Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

- Samotność. Naprzeciw kurtyny. Ty, twoje piwo i to jakiś jesteś wspaniały. Nie ma drogi do raju, tylko polityka. Miłość za siedemnaście pięćdziesiąt. Dwóch pijaczków w maju, jeden w kwietniu. Mordercy, czyli prawdziwi mężczyźni, z klasą. Facet gapiący się na jej cycki, jak na sztandar Vietkongu wetknięty niegdyś w jego kolegę. Gapi się tak, gdyż wie, że nie da rady napisać opowiadania o miłości. Ciekawe, czy pamięta Pearl Harbor. Być może jest z Pittsburgha? Nieważne. Nazistowski konował. Pewnie ma na imię Archibald i doczepione jeszcze głupsze nazwisko. A wieczorem w łazience przed lustrem to Chrystus na wrotkach. Z czerwonym nosem i zapijaczoną brodą. Płatny morderca, to on zabił Dylana Thomasa. Stoi w deszczu, bez szyi, zły jak wszyscy diabli na swoją matkę. Zastanawia się, jak kochają umarli i wszystkie odbyty świata. Łącznie z moim. Zboczeniec! Co mnie interesują odchyły faceta tak dalece zbzikowanego, że wpieprza krewetki na śniadanie?!
- Do cholery Henryk spytałem cię tylko, która godzina?
- Wybacz Jegomościu trochę mnie poniosło. Ale strasznie mnie irytuje ten świat – rzekł pstrąg, po czym splunął nie pozostawiając śladu w strugach deszczu.
- Ok. Nic się nie stało. Twoje wywody to dla mnie muzyka gorącej wody. Prawdziwy rarytas. Możemy już iść – spojrzałbym nerwowo na zegarek, gdybym go miał. Nie zmieniało to faktu, iż dosłownie czułem uciekający czas.
- Jasne, w drogę – przybierając wojskową pozę wskazał na południe od nigdzie. Ruszyliśmy.

Niezwykłe było to, czego wcześniej nie dostrzegałem. Mianowicie odległość między nami a zwyczajnym życiem. Facetem siedzącym na zardzewiałym krześle, w samo południe, gdy Słońce niemal zagląda przez podłogę werandy do króliczych nor. Staruszek skręca sobie papierosa wzmacniając potęgę modlitwy, barwę i ambicję Boga. Deszcz wciąż padał. Środa. Co to za dzień. Gdyby nie środa od razu byłby czwartek. Weekend byłby tak blisko. I ten deszcz wcinał się w twarz, w słowa i myśli. Biedna ziemia zbierała go w kałuże, jakby zamiatała potłuczone szkło. Zauważyłem, że w taką pogodę nie tylko internet, ale też myśli działają wolniej. Cykady brzęczą. Trudno nazwać to muzyką. Co najwyżej współczującą symfonią. Chłopięce wspomnienia z czasów, kiedy patrzenie ludziom w oczy nie była pogwałceniem kurtuazji. Aby tylko Bóg nie dzwonił o to z pretensjami. Każdy kiedyś się zestarzeje. Będzie kupował zimne piwko i nadawał mu imię. Każdej wypitej butelce. Byron spyta, o czym chciałbyś zapomnieć, by być w zgodzie ze sobą? Chłopcy nadal przyjeżdżają pod spożywczy, z hukiem rzucają rowery na ziemię i idą na lody. Pytam, gdy widzę i słyszę je bezbarwne, takie jakimi powinny być dzieci, pytam się czego już się nauczyły? Czy są gorsi od szarańczy? Czy krzyczą, kiedy się oparzą? Czy zostaną bandą żigolaków albo wielkimi poetami? Czy w liceum pocałują dziewczynę imieniem Lilly, czy rozpalą swoją kobietę? Parszywy świat. Czterysta kilogramów myśli dziennie ciążących w głowie. Przed schyłkiem i po upadku. Pewnie jeszcze nie czytały Ginsberga. Daremny trud. Ich matka, nie byle jaka matka, jej czczy żal i nie byle jaki kac na starość. Gdzie ich ojciec? Facet, który uwielbiał windy. Siwy pies przysiadł w końcu u stóp staruszka.
- Tam i z powrotem i z głowy...
- Co tam mamroczesz? – spytał Henryk
- Nieważne. Dzisiaj dzień roboczy – papieros w ustach śmierdział już spalonym filtrem.
- Kurde Jegomość nie cierpię historii, w których nie jesteś narratorem!
Spojrzałem na Henryka na tyle groźnie, by zakończyć ten temat. Maszerowaliśmy dalej. Deszcz zaczynał mnie wkurwiać.
Tak, słyszałem o zmianach. Opłaconych trudem i krwią tych bardziej uczciwych. Ale jestem za stary, zbyt zmęczony i zbyt biały by się przejmować. Więc zgadzam się na wszystko z małym uśmieszkiem pod nosem. I zawsze pojawiają się jej oczy bez pola widzenia. Skupiają uwagę na plamie rozlanego oleju, która kładzie mi się cieniem na popołudniu i pozostawia ślad na zapachu magnolii. Kolejne miasto zapach się zmienia. Marzymy o hermafrodytach i szmaragdowych ustach. Święty Krzysztof straszy wiszący na wstecznych lusterkach. Mijamy prostytutki z doczepianymi włosami. Nie lepsza byłaby od razu peruka? Nic już nie jest dziwne. Nic nie zaskakuje. Pomyśleć, że jeszcze wczoraj nieśliśmy sterty pełne czarów i pornografii śmiejąc się przy tym, niczym światła odbite od asfaltu. A dzisiaj? Dzisiaj nikt nie kupiłby nawet naszych nerek. Gdy wynaleźliśmy przyjemność nikt nam o tym nie powiedział. Nazajutrz w naszym mieście pojawili się faceci w spódniczkach i lesbijki tańczący w szklanych sześcianach. Nasze życie zaczęło wirować, jak gorąca woda wokół ekspresowej herbaty. I pękłem. Henryk także, kilka chwil po mnie. Dla niego musiało to być jeszcze gorsze, w końcu nie jest nawet człowiekiem i nie znał tego uczucia. Miłość stała się skrawkiem papieru topniejącym w naszych ustach. W oczach niektórych ludzi staliśmy się gwiazdami rocka. Kotami rozciągniętymi między filarami pragnień. Trendem, poetami płonącymi z braku wierszy. Jutro przestaniemy szukać miłości. Poszukamy czegokolwiek pośród pozostałych wydmuszek zwanych jeszcze kobietami, transwestytów i marzycieli. Nic już nie powinno być dziwne, lecz wszystko powinno być nowe.

- Henryk – spytałem znienacka – czemu nigdy nie śmiejesz się pełnym śmiechem?
- Bo nie mam płuc idioto – burknął.
- No co ty? Dlatego?
- No dobra - wahał się przez chwilę - po prostu, kiedyś wróciłem do domu z pracy wcześniej niż zwykle, tak dla żartu powiedzmy. Otworzyłem drzwi garażu i zobaczyłem siebie, jak popełniam samobójstwo dusząc się spalinami – spojrzałem na niego z niedowierzaniem. Namyślił się. – Oczywiście to nie byłem ja tylko projekcja mojej psyche. Zgasiłem tylko silnik. Trudno coś powiedzieć w takiej chwili. Możesz jedynie starać się żyć dalej. Takie życie. Zbiór przypadków i plątanina historii – nadal nie rozumiałem ani słowa. Henryk dostrzegł to we mnie. – Raz jakaś historia jest dowcipem, a nazajutrz łamie ci serce. A najbardziej boli to, że nigdy nie zostawi listu, ani notatki. A może powracać tyle razy, że prawie zapomnisz, jak bardzo ją kochałeś – pokiwałem głową żeby go nie męczyć, ale nadal nie miałem pojęcia o czym jest ten wywód.. – Prawie, bo zapomnieć się nie da. Dlatego idziemy, gdzie idziemy.
- Tyle to ja też wiem – w mojej głowie te słowa brzmiały bardziej dobitnie. W rzeczywistości nie zgrały się z resztą rozmowy.
Przed nami, idąc w przeciwnym kierunku, szedł marny sobowtór Charlesa Bukowskiego.
- Spytaj go o drogę, lepie znasz angielski – rzucił pstrąg wyraźnie rozkazującym tonem.
- Kurde ostatnio po angielsku rozmawiam tylko ze sobą. Ty go spytaj – odbiłem piłeczkę – w zeszłym roku byłeś w końcu w Vermont.
- Zasrany oportunista – warknął.
- Poza tym droga idzie prostu, jak z bicza strzelił. Nawet szczupak nie zdołałby zbłądzić.
- Tylko bez wycieczek osobistych proszę – Henryk przyspieszył kroku i wyprzedził mnie o długość pietruszki.
Znowu szliśmy w milczeniu. Kurde Kenneth jaka jest częstotliwość? – myślałem. Tyle razy mi to tłumaczył. Kim teraz będę w moich stronach? Odźwiernym w małpiarni. Jaki jest sens tego wszystkiego? Długi spacer do zawsze. Za dwadzieścia nigdy psia mać! Chodząca pokusa ze mnie. Z potarganymi włosami i pustą paczką fajek. Are you lonesome tonight? Szach i mat królowi. Prosto w twarz. Nawet pies Edisona czyta już nowy słownik, a ja jeszcze nie skończyłem Sześciu postaci scenicznych w poszukiwaniu autora. Żałosne. Mam tylko stary fotel i radio, a za ścianą stylowe wnętrza i francuskie pudelki. Też mógłbym to mieć. Jasne. Kłamstwo na miarę. Pociski przeciwlotnicze. Ciągle tylko jutro i jutro. Daleko jeszcze?

- Mówiłeś coś siuśku zmarznięty? – Henryk często irytuje się bez przyczyny.
- Nie, ale w sumie...daleko jeszcze?
- Tuż za rogiem. Widzisz? – wskazał wzrokiem przed siebie.

Massapequa.

- Myślałem, że to Meksykanie mają najgłupsze nazwy miejscowości – czekałem na śmiech, który nie nadszedł.
- Nie bądź szowinistą.
- Wyluzuj. Przeżywasz, jak Żyd okupację.
- Mówię poważnie - zganił mnie wykrzywionym grymasem na twarzy – przestań!

Pstrąg miał rację. Za rogiem byliśmy już u celu. Niewielki budynek, przypominał stary urząd pocztowy. Wyczerpani, niczym konie po westernie, stawiliśmy się pod drzwiami.

Ron P. Steinberg & Somo.
Detektywi egzystencjalni
od 1996 roku.

Henryk nerwowo szarpnął drzwi. Ani drgnęły.

- Co jest? – Henryk szarpał dalej.
Druga tabliczka informowała:
Czynne w środy. Wyłącznie.

- Henryk, która godzina?
- Znowu zaczynasz? – wyglądał komicznie, uczepiony drzwi z płetwą, niemalże, w klamce.
- Nie, nie, która godzina? – wskazałem tabliczkę.
Nerwowo wyciągnął zegarek wyrzucając z kieszeni gumę do żucia i stary bilet trolejbusowy.
- Trzecia dziewiętnaście – oznajmił.
Wszystko stało się jasne.
- Co? Co jest? – szarpał mnie za rękaw.
- Dwa jelenie w fabryce.
- Że jak? – Henryk już zdążył postrzępić mi mankiet. Poklepałem go po plecach, by moje kolejne słowa nie zabrzmiały aż tak źle.
- Dzisiaj była środa.

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

Omal się nie zastrzeliłem własną "kulą". A może Ty już wykraczasz możliwościami poza ten portal i powinieneś to wydać?
Tym razem narobiłeś błędów, w kilku zdaniach zmieniłbym nieco szyk.
Jednak jestem fanem Twojego jędrnego wielopoziomwego stylu pisania i tradycyjnie -> otwierałem szeroko paszczę i łykałem (nie wszystko pojmuje) każdą frazę, wyraz, literę.

  • 5 tygodni później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Ja tak sobie drogie Panie Panowie drodzy moi Bracia moje Siostry cud Boży o wolnej woli gdzie zapisał losy w Trójcy jeden zna karty historii jako czas mu nieistotny i jego palec wskazuje gdzie dla nas przypadkowe zdarzenie jest na Jego polecenie tak się usłyszałem tutaj dzieje 

      No więc tak łapię 

      stan niestan dna demokratyczny przypis do niewstania mego niepodpisane rymy się trafiły gdybym wiedział wcześniej się dowiedziałem później sercem bym nietrafiał w ludzkiej masy duszę a tak ruszę tłumem wtedy gdy stan i słowa były ku zabawy zaprawy wypadałe wybadany ja no coz

      cóż 

      szkoda że 

      już 

      wiem kim jestem nie 

      pytam już 

       

      czynem cham z najgorszych 

      nienawiści pelen

      ku mi bądź 

      mi czyny które 

      popelniał tamten nieświadomy swego 

      bytu życia 

      w ktorym

      spał zamknięte powieki miał to napewno na.prawde i brał co chciał 

      a chciał mieć a nie być 

      a byli tam wtedy Ci co krew z krwi bracia

      ten najmłodszy wpatrzony mówiła 

      matka a ja go niszcząc za dzieciaka

      wiem czemu 

      nienawiścią pała czrmu

      czemu chce 

      być jak najdalej. rodzina rozbita bo ja za cud się moalem

      miałem jak bilem

      biłem kradĺem i odpychałem tych co powinien dobry człowiek chronić 

      krew z krwi

      oczy litości na krzyki z ust moich gdzie padały słowy nje wiem czemu głośno nieswiafomie wbrew temu za kogo chciałbym się mieć 

      i mam na to jej odpo wiedź

      jesteś chory wiem 

      i wciąż czuła że musi być blisko mnie 

      drugi policzek i pierwszy po rwz kolejny

      kurwy chuje cham 

      ale ja bym chciał spowiedzi i opłatka 

      jak Wielka Improwizacja 

      potrzebujesz Boga

      masz w sobie diabła 

      opętanie 

      egzorcyzmy nic nie dały a może 

      po tem staje się sobie bliższy 

      długo w czasie nie od razu przynajmniej dziś njewstan przypomina mi co zrobiłem odpowiadam sobie kim jestem

      wbrew Bogu i jego słowom przez Syna przekazanym nie jestem Bogiem a bliżej mi do tego co niesie światło (tłumaczenie imienia Lucyfer jest takie wyczytałem sprawdź mnie sprawdź też chyba że wiesz to nie musisz sprawdzać przesz)

      ja niewstanie jedynie byłbym w stanie wykrzyczeć nawet wyliczę swoje grzechy księdzu przy spowiedzi ale czy to się liczy 

      gdy twardy trunek płynie przez żyły i uruchamia myśli 

      dziś nigdy nie jestem trzeźwy tak naprawdę 

      nie jestem sobą 

      leki wypisane odzez psychiatrę 

      znika objaw co spać nje daje

      rząd ludzi z przeszłości co nazwali omamem ja wypieram (jak to jeden z objawów) nieprawdziwosc tych omamow i biorę za prawdę co mi się wydaje że radioteatr to plan terapii behawioralnej metodą techniki ukrytej schowanej ludzkości znanej z filmów i seriali typu sajens fikszyn 

      ale oni mają dostęp 

      a ja wystawiłem się na cel celnym słowem a potem njeudanym samobojstwem na cudzych petlach sie rzucam gdzie nie wczas i głupia moja tendencja i przekonanie że to co mówię jest dobre i nie muszę sam se posłuchać się co nagadałem 

      niewstanie w trybie strumień nieświadomości 

       wyplute słowa które o nich sam spelnie w przyszłości 

      bo gdy ja mówię oni czy świat jest taki a taki gdy się rwę do opisania cywilizacjii to ja hedtem w tym

      moje odbicie

      gdy wypluwam wers o chmarze co idzie przez życie jakby byĺa androidem lub szerszeniem to o sobie przecież sprawdam co w poezji znaczy szerszeń i to łatwe a ja miałem zagadkę 

      podpisałem się w metaforze że jestem wrogiem 

      (kmwtw nie łamiąc omerty bo wtajemniczenie w grupè miało być ale fakstartem nazwane głupie rymowanie po zwrotce napisanej jeszcze dodadkowe a nkepotrzebne co zrobiłem tam nje wjem chocjuz domyslili mnie co poleciał za hejt za dis a to samotny opuszczony co chciałby mieć coś czego mieć nie ma nissczy w swojej głowie upadając upadlajac sie jedynie)

      że widzę jedynie tragedię jak nie wiem mówię co czuje ten co patrzy na śmierć osoby którą kochał całe życie co czuje gdy odchodzi druga z połówek 

      nie wjem co czuje osoba przeszywająca tragedię a nie wiem tak. naprawdę jaką tragedię przeżywają przeze mnie

      prawda jest taka tu od dzieciaka powinni nienawidzieć tego mnie chama co zło czyniąc i wbrew im i ich potrzebom oczekiwaniom

      zabity anioł 

      jest moją sprawą

      daleko od świata gdzie ludzkość kroki stawia powinnienem umrzeć i nie wracać 

      opuszczona samsara ale nie jako nagroda a jako kara 

      nic nie doświadczać poza granicami wszechświata 

       

      oto wiersz który już gdzieś w podobnych słowach pisalem 

       

      W sklepie pełnym pomarańczy 

      ominę je

      Prosto w stronę gdzie flaszki

      Obejdzie się niesmakiem

      Wróble pod dachem nie dają spać nad ranem po nocy nieprzespanej 

      Gołębie karmię na ekranie wirtualnym ziarnem

       

      i coś tam chyba było jeszcze może ale kończę generalnie

       

       

      ps KOCHAM JAK W KSIĄŻKACH JAK W FILMACH JAK W BIBILIACH 

      CHCIAŁBYM BY TO BYŁA PRAWDA ALE SERCE JAK KAMIEŃ I NIEWYKSZTCONA EMPATIA

      ROBIŁEM WAM ZA CO PRZEPRASZAĆ PRZEPRASZAM WAS TO ZA MAŁE I TYLKO ZNÓW BY POCZULI ODRAZĘ 

      WYŚWIETLĘ SIĘ I NA KONIEC DODAM 

      ŻE DZIŚ TE SŁOWA TO JUTRZEJSZE ALE ZE MNIE IDIOTA

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @andrew dziękuję:) @andrew

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • wstałem wcześnie nie wiem ile spałem łyk poezji na śniadanie spróbowałem jest poezja wzniosła jest poezja nie wiem jaka prosta i niejaka każdy ma coś o czym chciałby pisać jest poezja warto pisać sama się przeczyta a poeta czyta? - tak aby mieć kolejny temat
    • Kiedy Zośka Zet wchodzi do baru Większość z miejsca dostaje kataru Kilku na kieliszkami Głośno dzwoni zębami Zośka Zet jest spełnieniem koszmaru
    • @Poet Ka Warto siebie pytać się o zdanie ciekawiej się stanie .   Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • Ja tak sobie drogie Panie Panowie drodzy moi Bracia moje Siostry cud Boży o wolnej woli gdzie zapisał losy w Trójcy jeden zna karty historii jako czas mu nieistotny i jego palec wskazuje gdzie dla nas przypadkowe zdarzenie jest na Jego polecenie tak się usłyszałem tutaj dzieje  No więc tak łapię  stan niestan dna demokratyczny przypis do niewstania mego niepodpisane rymy się trafiły gdybym wiedział wcześniej się dowiedziałem później sercem bym nietrafiał w ludzkiej masy duszę a tak ruszę tłumem wtedy gdy stan i słowa były ku zabawy zaprawy wypadałe wybadany ja no coz cóż  szkoda że  już  wiem kim jestem nie  pytam już    czynem cham z najgorszych  nienawiści pelen ku mi bądź  mi czyny które  popelniał tamten nieświadomy swego  bytu życia  w ktorym spał zamknięte powieki miał to napewno na.prawde i brał co chciał  a chciał mieć a nie być  a byli tam wtedy Ci co krew z krwi bracia ten najmłodszy wpatrzony mówiła  matka a ja go niszcząc za dzieciaka wiem czemu  nienawiścią pała czrmu czemu chce  być jak najdalej. rodzina rozbita bo ja za cud się moalem miałem jak bilem biłem kradĺem i odpychałem tych co powinien dobry człowiek chronić  krew z krwi oczy litości na krzyki z ust moich gdzie padały słowy nje wiem czemu głośno nieswiafomie wbrew temu za kogo chciałbym się mieć  i mam na to jej odpo wiedź jesteś chory wiem  i wciąż czuła że musi być blisko mnie  drugi policzek i pierwszy po rwz kolejny kurwy chuje cham  ale ja bym chciał spowiedzi i opłatka  jak Wielka Improwizacja  potrzebujesz Boga masz w sobie diabła  opętanie  egzorcyzmy nic nie dały a może  po tem staje się sobie bliższy  długo w czasie nie od razu przynajmniej dziś njewstan przypomina mi co zrobiłem odpowiadam sobie kim jestem wbrew Bogu i jego słowom przez Syna przekazanym nie jestem Bogiem a bliżej mi do tego co niesie światło (tłumaczenie imienia Lucyfer jest takie wyczytałem sprawdź mnie sprawdź też chyba że wiesz to nie musisz sprawdzać przesz) ja niewstanie jedynie byłbym w stanie wykrzyczeć nawet wyliczę swoje grzechy księdzu przy spowiedzi ale czy to się liczy  gdy twardy trunek płynie przez żyły i uruchamia myśli  dziś nigdy nie jestem trzeźwy tak naprawdę  nie jestem sobą  leki wypisane odzez psychiatrę  znika objaw co spać nje daje rząd ludzi z przeszłości co nazwali omamem ja wypieram (jak to jeden z objawów) nieprawdziwosc tych omamow i biorę za prawdę co mi się wydaje że radioteatr to plan terapii behawioralnej metodą techniki ukrytej schowanej ludzkości znanej z filmów i seriali typu sajens fikszyn  ale oni mają dostęp  a ja wystawiłem się na cel celnym słowem a potem njeudanym samobojstwem na cudzych petlach sie rzucam gdzie nie wczas i głupia moja tendencja i przekonanie że to co mówię jest dobre i nie muszę sam se posłuchać się co nagadałem  niewstanie w trybie strumień nieświadomości   wyplute słowa które o nich sam spelnie w przyszłości  bo gdy ja mówię oni czy świat jest taki a taki gdy się rwę do opisania cywilizacjii to ja hedtem w tym moje odbicie gdy wypluwam wers o chmarze co idzie przez życie jakby byĺa androidem lub szerszeniem to o sobie przecież sprawdam co w poezji znaczy szerszeń i to łatwe a ja miałem zagadkę  podpisałem się w metaforze że jestem wrogiem  (kmwtw nie łamiąc omerty bo wtajemniczenie w grupè miało być ale fakstartem nazwane głupie rymowanie po zwrotce napisanej jeszcze dodadkowe a nkepotrzebne co zrobiłem tam nje wjem chocjuz domyslili mnie co poleciał za hejt za dis a to samotny opuszczony co chciałby mieć coś czego mieć nie ma nissczy w swojej głowie upadając upadlajac sie jedynie) że widzę jedynie tragedię jak nie wiem mówię co czuje ten co patrzy na śmierć osoby którą kochał całe życie co czuje gdy odchodzi druga z połówek  nie wjem co czuje osoba przeszywająca tragedię a nie wiem tak. naprawdę jaką tragedię przeżywają przeze mnie prawda jest taka tu od dzieciaka powinni nienawidzieć tego mnie chama co zło czyniąc i wbrew im i ich potrzebom oczekiwaniom zabity anioł  jest moją sprawą daleko od świata gdzie ludzkość kroki stawia powinnienem umrzeć i nie wracać  opuszczona samsara ale nie jako nagroda a jako kara  nic nie doświadczać poza granicami wszechświata    oto wiersz który już gdzieś w podobnych słowach pisalem    W sklepie pełnym pomarańczy  ominę je Prosto w stronę gdzie flaszki Obejdzie się niesmakiem Wróble pod dachem nie dają spać nad ranem po nocy nieprzespanej  Gołębie karmię na ekranie wirtualnym ziarnem   i coś tam chyba było jeszcze może ale kończę generalnie     ps KOCHAM JAK W KSIĄŻKACH JAK W FILMACH JAK W BIBILIACH  CHCIAŁBYM BY TO BYŁA PRAWDA ALE SERCE JAK KAMIEŃ I NIEWYKSZTCONA EMPATIA ROBIŁEM WAM ZA CO PRZEPRASZAĆ PRZEPRASZAM WAS TO ZA MAŁE I TYLKO ZNÓW BY POCZULI ODRAZĘ  WYŚWIETLĘ SIĘ I NA KONIEC DODAM  ŻE DZIŚ TE SŁOWA TO JUTRZEJSZE ALE ZE MNIE IDIOTA    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...