Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Nie opowiadanie, a raczej artykuł.

Ja Cię znam, Czytelniku: Ty się w życiu dorobisz. Ty zdolna bestia jesteś. Nie minie piętnaście lat i będziesz miał żonę, syna, dom i drzewo, część z nich pewnie w liczbie mnogiej. Do swojej pracy codziennej jeździć będziesz nowym modelem czegoś z górnej półki. W głośnikach srebrna kolekcja Bacha, złote karty w portfelu. Słowem: będziesz człowiek sukcesu, happy yuppie, gruba ryba.

Ja pewnie też będę kimś w tym stylu. Może będę miał gorszy model samochodu, komórki, żony - ale też będę co dzień do pracy sunął możliwie najszybszym z pasów. Będę stateczny. Dojrzały. Będę patrzył za szybę - i będę widział bramy. W bramach stać będą ludzie mniej zajęci. Będą mieli więcej we krwi i mniej w portfelu. I wiesz co, Czytelniku? Ja będę zazdrościł. Bo wino w bramach i nad rzekami to jedno z lepszych wspomnień, które będę w sobie nosił. Mała rzecz, a cieszy. Rzecz mała, a warta opowiedzenia. Także dlatego, byś był świadomym, że nie wszystko, co tanie, musi od razu być złym.

Pamiętaj, Czytelniku: choć wino jest niedrogie, to nie jest to przyjemność byle jaka! Nie chcę używać zbyt wielkich słów, ale jest to pewnego rodzaju świętość, obrzęd, takie świeckie nieco misterium. Coś, co wbrew pozorom można robić źle i co nietrudno jest sprofanować. Ale po kolei.

Pierwszą rzeczą, rzecz jasna, jest dobór towarzystwa. To nietrudne zadanie. Towarzystwo winno się dobierać na zasadzie ogólnie przyjętej, czyli pijemy z kim chcemy pić. Ważne jednak, by wśród debiutantów znalazł się i ktoś z większym doświadczeniem - opatrzy butelkę, wybierze trunek, zagra rolę diskdżokeja. Wśród weteranów odwrotnie: choć wypady w ustalonym gronie mają swe zalety, to i debiutant, osoba młoda stażem na polu nierównej walki, często wprowadza dużo niespodziewanej radości. Należy także pamiętać, że niezwykły, doprawdy niezwykły urok mają tak zwane łapanki, czyli wino pite na zasadzie kto się nawinie. Tu łatwo poznać ludzi interesujących i nietuzinkowych, a współzawodnictwo w tychże rejonach często owocuje i na przyszłość.

Nie mniej ważny jest dobór miejsca. Doprawdy, nie ma nic bardziej profanującego tanie wino niż zamknięte pomieszczenie! Pije się na powietrzu - tak zdrowiej. Pije się wieczorem i nocą - tak ciemniej. Pije się zaś w miejscach różnych: poetów zapewne najbardziej ucieszy wizja rzeki, jeziora i lasu, mieszczuchów zaś bram, osypisk i miejsc w mieście ustronnych. Ja do obu grup się zaliczam, są jednak miejsca - jak składnica złomu, sklep meblowy czy pewna specyficzna brama - które wspominam szczególnie miło. Pewnym jest jednak, że wspominam je miło, bo wspominam je ciemno - trzeba się bawić wieczorami, bo tylko wieczór daje tak nastrojowy klimat. Uogólniając - im bardziej niezwykłe miejsce, tym bardziej niezwykłych zabaw można się spodziewać. He's dead? No, he's resting...

Trzeciorzędną sprawą jest wybór trunku. Osoby obyte z tematem wiedzą, że cena MA znaczenie. Panuje zasada, że trunek drogi to trunek nie wykwintny, a burżujski; trunek odpowiedni, to ten, który oscyluje w okolicy czterech złotych od butelki. Bez krztyny kryptoreklamy, zupełnie szczerze i otwarcie reklamuję Komandosa i wino "Wino" Ostrowinu, kolor żółty - smaczne są i ekonomiczne. Jakiebykolwiek jednak nie były - nie najważniejsze są. Najważniejsze jest nie to, co się pije, nie to, jakie są rezultaty - ale to, jak się pije i co się robi w tak zwanym między czasie. Grę wstępną mamy za sobą. Zaczynamy konsumować.

Po otwarciu butelki (aktu winien dokonać weteran), pojawia się pierwszy powód do radości: toasty. W gronie bardzo bliskim, jak i tym po paru butelkach, królują toasty osobiste, szczere i miłosne: to ma swój urok, to jest niemalże rzeczą rodzinną. Rodzinną, bo w myśl świętej zasady toastów osobistych, proszę Was, się nigdy nie zdradza! Jeśli jednak nie chcecie ich - to nic tu złego. Są i toasty okolicznościowe: pije się za mamy ("jak mamy pijemy"), za abstynentów ("więcej dla nas"), za wesele w Kanie ("woda w wino") i za "obyśmy tylko zdrowi byli". Takie półmuzyczne standardy nie wyczerpują jednak tematu, bo rzeczą najwłaściwszą i najciekawszą są toasty wymyślane naprędce. Tak przejść do historii, to rzecz całkiem miła.

Toast trwa jedną kolejkę, za każdym razem wznosi go inna osoba. Wina, gdy się je pije (rzecz jasna z butelki), nie wącha się - nikogo tym się nie obrazi, ale to nie jest dobry pomysł. Nie warto też opuszczać kolejek specjalnie, nie symulować słabości: może nas bowiem ominąć kolejna z zabaw, czyli operacja pod kryptonimem Twister. Do Twistera potrzeba Ci, zależnie od liczby osób, różna liczba butelek: na pięciu kiperów odpowiednią liczbą jest butelek dwie. Zabawa polega na tym, by pijąc sukcesywnie nigdy nie mieć dwóch butelek w ręce - a to nie takie łatwe zadanie. Weterani bowiem podkręcają tempo zabawy, jak Grecy taniec zorba - pod koniec jest już wesoło i trwa szaleńczy survival. To, rzecz jasna, wpływa także na słabszych w łańcuchu - jeśli jednak długa noc przed Tobą, to niech Ci Twister nie będzie strasznym. Zagrajmy w Najsłabsze Ogniwo.

Rzecz jasna nie pije się w milczeniu. Dysputy toczone z tego miejsca są ukoronowaniem starań: zależą rzecz jasna od składu ekipy, lecz nie odbiegają zazwyczaj od norm typowych dla pubów. Osobiście zaręczam, że pojawią się tak tematy aktualne, jak i eschatologiczne (Nostradamus), tak żartobliwe, jak i poważne. Zadziwiająca jest przy tym płynność przechodzenia z tematu na temat - to także jest powodem do wielkiej radości. Pamiętam nawet zawody na najlepszy przeskok myślowy - znajomy wygrał w dogrywce. Tu trzeba też zaznaczyć, że w mym gronie unika się przy winie swarów - brama to azyl jest, sanktuarium, tu się kłócić nie wolno. Wolno za to zadawać sobie Szczere Pytania - to też zabawa kultowa, również owiana osłoną tajemnicy. Tajemnica obowiązuje, bo odpowiedzi są prawdziwie szczere. Guaranteed to break ice at parties...

Warto tu wspomnieć o elemencie ryzyka - picie na wolnym powietrzu to nie jest rzecz legalna. Rzecz kosztuje około pięćdziesięciu złotych - nic dziwnego, że towarzyszy tej zabawie wcale niemały dreszczyk emocji. Te zazwyczaj pozostają bezpodstawnymi - i dobrze - ale są i dni, kiedy stróże prawa zjawiają się na miejscu zbrodni. W mym przypadku, cudem jakimś, nigdy nie skończyło się to mandatem - wręcz przeciwnie, pouczyło mnie i doinformowało. Czy to za sprawą tłumaczeń ("my tu kontemplujemy"), czy za sprawą dysput ("ile ma naboi?"), czy też za sprawą reakcji samych władz (do koleżanki z fletem - "niech pani nie zaklina") i te spotkanie mijały przyjemnie, acz krótko. I choć wprowadzały element nerwowości, to nie żałuję ich wcale. Się je wspomina ze szczerym uśmiechem.

Nie wolno oczywiście z alkoholem przesadzić - żadna to zabawa, gdy cię zbierają z betonu. Jeśli jednak wiesz, ile możesz i kiedy powiedzieć, że mała przerwa - to niech Ci bramy nie będą strasznymi. Wstąp w nie czasami wieczorem, chociażby by poznać tę drugą stronę lustra. A noc, odrapane ściany i bramy przymknięte nabiorą innego charakteru. Może nawet - jak co niektórzy - będziesz w nich widział nie miejsce nocne i niebezpieczne, ale i miejsca tętniące czymś młodym, półsennym i dziwnie poetyckim.

A może nie. Mnie jednak, nieważne ile będę miał lat, tanie wino nie będzie kojarzyć się z upadkiem i rzeczą wstydliwą. Będzie raczej związane z tymi sennymi popołudniami z deptaku, nocami w półrzeczywistych bramach i tlenem w płucach. Z rześkością, czymś świeżym, szczerym i radosnym. Z tą odrobiną szaleństwa, z tym szczeniactwem, z którego nie chcę wyrastać. Z tym wszystkim, co za kilka lat, z perspektywy czasu będę, jakoś tak smutno, nazywać młodością.

Będę wtedy bardzo tęsknił. Teraz tylko czekam. Najbliższa młodość czeka mnie już latem.
Przynajmniej mam taką nadzieję.
Opublikowano

Kiedyś ktoś napisał w komencie, że nie ma się od kogo uczyć na tym forum. Pewnie był to grafoman totalny. Ten tekst potwierdza, że da się łatwo i ciekawie napisać o zwykłych rzeczach. Szacunek dla autora. Polecam książkę R. Sulima Antropologia codzienności. Znasz li autorze tę knigę?

Opublikowano

no szkoda, że ten artykuł, czy jak to zwał, nie porusza jakies waznej kwesti, nie mówię, że odkrywczej, ale choćby czegoś, nad czym można się zastranowić. Napewno są zabawne momenty, jest taki felietonowy smaczek, ale strzelba na koncu nie wybucha, więc samn rozumiesz autorze, że dla mnie to za mało...chociażby dlatego, że ostatnio stałem się felietonistą cyklicznym, i szlifuje felietonowy warsztat...

co do treści, musze cie uspokoic, ze z tego szczeniactwa alkoholowego sie nie wyrasta, alkoholicy to glownie ludzie w wieku 30- 50 wiec wszystko przed tobą...
aha i to nieprawda co napisales w jednym z akapitów. Właśnie najlepiej smakuje w samotnosci i ciszy, kiedy slyszysz tylk owlasne myśli...

pozdr. Piotr

Opublikowano

Sonestis: Wydaje mi się, że kojarzę. To czasem nie jest ksiażka socjologiczna, której autor badał - między innymi - środowisko kloszardów z Saskiej Kępy? Bo jeśli tak, to co prawda nie czytałem, ale mam zamiar - moja wspólokatorka, V rok socjologii, ma to gdzieś na półce :)

Pan Piotr Rutkowski: Ja rozumiem, to nie jest wielkie dzieło :) Owszem, starałem się z tego coś wykrzesać, ale swiadomy jestem, że jednak picie alkoholu w pokątnych zaułkach, to nie jest ani ważny temat - ani też pewnie aż tak zrealizowany, żeby frapował. Niemniej miło, że widzi Pan tu jakieś zalety :)

Opublikowano

Bardzo pięknie opisujesz coś, co z perspektywy czasu rzeczywiście tak wygląda, aż się łezka w oku kręci za starymi czasami:)Podoba mi się styl, sposób podejścia do tematu. Trochę mi to przypomina klimaty "Dobrego" Łysiaka:) Fajnie mitologizujesz picie;)Szkoda, że w tych czasach mało kto tak umie pić w bramie, osobiście nie ryzykowałbym już dziś takich poetyckich experymentów... wątroba już nie ta, a i picie na chybił-trafił z kim bądź skończyć się może mordoklepaniem... pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Prawda

       

      Niektórzy uważają, że jest tyle prawd ilu jest ludzi na świecie. Że każdy ma swoją prawdę. Inni myślą, że prawda to fakt, którego nie da się zanegować. Jeszcze inni uważają, że prawda to zgodność rozumu z rzeczywistością. Ci pierwsi często popadają w sprzeczności, gdyż jedna prawda jednego człowieka przeczy drugiej prawdzie drugiego. Nie istnieje zatem żadna prawda uniwersalna dla wszystkich. Ci drudzy mówią co innego. Dokonują sprowadzenia rzeczy do faktów, których nie da się zanegować. Ale żyjemy w dobie powszechnej manipulacji faktami, którą można zręcznie zafałszować prawdę. Są rozmaite sposoby manipulacji prawdą, opisane w literaturze pod jedną nazwą: „erystyka”. Opisuje się tam sposoby osiągnięcia „sukcesu” w sporze nie tylko za wszelką cenę ale także wbrew prawdzie, wedle celu jaki chce się osiągnąć. Człowiek rozumny wie, że trzeba mieć dobrze wykształcone sumienie tak aby można było rozróżnić prawdę od fałszu i za razem być w zgodzie z rzeczywistością. Co może pomóc człowiekowi w dojściu do prawdy? Oczywiście rozum, logika, sumienie super naturalne. Ale co jeszcze? Ten czynnik stanowi Prawda Objawiona, która pomaga w rozróżnieniu fałszu od prawdy. Prawdę tą objawił nie kto inny tylko Jezus Chrystus jak tylko się pojawił na Ziemi, tj. ponad dwa tysiące lat temu. Przyszedł na ten świat aby go zbawić nie zaś po to aby świat potępić. Narodził się partenogenetycznie z Maryi Dziewicy, z Ducha Świętego. Dorastał w rodzinie Józefa, rzemieślnika, który adoptował Jezusa i Maryję Pannę. Już jako dziecko był prześladowany przez okrutnego władcę i musiał salwować się wraz z najbliższą rodziną ucieczką do Egiptu. Po śmierci satrapy mógł powrócić do ojczyzny ziemskiej. Jako dziecko zadziwiał uczonych w piśmie swoją wiedzą podczas spotkania w świątyni. Nabywał wprawy w zawodzie cieśli dzięki swemu ojcu, rzemieślnikowi. Jako młody człowiek często bywał w świątyni, gdzie zapoznawał ludzi zgromadzonych w świątyni ze zwojami zwierającymi proroctwa o nadejściu Mesjasza. Gdy stał się już dojrzałym mężczyzną rozpoczął swoje nauczanie teologiczno-moralne, zgodnie z posłannictwem otrzymanym od swego Ojca niebieskiego. Dokonywał wielu cudów. Uzdrawiał niewidomych od urodzenia, głuchych, wskrzeszał umarłych, w cudowny sposób rozmnożył chleb. Swoją działalność posłanniczą prowadził przez wiele lat. Nauczał, że się na to narodził aby dać świadectwo Prawdzie. Pod koniec swojej działalności, gdy nauka, którą głosił zaczęła niepokoić lokalną władzę w Jerozolimie, skorumpowaną, chciwą na pieniądze, został fałszywie oskarżony o bunt przeciw władzy rzymskiego okupanta i żydowskiej władzy duchownej, i w sfingowanym procesie sądowym skazany na śmierć krzyżową. Prawie nikt nie stanął w jego obronie. Nawet jego uczniowie. Tylko prokurator rzymski Piłat z Pontu próbował ująć się za nim. Wyrok był okrutny i odwrotnie proporcjonalny do winy oskarżonego. Był to najzwyczajniej w świecie mord sądowy, w którym skazuje się na najwyższy wymiar kary, jaką była śmierć krzyżowa, człowieka Bogu ducha winnego. Droga krzyżowa podczas której skazany musiał nieść swój krzyż prowadziła przez całe miasto, aż na miejsce kaźni za miastem, zlokalizowane na górze zwanej Golgotą. Tam pomiędzy skazańcami, skazanymi za pospolite przestępstwa, dokonał ziemskiego żywota. Ponieważ przepowiedział, że po trzech dniach po swojej śmierci zmartwychwstanie, polecono żołnierzom rzymskim aby strzegli grobu Jezusa zwanego Chrystusem, królem Żydów. Tak też się stało. I stało się tak, że strażników rzymskich zmorzył mocny sen w czasie służby. Nagle nastąpiły dziwne i niewytłumaczalne zjawiska: trzęsienie ziemi i powstanie wielkiej jasności dobywającej się z wnętrza grobowca. Obudzeni i przerażeni rzymscy żołdacy w panice uciekli z posterunku. Ciało Jezusa zniknęło. Duchowieństwo żydowskie dowiedziawszy się o zdarzeniach minionej nocy, przekupili strażników i nakazali im mówić, że uczniowie Jezusa wykradli w nocy ciało i nie wiadomo gdzie je położyli. Lecz co przeczyło i przeczy po dziś dzień temu kłamstwu? To materialny dowód zmartwychwstania, Całun Turyński. Jest to całun, w który było spowite ciało Jezusa w chwili złożenia w grobie. Autentyczność całunu przechowywanego obecnie w Turynie, we Włoszech, dla każdego, kto z uwagą śledzi dokonania nauki w tej materii, a także czyta z uwagą Biblię nie ulega wątpliwości. I jak mawiał mistrz z Nazaretu: „Kto jest z Prawdy, słucha mego głosu. A ten, który mówi, że słucha mego głosu, a nie bierze swego krzyża na każdy dzień i mnie nie naśladuje, nie jest mnie godzien”.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...