Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jeśliśmy z siebie wyszli i przed siebie poszli
aby do siebie wrócić i znów gdzieś podążyć
na cóż nam liczyć dziury w butach naszych
piasek przelewać z włosów i sukmanów
po cóż nam mierzyć czas i długość drogi
zachęcać kogoś aby poszedł z nami
jeśliśmy tylko po to poszli w drogę
aby powrócić do nas takich samych

jeśli taką jest przyczyna, którą zwiemy
by nienazwane nie wplątało się w nazwane
ileż dygresji niesie czyn i trud mozolny
kiedy na powrót myśli wciąż te same

jakże utrwala się w nas droga i słowo co z rana
brzeg wyobrażeń podmywa wciąż nadając fale
kiedyśmy z siebie wyszli by badać mielizny
i jedno co rozumiemy to bliżej i dalej

  • Odpowiedzi 40
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

opowiedziałam sobie tym wierszem pewną starą prawdę, być może mylnie odnalazłam intepretację, ale w niej najlepiej odczytuję ten wiersz :)
no i tym samym cały wiersz wydaje mi się świetny, mimo, że jeśliśmy wyszli poszli troszkę się plącze, ale od tego mamy język by go gimnastykować :)

bliżej i dalej, nawet to muszę powiedzieć w niektórych sytuacjach ciężko zrozumieć

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pani Natalio - dziekuję za komentarz - a te "wyszli" i "poszli" to długo myślałem czy tak i siak ale zostało - niech Pani spojrzy na drugą stronę wyszliś-my i poszli-my - jednym ruchem odrąbałem - śmy i nie żałuję - choć pewnie ładniej brzmiało by - a wiersz - no cóż - skoro cięzko Pani zrozumieć - te "coraz bliżej coraz dalej" - to proszę o jakiś skrawek mysli to możemy porozmawiać

pozdrówko W_A_R

Opublikowano

Interpretacja wiersza wyplywa czesto ze stanu, w jakim sie znajdujemy w danej chwili - skapani w optymizmie, doszukamy sie zupelnie czegos innego niz w stanie jakiegos dolku...moze jutro inaczej go odczytam (zachowam wiec do jutra) a dzis nasuwa mi sie interpretacja bardzo filozoficzna - im wiecej zadajemy pytan, i zblizamy sie do sedna, tym szybciej rodza sie nowe pytania : blizej ale dalej ... takze w stosunku do siebie. A czy dociekanie nie oddala nas od naszej wyobrazni ?
Pozdrawiam

Opublikowano

nie, że ja nierozumiem tego coraz bliżej, dalej tylko mówię, że czasem ciężko to pojąć w różnych sytuacjach i było to tak ot powiedziane :) przepraszam jeśli zrozumiałeś to opatrznie :) bo ja jak najbardziej odczytuję tu dobrze te słowa :)

Pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pani Natalio - niech mi Pani wybaczy - za poprzedni komentarz - źle wyraziłem mysli i tak wyszło że te "cięzko" wyszło bardzo ociężale z mojej strony - chciałem tylko wiedzieć - poznać skrawek myśli - interpretacji z Pani strony - tak sobie myslę - że dobrze jest poznać zupełnie dalekie (a może bliskie) odczytywanie tego co napisałem - jeszcze raz proszę o wybaczenie

pozdrówko W_A_R

Opublikowano

Ogółem wiersz przypadł mi do gustu...
Maluczka sugestia - zamieniłbym "i jedno co rozumiemy..." na "jedynie rozumiemy" - przyjemniej muska ucho. Czy jakiś poważniejszy zarzut? chyba nie... może to, iż temat 'bliżej i dalej' już mocno wyeksploatowany. Tak czy owak gratuluję i pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Panie Michale - dziekuję za komentarz - kolejno kartę Pan odkrył - nie bawię się w zagadki - tak wyszło - że wiersz ten napisałem w 1989 roku - czyli jakieś 15 lat temu -- to odnośnie tej starości i eksploatacji - chciałem Państwu przedstawić i doświadczyć czy jeszcze ktoś wychodzi z siebie aby być sobą - czy ... no właśnie - to już będzie tłumaczenie - zamilknę więc - i będę tak daleko jak można być najbliżej - jeszcze raz dziękuję Panie Michale

pozdrówko W_A_R



Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ewo - dziękuję za wyczerpującą interpretację - w odpowiedzi - najpierw chciałbym CI przedstawić pewien stary wiersz - może z innego roku - z innych czasów:

----------------------------------
było to w raju
chłopiec o imieniu Bóg
ulepił dwoje ludzików,
nazwał je - Adam i Ewa,
a kiedy zabawki znudziły
malca
odrzucił je na ziemię... cdn...
-----------------------------------

nie wiem czy znasz go - gdzieś tam krąży w necie - to ten wiersz właśnie wyszedł na przechadzkę i przed siebie poszedł - i ... wróci? i znów podąży? kto wie ... w owym czasie (tak mi się przypomniało) miałem znajomego - może przyjaciela (też pisał i grał) - prawie 2,5 metra bez centymetra - i wszystkie wiersze, które znałem przedstawiały świat skrzatów - nie dokuczałem mu - ale bardzo tego nie cierpiałem - ja? skrzat? - no tak - jak ktoś w chmurach nosi głowę ... - myślę że wtedy facetowi brakowało tej piaskownicy - było to tak dawno - że chyba już czas na pewne rozliczenie - a patrząc na dzisiejsze czasy - on stał się kimś (bo skrzaty ludziom się podobały) a ja wylądowałem tu - bez reklam i "zazdrośnosci" - bo w tej chwili to jedno co rozumiem z tego to "bliżej i dalej" - a tak wracając do Twoich ludzików - mam wielką ochotę być którąś częśćią Twojej interpretacji - nie wiem - czy którymś ludzikiem czy może myślą - a może przestrzenią po której kołują - coraz bliżej i coraz dalej - jak planety w Ukł.Słon. - jak elektrony w atomie, tylko że tu już zupełnie inaczej - tu istnieje tylko prawdopodobieństwo odnalezienia się w danym punkcie - tu mówi się o chmurze elektronów nawet jeśli jest tylko jeden - elektrony nie krążą po orbitach - nie ma ją dróg wyznaczonych - jedynie tkwią w atomie jak myśl - warta złapania - bo tyle w niej informacji ... Ewo - rozpisałem się "conieco" - chwilkę przerwę - jeszcze do Twojej mysli powrócę ....

pozdrówko W_A_R



Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Weroniko - czy tak jak Twoje poprzedniczki w komentarzach - zawarły jedynie to że też odkryły coś w tym wierszu tak i Ciebie muszę ciągnąć - ejjj dziewczyn się nie ciągnie - przepraszam - poproszę więc szerzej - jeśli oczywiście można - z poszanowaniem
i pozdrówką W_A_R

Opublikowano

Całe szczęście, że moi poprzednicy mieli problem z interpretacją ,bo jako nowa w tym okienku nie chciałabym strzelić jakiejś gafy .To byłoby smutne i beznadziejne ,gdyby człowiek mimo tyśiąca doświadczeń
i kilograma ludzi przerobionych po drodze ,wracał wciąż na to samo miejsce .Wydaje mi się , że oprócz prozaicznej ,biologicznej roli reproduktorów ,to zmiany są jedynym sensem naszego życia.Co prawda ostatnio czytałam ,że genetycznie zaprogramowany człowiek , jak gumka do majtek w swych emocjach nawet ,po wielkich górkach i dołkach ,zawsze wraca do z góry określonej pozycji ,lecz ja mam ogromną wiarę w ludzką wyuczalność .Ostatecznie nie jesteśmy doskonali.Mój mąż zawsze mówił :"albo taki i akceptujesz ,albo cierpisz " -może to męski punkt widzenia .A może w wierszu dużo sarkazmu ?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pani Magdaleno - dziękuję za przemyślenia i interpretację - muszę to przemysleć - cos jeszcze napiszę - bo warte odpowiedzi te Pani Rozumowanie - powrócę jednak na swoje z góry ustalone miejsce i wtedy - jeszcze raz dziekuję i bardzo mi miło że Pani tu zajrzała

pozdrówko W_A_R

Opublikowano

Pani Magdalena podjęła problem powracania na te same miejsce poprzez "prozaiczną biologiczną rolę reproduktorów", zaprzeczyła itemu i stwierdziła, iż w życiu człowieka najważniejsze są zmiany.

Pradopodobnie - gdzieś w "zamierzchłych" czasach, o których mówią "koczownicze" (nazwa i miejsce wcale mi się nie podoba) rolą człowieka było powłóczyć nogą i iść do przodu - iść bo prawdopodobnie miał gdzieś dojść, a gdzie? Pani Magdaleno - chyba zawsze tak będzie, że będziemy wracać choć ktoś ładnie ujął "dwa razy do tej samej rzeki nie wchodź", choć "punktem wyjścia jest punkt zaczepienia" i można byłoby bez końca odnajdywać reguły czy dogmaty naszego zycia - zawsze pokrążymy trochę i wrócimy "do nas takich samych". W tym tkwi nie tylko męska krótka rozprawka ale i dążenie każdego z nas - ejjj ale ze mnie kaznodzieja - Pani Magdaleno i wszyscy, którzy to przeczytają - proszę o wybaczenie i pokazanie mi tych stron, w których nie mam racji - może rzeczywiście brak "mi przede wszystkim" czegoś nowego stĄD TEN WIERSZ SMUTNY I CORAZ BLIŻSZY CORAZ DALSZY ....

POZDRÓWKO w_a_r

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Postęp

       

      Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.

       

      Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.

       

      „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.

       

      Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.

       

      Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.

       

      Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].

       

      W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.

       

      Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.

       

      Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.

       

      Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...