Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Otwórz okno - to chłodne, nocne powietrze jest interesujące.
Pozwól by cały świat zajrzał do środka, kto dba o to, kto widzi, co znajduje się w nocy.
Otwórz te zamglone okna, żebym złapał oddech,
a wtedy...
Jedź! Jedź! I nie zawoź mnie po prostu do domu i zawróć znów.

Tu leżę, tak jak zawsze.

Nie pozwól mi odejść. Idź!
Zabierz mnie do końca.

(Deftones - Passenger)


Cz. III


Ania siedziała do północy i czekała na Andrzeja. Nie wrócił. Jego telefon milczał. Później dowiedziała się od Tomka, że znaleźli go w parku. Był pijany. Policjanci zabrali go na komisariat, ale natychmiast odwieźli pod dom. To jakaś mania zaginięć - pomyślała
i sięgnęła po pierwszą z brzegu książkę.
Nie mogę utrzymać kierownicy w dłoniach i jak zaczarowany dorożkarz chwytam lejce steru, ale mechaniczne konie wyrywają się. Żuję gumę. Palę gumy. Szczęka pracuje równomiernie, lecz i ona traci po pewnym czasie rytm.
Mam dwadzieścia trzy lata i nie czuję więzi z moim pokoleniem. Nigdy nie pojawiła się iskierka ani przeskok elektryczny, który dałby zaczyn do lepszej jazdy. Jadę bardzo niepewnie. Myśli. Potok świadomości. Rozgniatam zderzakiem wasze błyszczące zrecyklingowane pyski. Jesteście przetworzonymi odpadkami, peudoautochtonami, którzy stworzyli sobie ograniczenia. Dajecie się prowadzić na łańcuchu konwencji.
Tu, gdzie teraz znajdują się autostrady, kiedyś były mrowiska i rozległe łąki. Zrównaliście wszystko z ziemią. I jak się nazywa wasz pojazd? Cysterna do opróżniania szamba. Oczyszczę tę krainę. Zjem wasze różowe ciała i pochłonę umysły. Zacznę od ciebie…

- Boże, to niewiarygodne, co on napisał – stwierdziła zdegustowana Ania. – Robert Berg „Elektryczne mokradła”. Skąd to się tu wzięło? Kim ty jesteś Robercie? – pytała w duchu sama siebie i wiedząc, że nie uzyska na to pytanie odpowiedzi. - Nie mogę tego wytrzymać. Darii na pewno musiało się coś stać, a ja siedzę bezczynnie. Muszę skontaktować się z policją. Jestem tu sama. Mam złe przeczucia. – Zadzwonił telefon.
- Halo?
- On wie…
- Kto mówi? Halo… Co za głupie żarty. Andrzej, gdzie jesteś? Boję się!
Weszła do kuchni i odszukała włącznik światła. Ręce jej się trzęsły. Zażyła środek uspokajający i wróciła do łóżka.
- Dzień dobry. Anna z tej strony. Panie Rajdach. Tak. Właśnie w tej sprawie dzwonię. Czy mógłby pan do mnie teraz przyjechać? Dziękuję. – Uspokoiła się, gdy usłyszała w słuchawce upragnione słowo „oczywiście”. Leżała teraz nieruchomo i rozmyślała.
Po godzinie pojawił się porucznik Rajdach. Trzydziestodwuletni przystojny mężczyzna pachnący tanią wodą kolońską i papierosami.

Żułem kawałek surowego mięsa i zastanawiałem się czy można wszystko jeszcze powstrzymać. Na początku bardzo pociągało mnie to, co robiłem, ale teraz chyba straciłem kontrolę. Wprawdzie posmakowałem rozkosznego grzechu i skrupulatnie opisałem każdy niuans, ale nie potrafiłem odnaleźć newralgicznego punktu, w którym powinny się stykać dobro i zło. Ostatni mój czyn również nie przyniósł rozwiązania. Chciałbym niczym Alex DeLarge zostać poddany jakiemuś eksperymentowi. Może znaleziono by antidotum na moje rozterki. Mechaniczna pomarańcza na elektrycznych mokradłach – to byłoby doskonałe dla prasy, która wkrótce zacznie się pastwić nad moim wizerunkiem. Jednak nic nie wskórają. Ograniczą się jedynie do informowania o kolejnych konsumpcjach.
Stary opuszczony hangar – tu się znalazłem, na obrzeżach miasta, jakieś dziewięć kilometrów od najbliższych zabudowań. I tylko robactwo przygląda się mojej siermiężnej pracy. Muchy i pająki jako naoczni świadkowie. Bierni obserwatorzy. O niczym nie zaświadczą. Żaden pies nie zawyje, a gdyby się nawet jakiś odważył, to uciszyłbym go, tuląc namiętnie do łopaty.
- Benzyna – powiedziałem sam do siebie. Poruszałem się jak lunatyk, a księżyc oświetlał mi drogę. Wyjąłem kanister z bagażnika Porsche. Polałem benzyną stertę odpadów złożoną z tektury, drewna i zniszczonych szmat. Zapaliłem zapałkę. – Płoń! – uśmiechnąłem się do ognia, który zaczął trawić stos. – Mały, prywatny pożar. Nikt go nie zgasi. Jeszcze tylko mięso i robota skończona. – Wrzuciłem kość udową do paleniska. – Straszliwy smród. To jednak nie grill, a raczej pogrzeb ogniem. Robercie! Bądź z siebie dumny. Jadę do ciebie!

Porucznik Rajdach uspokoił Annę. Technicy zabrali się za montaż podsłuchu w jej telefonie. Przygotowali też sprzęt umożliwiający lokalizację aparatu osoby dzwoniącej na komórkę dziewczyny. Zaczęło się oczekiwanie.
- Jeden z moich ludzi zawsze będzie przy pani – zapewnił policjant.
- Za kilka dni skończą się egzaminy. Może mogłabym gdzieś wyjechać? Cała ta sytuacja jest bardzo przygnębiająca. Zniknięcie Darii i Andrzeja bardzo mnie wykończyły. Jestem słaba psychicznie. Nie mogę tu dłużej zostać. – Usiadła na łóżku i patrzyła tępo na okno, przy którym widziała kilka dni temu Andrzeja.
- Pomyślimy nad tym – odrzekł Rajdach.
- Mam domek w górach.
- Dobrze, ale muszę z panią pojechać.
- Proszę mi obiecać, że Daria i Andrzej się odnajdą – poprosiła Anna. Przed oczami zamigotała jej przeraźliwa wizja. Martwa Daria w trumnie. Nigdy wcześniej nie wyobrażała sobie takich rzeczy. Zadrżała i rozpłakała się. – Oni nie żyją, tak? Niech pan tego przede mną nie ukrywa.
- Jesteśmy w trakcie czynności służbowych. Na razie nic nie ustaliliśmy.
- Poruczniku. Skończone. – zameldował jeden z techników.
- Dobrze. Możecie odejść. Aha, niech ktoś obserwuje z ukrycia czy nie kręci się po okolicy i nie zachowuje się podejrzanie. Sprawdzajcie każdego pijaka. No i powiedzcie Wiesławowi, że należy przesłuchać senatora Żabińskiego.
- Tak jest.

- Zafunduję ci zło w wersji soft. Wyrwę język, a następnie go zjem. Co to? Dźwięk syren policyjnych! Tak! Już jesteście. Akurat się rozpadało. Zabawimy się zatem w błocie.
Wjechałem samochodem do garażu ukrytego w ziemi. Zabrałem plecak i łopatę Pobiegłem w kierunku zarośli. Nogi grzęzły w błocie. Mokre gałęzie biczowały moją twarzy niczym baty rzymskich żołnierzy chłostających Jezusa. Bezskutecznie próbowałem uniknąć chłosty. Gałęzie odsuwane od twarzy powracały i z jeszcze większą siłą uderzały. Wymierzały policzek.
Dostrzegłem z ukrycia, że policjanci przeszukują hangar. Przyjechali z psami. Są przygotowani na ostrą jazdę i będą ją mieli. Niech tylko zapuszczą się w głąb lasu.
- Nadchodzi właściwy moment, aby pokazać temu zepsutemu i tkwiącemu w stagnacji pokoleniu, kto trzyma pochodnię. Robert Berg od dziś będzie waszym przywódcą i guru duchowym. Skoro sami nie potraficie wziąć życia w swoje ręce, to ktoś musi to zrobić za was. Andrzeju, już idę do ciebie. Nigdy nie używałeś mózgu, więc się nie pogniewasz, jak ci go zabiorę. Dokończymy transakcję. Ty odebrałeś mi Anię, więc ja wezmę w zamian czaszkę Żabińskiego. Tatuś senator ustawiający kolegów na stołkach ministerialnych rzuci ci wiązankę kwiatów na grób. I tak byś nie zrobił kariery w polityce. Byłeś zawsze głąbem. Kupiona matura. Studia za granicą i jakiś dziwny urok, którym zbałamuciłeś moją uroczą rudowłosą ukochaną. – W ciemnościach poruszałem się na wyczucie. Po kilku minutach oddaliłem się od hangaru. Ujadanie psów ustało. Znalazłem szopę. Namacałem ręką kłódkę. Otworzyłem ją i zdjąłem łańcuch. Byłem wystarczająco daleko, żeby włączyć latarkę. – Jesteś króliczku. Czemu tak drżysz? Pozostawię cię tutaj jako prezent. Króliczek z bagien. Nie szarp się, tracisz tylko niepotrzebnie energię, a przecież będzie ci ona jeszcze potrzebna. No, wstawaj. Albo nie, leż tu. Ja wykopię dół. Zostawię ci otwarte drzwi, abyś mógł obserwować, co robię, bo są to ostatnie chwile twojego nędznego żywota. – Zacząłem kopać. – Trochę fizycznej pracy na elektrycznych mokradłach jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Wiesz co zrobiłem tej kurwie Darii? Ha ha ha. Urządziłem jej prawdziwy pogrzeb ogniem. Paliła się uroczo. Poprawka. Jej mięso, zresztą bardzo smaczne, płonęło cudownie. Żałuj, że tego nie widziałeś. – Andrzej zaczął się czołgać po podłodze, ale prawie się nie przemieszczał, ponieważ był mocno związany grubym sznurem. – Coś mówiłeś? Ja już skończyłem. Zmęczyłem się. Pozwolisz, że odsapnę? Zapalmy. Zdejmę ci knebel. Jak krzykniesz, to dostaniesz łopatą.
- Błagam, zostaw mnie w spokoju. Odczepię się od Ani. Jeśli zechcesz wyjadę z kraju. Nie wiem co mógłbym jeszcze zrobić. Proszę.
- Zapalimy teraz. Mam tu dobre skręty. Na szczęście są suche. Masz. Zaciągnij się.
- Boże, nie widziałem Stonehenge. – Andrzej rozpłakał się jak dziecko, więc musiałem go walnąć. Przytulił się do łopaty i zasnął jak dziecko. Robercie – pomyślałem – jesteś poetą, ale nie zwykłym wierszokletą, układasz do snu całe osady.
Pudełko zapałek przemokło całkowicie, więc nie mogłem zapalić pod garnkiem i ugotować wody. Zdegustowany rozsypałem zapałki na podłogę i wypaliłem ostatniego skręta. Gaz w zapalniczce też się skończył. Zrobiło się zimno. Północ. Żółty księżyc skrzywił się i puścił do mnie oko. Trawy zaczęły podchodzić do szopy.
- Andrzejku. Koniec dobrego. Głodny się robię. Hm, coś jakby… Psy! Muszę się pospieszyć. Adios Andrju. – Na stole leżała siekiera z czerwonym stylem. Złapałem ją oburącz. Wysunąłem przed siebie. Machnąłem na próbę dwukrotnie. - Nadaje się, taka solidna. – Przykucnąłem nad ciałem i podniosłem siekierę. Uderzyłem z całej siły. I jeszcze raz. Krew pobrudziła spodnie. – Krwawisz jak świnia, mój drogi – Wymierzyłem jeszcze jeden cios w kark Andrzeja. I odrzuciłem narzędzie zbrodni na bok. Usiadłem opierając się o trupa. – To by było na tyle. Można już jeść. – Rozkroiłem skórę łydki i wgryzłem się z rozkoszą. Pierwszy kęs wyplułem z uwagi na włosy. Następnie smakowały wyśmienicie.
Gdy już napoiłem ciało, wyciągnąłem trupa z szopy. Opadłem znacząco z sił, więc odpocząłem chwilę. Kilka minut później Andrzej leżał już w dole. Pozostało tylko zasypać go ziemią.
- Stój! – krzyknął ktoś. Usłyszałem szczekanie psów. Światła latarek oślepiły moją twarz.
- Dopadli mnie.
Opublikowano

Braciszku, nareszcie się doczekałam kontynuacji :). szczerze mówiąc, to spodziewałam się podobnego rozwoju akcji. pojechałeś ostro, miejscami robi mi się niedobrze, z powodu tej brutalności. czekam na następną część, choć już czuję, że Robercik machnie niezłą masakrę z tymi policjantami.

serdeczności Espena Sway :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Nie spodziewałeś się, że ujrzę Espenę ponownie, dlatego też jestem zadowolony z Twojej wizyty. Miało być ostro, choć nie chciałem popaść w skrajność. Dzięki za pozytywny odbiór.
Kolejna część już gotowa.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Rady sobie wziąłem do serca. Dzięki.

Jako autor bywam ignorantem i nie zawsze do mnie pewne rzeczy docierają, ale jak widzisz do większości się przekonałem. Jedank do pozostałych sugestii się nie przychylam. Z tym "policzkiem" zostanie. Z "energią" oraz "łopatą" również - bohater ma prawo do takich słów jakich chce (mogą być wyjęte niczym z filmu
holiłódzkiego lub z ulicy). Tak też zrobiłem. Wiele jest fraz, których używamy. Weszły one na stałe do języka i nikt nie robi z nich afery. Robert Berg nie jest neolingwistą i nie mówi wyszukaną polszczyzną. Akurat to chciał powiedzieć i powiedział.
O "konsumpcji" się nie rozpisywałem zbytnio, bo aż tak dobrze nie znam tego zjawiska. Zdecydowałem się na drobne (powiedziałbym - intuicyjne studium kanibalizmu oparte na wiedzy teoretycznej). Sadzę ponadto, że duże nagromadzenie szczegółów lub rozwleczenie (o które mnie najpierw tu posądzasz, a później je proponujesz) mogłoby doprowadzić właśnie do owej tandety bądź zbliżyć do kiczu horrorów klasy c, d,e,f itp...

Jednak dzięki za "luzen". No a świnią to pozostanie tylko krwawą, przynajmniej na razie ;p
Opublikowano

kurde, jak to się stało, żem ja części poprzednich nie czytał? mea culpa, nadrobić to muszę koniecznie. z każdą linijką bardziej mnie wciągało. jakkolwiek parę rzeczy napisałbym pewnie inaczej, to nie wiem, czy wyszłoby to na dobre=). choć motyw poety/artysty-szaleńca zdaje mi się trochę oklepany, wcale nie miałem wrażenia wtórności.
gdzieś napisałeś chyba "chłostały moją twarzY" o ile dobrze pamiętam.
dobra rzecz
pozdr

Opublikowano

przeczytałem wszystkie czesci i nie podoba mi się to. Dlaczego ? Dlatego:

Środowisko, piszesz o młodych ludziach, ale oni niczym się nie wyróżniają ( z wyjątkiem głównegobohatera) Przeciętna dziewczyna, która czatuje przed komputerem z facetem, czy myślisz , że można za taką rozpaczać???? Twój bohater jest dziwny, skoro nie może się pogodzić ze stratą takiej dziewczyny. Jej koleżanka też jest zwyczajna ale i tak o niej niewiele wiadomo, nie odgrywa żadnej roli w tym opowiadaniu więc lepiej jakby jej nie było,
Andrzej to samo, no jest sobie , bo przecież kogoś trzeba zabić z zazdrości, choć tak naprawdę nie wyjaśniłeś czy oni się rozstali z jego powodu, mozna sie tylko domyslac...

ogólnie pomysł jest jakby połączniem jakiegos taniego horroru o studentach, z Polish Psycho i na koncu Dr Hannibal Lecter, może gdyby to była parodia, to jeszcze jeszcze , (mój kolega twierdzi, że diś trzeba się ze wszystkiego śmiać, albo brać się za surrealizm) ale po piosenkce, jako "motyw przewodni" śmiem twierdzić, że tak nie jest ...

"am dwadzieścia trzy lata i nie czuję więzi z moim pokoleniem. Nigdy nie pojawiła się iskierka ani przeskok elektryczny, który dałby zaczyn do lepszej jazdy. Jadę bardzo niepewnie. Myśli. Potok świadomości. Rozgniatam zderzakiem wasze błyszczące zrecyklingowane pyski. Jesteście przetworzonymi odpadkami, peudoautochtonami, którzy stworzyli sobie ograniczenia. Dajecie się prowadzić na łańcuchu konwencji.
Tu, gdzie teraz znajdują się autostrady, kiedyś były mrowiska i rozległe łąki. Zrównaliście wszystko z ziemią. I jak się nazywa wasz pojazd? Cysterna do opróżniania szamba. Oczyszczę tę krainę. Zjem wasze różowe ciała i pochłonę umysły. Zacznę od ciebie…:

to jest najlepszy fragment , zdecydowanie , powiedziałbym że treść, odpowiada, dorównuje, piosence, niestety wczesniejsze są bardzo słabe niczym telenowelowe ...

Musisz to koniecznie przemyslec ...

Pozdrawiam...zmęczony lekturą...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Będę jeszcze przerabiał tekst. Główny bohater nie jest artystą - napisał książkę, ale nie czuje się jakimś tam pisarzem/poetą czy kimś takim w klasycznym tego słowa znaczeniu. Nie w takim sensie - jego słowa - Robercie – pomyślałem – jesteś poetą, ale nie zwykłym wierszokletą, układasz do snu całe osady. - to nawiązanie intertekstualne do tekstu "Czy wy jadacie ludzkie zwłoki?" a także do historii kanibala, bodajże mieszkającego gdzieś w Alpach. Człowiek ten zjadł kilkanaście osób, a mięso wysłał do wioski jako mięso zwierzęce...
Czy jest szalony? Pewnie tak.
Dzięki za pozytywny odczyt tekstu.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Myślę, że Twój odbiór nieco mija się z prawdą. Oczywiście nie przeczę, że poprawki są potrzebne, ale:
1) środowisko - to nie jest powieść środowiskowa. Równie dobrze mogłem wybrać na bohaterów ludzi po technikum, liceum zawodowym bądź czymś innym. Tu ich wykształcenie nie gra roli. To jest najmniej istotny element opowiadania. Robert Berg nie jest studentem, a to główny bohater. Czy są bezbarwni? Berg - nie jest. Andrzej - zepsuty syn bogatego senatora, ignorant. Daria - kurewka (postać autentyczna), Anna - rzeczywiście nie ma zarysowanej osobowości - ale to nie koniec tekstu - więc jeszcze wszystko przede mną. Poza tym bohaterowie stanowią tylko tło dla Roberta Berga i jego działań oraz przemyśleń.
2) Berg po prostu kocha tę Annę i dlatego robi różne dziwne rzeczy, ale w grę wchodzą też inne kwestie (czym jest zło, kanibalizm - również ten seksualny),
3) Jak to Daria nie odgrywa żandej roli - a to, że jest przez jakiś czas kochanką Roberta? A to że zostaje zjedzona przez niego??
4) Istnieje silnie zaznaczony podział Robert Berg - inni. Tu się zasadza też zarzewie konfliktu. Jego zarzuty wobec innych, to bezczynność, egocentryzm, itd. Robert nie czuje więzi ze swym pokoleniem.
5) Przekrzywienie w stronę surrealzimu pojawia się w następnej części (ale nie chcę mówić za wiele).

tyle. dzięki za obfity komentarz.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a dokładniej co masz na mysli?

"Zbrodnia to czyn człowieka, który spotyka się ze szczególnym potępieniem ze strony społeczności. Termin ten zawsze odnoszono do zbrodni umyślnego pozbawienia życia (zabójstwo, morderstwo), jak i zbrodni przeciw majestatowi"
Opublikowano

hahahaah, nie wiem jak odbiór może się mijać z prawdą ale to nie jest ważne, istotne jest to co napisałeś.

Przeczytałem wszystkie części po raz drug, bo już myślałem że coś przegapiłem i i więcej tego nie zrobię, bo mój dobry humor, i chęć zwrócenia ci uwagi słabną za każdym razem.

Podtrzymuję to co powiedziałem wczesniej, postacie które się pojawiły w twoim dziele są sztuczne, blade, nieciekawe z wyjątkiem hero . Jeśli twierdzisz, że nie istotne jest to kim są, że równie dobrze mogli być kimś innym i nie ma to znaczenia..w utworze, który ma wyraźną akcję i fabułę świadczy to tylko o twojej ignorancji z całym szacunkiem. Radzę wziąć do ręki jakikolwiek podręcznik pisarski, Frenshama , Rusina Downsa, Karpińskiego, czy Arystotelesa, otworzyć na rozdziale POSTAĆ a wtedy pukniesz się w głowę, i zrozumiesz jakie brednie wypisywałeś ja nie bede robił wykładu , bo nie starczyło by mi czasu i energii.
Nie mówię już o umiejętnym ich wprowadzeniu, i roli jaką pełnią w tej histori, pojawiają się one u ciebie niewiadomo skąd, i znikają,. Fakt, Tomek Zosia Daria Andrzej Ania, równie dobrze, mogliby sie nazywać Krzysiek Hela, lucek i franek, bo jak już wspomniałem, nie ożywiłeś ich, są jak duchy ...i to jest na minus.
Skupiłeś się tylko na głównym bohaterze, który w pewnym sensie jest ciekawy, inny, chce się o nim czytać, ale jego motywacja działania i cel nie przemawiają do mnie, w objęciu całości jego droga od punktu A do B jest śmieszna. Jesyt inny niż na początku, i to dobrze, ale ani gi nie polubiłem, ani nie znawidziłem. Jest mi obojętny.

No i styl... zacytowany przeze mnie fragment z trzeciej czesci jeszcze ujdzie, reszta niestety nie. Niektóre aż wołają o pomstę, coś tam było o grach sportowych, scenka z kurwą jest słaba...wpomnienie Ani w porównaniu do reszty, zbyt kontrastowa...

p.s Gdzie on zjada Darię?


PODSUMOWANIE: To co juz wspomniałem wcześcniej. Widzę w tym niezły potencjał na parodię: pomysł, blade postacie, akcja, i dialogi a to chyba źle autorze?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Spróbuję nadać kurewce, bogatemu synowi senatora oraz Annie dodatkowe rysy psychologiczne...

Na tych nazwiskach swiat literacki się nie kończy. A Witkacego znasz? Bohater oderwany i nie determinowany przez czynniki społeczne. czy coś ci to mówi? Zresztą, ja nie pisałem korzystając z jakiegoś [u]podręcznika dla scenarzystów[/u]. Szanuję te nazwiska oczywiście, ale mam prawo do własnej techniki. Jak zacznę pisać scenariusz to się zgłoszę do Ciebie.

Motywacje bohatera wydają się śmieszne? No faktycznie - chęć poznania granic człowieczeństwa, działanie w afekcie po utracie bliskiej osoby, zmierzenie się z zagadnienią ludożerstwa, pragnienie przywództwa swemu pokoleniu, kabibalizm seksualny - to są brednie, masz rację, lepiej pisać o dupie Maryni, bo dupa to temat godny uwagi a opisanie jej wyruchanie to szczyt artystycznych możliwości...

Jasne, że zjada Darię. Nie jest to podane czarno na białym, ale sugerują to słowa:
Wiesz co zrobiłem tej kurwie Darii? Ha ha ha. Urządziłem jej prawdziwy pogrzeb ogniem. Paliła się uroczo. Poprawka. Jej mięso, zresztą bardzo smaczne, płonęło cudownie.
Mogłeś nie zauważyć- pogoda dziś nie sprzyja czytaniu a co dopiero myśleniu.
Naprawdę doceniam trud, który włożyłeś w lekturę powyzszego tekstu. Pozwoliłem sobie nie zgodzić się z Twoimi słowami.
Opublikowano

1) dodatkowe rysy psychologiczne....ciekawe oni mają jakieś ??? wydaje mi się, że jedyna rysa to szpara między cyckami Darii.

2) Gdybyś zajrzał do tych książek, a nie wpisał w google nazwiska , które wymieniłem, to zrozumiałbyś o co mi chodzi, ale ty wolisz, jak to określiłeś? mieć prawo do własnej techniki...Amazing. Arystoteles nie był scenarzystą , i jego teorie wykladaja w szkołach początkujący pisarczyku , podobnie Karpiński , jest przede wszystkim pisarzem i literatem, a ksiazki te nie traktują tylko o sztuce scenopisarskiej ale ogólnie o tworzeniu opowiesci, począwszy od czegps co sie nazywa pomysł, az do ostatecznej formy...więc zastanów się na drugi raz co wypisujesz ,

3) Wyjeżdżanie z Witkacym, jest trochę niehalo , bo akurat on jesli chodzi o postacie, to Witkacy kreuje je bardzo starannie , są kosmiczne...podobnie jak Gomrowicz Dostojewski itd...

4) A jesli chodzi o dupe Maryni, nawet mnie nie uszczypnąłeś, bo każdy lubi się babrać we własnym gównie, i z tym twoim gównem cię zostawiam, nie będę się nad nim więcej roztrząsał...zmarnowałem czas na lekturę i próbe rozjasnienia rzeczy i durne komentarze,

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jakże to zabawne, hahaha. A gdzie ja napisałem, że Arystoteles jest scenarzystą? Zetknąłem się z jego dziełem (Poetyką), co jednak nie oznacza, że muszę je traktować jako jedyny paradygmat wiedzy o pisarstwie.

Próbując mnie zdyskredytować dajesz tylko świadectwo swojego gburstwa, którym epatujesz na tym forum, ale co ja ci (pisarczyk zatopiony w gównie) bedę truł. Zestarzejesz się na tym forum pisząc swoje teksty... tyle
Opublikowano

Sanestis, czy jesteś pewien, że tekst jest wart tak zaciętej obrony? ja zawsze powtarzam, że tekst powinien bronić się sam. i dobrze czasem odróżnić konstruktywną krytykę od pospolitego ataku na swoją osobę.

zdecydowanie bardziej podobają mi się fragmenty pisane pierwszoosobowo, są ciekawe, bo narrator sprawia wrażenie jakiegoś szaleńca i nie wiadomo co zrobi za chwilę, z resztą chyba tylko na tej postaci w ogóle się jakoś skupiasz. natomiast fragmenty trzecioosobowe wyglądają jak spisane na bieżąco z oglądanego właśnie filmu sensacyjnego bardzo niskiej klasy. dla mnie nic nadzwyczajnego, drogi Sanestis. jeśli chodzi o tę trzecią część: jakiś tani kryminał. jeśli chodzi o wcześniejsze części: mając w pamięci tę ostatnią jakoś nie chce mi się do nich wracać. może po prostu nie gustuję w sensacjach i kryminałach... wolałabym przeczytać jakieś mroczne wynurzenia tego narratora (to by mi się mogło nawet spodobać) niż tekst w obecnej formie.

w każdym razie zdecydowanie przydałoby się powiedzieć czytelnikowi o postaciach coś więcej niż to jak się nazywają i co w danej chwili robią. narratorowi trzecioosobowemu dać coś więcej do roboty niż tylko sprawozdanie z wydarzeń. On powinien tworzyć świat przedstawiony w opowieści, kreować postacie od początku do końca, a nie tylko stwierdzać, że one są i właśnie gdzieś idą. tak mi się wydaje, mogę sie mylić, co każdorazowo podkreślam.

pozdrawiam

Opublikowano

Młody człowieku, tak naprawdę nie obchodzi mniei twoja wiedza, wzorce, a to co napisałeś,

i staram się konstruktywnie zwrócić ci uwagę , ale widze ze potrzebny jest kubeł wody na łeb, nie ja cię dyskredytuję bo mi to wisi , tylko sam sie dyskredytujesz tym co piszesz...

1) "Poza tym bohaterowie stanowią tylko tło dla Roberta Berga i jego działań oraz przemyśleń."

- nie ma takiej możliwości , żeby bohaterowie byli tylko tłem, zrozum... po pierwsze Bohaterem jest tu Robert Berg - Hero- Protagonista - Główna postać - Bohater - ( z jego punktu widzenia opowiadasz tę historię, po jego stronie stoimy, i oceniamy negatywnie oczywiście, ) postacie pozostałe w opowiesci pełnią określone funkcje , w tym przypadku Ania jest Antagonistą, i druga w kolejnosci powinna być doberze napisana , a nie jest , jest szara, nic o niej nie wiemy,

Pozostałe postacie powinny pełnić okreslone funkcje , albo mentor, uzurpator, ktos kto posiada jakąś tajemną wiedzę (głównie w opowiesciach fantazy ) itd...

i jeszcze jedno to co powinniśmy sami zinterpretować podajesz wprost :

"W tym wyścigu najważniejsza była przemiana jaka się we mnie dokonała. Szybkość zmieni każdego człowieka. Z chłopca stałem się mężczyzną. Jako prawdziwy facet mogłem prowadzić samodzielnie pojazd życia, już nie byłem pilotem na siedzeniu pasażera." Ciekawe kto siedział teraz z boku. - nie rozumiem ostatniego zdania swoją drogą.

a sens , który powinien wynikać z treści, podajesz w komentarzach jako usprawiedliwienie.

Jest tam jeszcze wiele błędów technicznych , których nie chce mi się wyłapywać.

Opublikowano

"W tym wyścigu najważniejsza była przemiana jaka się we mnie dokonała. Szybkość zmieni każdego człowieka. Z chłopca stałem się mężczyzną. Jako prawdziwy facet mogłem prowadzić samodzielnie pojazd życia, już nie byłem pilotem na siedzeniu pasażera." - chodzi o przemianę, uzyskanie pewnej dojrzałości, gotowości do działania. Jako kierowca zyskuje nowe możliwości. To swoista metafora. Nie można tego odczytywać bezpośrednio.

Nie chcę się tłumaczyć już, bo może to zostac źle odebrane (ale chyba autor ma prawo do obrony własnego tekstu?). Brak rysu psychologicznego może wynikać z innej drobnej rzeczy, którą próbowałem zastosować w tekście - narracji behawioralnej (próba pierwsza, więc być może nieudana).

Biorę sobie opinie czytelników do serca.
Czekam na konkretne wskazanie błędów (od tego jest to forum, a ja nie jestem alfą i omegą).
Zrobię edycję tekstu.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nawiązanie do pewnego niezłego wiersza tutaj widzę.

Ogólnie podoba mi się.
I wciąż czekam na większą, obiecaną masakrę ;]

Peace
Opublikowano

Sanestisie Hombre - albo ja mam coś nie po kolei albo Ty przesadzasz z tymi dragami. Dość, że się tego nie da czytać, to się się wkurwiasz i bronisz tego gówna, badziewia, pseudoliteratury. Weź se siana albo czegoś innego i zaprzestań tych praktyk. Możesz powinieneś powrócić do voodoo lub okultyzmu.

pozdrawiam zmęczony Tobą

KULA!!!!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MÓJ SZLOCH NAJ!


      Kochać cię to nie był trud
      Nie trzeba było silić się zbyt
      Kochać cię to nie był znój
      Ja piąłem się do twych ud
      A jemu zbyt szybko opadł mit 
      Och, mój ból, ból cud


      Wzięli cię na posterunek
      Nie pytałem, dlaczego, jak
      Nie wołałaś na ratunek
      Nie myślałem dlaczego tak
      Miał cię przez chwilę na wznak
      Och, mój o mój męki szlak


      Wszyscy chłopcy machają
      Próbujesz im w oko wpaść
      Wszyscy chłopcy wołają
      Chcesz czułą chwilę skraść
      Miał cię na liście "Na zaś"
      Och, mój deszczowy płaszcz?


      Kochać cię łatwo przyszło mi
      Lekko też odeszło w dal
      Kochając, byliśmy ciężcy, źli
      Serca były harde od dni
      Mieliśmy się przez parę chwil
      Och, mój ból, twardy jak stal

       


      (Opuszczanie zielonych rękawów)
      WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ


      Wojna w klęskę zmieniła się
      Traktat jest spisany krwią
      Lecz nie wpadłem im do rąk:
      Przekroczyłem linie swe


      Bardzo chcieli złapać mnie
      Lecz im zbiegłem i jak zbieg
      Żyję tu, w dzielnicy złej,
      Pod przykrywką szpieg


      Musiałem iść, całkiem sam
      I życie porzucić swe
      W szafie zbiór szkieletów mam,
      Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie


      Snuję życia wątek, a w nim
      Tam fakt, a tu mit
      Kiedyś miałem imię lecz
      Nieważne to, poszło precz


      Nieważne to
      Nieważne co
      Ponieśliśmy zwycięstwo
      A akt spisano krwią
      Nie wpadłem do ich rąk
      Chodzę po linie Być


      Jest prawda, co ma żyć
      I ta, co ginie w mrok
      Nie wiem, w którą mam iść
      Lecz nieważne to


      Bo twój triumf miał
      Tak miażdżącą moc,
      Że niektórzy z nas
      Myślą, jak zachować choć


      Strzęp kronik o tym, jak
      Odbywamy marny byt swój;
      Beret, znoszony płaszcz
      Łyżkę nóż i stół


      Igrzyska i chleb
      W które gladiator gra
      Kamień, który rzeźbiarz tnie
      Pieśni ku chwale, niech trwa..


      Nasze prawo to wciąż
      Pokój, rozumie, że
      Chociaż strzela mąż
      Żona kule nosi mu


      I wszystko to w duszy mej
      Wyrazy, co obrazem są
      Słodkiej obojętności tej
      (Są tacy, co miłością ją zwą)


      Jej wysokości czczonej w krąg
      Niektórzy mówią na nią Los
      Lecz mieliśmy nazwy, co
      Ciut bardziej intymne są


      Nazwy te co wchodzą w głąb
      I tak prawdziwe są,
      Że dla mnie są krwią
      A dla cieby jak proch


      Nie potrzeba nam
      By uchowały się
      Jest prawda, co żywa jest
      Prawda, co żyje w nas...
      I ta, co umiera bez dram


      Nieważne, z kim
      Nieważne, czym
      Żyję życiem tym
      Które zostawiłem im


      Zabić wciąż jest wrogiem mi,
      I Nienawiść obcą też,
      Chciałem nauczyć się kochać je,
      Lecz całkiem nie wyszło mi


      Raz chciałeś mnie oddać im
      Lecz to nie dziwi mnie -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzi serce twe


      Twoje serce było o tu
      Tu gdzie rój much masz
      To jest kuweta Twych ust
      A to twoja miska kłamstw


      Dobrze służysz im, wiem
      Lecz nie dziwi mnie to
      Oni to twoja krew
      A Ty - ich z kości kość


      Nieważne, gdzie
      Nieważne, że
      Serwujecie historii bieg
      W pasztecie faktów i kłamstw
      Do was należy świat
      Więc to nieważne i tak


      Nieważny klan
      Nieważny świat
      Żyję pełnią mych lat
      I pełnią każdego dnia
      Przez przestrzeń i czas
      Nie dam ich rozdzielić wam


      Moja kobieta sprzyja mi
      Me dzieci pójdą za mną w noc
      Ich groby bezpieczne są 

      Od horroru takich jak wy
      Od upiorów snów złych


      W głębiach pocałunków ich
      Korzeń mocno wbity mam
      Żyję wciąż pełnią dni
      Które zostawiłem wam


      Zostawiłem igrzyska o chleb
      W których nasz żołnierz grał
      Kamień, który grabarz tnie
      Piosenki, pisane na chwał..


      Lewo ponad prawem, zabawa trwa
      Pokój to wojna, wojna cały czas
      Chociaż strzelam ja
      Kule robi Diabeł w was


      Bo ważne, z kim
      Ważne Iść
      Żyć całym życiem swym
      I nie oddać go za nic
      Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym


      Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach
      Chciałem go uczynić kompanem mym
      I nienawiść też, lecz tak chciał traf
      Że całkiem nie wyszło mi


      Raz przedstawiłeś mnie im
      Próbowałeś, bo wiem, że -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzę.


      Je t'aime,
      L. Cohen


      PACTUS DIABOLICUS


      Znam cud przemienienia w wino wody stągw
      I obrócenia go w wodę znów, więc daj,
      Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc,
      Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój
      Jestem wściekły i zmęczony wciąż
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Zwiąże kochanie me z miłością twą


      Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra -
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch


      Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal,
      Którego kłamca by nie powstydził się
      Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal
      Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest"
      Byłaś Dedalem moich lat


      Pola wołają - pękł nowy wiek!
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Ty to nie ty, tylko Twój duch


      Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja


      Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech
      Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest...
      Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść
      Jad przenika samą ciała treść


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój
      Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Przywiąże mnie do miłości Twej 


      Jestem zły i cały czas zmęczony
      Chciałbym, by był traktat albo pakt
      Między tym co ocalono
      Z naszej miłości, z wpisem do akt

      ───

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...