Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

rozpłakała się zima
gdy rozespanym porankiem
patrzyłam na mijane smutne pola

czekałeś a dzień nabierał kształtów
w uśmiechu gubiąc troski

ciężarne kiściami śniegu
kłaniały się drzewa

i chociaż nie było jemioły
zauroczeni ognistym rytuałem
w półmroku syciliśmy usta

niecierpliwość pragnęła więcej
nie dając się omamić spokojem
bezwstydnie sięgała głębi

pieszczotliwym ruchem dłoni
kończył się dzień

z miarowym stukotem kół
niknęłam gdzieś w mroku
coraz dalsza coraz bliższa codzienności

26.03.07r.

Opublikowano

Bardzo ładny wiersz. Ale jak dla mnie, to nie dzieje się tam nic żałosnego, wprost przeciwnie - świetne wagary od codzienności, więc nie jarzę, dlaczego we wstępie zima się rozpłakała i pola są smutne?
Pozdrawiam. :-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




hmmmm....Witku kiedy one były i mijane i wyglądały tak smutno....ale skoro za duzo to pomyślę z czego zrezygnować ;)....no ba, a kto nie lubi pieszczotliwego ruchu dłoni?? :D
Pozdrawiam jak zawsze serdecznie :)
Lidia
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




A o którym śląsku mówisz Jimmy?? ;)
Fajnie, że ok pojawiło się na twarzy :)
Pozdrawiam
Lidia

Dolnym raczej, wiesz wrocław i te sprawy, bo u nas ostatnio każą się wzbraniać od jakichkolwiek bliższych kontaktów... (widziałem to wczoraj w informacjach)hehe
poważna sprawa
Pozdrawiam Jimmy
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



to musiało być gdzieś na dole Polski, bo tylko tam w pierwszy dzień wiosny mógł być jeszcze śnieg. Ale z tego co mi sie przypomina wszędzie było raczej ciepło, w każdym razie na pewno na pomorzu :)

Wiersz piękny. Bardzo mi się podoba. Co tu więcej mówić, sam mówi za siebie..
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Mam kilka uwag. Najbardziej niepodoba mi się: "syciliśmy usta" - żywcem wyjęte z przedwojennych melodramatów lub powieści Mniszkówny. Niejasne jest skąd się wziął w tekście ognisty rytuał, a jeśli już się wziął, to po co.
Poza tym ładne opisy zimy, dosć konsekwentnie poprowadzone. Z ostatniej zwrotki wyrzuciłabym też "codzienności" - ładniej by było, gdyby zostawić ten wers niedomknięty, niech czytelnik poprowadzony tekstem sam go sobie dokończy. Poza tym całkiem miło się czyta.
Po korektach - OK.
Pozdrawiam, j.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Gra-Budzi-ka Wagary to była przygoda, a zegarek był cichym partnerem. :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...