Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

I

- Dla policji sprawa od początku była jasna - powiedziała pani Maria serwując herbatę Earl Grey. Miała tłuste przedramiona i duży biust, a kiedy siadała na krześle, antyk przeraźliwie zaskrzypiał. Rafał miał teraz okazję przyjrzeć się dokładniej jej twarzy: starej, mocno ogorzałej i pociętej zmarszczkami, a jednak radosnej i ujmującej twarzy, tak radosnej i tak ujmującej jak głos tej kobiety i sposób, w jaki przyjęła gościa. - Chłopak się powiesił. Smutna historia, naprawdę smutna – mówiła z niezwykłą lekkością, nie siląc się na współczucie, a jednak nie było w jej tonie krzty sarkazmu czy ironii.
- Znała go pani?
- O, tak! W tym mieści wszyscy się znają. Ale pamiętam go tylko z czasów, kiedy miał jedenaście, dwanaście lat. Przychodził do mnie na lekcje francuskiego.
- Myślałem, że jest pani biologiem?
- Oui, oui! Doktorem nauk przyrodniczych - odpowiedziała nie bez dumy. - Ale czy jedno wyklucza drugie? Parles-vous Francais?
- Non, madame. - Rafał speszył się. - Tylko kilka słów. To, co pamiętam ze szkoły, bo lektorat mam z angielskiego. Ale filmy rozumiem. I piosenki Edith Piaf też.
- Z całym szacunkiem dla pańskiej inteligencji i przenikliwości, ale uważam, że piosenek Piaf pan nie rozumie - powiedziała to bez jakiejkolwiek złośliwości i dodała po chwili, ciszej: - Za młody pan jest.
Rafał poczuł się, jakby źle odmienił: je suis i zakłopotany opuścił wzrok. Łyknął herbaty, posmakował i rozejrzał się po niedużym salonie, przyjemnie rozświetlonym późnopopołudniowym słońcem. Wszystkiego tu było za dużo: starych mebli, ozdób, ozdóbek i bibelotów, obrazów, zdjęć i widokówek powciskanych gdzie tylko się da, staromodnie oprawionych książek i kwiatów, których rozrostu nikt chyba nie kontrolował. „Tak - myślał teraz - ta kobieta mogłaby uczyć francuskiego. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Gdyby nie jej wygląd (przypominała raczej pomoc domową z ameryki łacińskiej), domyśliłbym się od razu; dlaczego nie jest zasuszona, czy nie powinna być sucha jak pień i palić długich i cienkich papierosów?”
- Pyszna. Jestem miłośnikiem herbaty - powiedział wreszcie.
- Może wolał pan jednak kawę?
- O, nie. Kawy nie piję. W ogóle.
- Prawdę powiedziawszy, nie mam kawy – odpowiedziała madame i oboje zaczęli się śmiać, szczerym i radosnym śmiechem.
- To naprawdę wyśmienita herbata.
- Cieszę się, że panu smakuje. Ale dobrze już, dobrze. Pytał pan o naszego poetę...
- Tak. Piszę o nim pracę, konkretnie, że tak powiem, o „lokalnej legendzie”, czy też może o nim, jako o „lokalnym bohaterze”. Jeszcze nie sprecyzowałem tematu, ale chodzi o to...
- Wiem, o co panu chodzi. Znam jego wiersze. To ciekawe, nawet bardzo, i miłe dla naszej społeczności, ale muszę pana zasmucić: nie wzniesiono mu pomnika, a żadnej ulicy czy szkoły nie nazwano jego nazwiskiem. Co więcej! Ja nawet nie wiem, czy w którejkolwiek księgarni znajdzie pan jego tomik, bo wydał jeden, prawda?
- Nawet nie on wydał, a wydano pośmiertnie.
- A widzi pan. Zdaje się, że tego właśnie się obawiał, o ile dobrze rozumiem jego poezję, ale to pan jest specjalistą.
- Proszę mnie nie zawstydzać - znów łyknął herbaty. - Ale jeśli mam wyrazić swoje zdanie, to uważam, że to nie tyle obawa, co raczej zwykła ludzka ciekawość: jak będą mnie pamiętać ludzie, których mijam co dzień na ulicy, których spotykam w sklepie...
- I czy będą w ogóle.
- Właśnie.
Pani Maria wstała i z filiżanką herbaty podeszła do okna, chwilę oboje milczeli. W końcu odwróciła się do Rafała, który teraz nie odrywał od niej wzroku.
- Czego właściwie oczekuje pan po tym pobycie? - zapytała.
- Bo ja wiem? Chciałbym dotrzeć do jakichś niepublikowanych tekstów, porozmawiać z ludźmi, którzy go znali, jak z panią, może poszukać ulic jego imienia - tu Rafał uśmiechnął się - i wreszcie poczuć miasto, w którym żył i pisał.
- Mówi pan o nim jak o wieszczu. - Madame z powrotem usiadła, sprawiała wrażenie zainteresowanej. - Czy jego poezja jest wysoko ceniona?
- Szczerze mówiąc... nie - nieznaczny, gorzki uśmiech wystąpił mu na twarz, po czym umknął. - Jego poezja jest formalnie bardzo przeciętna, a co do samej swojej treści raczej mało odkrywcza. Nie licząc oczywiście tych jego rozważań na temat „lokalnej pamięci”, które pojawiają się w kilku miejscach. To jest, moim zdaniem, bardzo ciekawe.
- W takim razie - głos kobiety zabrzmiał nieco bardziej oschle - przyjechał pan tu tyle kilometrów, żeby wziąć pod lupę pracownię jakiegoś marnego wierszoklety, podążać jego śladami, a potem napisać o tym uczoną rozprawę? To swojego rodzaju perwersja, nie uważa pan?
Rafał poczuł nagle chłód wiejący od kobiety.
- Proszę mnie dobrze zrozumieć - zripostował. - Spytała pani, czy jest poetą w środowisku cenionym, odpowiedziałem zgodnie z prawdą: nie jest. Prawdę powiedziawszy jego wiersze w ogóle nie są zauważane, choć pojawiły się w kilku antologiach. Ale czytanie poezji to przecież sprawa indywidualna i ja jego wiersze lubię bardzo. Nie, to nie perwersja. To fascynacja twórczością przedwcześnie zmarłego poety i rzeczywistością, która za nią stoi. Ta rzeczywistość mnie pociąga, tę rzeczywistość chciałabym przez wakacje poznać.
- Przez wakacje poznać rzeczywistość? - Pani Maria roześmiała się, ale już szczerze i bez cienia złości. - Co też pan opowiada? Ten chłopak przeżył tu dwadzieścia kilka lat („Dwadzieścia trzy” - wtrącił.), miał rodzinę, znajomych, zakochiwał się nieszczęśliwie i szczęśliwie odkochiwał, obserwował świat i opisywał go, rozmyślał o życiu i śmierci, i o swojej legendzie, a pan chce to wszystko poznać przez wakacje? Czy życie ludzkie, prawda, że krótkie, ale jednak życie, da się tak zminiaturyzować? Jeśli naprawdę chce pan go poznać, niech poświęci pan na to najbliższe dwadzieścia trzy lata - mówiła całkiem poważnie, ale lekko i bez emocji; raczej jakby dawała dobrą radę, niż ganiła.
- Nawet nie zamierzam próbować! Poznawać poetę? Po pierwsze to niemożliwe, a po drugie... nieprofesjonalne - uśmiechnął się pojednawczo i madame również się uśmiechnęła. - Jedyne, czego oczekuję, to przybliżyć się choć trochę do tej jego legendy.
- Już mówiłam: nie ma legendy. Szkoda, ale nie ma.
- To też będzie jakiś wniosek. Do sprawy podchodzę na chłodno, sine ira et studio.
- Słusznie - westchnęła - bo mógłby się pan rozczarować. Ciasta?
- Nie chciałbym robić kłopotu.
- To żaden kłopot - pani Maria poderwała się i zniknęła w kuchni. Po chwili pojawiła się z ciastem, smakowicie wyglądającym metrowcem. - Moja specjalność - rzuciła wesoło i nałożyła Rafałowi. Zachwycił się.
- Powiedziała pani: dla policji sprawa od początku była jasna...
- Tak.
- Czyżby nie wszyscy byli pewni okoliczności?
- Wie pan. To wtedy był znany człowiek, bardzo charyzmatyczny: za życia i nawet przez jakiś czas po śmierci. Pojawiały się wtedy różne insynuacje i domysły, ale wszystko, zdaje się, wyssane z palca. Tak czy inaczej ludzie są tylko ludźmi, a pamięć jedynie pamięcią i dziś sprawa nie budzi już żadnych emocji, a w każdym razie - zawahała się i zerknęła przenikliwie na gościa - nie na forum miasta...
Rafał nachylił się:
- A gdzieś budzi?
- Jest taki klub - wyrzucała z siebie słowa, każde wymawiając jakby z osobna - klub miłośników jego poezji. Kilka osób zaledwie, ale chyba warto, żeby pan do nich zajrzał. Napiszę panu adres, ale to potem, potem. Teraz zapraszam ze mną, pokażę pokój.
Wyszli z salonu, przez hol, przed dom, gdzie pani Maria pouczyła Rafała o drzewach i drzewkach, krzewach i krzaczkach, w przeważającej większości zasadzonych jeszcze przez jej ojca w niedużym, pagórkowatym ogrodzie, wskazała ławeczkę, na której wysiaduje godzinami z książką i wino pnące się po ścianach domu. Już wtedy, kiedy tu przyszedł wszystko to wyglądało urzekająco, ale teraz nie był w stanie oderwać oczu od tego pięknego widoczku; miał wrażenie, że właścicielka domu czekała na konkretny moment i kiedy nadszedł, zaczarowała swojego gościa. Wiedział już wtedy, że wynajmie pokój u madame niezależnie od warunków, jakie mu zaproponuje. „Dziwnie jestem spokojny - myślał - że pokoje gościnne są pierwsza klasa; pewnie trochę jak z braci Grimm, ale pierwsza klasa.”
- Chodźmy, będzie pan miał osobne wejście - prowadziła go wąską ścieżyną pnącą się w górę wzdłuż domu, a Rafał zdumiony był tym całym mikrokosmosem: tyle cudów natury, tyle ciekawostek na tak małej przestrzeni, bo i dom i teren wokół były w zasadzie niewielkie.
- Chcę zapłacić za dwa miesiące z góry - zawołał Rafał widząc pokoik. - Dokładnie tak sobie to wyobrażałem.
Pani Maria roześmiała się i roztkliwiła.
- Niech pan się rozgości, o siódmej zapraszam na kolację.

Opublikowano

Nie mogę zbytnio rozwodzić się nad warstwą techniczną, bo sam jestem raczej początkującym literatem i to zostawiam bardziej doświadczonym...
Co do treści - fragment jest krótki i ciężko sprecyzować jaki będzie gatunkowo. Czyta się przyjemnie, scena jest przedstawiona w delikatnym tempie, pasującym do sytuacji. Trochę mi brakuje nastroju, nawet kwestia tej tajemniczości śmierci poety nie wzbudza takich emocji, chociaż oczywiście zaciekawia. To moje prywatne spostrzeżenia. Mnie się podoba.

Opublikowano

.. …podobało się, zaciekawiło, chyba warto kontynuować. Trudno powiedzieć jak się fabuła będzie wiązać, bo i na razie raczej niewiele się dzieje. Choć dosyć sporo informacji, w tym fragmencie, w dodatku podanej w zachęcający sposób… ..

Opublikowano

- Znała go pani?
- O, tak! W tym mieści wszyscy się znają. Ale pamiętam go tylko z czasów, kiedy miał jedenaście, dwanaście lat. Przychodził do mnie na lekcje francuskiego.
- Myślałem, że jest pani biologiem?
- Oui, oui! Doktorem nauk przyrodniczych - odpowiedziała nie bez dumy. - Ale czy jedno wyklucza drugie? Parles-vous Francais?
- Non, madame. - Rafał speszył się. - Tylko kilka słów. To, co pamiętam ze szkoły, bo lektorat mam z angielskiego. Ale filmy rozumiem. I piosenki Edith Piaf też.
- Z całym szacunkiem dla pańskiej inteligencji i przenikliwości, ale uważam, że piosenek Piaf pan nie rozumie - powiedziała to bez jakiejkolwiek złośliwości i dodała po chwili, ciszej: - Za młody pan jest.


Przepraszam, czy to jest komedia?

Chciałbym wiedzieć , kim jest Rafał. wprowadzasz postać, to go opisz, ja mam zgadywać, czy to jest kominiarz?, pan z opieki socjalnej?


PRZEGADANE!!!

pozdrawiam,

p.s Odniosę się do większości osób, którzy piszą i pokazują tu swoje dzieła...

Czy wy czytacieliteraturę? Wiecie jak wygląda proza? Bo coraz częściej dochodzę do wniosku, że raczej nie. , Cudowne zdania, błyskotliwe myśli, klimat, nastrój, tajemnica, tu niema nic jest rafał i pani z tłustymi przedramionami i dużym biustem hahahahah, i blablanina,

Nie do przejścia.

Opublikowano

ad mr khaoz: motyw istotnie miał zaciekawiać, a nie wprowadzać element tajemniczości, bo tekst ma być raczej "obyczajówą" niż thrillerem/kryminałem, ale nad nastrojem popracuję - dziękuję za cenną uwagę.

ad Herrezjusz: cieszę się, będę kontynuował i rozwijał fabułę; dziękuję.

ad Piotr Rutkowski:
1) Rafał - po pierwsze: błyskotyliwy czytelnik wie, kim jest Rafał; mniej błyskotliwy chyba również jest w stanie poskładać kilka informacji do kupy, tj.: "lektorat mam z angielskiego", "pan jest specjalistą" (od poezji współczesnej!), "za młody pan jest"; po drugie: nawet jeśli jedyną informacją, jaką bym wprowadził, byłoby jego imię, czytelnik musiałby się z tym pogodzić; "wprowadzsz postać, to go opisz"? - błagam! to nie szkolne wypracowanie!
2) czy czytam literaturę? - w pierwszej chwili wpadłem w popłoch, że zostałem skarcony przez jakiegoś literata, ale zaraz, gdy tylko zapoznałem się z kilkoma Twoimi tekstami (i to tymi w dziale Z), odetchnąłem z ulgą!
pozowanie na miłośnika antykomercyjnej literatury lekko mnie śmieszy (choć sam oczywiście wolę Dostojewskiego, od Coelho), bo prawdę powiedziawszy, marzysz o tym, żeby pisać jak King :)

Opublikowano

Ja akurat kilka tekstów pana Rutkowskiego czytałem i nie powiem, żeby znowu były jakiś złe. Ale całkiem racji to pan tu nie ma i nie warto zalewać debiutanta masą krytyki jakie to złe i beznadziejne, zwłaszcza, że to wcale złe i baznadziejne nie jest...Ale to chyba z rozpędu, nie? Pozdrawiam mimo wszystko...

Opublikowano

to jeszcze raz ja, wyjaśnienia,

do tego obrońcy, mr khakoz czy jak mu tam...

nie krytykuję bo nie jestem krytykiem, komentuję bo jestem czytelnikiem i mam do tego prawo, i jak już napisałem, że to jest Przegadane, to dlatego ze tak myślę, ale się pomyliłem, bo to nie jest przegadane, to jest jeden wielki drewniany dialog, do którego szacowny autor, co widac z jego riposty nie ma dystansu..a szkoda,

do autora,

nie rozumiem, twoich wywodów, jaki obronca niekomercyjnej literatury? nie rozumiem...

nie musisz czytac moich tekstów, nikt cie nie zmusza, i nie musza cisie podobac, ja poswieciłem swoj czas na przeczytanie i uwazam tak jak uwazam, mozesz sie z tym zgadzac
lub nie. Jak widac nie zgadzasz się. więc po raz drugi życzę powodzenia i mnóstwa dzieł,

Pozdrawiam p.r

Opublikowano

Co do mnie,laika,to czytało mi się lekko.Pewien znany autorytet stwierdził,że:"Poeci mają ciężkie życie".A tak nawiasem mówiąc,to bardziej zainteresował czytelników spacer autora z panią Marią po ogrodzie,niż moje wyjście ze starszym bratem.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • sytuacja najgorsza

      znów piszę słowa 

      niech zechcą się rymować 

      niech wpadnie metafora i porównanie by poezja popłynęła a nie tylko szczekanie jak pies na pianie 

      wścieklizną się pojawie w twoim śnie 

      będę bał się wody która oczyścić potrafi ciało i krew a przede wszystkim serce i duszę 

      będę pompował w krwi obiegu gęsta ciemną maź

      nie krew bo ubogą w cały tlen 

      duszę się w twoim śnie 

      i płuca nie napełniają się w zyciodajną materię czyli (powtórzenie cholera ale inaczej sie nir da) z powietrza (jeszcze nie terwz uciekłem tym słowem ale zaraz padnie co w niedawnym wersie i oto jest juz tuz po nawiasie) tlen

      tlen 

      tlen 

      tlen 

      tlen (razy pięć widzisz to rymuje się ze sobą to samo słowo czy off)

      potrzebuję oddechu a jedyne co mam to dym z papierosów którym wśród czterech ścian oddycham i oddychałbym wszędzie tym nikotynowym szczęściem 

      na plaży i w lesie ale tam nie niesie mnie krok

      do monopolowego to jo

      ale nie dalej

      tylko gdy drobne uzbieram wyżebrać się uda na flachę 

      w kieliszek polane ale to niewystarczająca ilość 

      leję tani twardy alklhol w szklankę i wlewam w ryło 

      wuda do ryja

      vvdvdoryjv 

      czarnego skrzydła motyla

      zgubiony w pseudonimach 

      niesiony na skrzydłach 

      znikam

      by zasnąć w sen wieczny jako bezimmirnny

      i to moja nagroda 

      nie do wiary jaki jestem zjebany

      i przeklinać mogą niby inteligentni mówią słowa przysłowia ale prawdziwie mądrzy potrafią nie rzucić kurwą w stronę chama ggdy odpierdala bo w sercu mają miłość Pana i idą w jego słowa by na raj w życiu po sądzie ostatnim zapracować 

      a ja

      odchody piekła 

      robactwo co go diabeł się wyrzeka

      utopiony w rynsztoku z fekalii demonów i grzeszników z kotłów 

      po prostu 

      po kieliszku w szklance się żale 

      szczekanie a na pysku kaganiec

      zeby niepełne w szczęce i dziurawe

      nie obawę a odwagę wykarzesz gdy w twoim śnie będę nawiedzał cię 

      i eutanazję jak się należy z nabitej srebrem strzelby wymierzysz między oczy i nic nikogo tu nie zaskoczy 

      wyzionę tedy ducha i uleci w pył rozbita przez grzechy dusza i opuści atmosferę jak nikt mnie nie chce bo zrobiłem co mogłem by trafić w serce i zdradzić zaufanie i kolejną szansę zamienić na te ostatnie wzruszanie ramionami na nie

       

      czyli tak

      ja to pies 

      ja to pies chory na wściekliznę 

      za późno na ratunek należy ubić podłe złe zwierzę zagrożeniem jestem 

      oto nke pytam dziś pod koniec dziwnego tekstu kim jestem 

      bo wiem że dzięki nim (Oni) udało mi się dojść do błędu 

      obłędu w jakim tkwiłem

      sprawdź sobje wielbłada jako metafore w arabskich tekstach 

      ja nie jestem Nim

      demon z piekła mnie opętał 

      można powiedzieć 

      ale to nie inne byty kierowały mną a winnego mam siebie 

       

      to nie żale 

      to nie ku chwale

      to ku przestrodze dla ciebie żebyś widział dalej 

      niż ja widziałem 

      mimo okulara szkiełka tylko czubek własnego nosa dostrzegam 

      mimo uszu pełnych miodu nje słyszę szeptow innych niz krzyki ego które mi wmawia że jestem okej

      o jej

      olala 

      paczeko (fonetycznie z portugalskiego tłumaczy się na wysoko ale w niematerialnym sensie tylko wyniesion jakos tak nie wiem jak ci to wytlumaczyc sputaj w Hiszpanii) 

      ego 

      nie niosę światła myślę o sobie 

      ja jestem światłem 

      mów mi słońce 

      mówię o największej gwiezdzie którą znam też na b jak imię i ksywa które nadała mi rodzicielska decyzja i ksywka którą sobie sam potem wymyślam 

      b b b b b

      lubię choć nie wolno mi lubić nic tylko do siebie czuć wstręt i hejt jak nienawiść 

      czemu nie potrafię się zabić 

      skoczyć i skończyć 

      wybrać gałąź i owinąć szyję w pętle i runać niczym nazisci i skończyć jak Hussein tylko w pewności zostawić że napewno winny 

      zabiję cię 

      a to ja zasługuje na śmierć 

      przystaw mi broń do głowy i kurwa mać strzel

      niemetaforyczne jak liryczne zabójstwo tylko elektryczne krzesło ku ulgom 

       

      hau hau buda i łańcuch i kagancu na pysku a nie mi tu bazyliszku 

       

      oto ściana słów które nic nje znacząc cóż skąd miód i mleko i ze srebra zastawa na stole komus kto nie doceni nigdy bo jest matolem

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Nie wiem co źle robię Ale ciągle myślę o sposobie Jak pokochać siebie Jak czuć się jak w niebie   Chciałabym być prosta jak kartka papieru Cienka idealna pełna manieru   Na kartce piszą da się ją przeczytać A ja jestem zamkniętą jak zszywacz   Chciałabym być otwarta i nic nie ukrywać A tak naprawdę muszę zgrywać Że jestem idealna i szczęśliwa jak pies Zawsze gdy ktoś mnie widzi nie wie co mi jest   Nie wie co czuję co się ze mną dzieje Ale co w tym dziwnego jak tylko się śmieje?   Kartka jest prosta czysta jak niebo gdy tylko ktoś na niej długopisem napisze  Brudzi się tylko od niego…
    • @Mitylene tak owszem, zawsze  takie majestatyczne:) dziękuję ci:) pozdrawiam serdecznie:)
    • @brt chce wypić to co ty poproszę namiary kompoty browary dzięki stary
    • @violetta zapach tulonych płatków przywołuje pamięć z dzieciństwa malując w tej miniaturze ciepłe wspomnienie. Podoba mi się metafora " kipiących bzów"- uwypukla bujność tych kwiatów i ich czarodziejski zapach...
    • No to tak  Co zauważam w tym tekście to ostatnie wers za wersem za wersem trzy razy. Super to ale może zedytuj do pięciu bo to cyfra bez skazy gdy ma się dwie piątki w urodzenia dniach daty to się czuje więź. Super wiersz o monecie i reszcie której nawet nie wyda ekspedienkta bo nie jest podmiot liryczny wart centa choć poleciał na wersach. Złamany grosz to coś jak ruletka którą wygrał ale kasyno no nie było stać go na wypłatę bo swoją wdowią monetą o której nawet nie wiedział postawił poewnie piątkę i spadła kulka na kole na tą cyfę a jak czytamy w słowach księgi Wdowi grosz do bardziej wartościowych należy niż bogacza żetonów stosik, gdzie to nadmiaru kawałek fortuny, I tak cebulka wydobyta z dna pod dnem, rzucona na planszy na znaczek z cyfrą jak pięć udała się przepowiedzieć gdzie wyląduje kula na kole ale ale ale  ale ale ale nieświadomość daru gracza nieświadomość gry nie daje im kasyno wygranej zresztą nie stać ich nawet bo ta resztka dobra w nim głęboko pod zgnilizną duszy generalnie (głuopio rymować generalnie słowem ale jakoś tak wychidzi że w wielu miejscach gdzie nic nie można na szybko sklkelić w rym genrealnie słowo daje ten stan ulgi gdzie sklejasz wers rymem tak tu jerst kumasz mnie czy nie pewnie jedno i drugie to tako mądre jak i głupie to tak samo stoi twardo na nogach ale wie jak to jest upaść i twarda podłoga na własne życzenie leży pod twoim cielem (wymyślone słowo przywilej który grafomanowi się takoż samo należy jak i poetom czyli lp w skrócie kmwtw tak tu jest ma rymować się generalnie wielokrotnie najlepiej bo to wyjebanie fajne usłyszane w przestrzeni wersy mówią mi kiedyś a dziś wiem że jak i religia chrześcijańska jak i licencja poetica powinny być mi przywileje odebrane i na nic amen i na nic rymowanie w tekstu ścianie to już nie fajne gdy dziecko we mnie martwe jak sam je zabiłem monster artowaniem na nieświadomości oczywiście jak to ja oto ja kurwa mać (a przekleństwa karmią szatana ale i jemu należy się strawa bo to dziecko Boże i Stwórca marzy może że i Lucyferowi ostatecznie należy się raj (no koniec wojen niech ta pierwsza przykład da i pogodzi się zbuntowany anioł z SYnem Bożym drugim razem narodzonym wśród ludzi i zbijając piątki skończą terror wrogów ze światów niematerialnie istniejących) (zapomniane główne wątki i co zrobić gdy się leci w te klawisze i nie ma czasu wracać do wcześniej co się pisze i się chce tylko stawiać kolejne litery w słowa sylabami ustawione które się spacjami oddzieli bez interpunkcji bez kropek i przecinków bez kitu tu tylko nawiasy z takich znaków dziewczyno chłopaku ratuj to głowa po mocnych trunkach kończy się flaszka za cudzy pieniądz którą w gardło ze szklanki się wrzuca no kurde (choć rymowałoby się kurwa ale te przekleństwa to taka sprawa jednak niezajebista bo raz że karmią szatana który wciąż chce dla nas piekła jak i drażnią ucho i nieprzyjemna nastroju rozmowy wibracja wpada do mózga przez ucha kanały ślimaki (nieporadzisz na te nawiasy już nawet nie chce wracać do głównej myśli do pierwszych fraz do frazy która ten wyrzyg zaczęła tak tu jest tak się dzieje i to nieraz i się niezmienia oto ja tylko do przodu bez pomyślenia jak gaz do dechy gdybym wsiadł do samochodu za kierownice i pewnie pierwszy zakręt powinien być dla mnie oszukać przeznaczenie cudzym cierpieniem i wciąż niedocenienie dobra wokoło tylko ból i cierpienie, zaufanie do człowieka stracone i wzgarda i hańba (pierwsza myśll mi się przypomina znienacka nagła iskra że to komentarz wiersza o monetach pisałem i wkładzie nieświadomym z cebulki kmwtw generalnie piszę generalnie nielubiąc generalnie ale często gęsto to słowo czyli generalnie rymuje się gdy nie wpada nic lepszego do głowy i można z ulgą rymem z generalnie słowa rymowankę złożyć)  O walucie wiersz spowodował że powstaje ściana z tekstu która bezsensem okazuje się i niepotrzebnie wysłana w komentarzu powinna nie była się zacząć by nie mogła się skończyć ale oto ja w tym czasu się dla pokazu i wyżycia wśród szumu trunku którego spożycia w nadmiarze znalazłem szansę i jakoś tak myśli mam niecodziennie dostępne gdy zaciemnienie na umyśle należne z zamknięciem pyska idące w parze którego pożądanie czuje wśród współpasażerów byłych już przedziału pociągu który wiezie mnie nie na miejsce i nie na odpowiedni przystanek o nieodpowiednim czasie zapowiadane co do minuty dotarcie po krzywych torach po szynach które były złe jak moja osoba. A co do wiersza to super że poezja Ci przyszła wena i wiersz się udał bo w rymach wersach i zwrotkach jest forma podziwiam przy tym dniu a to sobota pa
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...