Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 57
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Też uważam, że "kubeł zimnej wody" na głowę to dobra rzecz ale nie "kubeł pomyj".

:-)

Tak to już jest Panie Bartek Bartek że jak dziesięciu leje to się i kubeł pomyj trafi. Tylko trzeba umieć je przyjąć na siebie. Ze swojego doświadczenia powiem, że na początku też mi się takie coś zdarzało, a teraz bywa. Tylko że tych, którzy tak pisali (choćby żenada) - po poznaniu ich twórczości - często uważam za najlepszy materiał poetycki na tym forum. Jakby się Panu zachciało w boksie zasmakować to też od razu na ring zawodowy by się Pan wcisnął? A jakby taki uznany bokser nos pięścią rozkwasił - to co skarga że tak mocno? Że on brutal i cham bo mógł lekko i najwyżej w ramię? W ochraniaczach to na trenigu można się poszturchać.
No, chyba że właśnie o to idzie - jak krew się leje głośniej krzyczeć można.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Też uważam, że "kubeł zimnej wody" na głowę to dobra rzecz ale nie "kubeł pomyj".

:-)

Tak to już jest Panie Bartek Bartek że jak dziesięciu leje to się i kubeł pomyj trafi. Tylko trzeba umieć je przyjąć na siebie. Ze swojego doświadczenia powiem, że na początku też mi się takie coś zdarzało, a teraz bywa. Tylko że tych, którzy tak pisali (choćby żenada) - po poznaniu ich twórczości - często uważam za najlepszy materiał poetycki na tym forum. Jakby się Panu zachciało w boksie zasmakować to też od razu na ring zawodowy by się Pan wcisnął? A jakby taki uznany bokser nos pięścią rozkwasił - to co skarga że tak mocno? Że on brutal i cham bo mógł lekko i najwyżej w ramię? W ochraniaczach to na trenigu można się poszturchać.
No, chyba że właśnie o to idzie - jak krew się leje głośniej krzyczeć można.

Cieszę się, że przyznał Pan mi rację, że trafiłem na "kubeł pomyj". Nie wiem jaki Pan ma sposób na przyjmowanie takich kubłów ale ja głośno przeciwko takim praktykom protestuje i dąże do stworzenia warunków, w których nie będą one traktowane jako "wypadek przy pracy".
Do tej sytuacji bardziej pasuje "chuligan" i "ulica" a nie "boks zawodowy" i "ring", na którym jest ostro ale zgodnie z regułami a za uderzenia poniżej pasa schodzi się do szatni.

:-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Źle mnie Pan zrozumiał. Kubeł pomyji jest czasami niezbędny i doskonale rozumiem ludzi którzy potrafią go wylać. To że sam tego nie robię wynika raczej z dość bladego pojęcia o poezji, a nie dlatego że nie miałbym na to ochoty. Mało tego uważam że jest często niezbędny - jak napisałem twierdzę tak z własnego doświadczenia. Nie były to "wypadki przy pracy" tylko wyrażenie odczuć po przeczytaniu utworu. A to forum to właśnie ring. Ulicą nawać można by było gdyby o poezji rozmawiać na forach ogólnotematycznych. Gdzie wszyscy o wszystkim piszą. I nie są to moim zdaniem ciosy poniżej pasa, a raczej bezlitosne wykorzystanie braku gardy. Jak już napisałem litości można spodziewać się na treningu, nawet w walce amatorskiej. Wśród profesjonalistów (a tak jast określony dział Z) trzeba przyjąć cios, oddać lub rzucić ręcznik.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Źle mnie Pan zrozumiał. Kubeł pomyji jest czasami niezbędny i doskonale rozumiem ludzi którzy potrafią go wylać. To że sam tego nie robię wynika raczej z dość bladego pojęcia o poezji, a nie dlatego że nie miałbym na to ochoty. Mało tego uważam że jest często niezbędny - jak napisałem twierdzę tak z własnego doświadczenia. Nie były to "wypadki przy pracy" tylko wyrażenie odczuć po przeczytaniu utworu. A to forum to właśnie ring. Ulicą nawać można by było gdyby o poezji rozmawiać na forach ogólnotematycznych. Gdzie wszyscy o wszystkim piszą. I nie są to moim zdaniem ciosy poniżej pasa, a raczej bezlitosne wykorzystanie braku gardy. Jak już napisałem litości można spodziewać się na treningu, nawet w walce amatorskiej. Wśród profesjonalistów (a tak jast określony dział Z) trzeba przyjąć cios, oddać lub rzucić ręcznik.

Panie Piotrze...profesjonalistów??? Czyli wśród osób o dużych umiejętnościach, zajmujących się zawodowo tworzeniem poezji, tak?
Zaczynam teraz rozumieć ten zawodowy wrzask z powodu mojego nieprofesjonalnego wiersza.

P.S.
Mam ręcznik w słoniki, może być? ;-)

Amator
:-)
Opublikowano

Panie Michale
żeby nie było wątpliwości podzielam Pańskie zdanie.
Tylko dziwię się - dlaczego Pan ulega tak łatwo prowokacji?

Polecam scenkę, którą zamieściłem na innym forum
z adnotacją:
- Proszę nie ulegać prowokacji:)

"Kilkanaście dni temu, gdy wiosna była prawie pewna,
przysiadłem w parku naprzeciw jegomościa z okazałym chow-chow.
Wybrałem tę ławeczkę, aby podziwiać piękno i dostojność tego zwierza.
Rozglądał się bacznie wokół, nie robił wrażenia zaspanego.
I co zwróciło moją uwagę, przechodzące obok niego kundelki prawie wszystkie musiały zaszczekać.
Niektóre to wyrywały się właścicielce/właścicielowi, by naujadać temu okazowi.
Wręcz prowokowały go za zabrania głosu.
A on …?
Przypominający wyglądem lwa, dumny, pełen godności nawet nie patrzył w stronę szczekaczy. I to mi się strasznie podobało.
Chyba jego autorytet nie pozwalał mu na odszczekanie się, nie mówiąc o jakimś szczękołapoczynie.
Gdyby zaszczekał choć raz, gdyby dał się sprowokować, straciłby u mnie szacunek,
pardon - za dużo powiedziane szacunek - straciłby mój podziw.
Fajny ten chow-chow.
Tyle mojego dygresyjnego, wiosennego akcentu".

PS. Na tamtym forum Pan Bogdan Zdanowicz, źle odczytał tę scenkę
jakobym ja tym chow-chow :))

Pozdrawiam

tylko spokój :)
a karawana Duka Ellingtona niech sobie jedzie dalej:))

Opublikowano

Ja nie ulegam prowokacji - ja tylko patrzę jak ten człowiek się ośmiesza. Wczoraj pisał, że nie będzie go pod tym wątkiem, dzisiaj już bazgroli te swoje pretensjonalne żale rodem ze żłobka. Bez honoru, ale pełną gębą. Ja się podpiszę pod Terą - jest to jedyna osoba której ręki nie podam, a jak będzie okazja, splunę, chociaż nie warto i pójdę sobie dalej.
Ja się tylko dziwię, czemu tego kolesia tutaj trzymają na siłę.

Opublikowano

Ja proponuję, żebyśmy przestali się już wszyscy na siebie obrażać. Ja także miałam dość niedawno przyjemność dyskutować z Panem Krzywakiem i zwyczajnie nie brałam sobie do serca tego, w jaki sposób pokierował dyskusją. Jestem za krytyką, bo dzięki niej mamy możliwość naprawienia swoich błedów w przyszłości. Trzeba pamiętać jednak, że można powiedzieć wiele nieprzyjemnych słow, ale w odpowiedni sposób. Nie uznaję chamstwa i prostactwa oraz atakowania autora. Na tym forum mamy krytykować wiersz! Nie mamy prawa osądzać innych jako ludzi i wypowiadać pod ich adresem Bóg wie czego. Każdy z nas zasługuje na szacunek. Czy naprawdę potrzebne są konflikty, wzajemne oczernianie się i atakowanie. Wprawniejsi poeci powinni służyć pomocą i radą słabszym, mniej doświadczonym, a nie z góry skreślać ich i używać pod ich adresem niewybrednych epitetów. Niektórzy nie panują po prostu nad swoimi nerwami. Krytykują innych, a sami nie potrafią z godnością przyjąć krytyki.
Zacznijmy wszystko od nowa, z uśmiechem na twarzy, bez urazy, we wzajemnym szacunku:)))
Pozdrawiam wszystkich cieplutko i radośnie. Także Pana Krzywaka, który zalazł mi za skórę:)))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nareszcie Pan zrozumiał, choć boję się że ironia bierze tu górę.
A ręcznik może być nawet w różowe owieczki, byleby spełnił swoją rolę.

Ps. Profesjonalista nie musi zajmować się tematem zawodowo. Jest to osoba która wykonuje coś fachowo, jest specjalistą w czymś, zna się na tym. Amator może też może profesjonalnie wykonywać to co lubi.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dokładnie tak - ale tutaj jest trochę inna kwestia, ponieważ to, co się Panu BB nie podoba, musi być zmienione. Zachowuje się tak, jakby to forum należało do niego, a w dodatku wszyscy muszą grac na jego nutę. Ja mówię mu po prostu nie, a przy okazji podaje dowody Jego krętactw, matactw, wulgaryzmów i chamstwa (tyle, co znajduje, bo pan BB skrzętne usuwa swoje stare posty). Dlatego tutaj o szacunku nie może być mowy. O pogardzie tak.

A co do reszty - normy reguluje regulamin i ja go nie złamałem. To, co insynuuje tutaj BB to jego prywatna wojna, którą toczy z każdym, kto przewyższa Go kulturą, inteligencją itp. I dlatego to jest list otwarty i pisze tutaj, co myślę. Oczywiście w odpowiedzi na Jego zarzuty.

A krytyka (potyczka) z panią - to już inna sprawa, ale jak widzę też mnie Pani nie niszczy, a przecież by mogła poprzeć BB. I tak - to jest właśnie kultura.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dokładnie tak - ale tutaj jest trochę inna kwestia, ponieważ to, co się Panu BB nie podoba, musi być zmienione. Zachowuje się tak, jakby to forum należało do niego, a w dodatku wszyscy muszą grac na jego nutę. Ja mówię mu po prostu nie, a przy okazji podaje dowody Jego krętactw, matactw, wulgaryzmów i chamstwa (tyle, co znajduje, bo pan BB skrzętne usuwa swoje stare posty). Dlatego tutaj o szacunku nie może być mowy. O pogardzie tak.

A co do reszty - normy reguluje regulamin i ja go nie złamałem. To, co insynuuje tutaj BB to jego prywatna wojna, którą toczy z każdym, kto przewyższa Go kulturą, inteligencją itp. I dlatego to jest list otwarty i pisze tutaj, co myślę. Oczywiście w odpowiedzi na Jego zarzuty.

A krytyka (potyczka) z panią - to już inna sprawa, ale jak widzę też mnie Pani nie niszczy, a przecież by mogła poprzeć BB. I tak - to jest właśnie kultura.

Panie Michale. Może Pan nie zdaje sobie sprawy, ale Pan też często zachowuje się tak, jaby to forum należało do Pana. Nie o Pana BB mi chodzi, bo nie śledzę sytuacji, jaka się między wami rozegrała. Niech Pan nie gardzi innymi. Proszę pamiętać, że na pogardę ze strony innych trzeba reagować pozytywną i życzliwą postawą. Nie niszczmy tego forum. Pan też kiedyś debiutował we współczesnej i zadałam sobie trud, aby spojrzeć na Pana początki. Bał się Pan krytyki, pisał nawet, że nie chiałby zostać zniszczony. Potem nabrał Pan pewności siebie i próbuje, często naprawdę ostrymi słowami, zdołować innych. Nie dodaje im Pan wiary, że są wstanie zrobić coś porządnego, tylko skreśla Pan ich. Niepotrzebnie...
Panie Michale. Nie chowajmy do siebie urazy. Każdy z nas ma jakieś pojęcie o poezji i pisaniu, inaczej nie byłoby nas tu. Dajmy sobie wszyscy czas i szansę.
Jestem tu od niedawna i cholernie mi przykro, że my, piszący tu, tworzący coś naprawdę fajnego i wartościowego, atakujemy siebie, wdajemy się w chore dyskusje, niepotrzebne i niezdrowe konflikty. Przecież może być naprawdę miło. Wystarczy chcieć!!! Każdy z nas ma coś ważnego do przekazania i każdy robi to jak potrafi. Są mniej i bardziej zdolni i uszanujmy to. Starajmy się dostrzec piękno w brzydocie Panie Michale:)
Nie chcę nikogo niszczyć. Nawet Pana:))) Zaczęłam publikować tu wiersze z nadzieją, że nauczę się czegoś, że poznam wartościowych ludzi, którzy udzielą mi cennych rad. Pamiętajmy, że poezja to sztuka i nie obrażajmy jej naszymi postawami. Nie atakujmy innych. Nikt z nas nie jest denny, płytki, każdy posiada pewne wartości i jakiś tam dorobek, więć szanujmy się. Ludziska postarajmy się! Co Pan na to Panie Krzywak?:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dokładnie tak - ale tutaj jest trochę inna kwestia, ponieważ to, co się Panu BB nie podoba, musi być zmienione. Zachowuje się tak, jakby to forum należało do niego, a w dodatku wszyscy muszą grac na jego nutę. Ja mówię mu po prostu nie, a przy okazji podaje dowody Jego krętactw, matactw, wulgaryzmów i chamstwa (tyle, co znajduje, bo pan BB skrzętne usuwa swoje stare posty). Dlatego tutaj o szacunku nie może być mowy. O pogardzie tak.

A co do reszty - normy reguluje regulamin i ja go nie złamałem. To, co insynuuje tutaj BB to jego prywatna wojna, którą toczy z każdym, kto przewyższa Go kulturą, inteligencją itp. I dlatego to jest list otwarty i pisze tutaj, co myślę. Oczywiście w odpowiedzi na Jego zarzuty.

A krytyka (potyczka) z panią - to już inna sprawa, ale jak widzę też mnie Pani nie niszczy, a przecież by mogła poprzeć BB. I tak - to jest właśnie kultura.

Panie Michale. Może Pan nie zdaje sobie sprawy, ale Pan też często zachowuje się tak, jaby to forum należało do Pana. Nie o Pana BB mi chodzi, bo nie śledzę sytuacji, jaka się między wami rozegrała. Niech Pan nie gardzi innymi. Proszę pamiętać, że na pogardę ze strony innych trzeba reagować pozytywną i życzliwą postawą. Nie niszczmy tego forum. Pan też kiedyś debiutował we współczesnej i zadałam sobie trud, aby spojrzeć na Pana początki. Bał się Pan krytyki, pisał nawet, że nie chiałby zostać zniszczony. Potem nabrał Pan pewności siebie i próbuje, często naprawdę ostrymi słowami, zdołować innych. Nie dodaje im Pan wiary, że są wstanie zrobić coś porządnego, tylko skreśla Pan ich. Niepotrzebnie...
Panie Michale. Nie chowajmy do siebie urazy. Każdy z nas ma jakieś pojęcie o poezji i pisaniu, inaczej nie byłoby nas tu. Dajmy sobie wszyscy czas i szansę.
Jestem tu od niedawna i cholernie mi przykro, że my, piszący tu, tworzący coś naprawdę fajnego i wartościowego, atakujemy siebie, wdajemy się w chore dyskusje, niepotrzebne i niezdrowe konflikty. Przecież może być naprawdę miło. Wystarczy chcieć!!! Każdy z nas ma coś ważnego do przekazania i każdy robi to jak potrafi. Są mniej i bardziej zdolni i uszanujmy to. Starajmy się dostrzec piękno w brzydocie Panie Michale:)
Nie chcę nikogo niszczyć. Nawet Pana:))) Zaczęłam publikować tu wiersze z nadzieją, że nauczę się czegoś, że poznam wartościowych ludzi, którzy udzielą mi cennych rad. Pamiętajmy, że poezja to sztuka i nie obrażajmy jej naszymi postawami. Nie atakujmy innych. Nikt z nas nie jest denny, płytki, każdy posiada pewne wartości i jakiś tam dorobek, więć szanujmy się. Ludziska postarajmy się! Co Pan na to Panie Krzywak?:)

Nie, proszę pani, nie zgadzam się. Ja nie muszę się nikomu tłumaczyć z własnych wpisów i nie będę. Wiem, co wpisuje i pod czym. A że to Was razi, trudno, będziecie dalej wojować, tyle, że oczywiście będę odpowiadał. Macie warsztat, macie debiuty, macie zaawansowany dział, macie po prostu wybór i tyle. To, że pani teksty są kiepskie to już naprawdę nie moja wina.

A moje wiersze to już naprawdę moja sprawa, a jak doszedłem do czegoś, to na pewno nie dzięki pochlebcom, którym się wszystko podoba, bo to jest najgorsza zaraza tego forum.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Panie Michale. Może Pan nie zdaje sobie sprawy, ale Pan też często zachowuje się tak, jaby to forum należało do Pana. Nie o Pana BB mi chodzi, bo nie śledzę sytuacji, jaka się między wami rozegrała. Niech Pan nie gardzi innymi. Proszę pamiętać, że na pogardę ze strony innych trzeba reagować pozytywną i życzliwą postawą. Nie niszczmy tego forum. Pan też kiedyś debiutował we współczesnej i zadałam sobie trud, aby spojrzeć na Pana początki. Bał się Pan krytyki, pisał nawet, że nie chiałby zostać zniszczony. Potem nabrał Pan pewności siebie i próbuje, często naprawdę ostrymi słowami, zdołować innych. Nie dodaje im Pan wiary, że są wstanie zrobić coś porządnego, tylko skreśla Pan ich. Niepotrzebnie...
Panie Michale. Nie chowajmy do siebie urazy. Każdy z nas ma jakieś pojęcie o poezji i pisaniu, inaczej nie byłoby nas tu. Dajmy sobie wszyscy czas i szansę.
Jestem tu od niedawna i cholernie mi przykro, że my, piszący tu, tworzący coś naprawdę fajnego i wartościowego, atakujemy siebie, wdajemy się w chore dyskusje, niepotrzebne i niezdrowe konflikty. Przecież może być naprawdę miło. Wystarczy chcieć!!! Każdy z nas ma coś ważnego do przekazania i każdy robi to jak potrafi. Są mniej i bardziej zdolni i uszanujmy to. Starajmy się dostrzec piękno w brzydocie Panie Michale:)
Nie chcę nikogo niszczyć. Nawet Pana:))) Zaczęłam publikować tu wiersze z nadzieją, że nauczę się czegoś, że poznam wartościowych ludzi, którzy udzielą mi cennych rad. Pamiętajmy, że poezja to sztuka i nie obrażajmy jej naszymi postawami. Nie atakujmy innych. Nikt z nas nie jest denny, płytki, każdy posiada pewne wartości i jakiś tam dorobek, więć szanujmy się. Ludziska postarajmy się! Co Pan na to Panie Krzywak?:)

Nie, proszę pani, nie zgadzam się. Ja nie muszę się nikomu tłumaczyć z własnych wpisów i nie będę. Wiem, co wpisuje i pod czym. A że to Was razi, trudno, będziecie dalej wojować, tyle, że oczywiście będę odpowiadał. Macie warsztat, macie debiuty, macie zaawansowany dział, macie po prostu wybór i tyle. To, że pani teksty są kiepskie to już naprawdę nie moja wina.

A moje wiersze to już naprawdę moja sprawa, a jak doszedłem do czegoś, to na pewno nie dzięki pochlebcom, którym się wszystko podoba, bo to jest najgorsza zaraza tego forum.

Człowiek się stara coś uzmysłowić, wyciągnąć rekę do zgody, uzyskać porozumienie, a tu masz:) Chyba nie warto się starać...Za dużo uparciuchów wokół:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Moim zdaniem Pan Krzywak jest niezrównowazony psychicznie i cierpi na urojenia prześladowcze (dotyczące zniszczenia Go, w rozmowie ze mną również pojawił się taki zarzut) dlatego bardzo mu współczuję. Nie widzę już sensu dyskusji z Panem Krzywakiem ponieważ nie przyjmuje On argumentów, które mogłyby zachwiać jego poczuciem bezpieczeństwa. Teraz widzę to bardzo wyraźnie.
Będę miał dla Pana Krzywaka (jego komentarzy) bardzo dużo wyrozumiałości i tego samego życzę Pani.

:-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Moim zdaniem Pan Krzywak jest niezrównowazony psychicznie i cierpi na urojenia prześladowcze (dotyczące zniszczenia Go, w rozmowie ze mną również pojawił się taki zarzut) dlatego bardzo mu współczuję. Nie widzę już sensu dyskusji z Panem Krzywakiem ponieważ nie przyjmuje On argumentów, które mogłyby zachwiać jego poczuciem bezpieczeństwa. Teraz widzę to bardzo wyraźnie.
Będę miał dla Pana Krzywaka (jego komentarzy) bardzo dużo wyrozumiałości i tego samego życzę Pani.

:-)

Mam nadzieję, że to wystarczy Administracji :)
Oczywiście zgłosiłem "złamanie regulaminu".
A jeżeli nie zostanie to przez Administracje zauważone, to znaczy, że chamstwo i arogancja jest tutaj zupełnie tolerowane. Oby tak nie było.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Proszę pani - pani robi analizę nie mojego wiersza, tylko jakieś spostrzeżenia, co i jak kiedyś było. A było jak było i co z tego? Mój tekst w tym sporze nie ma nic do rzeczy.
Ja piszę natomiast, że już oceniłem pani wiersz i faktycznie napisałem "dno", pani ma prawo zrobić to u mnie i serdecznie do tego zapraszam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



właśnie nie mamy porządku z działami
brakuje ograniczeń do publikowania w dziale Z
np.: ograniczenie na umieszczenie wierszy w dziale Z - 3 miesięcy od zarejestrowania się na forum, lub 10 lub więcej wierszy w dziale P, wtedy nowo przybyli na forum przez ten czas mogliby zapoznać się z atmosferą tu panującą, ustosunkować się do przyjęcia krytyki i już nieco poprawić zwykłe błędy w swoich utworach. A także warto skierować nowych na przeczytanie kilku dyskusji podobno tej, lub dotyczących dokładnie pisania wierszy. Myślę, że jeśli nawet przybyłby do nas jakiś naprawdę zaawansowany poeta, to napewno by się nie obraził, jeśli przez jakiś czas otrzymywałby krytykę lub komentarze pełne zachwytu w dziale P, bo prawdziwy poeta nie ubiega się o pisanie lepiej wszystkich, lecz więcej troszczy się, żeby pisać coraz lepiej :)
Co do dyskusji, to popieram pozycję Katarzyny Bielińskiej, a także częściowo Michała Krzywaka. Tu na forum tak jak i w życiu, trzeba przetrwać jakieś próby i wynieść coś pozytywnego z nich nie tylko dla własnej poezji, ale i wogóle do siebie, więc ciosy ze strony innych są niezbędne, być może nie takie mocne, lecz nikt nie zmusza publikować się w dziale Z :)
pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



właśnie nie mamy porządku z działami
brakuje ograniczeń do publikowania w dziale Z
np.: ograniczenie na umieszczenie wierszy w dziale Z - 3 miesięcy od zarejestrowania się na forum, lub 10 lub więcej wierszy w dziale P, wtedy nowo przybyli na forum przez ten czas mogliby zapoznać się z atmosferą tu panującą, ustosunkować się do przyjęcia krytyki i już nieco poprawić zwykłe błędy w swoich utworach. A także warto skierować nowych na przeczytanie kilku dyskusji podobno tej, lub dotyczących dokładnie pisania wierszy. Myślę, że jeśli nawet przybyłby do nas jakiś naprawdę zaawansowany poeta, to napewno by się nie obraził, jeśli przez jakiś czas otrzymywałby krytykę lub komentarze pełne zachwytu w dziale P, bo prawdziwy poeta nie ubiega się o pisanie lepiej wszystkich, lecz więcej troszczy się, żeby pisać coraz lepiej :)
Co do dyskusji, to popieram pozycję Katarzyny Bielińskiej, a także częściowo Michała Krzywaka. Tu na forum tak jak i w życiu, trzeba przetrwać jakieś próby i wynieść coś pozytywnego z nich nie tylko dla własnej poezji, ale i wogóle do siebie, więc ciosy ze strony innych są niezbędne, być może nie takie mocne, lecz nikt nie zmusza publikować się w dziale Z :)
pozdrawiam

Zgadzam się z Panem, że krytyka jest wskazana ale proszę nie nazywać w ten sposób aroganckich okresleń, których nię będę w tym miejscu przytaczał (wystraczy obejrzeć niektóre wpisy pod chociażby moim tekstem "Dokument" w dziale Z). Nie zgodzę się natomiast z Panem, że w dziale P są tylko same pełne zachwytu komentarze (proszę samemu zobaczyć). Moim zdaniem takich afirmujących komentarzy więcej jest w dziale "zawodowców" (sic!).

Miłej reszty dnia
:-)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Za moimi plecami pojawił się enkawudzista. Był w doskonałym humorze. I nie wiedziałem tylko czy to z powodu tego, że wiedział o tym, że Żerebcow wywołuje  tak wielkie uczucie strachu, czy może z powodu  rozkazów jakie mu przekazano.   Wychodź Żerebcow. Koniec wycieczki. Kota zostaw nie będzie Ci potrzebny,  mały, czarny pluszak. Teraz będziesz co najwyżej tulił się z zimna do ciał kolegów w baraku.   Żerebcow już miał zamiar prostować kolana, gdy enkawudzista poklepał mnie  zuchwale po ramieniu.   Rozkazy się zmieniły lejtnancie. Góra nie chcę już więcej o nim słyszeć  ani przerzucać go z miejsca w miejsce. Dość już jego wątpliwej legendy. Podobno nie można go zabić. Podobno odradza się zawsze po egzekucji. Drugi pieprzony Rasputin. Ale nie ma takiego Diabła,  którego nie potrafiłby zgładzić  ludowy komisariat obrony. Prawdziwy człowiek radziecki  i piekło może zamrozić jeśli tylko chcę. Plan jest taki. Wy lejtnancie jedziecie z nim do lasu. Kierowca zna miejsce. Moi ludzie już wszystko tam przygotowali. Wysiadacie wieczorem. On klęka, wy strzelacie.  Moi dobijają bagnetami. Nawet go nie grzebcie. Wilki i niedźwiedzie  posilą się krwawą padliną. Wracacie w nocy. Spisujemy raport. Wychylamy kilka szklanek  za dobrze wykonaną robotę. W tajemnicy Wam powiem lejtnancie, że za zabicie tego wrzoda  na radzieckim organizmie, dostaniecie order czerwonego sztandaru, sam towarzysz Beria za tym optował. A nie powiecie mi chyba, że nie chcielibyście dostać  przepustki do stolicy. Tu tylko jaja można sobie odmrozić. A tam będziecie towarzysz i gieroj. Bohater naszych czasów. Ta akcja nie może czekać. Jeździe już teraz. Dopilnuję obozu przez te kilka godzin.   Uścisnął mi rękę i prawie siłą  wepchnął na pakę ciężarówki. Chciałem więcej wyjaśnień, omówić plan działania. Zamierzałem się sprzeciwić. Ale co mógł prosty czerwonoarmista  wobec potęgi komisariatu obrony. Wobec całej potężnej maszyny śmierci.    Kierowca rzucił okiem za siebie  i zauważył że usadowiłem się niemrawo prawie dokładnie naprzeciw literata.   Jeśli coś będzie nie tak lejtnancie, krzyczcie a najlepiej  bijcie dłonią w ścianę szoferki. Ja mam tu pistolet. Spojrzałem z niedowierzaniem  na enkawudzistę    Jak mam eskortować więźnia bez broni? Chcę wrócić po pistolet i proszę o eskortę w postaci dwóch dodatkowych ludzi. Moich zaufanych ludzi.   Enkawudzista machnął tylko ręką.   Eskorta do Żerebcowa?! On nigdzie nie ucieknie. Zresztą dokąd? Do najbliższej większej osady przeszło osiemdziesiąt kilometrów. Do miasta trzysta. A na termometrze dziś  prawie minus trzydzieści pięć stopni. Zresztą on nawet nie jest związany. Nie musi. Nie wie na jakim świecie jest. Nie odzywa się słowem od tygodni. Zresztą zobaczcie sami.   I faktycznie Żerebcow stwarzał pozór osoby obłąkanej i zupełnie nieobecnej w rzeczywistości. Nie wiem czy rozumiał o czym rozmawialiśmy. Czy wiedział o tym, że za kilka godzin zginie? Czy rozumiał cokolwiek  z tego co się wokół działo. Siedział i z błogim uśmiechem małego chłopca,  głaskał kota,  który zdążył zasnąć na jego kolanach. Widać literat i kot  byli razem w siódmym niebie. Ciężko było dyskutować o tym  co powinno się zrobić  i jak powinno się teraz postąpić. To był rozkaz,  którego nie mogłem zlekceważyć.   Jechaliśmy już przeszło godzinę. Kilka minut temu, rozpadał się ostry, wirujący dziko na wietrze śnieg. Przesiąkłem odorem paki. Wszystko wokół cuchnęło. Na dodatek opary paliwa  łatwo przechodziły na tył pojazdu i powodowały astmatyczne napady  duszności i kaszlu. Żerebcow nie reagował. Miał zamknięte oczy  i odchyloną delikatnie głowę. Ale nie spał. Wydawało się jakby słuchał tej ciszy. Jak gdyby delektował się podróżą  w swoich własnych myślach. Może pisał w nich kolejny wiersz. List pożegnalny. A może jednak był pewny ocalenia. Kolejnej cudownej ucieczki  i oszukania systemu. Tutaj jednak mógł usłyszeć go jedynie  Bóg i Diabeł. No i ja, gdyby tylko  chciał wreszcie cokolwiek powiedzieć.   Kierowca jechał bardzo ostrożnie  a mimo to ciągle łamaliśmy pod kołami, powalone pnie, korzenie i zbitą zmarzlinę, która była tutaj po prostu drogą do nikąd. Byłem bardzo zdenerwowany a nie miałem przy sobie  nawet grama tytoniu i bibuły. Wódki też nie. A zająłbym chociaż czymkolwiek, ciągle drżące z przejęcia dłonie. Nagle, zupełnie bez zapowiedzi, z rogu paki wypłynęło źródło głosu. Były to słowa wypowiadane  starannie, powoli wręcz sennie. Był to głos cichy lecz mocny. Wychodzący jednak jakby spod ziemi.     Lejtnancie… zaczął cicho Paweł Fiodorowicz, nie odrywając wzroku  od narzuconego brezentu  Mówi Wam coś nazwisko Levenstern?  Był Waszą ostatnią ofiarą, prawda?   Drgnąłem, gdzieś wewnątrz. Serce zakuło mnie w piersi  a w krtani narosła twarda kula. Nie winy. Nie wstydu. A paraliżującego strachu. Jak to możliwe?! To nazwisko powinno leżeć w ciszy tajgi. Nikt o tym nie mógł wiedzieć. Nikt!   Skąd o nim wiecie, Żerebcow?  Wychrypiałem nie patrząc na pasażera. Co wam do niego?   Był szpiegiem niemieckim w czasie wojny...  a raczej tak właśnie sfabrykowano dowody.   Kontynuował literat  z tym samym niepokojącym spokojem,  jakby czytał nekrolog w porannej gazecie.   Zastrzeliliście go dokładnie tam,  dokąd mnie teraz zabieracie.  Widzę go, Lejtnancie.  Stoi tam i czeka na towarzystwo.     Poczułem, jak pot spływa mi po karku,  mimo dojmującego mrozu.  Kim on jest? Świętym? Przeklętym? Carskim upiorem dawnej epoki? A może sumieniem kata? Bo nie literatem. Był mistrzem z piekła rodem.   Nawet jeśli, Żerebcow...  to już niedługo Wy zajmiecie jego miejsce ostatniego w wyliczance.   Uciąłem brutalnie,  odzyskując na moment pewność siebie.    Kierowca o mało co nie wywrócił nas do rowu, którego nie zauważył przed nosem pojazdu. Zawieszenie jęknęło, koła po lewej stronie oderwały się od podłoża i bardzo opornie wracały na swoje pierwotne miejsce. Dopiero teraz Żerebcow  jakby ocknął się z maligny. Wyjrzał do szoferki i radośnie oświadczył w przestrzeń lub do rozmówcy w swoim umyśle.   Był ostatni.  Szepnął radośnie.  Gładząc się po skołtunionych włosach.   Będzie ostatni.  Odpowiedział trzeci głos.   Zamarłem jak panujący wokół mrok i mróz To nie był głos Żerebcowa,  ani tym bardziej, przerażonego kierowcy.  To był dźwięk niski, chropowaty,  wibrujący jak pomruk nienasyconego pieca.  To było absolutne szaleństwo ale zwróciłem powoli wzrok na ostatniego pasażera.   Kocur zdawał się spać,  pogrążony w błogim spokoju,  ale gdy mój wzrok spoczął na jego futrze, zwierzę powoli otworzyło prawe oko.  Było złote, głębokie  i pełne nieludzkiej wiedzy.  Kot nagle puścił do mnie oczko  a na jego pyszczku wykwitł  ten sam podle ludzki uśmiech,  który zwiastował koniec pewnego świata.    Przecież... to tylko kot. Wybełkotał kierowca,  ale jego głos utonął w wyciu silnika,  który nagle wszedł  na nienaturalnie wysokie obroty,  jakby chciał uciec  z tego przeklętego Studebakera. Żerebcow cicho przytaknął a kocur znów zamknął oko,  mrucząc rytmicznie Ostatni... ostatni…   Znów każdy pogrążył się w swoich myślach. Jego milczenie denerwowało mnie. Doskonale już teraz wiedziałem, że on wie dosłownie o wszystkim. Zna moje ofiary, moje troski i problemy, czuje mój strach, widzi całe moje życie. Dlatego jego milczenia nie odbierałem w kategorii spokoju i harmonii  a drwiny z mojej osoby. Żerebcow znów oparł wysoko głowę  i wbił wzrok w sufit paki. Chciałem zasypać go pytaniami. O twórczość, której szczerze nie znałem. O to czy ma jakąś rodzinę albo dzieci. O jego liczne ucieczki i cudowne ocalenia. Przecież mówi się,  że to piekło we wszystkim mu pomaga. I przynajmniej kot,  jest jakąś częścią tego diabelskiego planu. Ale Żerebcow? Tak nie wygląda Diabeł. Nie wiem jak mógłby wyglądać,  lecz z pewnością nie tak. Nie jak człowiek. Znudzony, zmęczony, dziwnie spokojny zupełnie zwyczajny  a zarazem głęboko niezwykły.   Wreszcie ciężarówka wykonała  ostatnie półkole wokół,  wyrwanej z trudem tajdze polany. Silnik zachłysnął się ostatni raz i zgasł. Naprzeciw naszego pojazdu, zaparkowany był Zis z oddziałem żołnierzy. Nasz kierowca wysiadł do nich pierwszy  i z wyraźną ulgą po opuszczeniu szoferki, ściskał im kolejno dłonie. Byli w szampańskim humorze. Srogo pochlali. Krzyczeli, śmiali się, podskakiwali  i oklepywali ciała,  zamaszystymi ruchami ramion, próbując się ogrzać.   Nie musiałem nic robić z więźniem. Żerebcow zrozumiał, że to finalny postój i wygramolił się niezdarnie na zewnątrz. Kot czmychnął jego śladami. Gdy ja wreszcie uwolniłem się  z tej brezentowej klatki. Stanąłem twarzą w twarz z Żerebcowem. Ten w ogóle nie przejmował się  zadymką śnieżną i stał dumnie wyprostowany i zupełnie nieczuły na wszystko. Oczy literata były jednak inne. Wreszcie pytały i one.   To moja mogiła lejtnancie?  Doskonała. Chłopcy spisali się na medal albo nawet order i wakacje w Odessie.   Zadziwił wszystkich gdy zbliżył się do rowu, wykopanego nierównomiernie i na tempo. Padł przy nim na kolana,  nachylił się i zawołał do ciemni.   Levenstern przyjacielu,  za chwilę będziesz miał towarzystwo.   Chciał jeszcze wstać, lecz dwóch strażników doskoczyło do niego  i brutalnie popchnęli go  nad samą krawędź,  skutej lodem czerni grobu. Nie bronił się, nie wołał Boga ani łaski. Poprawił tylko kołnierz palta. Wywinął go z taką formą etykiety, jak gdyby wchodził na przedstawienie leningradzkiego baletu czy teatru. Przygładził jeszcze włosy, dłuższe kosmyki powędrowały za uszy. Odetchnął jedynie głęboko. Nie z ulgą a ze zniecierpliwienia. Widać skoro mu było w objęcia śmierci, lub do jakiś kolejnych magicznych sztuczek. Jeden ze strażników wręczył mi pistolet.   Wasza kolej towarzyszu lejtnancie. Koniec jego ziemskiej wycieczki. Tym razem Diabeł się nie wywinie. Jeden strzał w głowę  a my dokończymy jeśli będzie trzeba.  Spojrzałem jeszcze za siebie na kierowcę. Gdyby mógł to krzyczałby. Ruchy, ruchy lejtnancie. Moskwa czeka. Gdzieś na granicy polany  zaświeciło się coś złotego. Owalne jak moneta lecz bezsprzecznie żywe. Oko czarnego kocura. Patrzył cały czas. Trzeba będzie też go zastrzelić  razem z jego panem. Tak by mieć spokojne sumienie.   Wyciągnąłem pistolet.  Moja dłoń, dotąd tak karna  i posłuszna systemowi,  drżała w sposób haniebny.  Nie z powodu mrozu.  Czułem, jakby tysiące niewidzialnych mrówek chrzęściło pod moją skórą,  paraliżując każdy nerw.  Spojrzałem na Żerebcowa.  Zgarbiony, spokojny,  z tym samym  błogim uśmiechem małego chłopca,  czekał na uderzenie ołowiu.   Podniosłem broń.  Wycelowałem w potylicę studenta.  Świat wokół zamarł.  Czas przestał biec do przodu,  a pętla fatum zacisnęła się na mojej krtani. Pociągnąłem za spust. Huk rozdarł ciszę tajgi,  a ciało poety runęło bezwładnie  w przygotowany rów. Strażnicy rzucili się do mogiły  jak wściekłe psy. Kuli ciało raz za razem, aż do momentu omdlenia ramion.   A potem nastał poranek. Mgła przedświtu,  gęsta i szara jak dym z podłych papierosów, osiadła nisko nad polaną. Nad polaną na której  nie pozostawiono tylko ciała literata  w płytkim grobie. Śnieg wokół był pełny  czarnego brudu lub sadzy. Drzewa miały okopcone pnie. Wszędzie wokół unosił się także,  drażniący smród siarki. Studebaker i Zis nadal stały frontem do siebie. Nie było wokół nikogo. Ani na polanie ani w lesie, ani na pakach czy w szoferkach. Lejtnant i strażnicy  nie wrócili z akcji do obozu. Oficer czekał na ludzi i raport. Nie było gratulacji, obietnicy awansu. Nie było niczego. Poza ciszą.  Martwą i złowrogą. Wysłano więc kolejny oddział na miejsce. W końcu robota  mogła być wykonana wzorowo. Żerebcow nie żył  a oni w drodze powrotnej, mieli wypadek albo zgubili drogę  w śnieżnej zamieci. Drugi oddział strażników  przybył na miejsce egzekucji z opóźnieniem, klucząc Studebakerem  pośród zwalonych pni.  Gdy żołnierze wysiedli z wozu,  nienaturalna cisza lasu  sparaliżowała ich kroki.     Nad otwartą, czarną mogiłą  stały dwie postaci. Paweł Fiodorowicz Żerebcow,  nienagannie młody,  z czujnym i bystrym wzrokiem petersburskiego filozofa,  trzymał na rękach wielkiego, czarnego kocura. Na jego brudnym palcie  nie było śladu krwi,  a czas wydawał się omijać jego oblicze szerokim, lękliwym łukiem. Obaj z kotem trwali w milczącej zadumie, spoglądając w dół,  do wnętrza ziemnego grobu. Tam, na dnie lodowatego rowu,  pośród grud zmarzliny,  spoczywało ciało lejtnanta.  Jego oczy były szeroko otwarte,  wybałuszone w ostatecznym,  pośmiertnym zdziwieniu,  a na ustach zastygał krwawy spazm paranoi. Martwy kat leżał dokładnie tam,  gdzie kilka godzin wcześniej  miał spocząć poeta.   Żołnierze zamarli na linii drzew,  niezdolni do oddania choćby  jednego strzału z pepesz.  Wtedy, pośród arktycznego milczenia Syberii, czarny kocur uniósł poszarpane lewe ucho, spojrzał na Żerebcowa  i przemówił ludzkim, chropowatym głosem, który wibrował jak  pomruk nienasyconego pieca.   Fatalnie… fatalnie tak mój drogi przyjacielu, stracić zupełnie głowę  dla godnej pożałowania sprawy.   A Żerebcow tylko cicho mu przytaknął,  po czym obaj odwrócili się plecami  do armii straceńców  i odeszli wolnym, dystyngowanym krokiem  w gęstniejącą mgłę tajgi.   Nikt za nimi nie pobiegł ani nie strzelał. Zjawa była wolna. I było tylko kwestią czasu, gdy znów ją schwytają  gdzieś w ciemni rozpadającej się komunałki. Z maszynopisem w jednej dłoni A z kartą wiersza w drugiej.      
    • wiosną koniku wio sną niech wstają ptaszki chcą paszki a może jest morze i rosa i maj i rosną watry wiwaty i wiatry i mają się dobrze kwiaty i krople dżdżu wyłażą dżdżownice i rośnie radośnie tak ona i on jak ja i ty w deszczową toń „Jeśli deszcze w maju, wszystko rośnie jak w gaju” 
    • @Stukacz, @Berenika97, @viola arvensis, @violetta, @Poet Ka  dziękuję bardzo
    • @viola arvensis dziękuję
    • @viola arvensis dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...