Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Raz się zdarzyło przed wieloma laty,
że pewien stolarz, wcale nie ubogi
oraz druh jego, kowal dość bogaty,
wracając z karczmy pomylili drogi.
Zamiast powrócić na swych rodzin łono,
zaszli na pole jęczmienia i żyta,
a słysząc w dali dźwięk znajomy dzwonu,
co o poranną mszę parafian pytał,
już wracać mieli do dusznego miasta
gdy głos ich wstrzymał spod tarniny krzewu.
Weszli na miedzę, z której krzew wyrastał
ciekawi źródła niezwykłego śpiewu.
Tam zaś ujrzeli złocistego ptaka.
"Dobrzy panowie pomóżcie mi, proszę!"
Ptak ludzkim głosem wołał ich i błagał:
"Zabierzcie ten cierń, co go w skrzydle noszę".

Stolarz z kowalem, nieco zadziwieni,
krótką na stronie odbyli naradę.
Jeden głos podniósł, drugi aż się spienił,
tak ich poruszył ten ptasi przypadek.
W końcu powzięli: cierń wyciągnąć później,
ptaka wpierw zabrać ze sobą do domu,
piękną zbić klatkę w stolarni lub w kuźni,
a gdy się kupiec znajdzie, sprzedać go mu.

Traf chciał, że w polu nie spuszczał z nich oka
głupawy biedak, co o jednaj krowie
(w sąsiedzkim kręgu nazwanej "Marnota")
orał swą nędzę nie dbając o zdrowie.
Głos ptaka tak go od razu zachwycił,
złapał za serce i rozlał się w duszy,
że luźne gacie w czarne garście chwycił
i biegiem do wsi poprzez pola ruszył.
Cały majątek sprzedał tego rana
i gdy dwaj tamci jeszcze się wadzili
czy klatka ma być kuta, czy drewniana,
on z pełną sakwą stanął już przed nimi.

Brzękły monety, zaiskrzyły oczy,
cieszył się stolarz do spółki z kowalem,
że taki głupek im się napatoczył,
a głupek niczym nie zrażony wcale,
wykupił ptaka za ćwierć kilo złota,
(trochę się przez nie, biedaczek, zadłużył),
wrzucił do worka jak kurę lub kota,
a potem bacząc by ptak się nie znużył,
prosto go zaniósł do pustej chałupy.
Zębami cierń wyrwał co skrzydło ranił,
zbierając całą odwagę do kupy
tak do złotego ptaka zagaił:
"Słyszałem dobrze jak tym łotrom z miasta
chciałeś za wolność dawać złote góry.
Gdy spór zaczęli jaka ma być klatka
słów nie słyszeli lub wzięli za bzdury.
Ja uwierzyłem w każde twoje słowo,
więc ciebie z czystym uwolnię sumieniem,
nie będę kupczył twoją złotą głową,
jeśli wypełnisz mi jedno życzenie:
chciałbym mieć tutaj dom zupełnie nowy,
szopy, stodołę, oborę i sprzęty,
kur stado, pięć świń, cztery dojne krowy
i trzech parobków dobrze wyrośniętych.
Moją sakiewkę dokładnie wypełnij,
no i by przy tym nie była mi bieda,
bo golec jestem w tej chwili zupełny,
zwróć mi tę ziemię com ją rano sprzedał."
"Ja człowiekowi, kiedy mi pomoże,
za każdym razem wypełniam życzenie.
Tobie dziś drugie od siebie dołożę,
może na zawsze twe życie odmienię".
Wdzięczny ptak odparł, a wszystko już stało:
stał dom, stodoła, obora i sprzęty,
szopy, zwierzęta i nie brakowało
nawet parobków dobrze wyrośniętych.
Sakiewka pełna leżała na stole,
a do drzwi sąsiad trochę blady pukał
mówiąc: "Oddaję ci to twoje pole,
bom cię okradał, a dzisiaj oszukał..."

Chłop miał już sporo, choć chciałby mieć więcej,
pewien miał kłopot, bo w tym rzeczy sedno,
że do wszystkiego miał dwie lewe ręce
no i na domiar, głowę trochę biedną.
Pomyślał z żalem, że nic nie wyduma,
chociaż się bardzo wytężał i skupiał.
Prosił więc ptaka najgrzeczniej jak umiał:
"Ptaku mój złoty, moja głowa głupia.
Zmiłuj się proszę! Czego mi potrzeba
ty wiesz zapewne, ja tu głupstwo palnę,
a ty gdy zechcesz przychylisz mi nieba,
więc daj co życie moje zmieni marne".
"Dobrze" - ptak odparł i frunął przez okno,
a chłopu jakby nic się nie zmieniło.
"Oszust" - pomyślał, tylko ślinę połknął,
bo co miał wcześniej to i teraz było.
Jednak po chwili, chociaż na świat patrzył,
poczuł, że oczy coś mu otworzyło.
Jeszcze raz w koło siebie się popatrzył
i nagle wszystko jasne się zrobiło.
Na progu usiadł, zadumał się chwilę
i głośno westchnął: "Taki głupi byłem?"

Nauki z bajki płyną różnorakie,
ja tutaj morał jeden Ci podpowiem:
jeśli nie jesteś jakimś złotym ptakiem,
nie mów głupcowi, że nie dba o zdrowie.

Edytowane przez Sylwester_Lasota (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Drogi Messalinie, na przekór wściekłym czasom
ta bajka wyciągnięta. Bo nie brak im hałasu
co ciągle nas popędza i skraca co się da,
więc czy baja jest przydługa, czy czas zbyt szybko gna???

Wybacz mi też i to, choć uwagę Twą cenie,
że tej prostej puenty na zawiłą nie zmienię.

Pokłon Twój odwzajemniam co się kładzie
gdzieś przy mym sercu jak medal na olimpiadzie;).

Opublikowano

ja nie zgadzam się z Messalinem. bajka jest w porzo
jeśli chodzi o długość, doczytałem. to co mnie ubawiło to motyw z trzema wyrośniętymi parobkami, kiedy o nich czytałem pomyślałem o moim młodszym bracie

lekka, łatwa i przyjemna i jednym słowem gratuluję inwencji i pomysłowości (a inwencja to chyba pomysłowość - tak?)

zapraszam do siebie

[url]http://liryki.pl/[/url]

Opublikowano

Sylwestrze, świetne! Bardzo mi się podoba!
To jest ballada, nie bajda, więc ma prawo być długa. Mnie ona nie nuży i nie nudzi. Utrzymuje tempo akcji, napięcie, budzi ciekawość do końca. I doskonała, dowcipna pointa! Wiesz, kiedy gdzieś przy początku napisałeś, że ten biedny chłopina orze nie bacząc na zdrowie, od razu pomyślałam sobie: mój Boże, a na co mu to? - czy już nie lepiej zostać choćby włóczęgą? No i okazuje się, że ballada zmierzała do tej samej konkluzji! ;-)))
Pozdrawiam.

Opublikowano

Fajna bajka.
Trochę ten moral na końcu rozczarowuje i bajka mogłaby się bez niego obyć, kończąc jakaś myślą już mądrego chłopa. Ale w sumie też może być, jakoś zakończyć trzeba :)

W jedenastozgłoskowcu średniówka po 5 sylabie powinna być. W tym fragmencie, coś z rytmem nie bardzo:
Zębami cierń wyrwał co skrzydło ranił,
zbierając całą odwagę do kupy
tak do złotego ptaka zagaił:

może lepiej tak:
Zębami wyrwał cierń co skrzydło ranił,
zebrał swą całą odwagę do kupy
i tak do ptaka złotego zagaił:

Opublikowano

Mnie się ta 'przypowieść' o złotym ptaku dość podoba. Wolę czytać takie teksty niż jakieś pseudo-nowoczesne wierszydła, w których autor wstawia co drugie słowo przekleństwo (żeby szokować).
Dzięki płynności wiersza nie zniechęciłem się jego długością.
Ładnie, rytmicznie, z pomysłem i morałem. Można by to nawet zaśpiewać.

Ode mnie plus.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie wiem jak przedmówca doszukał się tutaj rytmu.

Postaram się być delikatny, bo autor włożył sporo trudu:). Widać jak powoli autorowi kończyła się cierpliwość. W pierwszych zwrotkach jeszcze rymy niedokładne, niegramatyczne, a czym dalej tym gęściej czestochowa. popatrzył - patrzył, otworzyło - zrobiło, zmieniło - było. Ta przedostatnia to apogeum niestety. Może posilić się jeszcze i usunąć te mankamenty?

Jeśli chodzi o puente: to samo mam do powiedzenia co messalin-również pokombinować.

Powtórzę jeszcze, że dostrzegam i doceniam ogrom pracy, a na przyszłość proponuję ambitniej podejść do tematu i lepiej przypilnować rytmu.

Pozdrawiam serdecznie.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie wiem jak przedmówca doszukał się tutaj rytmu.

Postaram się być delikatny, bo autor włożył sporo trudu:). Widać jak powoli autorowi kończyła się cierpliwość. W pierwszych zwrotkach jeszcze rymy niedokładne, niegramatyczne, a czym dalej tym gęściej czestochowa. popatrzył - patrzył, otworzyło - zrobiło, zmieniło - było. Ta przedostatnia to apogeum niestety. Może posilić się jeszcze i usunąć te mankamenty?

Jeśli chodzi o puente: to samo mam do powiedzenia co messalin-również pokombinować.

Powtórzę jeszcze, że dostrzegam i doceniam ogrom pracy, a na przyszłość proponuję ambitniej podejść do tematu i lepiej przypilnować rytmu.

Pozdrawiam serdecznie.

Sokratexsie, to jest powiastka o złotym ptaku a nie epilog do Pana Tadka. Częstochowa mnie nie razi, bo między wersy wpleciony jest sens i narracja. Dałoby się to wyśpiewać. I o to chodziło mi, gdy określiłem utwór jako 'rytmiczny'.
Opublikowano

Oxyvio, L. Szymochnik, Sokratexie, Joanno, Rafale, Oskarze, dzięki, dzięki, dzięki, dzięki, dzięki, dzięki. dziękuję Wam, że czytacie... i że piszecie. wszystkie uwagi biorę pod rozwagę i do części rad obiecuję się zastosować. pozdrawiam Wszystkich serdecznie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dobrze, skończmy z panowaniem. Będziesz moim idolem, jeśli znajdziesz poparcie w jakimś źródle, w tekście klasycznym, które dowiedzie że, rym dokładny, ale gramatyczny (czyli czestochowa-nie oszukujmy się) lepiej realizuje jakiś rytm od równie dokładnego, ale niegramatycznego.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie wiem jak przedmówca doszukał się tutaj rytmu.

Postaram się być delikatny, bo autor włożył sporo trudu:). Widać jak powoli autorowi kończyła się cierpliwość. W pierwszych zwrotkach jeszcze rymy niedokładne, niegramatyczne, a czym dalej tym gęściej czestochowa. popatrzył - patrzył, otworzyło - zrobiło, zmieniło - było. Ta przedostatnia to apogeum niestety. Może posilić się jeszcze i usunąć te mankamenty?

Jeśli chodzi o puente: to samo mam do powiedzenia co messalin-również pokombinować.

Powtórzę jeszcze, że dostrzegam i doceniam ogrom pracy, a na przyszłość proponuję ambitniej podejść do tematu i lepiej przypilnować rytmu.

Pozdrawiam serdecznie.

Sokratexsie, to jest powiastka o złotym ptaku a nie epilog do Pana Tadka. Częstochowa mnie nie razi, bo między wersy wpleciony jest sens i narracja. Dałoby się to wyśpiewać. I o to chodziło mi, gdy określiłem utwór jako 'rytmiczny'.

Hmm... obawiam się jednak, że kiedy używasz słowa rytm, to musisz się liczyć z tym, że ja go pojmę tak bardziej w znaczeniu, które poprze podręcznik teorii literatury, czyli cechę, która wymaga stałego metrum.

Pozdrawiam.
Opublikowano

zaczytałam się
a uśmiech mi z polików nie schodził
dawno tak w poetyckie słowa się nie wpatrywałam
i jak posłuszma małżonka za twoim bajaniem szłam
/boshe, skąd mi ta małżonka nagle/
ale dzięki wielkie

a swoją drogą, pointa mnie jakoś zaskoczyła
możem ja za wczesnie wstała na ten błękit nieba

pozdrawiam
seweryna

Opublikowano

Witaj Seweryno. Wielkie Dzieki. To dla Ciebię właśnie, nie dla krytyków, takie wiersze piszę... a dyskusja pod wierszem zaczyna przybierać niezwykle ciekawy obrót. Z oczywistych, czysto snobistycznych względów, kibicuję Sokratexowi, ale podziwiam obu Panów. Pozdrawiam Wszystkich Serdecznie.

Opublikowano

Ja też tutaj kibicuję Sokratexowi, i to nie tylko z przyczyn "snobistycznych", ale i dlatego, że po prostu mity zubożają współczesną poezję, aż żal na to patrzeć. A mity widzę w tej chwili co najmniej 3 i pozwolę sobie je przytoczyć, ponieważ trafia mi się tu okazja ku temu:
1. "nie wolno stosować rymów gramatycznych pod żadnym pozorem!" - ależ dlaczego?; nie można ich nadużywać - to na pewno - jak nie można przesadzać z niczym na świecie;
2. "wiersz rymowany musi być regularny i składać się z tak samo skonstruowanych segmentów" - w jakim celu?; znam mnóstwo wierszy najlepszych polskich (i nie tylko) poetów z różnych epok, którzy pisywali wiersze [u]rymowane, a nieregularne[/u];
3. "bardziej nowoczesny i poważniejszy (dojrzalszy) jest wiersz biały, zaś rymowany jest pospolitszy i bardziej tadycyjny (epigoński), a przy tym niepoważny"; skąd się wziął ten mit? - toż wiersz biały wprowadził do naszej literatury ojciec całej poezji polskojęzycznej, także tej rymowanej: Jan Kochanowski (w "Odprawie posłów greckich" mianowicie); kiedy to było? - acha, w XVI wieku; od tej pory poezja poskojęzyczna rozwija się w sposób ciągły w tych dwóch kierunkach: białym i rymowanym - dlaczego biały wiersz miałby być nowocześniejszy i poważniejszy???
Sądzę, że podobnych mitów znalazłoby się więcej wśród poetów i krytyków. Zawsze tak było, zawsze ludzie myśleli w sposób mitologiczny i stereotypowy, w każdej epoce i w każdej dziedzinie życia.

Opublikowano

techniką imponujesz, jednak co by przeciętny czytelnik tego forum przeczytał choć połowę, musiałbyś to skrócić (wiem, że to raczej nie możliwe bo w teście cały czas się coś dzieje...) ;)
może zatem tytuł odpowiedni do formy: Wielki ptak (i przy tym pare poprawek w treści) hihi
żartuję. Ode mnie plus, choćby nawet za wysiłek.
pozdrawiam Jimmy

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena fajne te przemyślenia, czytam i odkrywam że życie nie może zniknąć
    • @Maciej Szwengielski Panie Macieju, to nie tak: 1. Pisze mi Pan, że KK mordował milionami po to, by przeżyć i zachować podstawowe nauki Mesjasza. A przecież podstawową ideą Jezusa było niezabijanie. No to jak to tak? ;) Przecież sam Pan sobie przeczy. A poza tym, to nie prawda. Ekspansja KK nie wynikała ani z obrony czegokolwiek, ani z woli przeżycia.  2. Nie ludy "barbarzyńskie" i "pogańskie", bo to są określenia pejoratywne i wręcz niestosowne, tylko ludy żyjące przed chrześcijaństwem, które chrześcijanie wymordowali. Razem z ich świątyniami, kulturą, wierzeniami, tradycjami, pomnikami etc.  To taka formalna uwaga. 3. Nic tu nie mają do rzeczy Kaligula łącznie ze Stalinem, Hitlerem i współczesnym poetą. Pan mnie  nie zagada, nie zarzuci historycznymi nazwiskami, bo nie rozmawiamy  relatywistycznie, tylko bezwzględnie. Jeśli na ścianie wisi czarny obraz, to bez względu na to, jaki kolor ma ściana, ten obraz jest czarny.  4. KK jest organizacją stricte polityczną. Czy tego chce, czy nie chce. Taki ma profil swojej działalności. Oczywiście jest jednocześnie organizacją religijną. Kiedyś na ten temat przegadałem pewnie dobrą godzinę ze śp. red. Turowiczem. I mimo, że hasaliśmy po wielu aspektach dot. KK, we wszystkim zgadzaliśmy się do do joty.  5. Dziś w obronie swojej ciemnej zaszłości KK stosuje retorykę, która sprawdzała się w średniowieczu, a nawet później. Niestety, podobne metody jedynie ten Kościół ośmieszają. 
    • Cierpienie   Dlaczego cierpienie wpisane jest w człowieczą egzystencję? Niektórzy, dawni miłośnicy mądrości mówili, że brak cierpienia (bólu) jest już pełnią szczęścia. Współcześni poeci śpiewają: „Po to by radość móc docenić; po to cierpienie; po to by dostrzec piękno Ziemi; po to cierpienie; po to by siebie w sobie zmienić; po to cierpienie; po to by w jasność wstąpić z cienia; po to cierpienie; po to by pojąć i docenić; po to cierpienie; po to by krzyż mógł świat odmienić; po to cierpienie”.   Pewien myśliciel powiedział: „Zło składa się na różnorodność, a więc i bogactwo świata; ponadto pozwala nam docenić wartość dobra; cierpienie jest niezbędne, żeby zaznać pełnego smaku radości.”. Inny filozof mówił: „Opatrzność Boża ma całościowy obraz naszego dobra i właśnie w imię naszego dobra całościowego dopuszcza na nas cierpienie”. Jeszcze inny filozof rzekł: „Źródłem większości cierpień jest nasze oddalenie się od natury.”. Był też i taki myśliciel, który postawił tezę: „Nawet głęboki ból (…) owiany jest specyficzną słodyczą.”. Dzięki cierpieniu można się czegoś nauczyć. Kto raz się sparzy ten na zimne dmucha. Kto doznał cierpienia w relacjach interpersonalnych, w uczuciach, ten będzie wiedział czego w przyszłości unikać.   Wielki poeta niemiecki pisał w swoim opowiadaniu o cierpieniach młodego człowieka (patrz. „Cierpienia młodego Wertera”) spowodowanych konwenansami i układami towarzyskimi. Nie mógł zrealizować w całej pełni swoich szlachetnych uczuć względem wybranki swego serca, ponieważ był niskiego stanu urodzenia, w przeciwieństwie do obiektu swoich uczuć. Czy i w dzisiejszych czasach takie cierpienie nie ma racji bytu? „Nie wyjdziesz za mąż za tego człowieka, ponieważ on jest pozbawiony jakiegokolwiek majątku...” - mawiają zatroskani rodzice panny na wydaniu. „Ale ja go kocham!” - protestuje córka. „A z czego będziecie żyli?” - pada riposta - „Gdzie będziecie mieszkać?”.   Cierpienie „niewinnych” dzieci często bywa argumentem w dialogu tzw. „ateizmu cierpiącego” z chrześcijanami. Skoro Bóg jest dobry, to dlaczego dopuszcza cierpienie „Bogu ducha winnych” dzieciaków? Argumentacja, że to odziedziczona konsekwencja „grzechu pierworodnego” (a więc szatana) jakoś nie trafia do przekonania. Ale cierpienie nienarodzonych dzieci podczas „zabiegu aborcji”, jak go eufemistycznie nazywają współcześni bojownicy złej sprawy, nie stanowi żadnego problemu.   Inną formą cierpienia było cierpienie ludzi w obozach koncentracyjnych, w czasie drugiej wojny światowej. „Po Auschwitz nie ma już Boga!” - krzyczą oponenci. A tymczasem Bóg cierpiał wraz z więźniami tych obozów zagłady. Ten Bóg miał niejedno imię i nazwisko! Na przykład ojciec Maksymilian Maria Kolbe. Zginął w bunkrze skazany na śmierć głodową. Ponieważ przeżył, dobito go zastrzykiem trucizny. Oddał życie za Franciszka Gajowniczka, głowy wielodzietnej rodziny. Dobrowolnie zgłosił się za niego na apelu obozowym.   W najważniejszej księdze ludzkości zwanej Biblią, jedną z sztandarowych postaci cierpiętniczych jest Hiob. To człowiek „prawy”, pobożny i taki, któremu dobrze się w życiu wiedzie. Miał żonę, dzieci, przyjaciół, liczne stada bydła. Jak mówi natchniony pisarz, Szatan nie mógł znieść Hioba i postanowił go zniszczyć. Zasugerował Bogu, że na pewno nie będzie czcił Stwórcy, jeśli ten pozbawi go rodziny, majątku, a wtedy ten będzie złorzeczył Omnipotentowi. Nie wiadomo dlaczego Bóg dopuścił cierpienie względem Hioba. Zginęła jego rodzina (dzieci), zginęło stado bydła. Hiob jednak przyjął cierpienie z pokorą i nie złorzeczył Absolutowi tak, jak spodziewał się tego Szatan. Wtedy diabeł zwrócił się do Boga i zaproponował dopuszczenie dalszego doświadczenia względem Hioba. Tym razem ciężką chorobą. Tą chorobą był trąd. I tak się stało, Hiob został dotknięty trądem. Żona Hioba była bliska obłędu: „Składałeś ofiary swemu Bogu, wielbiłeś go, a ten dobry Bóg doprowadził ciebie do takiego stanu”. Nawet wtedy biblijny bohater nie złorzeczył Bogu. Przeklinał jedynie dzień swoich narodzin. Jego cierpienie stało się cierpieniem ponad ludzką miarę, a wtedy człowiek ma prawo do takiego przekleństwa. Gdy jego przyjaciele dowiedzieli się o tym co spotkało Hioba, przybyli do miejsca jego odosobnienia i … zapłakali z bezsilności.   Najbardziej gorzką kartą literatury sakralnej przedstawiającą cierpienie, moim zdaniem, jest mord sądowy, jakiego dopuścili się ludzie na Jezusie z Nazaretu, zwanego Mesjaszem. Całe swoje dojrzałe życie głosił ludziom doskonałe nauki etyczne poprzez przypowieści, proste (ale niełatwe) analogie. Głosił miłość, pokój, braterstwo, szczęście możliwe do osiągnięcia jeszcze na tym świecie. Wskazywał na drogę, jaką musi przejść każdy mieszkaniec tej ziemi aby dojść do „niebieskiej ojczyzny”. Dokonywał cudów (rozmnażał chleby, wskrzeszał umarłych, uzdrawiał chromych). Okrzyknięto go nawet królem! I nagle nastąpiła zmiana nastrojów społecznych. Tego spokojnego i niewinnego człowieka pojmano, jak pospolitego przestępcę. Nauczyciela, mistrza, króla... . Jak bardzo musiał cierpieć z powodu utraty dobrego imienia? Został fałszywie oskarżony o niesubordynacje względem rzymskiego cesarza i bluźnierstwo. Uznano go za wichrzyciela społecznego, naruszającego ład społeczny. Zmanipulowane nastroje społeczne doprowadzono do zenitu. Toteż kara za rzekome zbrodnie Chrystusa była niewspółmierna do rzeczywistych czynów. Rzymski namiestnik, prokurator, Poncjusz Piłat nakazał wychłostać „samozwańczego” króla i chciał go puścić wolno, jako nieszkodliwego szaleńca. Chłostano jego wedle rzymskiej tradycji katowskiej specjalnymi biczami zwanymi „flagellum”. Wyrok wykonano tak skrupulatnie, że skazany ledwie uszedł z życiem. I było tak, że cierpienie niewinnego Boga-Człowieka sprawiało tłumowi ogromną przyjemność. Kiedy Poncjusz Piłat, zgodnie z niepisanym prawem, chciał uwolnić jednego ze skazańców, ludzie wybrali Barabasza, znanego wszem i wobec złoczyńcę, dobrego Człowieka posłali na okrutną śmierć krzyżową. Piłat umył ręce z krwi tego niewinnego, jak sam go określił. Rozochocony tłum zawył: „Krew jego na nas i na syny nasze!”. Ubrano skazanego na śmierć krzyżową w odpowiednią do tej tortury szatę. Włożono poprzeczną belkę krzyża na jego ramiona i rozpoczęto kaźń drogą wiodącą przez miasto, aż na wzgórze położone opodal zwane Golgotą. Pośród szyderstw i złorzeczenia szedł ten, który sam był Miłością, który tak ukochał ludzi, iż z rozkoszą podjął się nieść „krzyż”, dając tym samym miłości naukę. Upadał pod ciężarem „krzyża” aż trzykrotnie, zanim dotarł na miejsce męczeńskiej śmierci. Tam przybito jego do krzyża, a krzyż postawiono do pionu, aby konał w męczarniach. Szyderstwom i kpinom nie było końca, gdy umierał: „Jeśli jesteś Synem Bożym zejdź z krzyża, a uwierzymy w ciebie!”. Gdy wreszcie skonał, żołnierz rzymski przebił jego bok, z którego natychmiast wypłynęła krew i woda, wymowny znak śmierci „skazańca”.    
    • @andrewDziękuję Ci, od razu się uśmiechnęłam, a potem to skrobnęłam:   dziekuję za kawkę i deserek założe odświętny sweterk i wyjdę na spacerek   niech wiersze same się pisza ukołysane ciszą
    • @Alicja_Wysocka przeglądaj, ranking, cały czas, popularne
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...