Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Mam racje - to dno, że też to ciągle trzeba tłumaczyc - takim niepoetom (dobra koncówka?)

Panie Krzywak, jak powiem że najlepsze końcówki mają mężczyźni w rozporkach
to pan będzie sikał z zachwytu? Pan jest nieciekawy i jednostronny poetycko. U gotowa jestem sobie pomyśleć, że mało inteligentny. Tak, człowiek inteligentny widzi coś tam, gdzie wydaje się nic nie ma. Weźmy dno, pan wie, jaki interesujący jest taki Rów Mariański (proszę nie kojarzyć od razu z rowem Marianny). Pan wie, że na dnie leży więcej szczegółów niż nad powierzchnią wód? A zresztą, co będę zarażała po godzinach i za darmo kogoś swoją ynteligencją :)

Odpowiem tyle - kupsztal to kupsztal, więc reszte niech sobie szanowna pani daruje. To, co pani napisała (czyli "Dusza"), to są genitalia poezji, a nie poezja... (a o mojej końcówce to sobie może pani tylko pomarzyc :)
A to, co pani o mnie myśli, mam głępoko w ... Może się pani ewentualnie iśc pożalic z innymi pokrzywdzonymi przez los bambusami.
  • Odpowiedzi 47
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Zwierzęta to też świat. I jeśli już mowa o duszy - czyli o niematerialnym aspekcie świata, jakkolwiek by go sobie wyobrażać i nazywać - to zwierzęta w tym samym stopniu należą do tego świata, co i ludzie (mówiąc Twoim słowem: w tym samym stopniu mają duszę czy też do niej należą). Ludzie nie są czymś oddzielnym od reszty przyrody, i to już w naszej epoce wiemy doskonale.
"Matrix" jest utworem baśniowym, fantastycznym, więc z samego założenia pokazuje nieprawdziwy świat. Dlatego nikt oglądający "Matrixa" nie krzyczy: "To nieprawda!" Podobnie, jak nikt tak nie krzyczy przy czytaniu baśni o Kopciuszku na przykład.
Ale poezja z założenia powinna pokazywać jakieś rzeczywiste zjawiska, wyrażane w subiektywny sposób i opatrzone odautorskim komentarzem. Toteż jeżeli wiersz wyraża jakiś pogląd (religijny, filozoficzny czy inny), czytelnicy mają prawo z nim polemizować.
Twój sonet podoba mi się bardziej niż poprzedni. Nie jest najgorszy, chociaż preferuje dualistyczną koncepcję świata (czy może w dodatku tylko człowieka): podział na duszę i ciało. Ja się nie zgadzam z tą przestarzałą koncepcją, jest dla mnie zbyt uboga, naiwna, jednostonna, niczego nie wyjaśniająca, soprzeczna ze zdrowym rozsądkiem. Jednak niezły jest język i forma wiersza.
Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Zwierzęta to też świat. I jeśli już mowa o duszy - czyli o niematerialnym aspekcie świata, jakkolwiek by go sobie wyobrażać i nazywać - to zwierzęta w tym samym stopniu należą do tego świata, co i ludzie (mówiąc Twoim słowem: w tym samym stopniu mają duszę czy też do niej należą). Ludzie nie są czymś oddzielnym od reszty przyrody, i to już w naszej epoce wiemy doskonale.
"Matrix" jest utworem baśniowym, fantastycznym, więc z samego założenia pokazuje nieprawdziwy świat. Dlatego nikt oglądający "Matrixa" nie krzyczy: "To nieprawda!" Podobnie, jak nikt tak nie krzyczy przy czytaniu baśni o Kopciuszku na przykład.
Ale poezja z założenia powinna pokazywać jakieś rzeczywiste zjawiska, wyrażane w subiektywny sposób i opatrzone odautorskim komentarzem. Toteż jeżeli wiersz wyraża jakiś pogląd (religijny, filozoficzny czy inny), czytelnicy mają prawo z nim polemizować.
Twój sonet podoba mi się bardziej niż poprzedni. Nie jest najgorszy, chociaż preferuje dualistyczną koncepcję świata (czy może w dodatku tylko człowieka): podział na duszę i ciało. Ja się nie zgadzam z tą przestarzałą koncepcją, jest dla mnie zbyt uboga, naiwna, jednostonna, niczego nie wyjaśniająca, soprzeczna ze zdrowym rozsądkiem. Jednak niezły jest język i forma wiersza.
Pozdrawiam.

Twoja ocena jest zawsze tak definitywna, że mój przekaz daje więcej pola do manewru :)
(choćby to, że z tego co wiem, podoba się wielu osobom)
"Preferuję" - przecież to nie panaceum na wszelkie gusta! I to, że mój subiektywny pogląd - to chyba dobrze? Nie jestem rzecznikiem praw obywatelskich tylko poetką.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Owszem, bardzo Cię lubię a osądy szanuję ponieważ każdy może mieć swoje zdanie, nie tylko autorzy :) A wiesz, że ja na kanwie tego sonetu już prawie całą książkę napisałam? *Dusza* pojawia się w niej pomiędzy innymi sonetami przeplatana historyjkami pisanymi ku nauce grzesznikom:



Lokator

W samo południe mistrz Zadupuk Ościanek
odpowiedzialny za nabór młodych mnichów,
zebrał na klasztornym dziedzińcu przeszło stu kandydatów
aby wyłonić z nich tych wyjątkowych, w których Bóg
o tej mniej więcej porze dojrzewania wynajmuje mieszkanie na zimę.
Wszystkim nakazał wpatrywać się w niebo a potem wzywał
każdego z osobna, by zapytać: powiedz no, chłopcze, co takiego zobaczyłeś?
Większość mówiła, zgodnie z prawdą, że słońce. Niektórzy kłamali,
że widzieli Boga, aby móc dostąpić przywileju Nauk Świętych
i tylko jeden, jak co roku, odpowiedział:
widziałem ludzi wpatrujących się w niebo.


21 gram

Nie wiadomo, na jakich badaniach opierał się reżyser filmu "21 gram",
bo kiedy umarł mistrz Zadupek Ościanek, jego ciało uniosło się do góry
i wniebowstąpiło, a był z niego za życia kawał chłopa - niemal dwa metry
wzrostu których nabawił się sięgając przez całe lata nieba myślami.
Mistrz Zadupek Ościanek umierał długo - najpierw jego nogi wisiały
przez dwa dni nad łóżkiem, w niedzielę już tylko głowa spoczywała
na poduszce - niechybny znak, że cała dwumetrowa dusza wypełniła
czaszkę szykując się do skoku na druga stronę. Mistrz Ościanek poruszał
głowa tą w tą to w tamtą a mnisi modlili się i szeptali: patrzcie no,
braciszkowi, jak to dusza rozgrzewa swój mięsień przed skokiem
na łydkę Pana Boga - zaiste, żadna inna tak daleko nie skoczy
bo całe życie do tego szykowana była...
W ostatniej chwili jeden z braci bosakiem złapał ciało, kiedy niesione
przeciągiem przez okno wylatywało. Zaważono je potem -
dwóch pokaźnych mnichów obłapiając je mocno stanęło na wadze
a ta pokazała coś niecałe 15 kilogramców, następnie przywiązano
je do pnia drzewa i zważono braciszków ponownie - równe 193 kilogramce
dwóch ciał i dwóch dusz.



Koniec świata

Mistrz Zadupuk Ościanek pięć razy przewidział koniec świata.
Zawsze, kiedy zbliżała się zagłada, siadał na klasztornym dziedzińcu
i zakładał na głowę wielką, czarną prezerwatywę. Co czynisz, mistrzu?! -
wykrzykiwali za pierwszym razem bardziej zdziwieni, niż przerażeni
ostatnim dniem braciszkowie.
Mistrz Zadupuk Ościanek odpowiadał: czynię cokolwiek co w takiej chwili
leży w ludzkiej mocy by nie zarazić się paniką i brakiem nadziei.
Pan bowiem zsyła nieszczęścia nie po to by nas zniszczyć, tylko
żeby sprawdzić, czy kiwniemy choć palcem by jeszcze raz przetrwać....
Siedział tak na dziedzińcu w czarnej prezerwatywie na głowie
a na zewnątrz jak zwykle wstawał kolejny dzień, świergotały
ptaki nie zdające sobie sprawy jak bliskie były ostatecznej zagłady,
tuż pod mistrzem w norkach grzeszyły dzikie chomiki bo tylko grzesząc
można przetrwać.


Pięć grzechów mistrza

Pięć razy w życiu zgrzeszył mistrz Zadupuk Ościanek, żeby uratować świat
przed gniewem bożym, bo co dla człowieka świętego jest największa ofiarą?
Poświęcenie życia, które i tak nie należy do niego, tylko do Pana? Otóż
grzech! Grzech, którym brzydzi się, jest mu wstrętny i obcy a który musi
przyjąć na siebie w dowód największego oddania i miłości do Stwórcy.
Zbawienie świata poprzez grzech - nie można sobie wyobrazić większej
ofiary dla człowieka świętego, a takim poza po pięcioma wyjątkami
był mistrz Ościanek Zadupuk.


.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



I taką Panią lubię, Oxyvio! :) Jak wrócę do Polski to wkleję więcej opowieści o mistrzu Zadupku Ościanku plus oczywyście, sonety w przerwach.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


doczekam się?
z ukłonikiem i pozdrówką MN

Bardzo ale to bardzo przepraszam - dopiero teraz widzę, że napisałeś już wcześniej.
Troszkę chaotycznie rzucam okiem na to co się tu dzieje, więc gdybym gdzieś, czegoś nie dopisała, proszę darować do 14 tego - wtedy wracam po więcej czasu dla siebie do kraju.
Siedem dusz?

Rozterka

... Jest pewien rodzaj umowności tam gdzie mowa o czymś, czego nie ma.
Zupełnie jak z duszą: dusza dostaje ciało do tresury i musi dać
sobie z nim radę. Podobnie jak ciału choroby dziedziczne - duszyczce
może przytrafić się okaz z dziada pradziada skory do alkoholizmu,
chętny hulankom i ciężki do poskromienia. Innej z kolei flak potulny jak
baranek, wystarczy takiego sumieniem postraszyć a już do kościółka leci
w sukience w kwiatki. Nie wiem, jak po śmierci jest to rozliczane, czy
niesprawiedliwie na akord, czy indywidualnie od łebka z uwzględnieniem
stopnia trudności? Podejrzewam, że aby posiadać niesforne ciało
dusza musi wykazać się poskramiając w przeszłości i doprowadzając
do jako takiej uległości kilka innych, bardziej potulnych. W końcu
u nas też nie wydaje się zezwolenia na broń byle komu. ..
I jak widać z historii, dusze zajmujące kiedyś ciała Hitlera, Stalina
i tym podobne, nie sprostały zadaniu - kto wie, może dostały je
po znajomości, bez sprawdzenia czy posiadają ku temu
odpowiednie kwalifikacje?...

Tu mistrz Zadupuk Ościanek przestał mówić i zamyślił się.
Może zastanowiał się, czemu wybrał ciało święte, skore
do zadręczania się postem i niechętne kobietom i czy
nie było to czasem pójściem na łatwiznę?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


doczekam się?
z ukłonikiem i pozdrówką MN

Bardzo ale to bardzo przepraszam - dopiero teraz widzę, że napisałeś już wcześniej.
Troszkę chaotycznie rzucam okiem na to co się tu dzieje, więc gdybym gdzieś, czegoś nie dopisała, proszę darować do 14 tego - wtedy wracam po więcej czasu dla siebie do kraju.
Siedem dusz?

Rozterka

... Jest pewien rodzaj umowności tam gdzie mowa o czymś, czego nie ma.
Zupełnie jak z duszą: dusza dostaje ciało do tresury i musi dać
sobie z nim radę. Podobnie jak ciału choroby dziedziczne - duszyczce
może przytrafić się okaz z dziada pradziada skory do alkoholizmu,
chętny hulankom i ciężki do poskromienia. Innej z kolei flak potulny jak
baranek, wystarczy takiego sumieniem postraszyć a już do kościółka leci
w sukience w kwiatki. Nie wiem, jak po śmierci jest to rozliczane, czy
niesprawiedliwie na akord, czy indywidualnie od łebka z uwzględnieniem
stopnia trudności? Podejrzewam, że aby posiadać niesforne ciało
dusza musi wykazać się poskramiając w przeszłości i doprowadzając
do jako takiej uległości kilka innych, bardziej potulnych. W końcu
u nas też nie wydaje się zezwolenia na broń byle komu. ..
I jak widać z historii, dusze zajmujące kiedyś ciała Hitlera, Stalina
i tym podobne, nie sprostały zadaniu - kto wie, może dostały je
po znajomości, bez sprawdzenia czy posiadają ku temu
odpowiednie kwalifikacje?...

Tu mistrz Zadupuk Ościanek przestał mówić i zamyślił się.
Może zastanowiał się, czemu wybrał ciało święte, skore
do zadręczania się postem i niechętne kobietom i czy
nie było to czasem pójściem na łatwiznę?

nie odpowiedziałaś
z ukłonikiem i pozdrówką MN
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ach, gdzieżbym śmiała skoro są inni. lepsi którzy tego dowodzą. Przyznam, że trochę o tym czytałam, stąd zdaję sobie sprawę ile trzeba czasu aby zaledwie musnąć temat:


Duszę identyfikuje się z osobą ludzką, Ja identyfikuje się często z duszą. Mówi się czasem: To miasteczko liczy około tysiąca dusz. U ludów pierwotnych człowiek może mieć jednak kilka dusz. Ale Melanezyjczyk, który ma aż siedem dusz, w kłótni z innym Malanezyjczykiem nie powie: obraziłeś moją piątą duszę. Ja Melanezyjczyka jest czymś innym niż jego dusze. Ale również w języku polskim mówić mogę o “duszy mojej”, jako o czymś zewnętrznym wobec mego Ja. Staf mówił:

Jesień przyjść musi, duszo moja - to daremne.
Patrzysz na mnie z przeczącą niewiarą w uśmiechu.
A jednak przyjdzie, chociaż zwolna, bez pośpiechu.
Pogodna słodka, złocąc skośnie źdźbła przyziemne.


Cały artykuł na stronie http://rodman.most.org.pl/WP/O_tozsamosci.htm
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ach, gdzieżbym śmiała skoro są inni. lepsi którzy tego dowodzą. Przyznam, że trochę o tym czytałam, stąd zdaję sobie sprawę ile trzeba czasu aby zaledwie musnąć temat:


Duszę identyfikuje się z osobą ludzką, Ja identyfikuje się często z duszą. Mówi się czasem: To miasteczko liczy około tysiąca dusz. U ludów pierwotnych człowiek może mieć jednak kilka dusz. Ale Melanezyjczyk, który ma aż siedem dusz, w kłótni z innym Malanezyjczykiem nie powie: obraziłeś moją piątą duszę. Ja Melanezyjczyka jest czymś innym niż jego dusze. Ale również w języku polskim mówić mogę o “duszy mojej”, jako o czymś zewnętrznym wobec mego Ja. Staf mówił:

Jesień przyjść musi, duszo moja - to daremne.
Patrzysz na mnie z przeczącą niewiarą w uśmiechu.
A jednak przyjdzie, chociaż zwolna, bez pośpiechu.
Pogodna słodka, złocąc skośnie źdźbła przyziemne.


Cały artykuł na stronie http://rodman.most.org.pl/WP/O_tozsamosci.htm

widzę, że o duszy nie wiele wiem, ot, różne ludy różnie do tego podchodzą - a każde zmaga się jak ze smokiem - nie wiem czy czytałaś przypowieść o Sowim? ta część spraw związanych z duszą najbardziej mi przylega

z ukłonikiem i pozdrówką MN
Opublikowano

Zwierzęta mają duszę, upewnia mnie w tym nie tylko św. Franciszek, ale także moja kotka - Matylda; porównanie człowieka bez "duszy" do zwierzęcia to ogromne naużycie pojęciowe, i nietaktowne uproszczenie;
a zatem, zwierzęta mają duszę - powtarzam, tylko nie mają wolnej woli; tę zastępuje im instynkt, pewien zamknięty, skończony kod postępowania, aby przeżyć, i to kod bardzo czytelny dla każdego weterynarza;
takim czytelnym kodem postępowania już nie kieruje się człowiek, choć mógłby - zważywszy na 10 Przykazań; rozprawka "O duszy" Arystotelesa duszę nazywa "źródłem życia, siedliskiem myśli i uczuć", ale już Hebrajczycy rozróżniali duszę organiczną i duszę myślącą. Problem nieśmiertelności duszy rozwiązywał i ustalał w "Fedonie" Platon. O związku duszy z ciałem traktował Kartezjusz. Mnie najbardziej podoba się spojrzenie na duszę w "Książeczce o człowieku" Romana Ingardena.
Jeśli chodzi o formę sonetową wiersza, to schemat powtórzony poprawnie; rozważania "o duszy" są wtórne, mało interesujące.
J.S

Opublikowano

Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że peel bez duszy byłby zwierzęciem. Zwierzęta mają duszę. Moim zdaniem. Bo wiem, że nie według chrześcijan. Ale ja sądzę, że duszę ma każda żywa istota. Bo czymże jest dusza? Można to różnie rozumieć, ale według mnie to są wszelkie emocje, uczucia i myśli. A przecież zwierzęta też potrafią czuć, odczuwać i myśleć.

Poza tym - czemu nikt na to zwierzę nie spojrzy? Bo wolne - a więc biega po lasach i kryje się po krzaczorach? No i co z tego? Wszak czasem widzi się dzikie zwierzęta w ich naturalnym środowisku. Jeśli tylko umie się patrzeć. No i inne zwierzęta spojrzą na danego osobnika... ;)

Jednak pomimo, że nie zgadzam się z puentą - wiersz na plus. :)

Pozdrawiam, R.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pani Rhiannon i Pan Sojan:

Proszę przeczytać jeszcze raz uważnie. Gdzie jest napisane, ze człek bez duszy byłby zwierzęciem? Byłby zwierzęciem, które choć wolne jest nikomu niepotrzebne. Tresowanym
niedźwiedziem który uciekł z cyrku i nie wie co robić na wolności: macha łapą do dzikich pszczół, żeby dostać ciuciu :)

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wszystko jest wtórne i mało interesujące. Sonety Szekspira bo jeden mówi o milości, drugi
o przemijaniu, inny o róży. Sonety Mickiewicza bo pisze, że sunie wozem jak łodzią przez akermańskie stepy i wiadomo, że nikt go nie usłyszy bo i na morzu nikt nie usłyszy płynącego.
Ale facet musi dzielnie trzymać się logiki - mógłby napisać, że ktoś zawoła ale skoro
porównał wóz do łodzi a step do morza, to ni diabła nie może nagle powiedzieć: o,
zdaje się, że ktoś mnie usłyszał oprócz wiatru. Albo sonet Dobranoc: od razu wiadomo, że
dobranoc i więcej nie będzie się nikt bawił, ale Mickiewicz musi napisać:
Dobranoc, dobranoc... już więcej nie będziem bawili. Mało to odkrywcze, nieprawdaż?
A i potem, przez kolejne wersy o tym samym, że dobranoc.

Pozdrawiam wierszem, który zakłada, że dusza też posiada swoją duszę:

wdusza

skoro przelecieliśmy teresę co ze snu wyrasta
w wiklinowym lustrze stolika
widzimy, żeśmy się zechrząszczyli jak dwa lipcowe skwary:
pierwszy ćwierka w samochodowej świecy
(dziewka rafała ramiączka załamuje
o! ćma! ćma płonie!
aj... rycząca... nie rycz...
tu jest ala i as. i drzewa
i bzzzyy bzyyyy
w imię nocy i wody i chleba)
drugiego nie pamiętam (i nigdy nie pragłem polubać)
umarł we mnie na trąd duszy
wewnątrzczłeczy
wchrząszcz trzmiący w brzcinie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • @dwa123

       

       

      Nocą to miasto również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości przed nadchodzącą nostalgią. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffè Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocnych marków, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.

       

      Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem je w nadziei, iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. Zamiast tego znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.

       

      Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak nienawidziła. Natomiast ja czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.

       

      Moje marzenie o Alice przerwały schody na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu, z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem tam, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem szukać miejsca, aby usiąść. W Nowym Jorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe.

       

      Wreszcie, gdy je znalazłem, otworzyłem czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki. Zadowolony z  szybkiego znaleziska, przystąpiłem do lektury. Była nią książka The Great Gatsby. Zakochałem się w niej, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.

       

      Kiedy znów w mojej głowie kłębiły się myśli, postanowiłem zaprzestać z tym tragizmem, zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca postać punka z różowym irokezem, mnóstwem tatuaży z czaszkami i nazwą kapeli Guns N' Roses

      Kilka stacji później wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, bywały jeszcze gorsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, drzwi automatycznie się otworzyły.

       

      Kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która miała za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, obserwując detale miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety, którą kiedyś kochałem. Gdy w końcu je otworzyłem i zatrzasnąłem za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś mogłem tu usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać Światło księżyca. Teraz nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię.

      @dwa123 opowiadanie jest świetne 

      Edytowane przez Poet Ka (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena to piękny, klimatyczny i zmysłowy wiersz. Czuć w nim emocje i wrażliwość.m Pozdrawiam ciepło.
    • @Poet Ka @Poet Ka @Poet Kadziękuję! Jak za smutne, to na odtrutkę;   Lata Miłości • 1962 Walc no. 104 (Paukenschlag) W pierwszej  wersji mego walca Jestem sam, lecz ty uśmiechasz się W tej perwersji tego walca Jesteś sama, lecz już dostrzegłem cię A Paryż sam nam rytm walca wybija  Paryż przygląda się i mierzy nam puls Paryż walcowi w takt bębenek podbija  Szepcze, szepcze mi obelg chlust, W ucha głąb, refren ten  jak z ust spust; To walc to trzy-takt Który wciąż sobie daje czas Który wciąż czas dla mas  Na boku lecz daje w gaz (fact!) By z drogi zboczyć ciut, Zebrać miłości miód,  Zboczyć z miłości w brud... I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i takt Gdy tańczyć go Abschmack Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć z niego Schmack  Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak  A potem walc, ten Pięcio-ksiąg, Który bynajmniej  nie powiem mnie wciągł I walc, co ma dwudziestki smak, Dziwny niepokoj w sobie ma,  Verfremdung oraz Angst, Ale o wiele lepiej życie zna  Niż walc Osi wszystkich państw  I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i szlak Gdy tańczyć go Abschmakt Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć schmuck Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak Walc, co na lat dwadzieścia brzmi Walc, co z dwudziestu rur grzmi A teraz walc dla sto-nóg  Walc pał uderzeń stu, co w stuletni puka próg  Walc tu letni nieco już I na koniec sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Ten walc tysiąca stóp  On tkwi na skrzyżowaniu dróg W Paryżu, sam jak słup Wiosną, gdy ciągnie chłód Ten walc nie jest wciąż kaput  Choć w tysiące idzie trup  Ten walc tysiąca stóp Walc tysiąc razy Verruckt! I na koniec  sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Walc, com go chciał tysiąc razy stłuc  Czekalem czasu szmat Lecz w końcu masz dwadzieścia lat I ja też niejeden wziąłem bat  Walc jak szkoła - jedna na tysiąc lat Walc snuty z tysiąca rad Walc na tysiąc rat  Tylko zakochanym daje się wczuć (Trzysta trzydzieści trzy to pół Z sześćset sześćdziesiąt sześć, jak wół) W życie z rozspisem ról  Walc ci prawdę powi: chcesz zgarniać koła pół Bycie wierszopisem rzuć! Zakończenie La lala la, la lala Lala la la lala... La la la la, la la la la la la la... Skończyłem  
    • Przeźroczysty duch  Spółka  Brytwanna    Nie    Topisz się    Wleciało    Może to ptak a może ciało   
    • Umoczyć skrzydła białe, ociężałe Wiotkie Balustrady chłodne stopnie, marmur blady pod stopą topnie  Nieprzytomnym ostrym okiem  Ujrzeć - to trup, zabity orzeł  Tłumok zdechł samotnie Leży wygodnie Pośród porośniętej świetlnej trawy  Pośród jakiś strzępów, ruin ludzkiej sprawy  Niedokończonych marzeń, ambicyj  Przepadniętych planów, zmordowanej  Iskry! Więc tak zagra   Kręć, kręć skrzydła białe, stopy białe wiotkie, nagie  Przebrnęły kółko po zimnym betonie szarym  Przemknęły przez schody - cóż widzę, sale?  Sale puste, zapomniane…  Jeden człowiek stoi  I mówi, wciąż plącze słowa, dumnie się wystroi  Jakby mu się udało zatrzymać  Nagły zryw zaciśniętych ogromnych sal  Wyjrzyj tam - puste sale wielkich fal  Fale się odbiły, w gładkiej sali na fali Fale….. i wciąż ogrom fal Niedokończonych marzeń, ambicyj  Przepadniętych planów, zmordowanej  Iskry! Gnają! Będą wbijać na pal, wrogów na pal!  Pali się serce, w głowie sto myśli gna Czy to czystość tych zapałów, czy to brud Tej piekielnej broni odzew, krew bratnia się przelała! Nie ostatnia się przeleje….  Jakiś szmer, dygotanie serca zmienia się  W bas! Wali! Wali! Każdy strzał Basem wali każdy szmer  Urwał się sali sen Zerwał pajęczej nadziei sen, powstańca  Wymazali państwo - zostawili wygnańca  Jak psa! Lecz znów….  Jakiś szmer, pali się serce, sto myśli gna Serce się palić nie chciało… lecz zimne  I prosto!  I uporem!  I pragmatycznie!  I nie zachwiało!  Zerwało sukno obcej ręki wrzask i trzask, kłódka zerwana!  A druga się zamknęła,  Acz o niej mówić nie będą, zbyt mocno schowana   Pod stopami czysta trawa  Trwa zabawa pełnego lata Zabrali broń, czysta jest już skroń  Słońce jednak ciepły puch zabrało Skryte w zimnym błękicie szarym, smęt  Będą nam zwłoki innych zwierząt pod stopami stać!  Zauważywszy głowę trać!  W nogę dać!    Skrzydeł nie było, ciężkich czy lekkich  Tych bujnych, majętnych, przepychem wypchanych Nie było skrzydeł białych, tych mętnych  Ledwie zarysowanych, smętnych  Nie było nawet zimnej balustrady….  Był ryk i grom! I spadły żagary  I nic poza tym…. przepadły zamiary Bo kłódka zamknięta, ta mała schowana Na dnie mego serca rozgorączkowanego wybrzmiała  Jako wielka skrzynia złota, tajemna  Klucz do niej mam, czuj duch!  Duchem opamiętam braci wszystkich serca
    • @dwa123     Nocą to miasto również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości przed nadchodzącą nostalgią. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffè Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocnych marków, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.   Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem je w nadziei, iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. Zamiast tego znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.   Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak nienawidziła. Natomiast ja czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.   Moje marzenie o Alice przerwały schody na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu, z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem tam, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem szukać miejsca, aby usiąść. W Nowym Jorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe.   Wreszcie, gdy je znalazłem, otworzyłem czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki. Zadowolony z  szybkiego znaleziska, przystąpiłem do lektury. Była nią książka The Great Gatsby. Zakochałem się w niej, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.   Kiedy znów w mojej głowie kłębiły się myśli, postanowiłem zaprzestać z tym tragizmem, zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca postać punka z różowym irokezem, mnóstwem tatuaży z czaszkami i nazwą kapeli Guns N' Roses Kilka stacji później wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, bywały jeszcze gorsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, drzwi automatycznie się otworzyły.   Kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która miała za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, obserwując detale miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety, którą kiedyś kochałem. Gdy w końcu je otworzyłem i zatrzasnąłem za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś mogłem tu usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać Światło księżyca. Teraz nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię. @dwa123 opowiadanie jest świetne 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...