprzedzenia.
po co w ogóle ten dział?
jakaś komuś żaróweczka zaświeciła, że go stworzył?
myślę, że pisać równie dobrze czy źle można tu i tu ...
przecież można być nagrodzonym inaczej niż literą "Z"
np. buziakiem :P, pomidorowym zrzutem, kisielem, hja hja
satysfakcja leży po stronie twórcy jeśli się go czyta.
to tylo z mojej strony (ten skromnej, haha)

ps. Panie Kiwak, sianko....:P :D
mała lady s (punk)...anarchistka z wybory czy konieczności?

pozdrawiam wszystkich chłodno bo upał jak cholera :D
Luśka

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Bzdura.
"mała lady s (punk)...anarchistka z wybory czy konieczności?" ------- ????
Jeszcze większa bzdura.

o widzę, że jarzeniówki masz nad łepkiem :D
a na dworze takie ładne kwiatki...nie lepiej zbierać niż się o jakieś gówna martwić???
miłego dnia...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


wódeczka na POPie, może dotrzesz?
a co do szafeczki - wszystko wysłałam, nacialastwo się ociąga lekko;)))
Co do Z - mam taki sam, za przeproszeniem;), stosunek
/i.

ożesz ten D.
nakopiem mu do d. hyhy
:))))))))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pana też nie można będzie znaleźć po tej "słabszej" stronie?Jako komentującego oczywiście.Bo strona silniejsza jakoś niewiele komentuje...Pytam jako nowicjusz doceniający Pana rolę na tym forum.oldy
Opublikowano

jak ja kocham ten ton, hehe, na kazdym forum tak jest, w każdej szkole, na każdych kierunkach studiów i w ogóle...."KIEDYŚ BYŁO INACZEJ Jak tu przyszłam 2 lata temu to było podobnie...były narzekanie, że kiedyś było lepiej...siedzę na forum foto...tam to samo...:D to chyba taka ogólnoludzka potrzeba...tylko nikt nie pamięta, że Kiedyś wspominał "kiedyś" i narzekał na "teraz":D

kocham was i tak:D

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...