Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

„Raz,dwa,raz,dwa,działa.”


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nachyliłem się nad nią i zamarłem w bezruchu. Nie mówiliśmy nic. Patrzyła mi w oczy, pytającym wzrokiem spod mokrych rzęs.
Oczy były wilgotne, przejęte i przerażone. Twarz poprzecinana smugami, jedne kończyły się na policzkach, inne lśniły jeszcze na linii szyi. Odgarnąłem kosmyk z wilgotnego, lśniącego czoła. Każdy fragment mojego dotyku był jak fragment opowieści, wywołujący inną reakcje i inne odczucie w otwartych oczach.

Odczuwanie. Udało nam się. Dzieciom tego świata. Udało nam się zakochać w sobie.
I niby to było takie proste- zakochać się. Zakochać. Nikt nam przecież tego nie zabronił. Nikt nas nie prześladował, nie popełnialiśmy mezaliansów, nie walczyliśmy z podziałami rasowymi, klasowymi, społecznymi. Nie mięliśmy za plecami wojny, biedy, nie musieliśmy pokonywać ani mil, ani chorób, ani zazdrosnych kochanków, ani sadystycznych małżonków. Nie musieliśmy się ukrywać, ryzykować życiem, wygnaniem, spaleniem, wyklęciem, utratą dobrego imienia. Nikt nie wyjechał. Nikt nie powrócił. Nikt na nikogo nie musiał czekać. Nikt nas nie skrzywdził, o nie. Nie maltretowano nas w szczęśliwym dzieciństwie, żadnych blizn. Nikt nas nie zgwałcił, nie wystraszył, nie zrobił urazu. Nikt nas nie porzucił, nie pokrzywił naszych młodzieńczych uczuć. Z matematycznego punktu widzenia- założenia zostały spełnione, ona kocha mnie, ja ją.

Podniosła dłoń. Zbyt drżąca i niepewna, by włożona w moje włosy dawała przyjemność i rozkosz dotyku długich palców. To było raczej jak próba mikrofonu „raz, dwa,raz,dwa, działa”.
Działa, możesz mnie dotknąć, jestem realny i rzeczywisty, jestem blisko, moja skóra jest miękka i ciepła, tak, dzięki Tobie, i już wiesz, ze jest tylko Twoja. Już powinnaś to wiedzieć. Już czas, Nie pytaj już tymi wilgotnymi oczami, przecież wiesz, że Cię kocham.
„Raz, dwa,raz,dwa, działa”. Teraz to Ty jesteś nade mną. Grawitacja nie zawodzi nawet w ekstremalnych sytacjach. Ciepła łza roztrzaskuje się o mój nos. Druga świeci się na włosach mojej brody. Na Twojej tez jest łza. Unoszę się lekko i ją scałowuje.

Dzieci tego świata. . Z matematycznego punktu widzenia- założenia zostały spełnione. Ale dzieci tego świata nie umieją kochać. W sumie to nie ma kochania. Przecież to tylko biologia, chęć przetrwania gatunku, która manipuluje naszymi hormonami. Po porządnie- a nie tęsknota. To zaprogramowana prokreacja- nie miłość. To nie czułość i tkliwość- to edomorfina. Medycyna to bardzo dokładnie wyjaśniła, żebyśmy nie żyli w ciemnocie i nieświadomości, można to dokładnie prześledzić, dowiedzieć się tylu ciekawych rzeczy o reakcjach chemicznych w naszych zakochanych organizmach.
Namiętność. Czytałem o tym. A tak, widziałem tez na filmach. Ładne.
My? Nie. My nie.
Nam nie wolno popadać w jakieś romantyczne szały namiętności. Kochać się szaleńczo, dziko, beztrosko, głośno i frywolnie.
„Tak proszę, zajdź w ciążę. Za mało nerwów kosztują nas te studia? tak, zaprzepaść to, cieżką prace i nasze pieniądze, wróć do tej dziury z 40% bezrobociem, baw dziecko i gnij tu poniewierana przez wszystkich”
„Tak, proszę, zrób jej dziecko. Ale informuje Cię, ze jesteś studentem i nie masz jeszcze żadnych dochodów i ze strony prawej to wygląda tak, ze to my będziemy płacić za Ciebie alimenty”
My nie znamy szałów i porywów namiętności, jesteśmy rozsądną i poukładaną młodzieżą, w głowie pełno cennych rad, mądrości pokoleń i gorzkich słów, tak gorzkich, ze słodkie pocałunki nie są stanie zatrzeć goryczy.
I gdy lądujemy już w łóżku, przygotowani, oczytani, zabezpieczeni i uspokojeni, to jeszcze trzeba uwierzyć.
„Faceci dostają czego chcą i odchodzą”
„Faceta tak naprawdę chodzi tylko o jedno, jak mówi ze kocha, to tylko po to, by zwabić Cię w swoją siec”
„Dziewczyny są sprytniejsze niż myślisz, łapią facetów na lóżko”
„Fura, skóra i komóra- stary- nie oszukuj się”
„Ty się lepiej w nic nie angażuj, Twoimi najgorszymi wrogami są Twoi przyjaciele”
Trzeba uwierzyć, w ta starannie zeszmaconą miłość. W tą miłość- milion razy sprzedaną w tvshopie, nakręconą amatorską kamerą na obrzydliwym pornosie, wepchniętą pomiędzy alimenty, prawo karne, oddziały noworodków, mądrości podwórkowe, miedzy studia, egzaminy, sesje, praktyki, pracę, wyścigi szczurów, wyścigi sąsiadek, w tą miłość z czatów, z „gorącej trzynastki”, „perwersyjnej pięćdziesiątki”, z rozpaczliwych ogłoszeń matrymonialnych, różowych blogów. W tą miłość, dla której dziś niczego się nie ryzykuje, niczego nie poświęca, niczego nie porzuca, niczego nie naraża, na którą nie ma czasu, na która nie ma sił, nie ma miejsca, która w niczym nie pomaga, niczemu nie służy, która jest po nic. Która wręcz przeszkadza, rozprasza, która jest niepraktyczna, przez którą zaprzepaszcza się starania rodziców, semestry na studiach, swój rozwój osobisty i ciężko wyuczone metody skutecznego działania.

Kolejna łza spływała wolno, potem zatrzymała się na brzegu policzka, powiększała się powiększała, aż w końcu spadła szybko- prosto na moje wargi. Twoje oczy rozszerzyły się mocniej. Oddech jakby ustał. Stałaś mi się nierealna. Ciągle pytasz tym wilgotnych wzrokiem. Pytasz o sens tego wszystkiego, o sens nas, o sens tego śmiesznego uczucia, które tylko my umiemy, w które tylko my jeszcze, niepraktyczni naiwniacy, jeszcze tak rozpaczliwie wierzymy. Opuszkiem palca wskazującego zmazujesz łzę z warg. Widzę przeproszenie w Twych oczach i czuje się zły. Przepraszasz po raz kolejny za swoje poruszenie, wrażliwość, za to, ze spadają na mnie Twoje łzy. I wiem, ze nie wierzysz, ciągle nie wierzysz, ze ja chce w tym wszystkich uczestniczyć. Ze już nie potrzebuje idaelanych, silnych, samowystarczalnych ludzi, panujących nad emocjami, radzących sobie świetnie z życiem, przebojowych i niewzruszonych. Ja nie potrzebuje już pięknych kobiet, z urodą wyciśniętą i wyeksponowaną do granic możliwości, z podkreślonymi wszystkimi atutami, zatuszowanymi wadami, z określonymi typami urody, figury i całym image do tego dopasowanym, wystylizowanych psychicznie i fizycznie kukiełek.
Ja potrzebuje człowieka, cierpiącego, płaczącego, niepewnego, prawdziwego i naturalnego.
Ja potrzebuje człowieka, który nie wie, co jest modne, trendy, twisty, funcy, co najbardziej mnie kręci, bo jestem facetem, co powinnaś robić, bo jesteś kobietą.
Ja potrzebuje zacząć świat od początku, jakby nikt nam tego wszystkiego nigdy nie powiedział, jakbyśmy nie przeczytali tych wszytych mądrych, naukowych książek i tych wszystkich niemądrych gazet, jakbyśmy nie oglądali żadnego love story, jakbyśmy nie byli na zadanym weselu, nie słuchali zadanych prawideł, jakbyśmy to my mieli stworzyć miłość, bo Stwórca tak jakoś zapomniał

Patrzę na swój cień ścianie. Widzę jak o mój cień ociera się cień Twojej ręki, którą jednocześnie czuje na swoim ramieniu. Cień jest piękny. Widać na nim, ze masz długie paznokcie. Nie żadne tam tipsy. Długie, malutkie, Twoje paznokcie na końcach Twoich dziecięcych dłoni. I wtedy coś we mnie drga. Boże, jak ja Cię kocham.
Uśmiechasz się do mnie wilgotnymi oczami.
Przesuwam rękę. Wędruje wolno, aż w końcu znajduję mostek. Taką kość na Tobie. Już wiesz, po co mi ona. Kładę za duża dłoń powyższej i słucham, jak bije w Twoje serce. Już moje.
Twoje wilgotne oczy patrzą nieprzerwanie na mnie, tym razem ze zrozumieniem. Może dlatego nie wstydzę się, gdy teraz Ty końcem języka scałowujesz łzę z mojego policzka- gdy scałowujesz efekt uboczy nieprzystosowania do czucia, tego, ze się uda nam- dzieciom tego świata.
Mrużysz oczy i mruczysz jak kot. Twoja dłoń już nie jest już jak próba mikrofonu.
„Raz, dwa, raz, dwa, działam”

Opublikowano

haajjjjjj

technicznie bardzo kiepsko

1)Nachyliłem się nad nią i zamarłem w bezruchu - ludzie najczsciej zamierają w bezruchu, wystarczy zamarłem. ( pomijając fakt, że nie rozumiem dlaczego on zamarł, skoro tak bardzo ją kocha? Ludzie zamierają zazwyczaj ze STRACHU!)

2) Patrzyła mi w oczy, pytającym wzrokiem spod mokrych rzęs. - unikaj "mi" Patrzyła w moje oczy..jest lepiej , po drugie wyliczanka epitetowa, pytający wzrok, mokre rzesy, zbytnie zageszczenie przymiotnikowe...

3) Oczy były wilgotne, przejęte i przerażone - czyje? To nie moze być zgadywanka...po drugie znów wyliczanka epitetowa,

4)Twarz poprzecinana smugami, jedne kończyły się na policzkach, inne lśniły jeszcze na linii szyi.??? - jakimi smugami? wiem , ze twarz moze byc przecieta sznytami, mogą też być blizny, może chodziło ci o smugi światła???,no bo one faktycznie mogą lśnic, ale to trzeba napisac, a nie czytelnik musi sie pocic zeby dojsc do sedna sprawy...

5)Każdy fragment mojego dotyku był jak fragment opowieści, wywołujący inną reakcje i inne odczucie w otwartych oczach. - ciekawa myśl, ale źle sprzedana , pomyśl jak inaczej sformułować to zdanie, żeby nie straciło znaczenia a zabrzmiało lepiej.

6)nie popełnialiśmy mezaliansów - nie popelnilismy mezaliansu , nie zrobił urazu - ekhm?
Z matematycznego punktu widzenia- założenia zostały spełnione, ona kocha mnie, ja ją.
-???? o co chodzi?

7)mieszasz czasy , o ile podczas snucia refleksyi, czas nie jest istotny, bo chodzi o emocje, o tyle w akcji właściwej , która niewątpliwie jest tu zarysowana, najpierw piszesz w przeszłym potem w terażniejszym, chodzi o to:

Nachyliłem się nad nią (...) podniosla dlon (...) Ciepła łza roztrzaskuje się o mój nos. Druga świeci się na włosach mojej brody. Na Twojej tez jest łza. Unoszę się lekko i ją scałowuje.

tak być nie może. Ostatnio nabieram wiekszego zrozumienia w zakresie tworzenia nowych wyrazów ale scałowuje do mnie nie przemawia...niestety

8)Zbyt drżąca i niepewna, by włożona w moje włosy dawała przyjemność i rozkosz dotyku długich palców. - to jest niegramatycznie - by włożona ???

technicznie chyba tyle, pewnie cos ominąłem...


2) jeśli chodzi o treść, hmmm,

Wierzę że był pomysł i to ciekawy...chciałeś(aś) pokazać że w dzisiejszych czasach można szaleńczo kochać, nie planować zimno, chłodno, roztrząsać za i przeciw, a dac się poniesc emocjom, Starałaś(eś) pokazac to poprzez konkretną sytuację spotkania kochanków, takiego swoistego monologu narratora, które jest niewątpliwie mężczyzną ( niestety nie wiem w jakim on jest wieku, mylę tropy, jesli on wie czego chce KOBIETY, która nie wie co jest trendy, itd, jest on juz doswiadczonym menem, ktory przezyl juz troche i wie czego chce , ale za chwile mówi mi, że uwielbia dzieciece dłonie (pewnie chodziło o ich delikatność) i podniecają go paznokcie, wiec nie moze byc dojrzałym facetem....) i to jest dobry pomysł, tworzy to zamkniętą całość, JEST O CZYMŚ, to jest najwazniejsze ma treść!!! - niestety jest skopany, technicznie, stylowo słaby, brak dobrego warsztatu , ale myśle, ze to dlatego, ze jestes na poczatku pisania i dlatego tu zamieszczasz...
Bardzo podoba mi sie ta mysl w srodku, że dotyk wywołuje emocje podobne do tych, które człowiek czuje podczas zagłębiania się w jakąś opowiesc, i zupełnie inne w różnych stadiach poznawania.


Moja rada. Przemyśl , własciwie nie, bo wszystko masz przemyslane, jest tylko chaotycznie sklejone, postaraj sie porawic błędy, czytaj czytaj i jeszcze raz czytaj...i pisz... bo masz cos do powiedzenia a to wazne.

Pozdrawiam...

Opublikowano

Moze przeczytałam nie dokładnie a moze jestem zbyt płytka i nie chwytam głebi tego przekazu, ale dla mnie ten tekst jest jednak o NICZYM. Nie ma fabuły, tresci, on kocha ją, ona jego, bla bla bla, strasznie mdłe, nic sie nie dzieje, do tego technicznie marnie napisane.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




raczej przeczytałaś niedokładnie , bo o to drugie Cię nie podejrzewam, to sama juz napisałaś, nie jest o NICZYM, to jest o zażenowaniu sposobem pojmowania miłości przez młodych ludzi w dzisiejczych czasach i co wiecej, autor poprzez swojego bohatera, zakochanego do szaleństwa w pewnej dziewczynie nie potrafi tego pojąć, że on może tak strasznie kochać sercem, a wokół tyle kolorowych rzeczy, które mydlą nam oczy.
może autorka się wypowie, czy mam rację?... chyba ze nie chce.

Oxy proponuję czytać z większą uwagą nawet te skopane techniczne teksty, to może Ci znaleźć głębie i treść w swoich utworach...bo jest jej tyle co kot napłakał :P tylko szokujesz jak narazie z tego co pamiętam...a szkoda

Pozdrawiam
Opublikowano

Mnie sie ten tekst poprostu nie podoba. I raczej nie spodoba, nawet jesli polowa foromowiczow zacznie mi wmawiac ze jest bardzo gleboki i przemyślany. Nie dociera do mnie i juz. Odbieram jako trywialny, melodramatyczny, jak juz napisałm wyzej - MDŁY.
Oczywiscie, to TYLKO moje skromne zdanie, zreszta ... najpewniej sie nie znam , tyle we mnie wrazliwosci co w moich tekstach.
Nie przeciągajmy juz tej dyskusji.
Pozdrawiam Autorkę i Piotrka.

Opublikowano

jasne, tylko ja na koniec dodam, napisałem tam gdzies ze mi się podoba???

Czytajmy uważnie z pomyślunkiem...i ostrożnością w wypowiadaniu myśli...to jest mdłe, bo hjest technicznie niedoskonałe i nie ma nawet najmniejszych, artystycznych wartości...ale jest tresc...i pewna myśl, pomysł, którą można rozwinąć, naprawić, ubrać w artystyczną formę...

dziękuję bardzo i kłaniam się nisko

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Heh :) Piotrze (wybacz że na Ty, ale na Pan za młody jesteś ;-) )

4) Masz prawo jako facet (oczywiście bez urazy) nie wiedziec o jaki smugi chodzi (autorką nie jestem, ale po przeczytaniu tekstu raczej się nie mylę). Otóż jak zakładam chodzi o smugi rozmazanego tuszu do rzęs. Gdy kobieta ma na rzęsach mascarę niewodoodporną, to gdy płacze [ "Patrzyła mi w oczy, pytającym wzrokiem spod mokrych rzęs. Oczy były wilgotne..." więc chyba można zakładac że płacze] na jej policzkach i czasem na szyii (gdy jest wyjątkowo poruszona ;) ) pojawiają sie smugi rozmytej i mokrej mascary. To by też wyjaśniało dlaczego owe smugi lśniły :)


A co do słowa "scałowuje" to wg mnie jest zdecydowanie i jak najbardziej na miejscu ;P ale to kwestia gustu, więc jak tam sobie uważasz. Jeśli byś chciał popyszczyc na ten temat lub tez sprobowac cos udowodnic to na prv :P szkoda oczu biednych forumowiczów :P

Pozdrawiam serdecznie
M.
Opublikowano

Witam komentatorów!

Panie Piotrze,,,,
Boję sie wypowiadac, nie bedę bronic tekstu, ani o nim opowiadać, bo teskt powinien zrobic to sam, jesli sie nieudało- to znaczy,ze jest słaby....

O czym to miało być?....
Nie miało byc zadnej akcji,zadnych wydarzen, przygód. Miał byc tylko on, zmęczony on, i zamordowana wrażliwosc- przez komerche, slogany, prymitywizm, płytkość, miało być wycienczenie walką ze zeszmaconymi uczuciami,nawet tymi wielkimi i popsuty tym wszytkim, zamro źony środek, który zapada na znieczulicę...

I ostecznie miało być wruszenie, które przychodzi wtedy, gdy okazuje sie,ze da sie to w sobie pokonac... gdy okazuje sie, ze cos jednak działa jak powinno.

tak miało byc, szkoda,ze nie wyszło..:(

Dzekuję za komentarze, zwłaszcza o stronie technicznej....Tekst poprawię,chociaz chyba niewiele to mu da....

Pozdrawiam i jeszcez raz dzieki!!

Opublikowano

ejże Droga autorko!
Nie poddawaj się! Piotr tak zawsze "jedzie" po ludziach! To jest twój tekst więc go broń. I nie bój się napyszczyc (tzn. napyskowac). Odgryź się, postaraj przekonac do swoich racji, bo jeśli zawsze będziesz się tak poddawała (jak ktoś powie, że to co napisałaś jest Be, to czy to znaczy że takie jest - g..no prawda) to do niczego nie dojdziesz.
Piotr jest dużym autorytetem (fakt), ale bac się go nie można :P całe komentowanie poszlo by na marne :)
Tak więc na ramię broń i do boju autorko! Broń swego dzieła!
Buziaki i serdeczne pozdrowionka
M.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Magdalena Właśnie, dokładnie, w pewien sposób jest. 
    • @Berenika97 To  dobry wiersz — mroczny, gęsty i konsekwentny od początku do końca. Podoba mi się, że tutaj wszystko powoli gaśnie, osuwa się, rdzewieje i znika, ale dzieje się to bez histerii, tylko z jakąś chłodną godnością. Najmocniej zostają mi w głowie: ślepe okno, okuty kufer i klucz połknięty przez rdzę — świetne obrazy. Wiersz ma klimat i ciężar. Ja tak nie potrafię.  U mnie chaos -  usprawiedliwia mnie tylko  to, że jestem mężczyzną - archaicznym. 
    • Zobaczyłem dzisiaj kota W towarzystwie z kociętami Leżącego na środku drogi   Ich wnętrzności były czarne Padły na piekący asfalt A ich koniec był ubogi   Przy zapachu jajecznicy Odór smażonego truchła Przywołuje czarną dziurę   Postać jej zagina światło Jakby czernią emanuje Kiedy wzrokiem ją świdruję   Białe oczy niewzruszone Dwa to punkty w jej sylwetce Pusto patrzą na kocięta   Kiedy dusze ich wysysa Ścierwo gnije i rozkłada Lecz czerń nie jest tym przejęta   I po chwili gdy już skończy Każdy chce by sobie poszła By zniknęła każdy prosi   Lecz ta ciemność nie zanika Tylko wciąż dalej żeruje I na innych się przenosi   A ja stałem tak ciągle otępiony Gdy widziałem kolejne to demony Przyczepione do każdej tak istoty Miały ludzi, rośliny, nawet koty   Te od spodu kwiaty już wąchały Czarne byty wszystko rozkładały Gdy na głowie poczułem to ciążenie Zrozumiałem że wszystkim jest cierpienie   Śmierć - panowie rozkładu To oni nas hodują Mija krótki żywot Oni wciąż żerują   Mam nadzieję, że umrę Choć nie jestem gotowy Ot małe marzenie  Dawno ściętej głowy Nabitej na kark.
    • w mieszkaniu pachnącym rosołem i lekko przypalonym snem który ktoś próbował uratować dolewką wody stoi ona królowa klamek które same się naciskają  i drzwi które przestają należeć do was Pelagia wchodzi jak rachunek za cudze życie z odsetkami liczonymi od waszego pierwszego oddechu wchodzi z reklamówką która szeleści jak wyrok w zawieszeniu niosąc w środku mrożonki które nigdy nie zaznały wybaczenia jej włosy to tłuste kable pod napięciem gdyby je dotknąć można by zasilić pół osiedla w poczuciu winy i jeszcze zostałoby na oświetlenie waszych błędów twarz ma jak garnek po bigosie niby umyty ale zapach zostaje na zawsze wygląda jak protokół powypadkowy  każda zmarszczka to paragraf na waszą radość a usta zaciśnięte tak mocno że mogłyby prostować gwoździe. Pelagia arcykapłanka domowego porządku odprawia nabożeństwa nad waszym zlewem jakby tłuszcz był grzechem pierworodnym głosi że zbawienie przychodzi w płynie do naczyń a grzech najlepiej zeskrobać druciakiem i polać Domestosem aż zacznie skrzypieć z czystości jej głos to łyżka stukająca o zęby to odgłos żwiru sypanego do trumny waszego wolnego popołudnia suchy rytmiczny i ostateczny mówi długo jak czajnik który nie wie kiedy przestać gwizdać bo nikt go nigdy nie zdjął z ognia po trzech zdaniach nie oddychasz po pięciu przepraszasz za rzeczy których jeszcze nie zrobiłeś po siedmiu zaczynasz planować winy na przyszłość Pelagia nie pyta o zdrowie ona jest patomorfologiem waszej niedzieli w różowym fartuchu w bratki przeprowadza sekcję zwłok waszego entuzjazmu wsadza wam palec w przełyk żeby sprawdzić czy wasze sumienia mają odpowiedni odczyn ph i czy nie strawiliście przypadkiem resztek własnej godności którą podała wam w sosie na kolację w zeszły wtorek w jej obecności zegary zaczynają chodzić wstecz aż lądujecie w kącie z rękami za głową przepraszając za to że wasz ślub nie był mszą żałobną za jej młodość wypluwa waszą radość na spodeczek bo twierdzi że jest niedopieczona i ma w środku jeszcze krew waszych marzeń o ucieczce które według niej powinny być już dawno ścięte fileciarka relacji bierze wasz dzień kładzie go na desce i tnie w poprzek sensu aż zostaje tylko to co jej pasuje do obiadu i co da się łatwo przełknąć bez myślenia wasze plany lądują w misce jak odpadki a ona robi z nich "na szybko coś dobrego” co smakuje jak dożywotni obowiązek i zostaje w żołądku na zawsze wchodzi do waszej  sypialni z licznikem Geigera na grzechy; sprawdza czy wasze kołdry nie promieniują zbytnią swobodą i posypuje prześcieradła solą egzorcyzmowaną żeby namiętność nie wykiełkowała ponad normę unijną wasze łóżko traktuje jak stół do ping-ponga na którym rozgrywa mecz o waszą uległość  dezynfekuje was z intymności i przycina wasze sny sekatorem żeby nie wystawały poza krawędź jej przyzwolenia wasze "kocham” pakuje próżniowo w folię bąbelkową wyciska z niego powietrze i sens i opisuje flamastrem: do użytku po śmierci -  w razie braku innych atrakcji potem posypuje wasze ciała talkiem dla niemowląt żebyście nie mogli się do siebie przytulić bez poślizgu winy i lekkiego wstydu klienci czyli wy kiwacie głowami jak ziemniaki w gotującej się wodzie pękacie powoli od środka bo już nie macie siły się nie ugotować a ona bierze to za wdzięczność i dokłada soli aż zaczynacie smakować jak jej racja jej spojrzenie jak ręka wkładana do szuflady z nożami niby nic się nie stało a jednak krwawisz i nie wiesz skąd i zaczynasz podejrzewać siebie przesuwa talerze żeby głód miał odpowiednią hierarchię i wiedział gdzie jest jego miejsce a kiedy siada na kanapie meble jęczą w dialekcie staropolskiej męki i proszą o skrócenie wyroku jej śmiech to dźwięk widelca szorującego po dnie pustego garnka sygnał że właśnie zjadła wasze wolne popołudnie kiedy mówi "synku” powietrze gęstnieje jak sos zbyt długo gotowany robi się ciężkie tłuste i nie do odrzucenia oddychasz tym i zaczynasz smakować jak ktoś inny kto już dawno przestał mieć wybór otwiera okno i wpuszcza do środka zaduch z klatek schodowych roku osiemdziesiątego drugiego w którym każde wasze " chcę" brzmi jak zdrada stanu i powód do donosu Pelagia magazyn przeterminowanych prawd ma w torebce zamrażarkę turystyczną która buczy cicho jak wyrzut sumienia    trzyma tam wasze odcięte pępowiny z datą ważności: nigdy! żeby w każdej chwili móc was nimi poddusić gdybyście zachcieli odetchnąć bez jej zgody jej uśmiech to ekspozycja w muzeum patologii rodzinnej zwiedzanie obowiązkowe rzędy zębów jak nagrobki waszych wspólnych weekendów które osobiście zabiła ścierką do naczyń i kazaniem o wyższości firanek nad wolnością kiedy w końcu wychodzi nie zostawia pustki zostawia po sobie galaretę która tężeje na waszych twarzach to nie jest już dom to inkubator jej racji gdzie wasze kręgosłupy służą jej za szczebelki do drabiny po której wspina się by napluć Bogu w okno za zbyt małą ilość octu w waszej krwi zostajecie w tym rosole po kostki pływacie jak oka tłuszczu które nie mogą się połączyć bo ona już dawno was przesiała przez sito swoich oczekiwań wieczorami gdy próbujecie się dotknąć skóra schodzi wam płatami odsłaniając jej inicjały wypalone na waszych mięśniach jak znak jakości na mięsie armatnim Pelagia nie wraca do siebie Pelagia po prostu zmienia formę skupienia teraz jest waszą zgagą waszym bezdechem jest tym szarym nalotem na waszych językach który sprawia że każde wasze "kocham” smakuje jak stara ścierka do podłogi siedzicie cicho żeby nie zbudzić jej echa w rurach patrzycie w talerze gdzie wasze marzenia dogorywają w gęstym sosie a ona ta wielka pajęczyca w fartuchu w bratki już dawno was wypatroszyła wypchała trocinami waszych kompleksów i postawiła na meblościance swojego życia jesteście martwą naturą jej najsmaczniejszą bo podaną na żywca niedzielną ofiarą całopalną            
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...