Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

przeszłość sama odnajduje ludzi
którzy kiedyś kształcili siebie
w różne figury dla oczu
i litery dla rozróżniania stanu

spotkałam znajomego
przypomniał mi, że kiedyś
rozważaliśmy, które zwierzątka łatwiej jest wychować
na posłuszeństwo i o wyższości gatunku

czasokres
następne piwo miało być z pianką
i z wkładką nowych argumentów

umówił się ze mną w południe
i z wieloma też - zaocznie

punktualny był i z klasą się żegnał
w nagrodę pójdę z kwiatami

zwłoki wystawią godzinę wcześniej

Opublikowano

Żywy trup?
;)
Czytelne przesłanie (mam nadzieję, że tym razem mam bingo!).
Tak ogólnie chyba chodzi o sprzeciw przeciw ułożeniu (umarciu za życia ;) w formach zachowań i wypowiedzeń.
"Kiedyś" a "kiedyś" to jednak różnica (a nie widać ;)
"wita się" mogłoby wypaść (trochę zaburza tok wywodu)
"i o wyższości..." powinno spaść niżej (warto wyeksponować - bo to charakterystyczne - dla tego gatunku ;)
W sumie - w twoim stylu, i choć momentami zgrzyta mi na plombach, nieźle.
b

Opublikowano

Moim zdaniem chodzi o to, że nigdy nie wiemy, kiedy nadejdzie śmierć. Znajomy poumawiał się z tyloma osobami, a tu nagle... "Zwłoki wystawią godzinę wcześniej".
Niezłe.

Pozdrawiam, R.

Opublikowano

przeszłość odnajduje sama
ludzi, którzy kiedyś kształcili siebie.... a nie "kształtowali" w tym wypadku?
w różne figury dla oczu
i litery dla rozróżniania stanu

spotkałam znajomego
przypomniał mi, że kiedyś
rozważaliśmy, które zwierzątka łatwiej jest wychować
na posłuszeństwo i o wyższości gatunku

czasokres
następne piwo miało być z pianką
i z wkładką nowych argumentów

umówił się ze mną w południe
i z wieloma też - zaocznie

punktualny był i z klasą się żegnał
w nagrodę pójdę z kwiatami

zwłoki wystawią godzinę wcześniej

Utwór jakby dwa w jednym - od połowy jakby niedokończony dystych, a początek z innych rytmów.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


O! I tu się zgadzam! Stanowczo, jasno i klarownie, czasami bywa, że dopiero po czasie przychodzą lepsze słowa. Teraz to 100% dałaś od siebie.
Pozdrawiam Jimmy
Dziękuje :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @karenka ... codzienność w domu źle się czuje często nas nie rozumie a my my z uporem maniaka siedzimy na kanapie chcemy wygody   ona uczuć nie buduje wyjście chociażby do parku wiele obiecuje    nie chce się więc szczęście biduje  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • Świetny, refleksyjny wiersz z twórczym polotem napisany...pozdrawiam z podobaniem*)
    • żar leje się z nieba ostre promienie niczym języki wściekłych psów liżą Annę po karku w rozchełstanej koszuli jakby zachęcała głaszcz ino pomału zniszczonymi dłońmi zagarnia naręcz wrotyczu żółte kulki drażnią napęczniałe piersi odurzona zapachem dziurawca i mięty przystaje powoli przeżuwa listeczki bylicy rozgniatając językiem delikatną strukturę gorąc może w cieniu starej ulęgałki znajdzie ukojenie
    • @karenka

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • "Bóg umarł" Friedrich Nietzsche    Tłum na tym placu  nie był niczym szczególnym. W końcu ludzie zbierali się tutaj od setek lat. By dzień święty święcić. By w południe  odpowiedzieć na boże wezwanie. Anioł pański zwiastował im zawsze  i błogosławił wszelką łaską i pomyślnością. Uciszał ich ból,  osuszał łzy. Budził pokłady miłości i miłosierdzia. Namawiał do przekazywania znaku pokoju między zwaśnionymi ludami.  Modlił się z nimi  a ich prośby ulatywały  do uszu samego Stwórcy.     Dziś jednak plac  był pokornie zastygły  w drętwocie dojmującego bólu i żalu. Twarze ludzi zdawały się  umartwionymi maskami, rozświetlonymi słabym światłem świec. Prawie każdy miał je w dłoniach. Niektórzy razem z różańcem czy krzyżem. Byli też tacy, głównie zakonnicy i zakonnice, którzy głucho czytali ustępy biblijne, pieśni i hymny. Licząc na cud, który nie nadchodził.     Czułem się we wnętrzu tłumu tak jakbym kroczył  ciemną doliną dusz potępionych. Każdy bał się tutaj zła i grzechu. Apatyczny lęk wyzierał z zapłakanych oczu. Dając przykład temu,  że wiara jest oznaką słabych. Rok kończył się za trzy dni. Zegar śmierci,  przestawi kolejną cyfrę  w kalendarzu doczesnym. Z czasem wszyscy tu obecni odejdą. Wszystkie ślady i wspomnienia  staną się jedynie zapomnianą rysą na linii niebytu.     Ledwie kilka dni temu  świętowali tu narodziny Boga. Ich nadzieję na zbawienie. Życie wieczne  w bliżej nieokreślonej przestrzeni. Wierzą, że mogą pokonać śmierć. Odrzucić ciała lecz nie dusze. Ale są na to zbyt słabi. Zbyt ograniczeni by porzucić  żądzę swych prymitywnych chuci.     Teraz modlą się by przetrwał, by odrodził się jak niegdyś, By pokonał znów śmierć. By nie umarł na wieki. Lecz co uczyniliście dla niego  gdy był w potrzebie? Wydaliście go za srebrniki. Osądziliście go,  uwalniając w to miejsce mordercę. Zaparliście się go nie po trzykroć a często na stałe. Umęczyliście go biczami swoich występków. Przybyliście do krzyża i patrzyliście na mękę. Wybaczył Wam choć powinien przekląć.     A teraz patrzycie z trwogą maluczkich  czy światło w apartamencie nadal się świeci. Bo wiecie, że gdy zgaśnie, Wy zgaśniecie wraz z nim. I zgasło wreszcie. Lecz koniec świata nie nastał nagle. Nie było błyskawic, burz, trzęsień ziemi czy erupcji wulkanów. Był tylko płacz i zgrzytanie zębów. I śmiech legionów piekła. Smok mógł odrodzić się na nowo. Baranek poległ pod butem swego ludu.     Na balkon wyszli delegaci i kardynałowie. By ogłosić sąd ostateczny. Zdanie nadające sens nowemu. Dziejom współczesnym. Triumfu małego człowieka  w starciu z absolutem. Kamerling objął wzrokiem zatrwożony tłum i jakby wbrew swemu sercu i ustom wyrzekł. Bóg umarł! Zaprawdę umarł! Pieczęć została złamana. Czas na apokalipsę jego ludu. Wiele dni później ten sam tłum na placu patrzył już nie w okno a komin. Czarny dym sączący się gęsto  zwiastował to co nowe. Wybór. Człowieka. Antychrysta.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...