Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

I znów piszę o miłości.


Jestem już stary i zmęczony. Wypadają mi włosy, żółkną zęby ale najgorsze w procesie starzenią są powtarzające się do znudzenia sytuacje.. Ci sami ludzie, te same historie, młode, świeże laseczki. One mówią do mnie - proszę pana - i to mnie wkurwia najbardziej. Mam zasrane, gówniane życie. Śpię długo, wstaję późno, całuję lustro i widzę w nim trzydziestkę na karku. Całe życie za sobą - wspomnienia , które nie dają mi spać, marzenia, do których nawet się nie zbliżyłem i nadzieję. Nadzieję na to, że spotkam ją i poukładam wszystko od początku i w należytej kolejności. Pragnę kobiecej bliskości, takiej zwyczajnej, codziennej ale jednocześnie boję się kobiet. Zapomniałem już jak to się robi. Trzy lata samotności i wciąż jestem w tym samym miejscu. Boję się, że już nic mnie nie spotka w życiu dobrego, że spleśnieję w tej mojej kawalerce jak spaghetti z przed tygodnia, które zjadł sąsiad kot i zdechł. Boję się, że nikt już nie podzieli mojej chorej wyobraźni na pół. Nie ma już dla mnie szans.
Niedługo skończę dwadzieścia siedem lat i pomału staczam się na dno. Nie chce mi się oddychać a wóda i browar to jedyny, konkretny sens mego istnienia. GITARA ZAMIAST KOIĆ ZMYSŁY JEST MOIM NIEDOŚCIGNIONYM IDEAŁEM LOLITY - dawno temu napisała mi pewna stara baba w liście. Nie wierzyłem jej do czasu, gdy poznałem Penny.
Spotkałem ją w obskurnym barze na Wilanowskiej. Nie wiem co takie ślicznotki robią w takich miejscach. Sączyła piwo przez słomkę i lśniła jak gwiazda. Jej długie, kręcone blond włosy zasłaniały delikatną twarz. Mrużyła oczy i mogła mieć najwyżej dwadzieścia lat. Wyglądała bosko. Kiedy wstała i podeszła do baru by kupić fajki, zobaczyłem ją w pełnej krasie. Fantastyczny tyłeczek opatrzony obcisłymi dżinsami, idealna talia, niebieska bluzeczka w kolorowe groszki, malutkie, idealne piersi - szaleństwo sobotniej nocy. Spotkałem się z jej wzrokiem. Uśmiechnęła się do mnie, ale ja , jak to zwykle bywa, nie miałem odwagi podejść. Los tym razem okazał się dla mnie łaskawy. Wyszedłem na zewnątrz zaczerpnąć świeżego powietrza bo dość miałem papierosowego dymu. Usiadłem na murku, patrzyłem w noc i rozszarpywałem swój najnowszy filmowy pomysł na strzępy. Wyszła za mną, zapytała mnie o ognień a ja zakochałem się w niej od drugiego wejrzenia. Była idealna. Nie wiem dlaczego , ale zawsze zakochuję się w pięknych kobietach, które przypominają mi aktorki z konkretnych filmów. Zapytała mnie co robię w takim miejscu a ja opowiedziałem jej o swoim życiu. Zaimponowałem jej i byłem zaskoczony tym faktem. W Warszawie laski lecą na reżyserów , lub producentów. Scenarzysta jest zwykłym śmieciem, którego nikt nigdy nie pamięta.
-Imponują mi mężczyżni, którzy mają jakiś odlot, pasję. Ja nie mam żadnej pasji. -stwierdziła Penny Lane. W rzeczywistości, miała na imię Aga, ale podobieństwo było tak ogromne, że zakodowałem ją sobie w głowie właśnie jako Penny Lane.
-Nie wierzę ci. Na pewno jest coś co cię pociąga w życiu.
-Nie ma.
-Zamknij oczy i pomyśl o rzeczy, która powoduje, że wznosisz się ponad rzeczywistość, coś co wyzwala w tobie ogromne pokłady emocji, wrażeń, coś w czym jesteś gotów się zatracić i odpowiedz mi co to takiego?
- Taniec - odpowiedziała i uśmiechnęła się leniwie, a ja o mało nie dostałem ataku serca. Wyobraziłem ją sobie w sali pełnej luster. Uśmiechnięta, piękna i zakochana w tańcu. Widziałem ją, jak unosi swoje drobne ciało na jednej nodze, rozkłada swe smukłe , delikatne ramiona jak anioł gdy rozpościera skrzydła, prostuje swe ciało i obraca się wokół własnej osi - piruet za piruetem, i jeszcze jeden. Uśmiechnięta, szczęśliwa, wolna. Wyobraziłem sobie, że tańczę razem z nią. Wypełniam ją w całości.
Potem milczałem i słuchałem co do mnie mówi. Kobiety lubią jak mężczyzna słucha. Narzekała na facetów a ja przyznawałem jej rację i wcale nie dlatego, żeby jej się przypodobać. Po prostu miałem na ten temat podobny pogląd. Faceci to dranie. Ja jestem tego najlepszym potwierdzeniem i zazwyczaj bywa tak, że gdy kobieta się o tym przekonuje odchodzi i zostawia mnie. Tak. Faceci to sukinsyny bez wyjątku.
- Piotr , powiedz mi dlaczego często bywa tak, że gdzie pójdę podrywają mnie starsi faceci?
- Zasługujesz na to.
Wieczór dobiegał końca i musiałem coś z tym zrobić. W głowie wirowała mi tylko jedna myśl - NIE ZMARNUJ SZANSY! NIE POZWÓL JEJ ZNIKNĄĆ! Zapytałem ją o numer telefonu i zgodziła się. Poprosiła o kartkę i coś do pisania. Kiedy zapisywała swą delikatną ręką dziewięć magicznych cyfr drżałem cały. Zapisywała je powoli i z gracją a wokół roznosił się zapach migdałowych perfum. Pożegnaliśmy się z nadzieją.
Minęło kilka dni. Biłem się z myślami, zrobiłem w mieszkaniu w porządek, odkryłem że w zlewie jest otwór, przez który spływają pomyje do ścieków i zadzwoniłem do niej. Zabrałem ją na film z Kate Hudson. Penny bardzo się wzruszyła i mocno przeżyła ten film. Poszliśmy na kolację. Rozmawialiśmy przy świecach , patrzyliśmy sobie w oczy, a moje serce waliło jak oszalałe, biło tak mocno jakby zaraz miało wyskoczyć na zewnątrz. Poszliśmy do mnie. Penny zakochała się w moich ulubionych książkach, w Bukowskim, Dostojewskim, Norwidzie. Nastawiłem Norę Jones i poprosiłem ją do tańca. Bałem się, że coś spierdolę, pomylę kroki, ale nic takiego się nie wydarzyło . Penny była przecież świetną tancerką. Potem przeszliśmy do ciemni. Wywoływałem zdjęcia , które zrobiłem przed paroma godzinami. Penny czekała na efekty i kiedy papier zapełnił się portretami przepięknej kobiety o kręconych włosach i niewinnym uśmiechu nie mogła ukryć łez. Pocałowałem ją.
Wszystko ma swój początek i koniec. Penny odeszła tak jak kończy się większość filmów. Nie ma szans na sequela. Bohater ginie, ludzie się rozchodzą i nikt nie pamięta nazwiska scenarzysty. Światło w kinie zapala się zbyt prędko. Dla nas światło się nie zapaliło. Penny odeszła, bo się pomyliła. Ja pozwoliłem jej odejść, bo nie można nikogo zatrzymywać na siłę. Zwyciężył zdrowy rozsądek. Dni bez Penny są przerażające. Czasem pada śnieg, innym razem kwitną bzy. Czasem szukam Penny w górach, innym razem przebieram kupy żółto czerwonych liści z nadzieją, że tam ją znajdę ale Penny żyje tylko w mojej chorej głowie. Może gdybym kochał Agnieszkę a nie Penny, coś mogło by się z tego wykluć. Jestem beznadziejny. Napisałem dla niej kilka piosenek w a-molu ale nigdy ich nie usłyszy.
Chleję coraz więcej wódy, brzuch rośnie mi od piwa. Nie mogę grać na gitarze. Stary, obleśny ramol z włosami na plecach. W moim pępku mieści się kostka do gry a kiedy sikam nie widzę swojego kutasa. W w lodówce leżą same butelki wódy. Piję tylko zmrożoną bo lepiej wchodzi. Na śniadanie ćwiartka, na obiad półówka, na kolację browar lub nalewka. W mieszkaniu śmierdzi, cuchnie zgnilizną a Penny gdzieś sobie tańczy. Nie bywam trzeźwy ale gdy oglądam jej zdjęcia to pisze jej historię, bo Penny zasługuje na to. O takich kobietach warto pisać. Takie kobiety jak Penny Lane są nieśmiertelne.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dzieki, sam jestem amatorem i mam takie samo pojecie o pisaniu jak Ty, albo i mniejsze... Masz rację...Ten kawałek to ja, podobnie jak spowiedź pokerzysty i jeszcze kilka, ten kryminalny, to jakies straszne gówno wymyślone na siłę...Czasem człowiek potrzebuje zjebki, żeby przejrzeć na oczy i oprzytomnieć...a ta interpunkcja to moja zmora..może to mnie dyskwalifikuje..i powinienem się zająć hodowlą gołębi?
Dzieki jeszcze raz.
Opublikowano

mnie się podoba. kawał bardzo realistycznego opowiadanka. w sumie
to po części mogę się utorzsamić z głównym bohaterem /mam na myśli
tego pecha w miłości :/ / . plusuję takim story, bo są prawdziwsze
od tych z happy endem

pozdrawiam serdecznie Espena Sway :)

Opublikowano

Każdy ma w sobie szczyptę gbura, intelektualisty, wrażliwca i agresora. Proporcje się zmieniają płynnie.
Na forum dobry tekst może zostać zjechany a słaby wychwalony - czasami decyduje przypadek czy stan samopoczucia czytelnika w momencie czytania. Są chwilę że mam ochotę komuś dowalić tak, że aż strach sobie to wyobrazić, ale biorę głębszy oddech i robię przerwę. Czytam jeszcze raz...
Wybacz za te wynaturzenia, ale przyznam się szczerze, że też czasami potrzebuję zjebki. I pierwsza reakcja - co oni chcą? Jednak później przychodzi chłodna kalkulacja. Nikt nie jest nieomylny, a tym bardziej my amatory;)
Jeśli mogę coś zasugerować - pisz tak jak w tych wymienionych przez ciebie tekstach pokazując siebie. Interpunkcji da się nauczyć.
salve!

Opublikowano

Pan widzi - nie prowadzę z panem żadnej wojny. W sumie dopóki nie znamy się osobiście, nie mam żadnych racjonalnych powodów. Dlatego, kiedy napisze pan niezły text - pochwalę. Tak więc chwalę.
Lubię takie przemyśleniowe, nieco poetyckie. Ograniczył pan liczbę wulgaryzmów, co dla mnie jest in plus.
Jeżeli mogę coś jedynie doradzić to "w starzeniu się są podobne " w tym kawałku trochę nie gra, jeśli przeczytać na głos. Może, np: w procesie starzenia czy coś takiego.

A z innej beczki - połączyłem te opowiadanie z opowiadaniami przerobionymi ze scenariuszy, etc. i zastanawia mnie - czy pan naprawdę zajmuje się czymś w kinematografii?

Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Dziękuję, za celną uwagę, dzieki panu tozdanie sie naprawiło. Nie wiem dlaczego mnie pan o to pyta ale odpowiem. Właściwie to coś takiego jak kinematografia już nie istnieje. Produkuje się kilka filmów rocznie. Dziś (smutna prawda) , mamy seriale i telenowele..tam scenarzyści (właściwie ludzie od dialogów i wypełniania drabinek) próbują swoich szans, zaczepienia. Ja póki co uczę się w tym kierunku(WSF) i staram się załapać gdziekolwiek , warsztaty, konkursy, seriale, programy telewizyjne. W polsce ludzi , którzy żyją z pisania filmów można policzyć na jednej ręce. Mój dorobek pisarski jest narazie żaden, dlatego może Pan czytać mnie na tym grafomańskim forum...

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zacznę od niedociągnięć, a potem będzie coraz lepiej. Po pierwsze, interpunkcja (!), z którą sama mam problemy (jak z resztą większość tutaj, z tego co zauważyłam). Po drugie, kilka literówek i małych błędów.
Odchodząc od strony technicznej, tekst przyczytałam na raz, co jest chyba sukcesem, bo zazwyczaj idę tokiem "serialowym", codziennie akapit ;) Zabawne, że im dłużej siedzę na tym forum, tym częściej dochodze do wniosku, że ludzie się coraz bardziej uzewnętrzniają w swoich tekstach. A może to kwestia tego, że poznaję ich coraz lepiej, z każdym opowiadaniem, kolejnym i kolejnym. Setki słów, które zlewają się w sensowną całosć. Ale wracając do tematu, tekst mi się podoba. Trafia i jest dobry. Jak poprawisz go od strony technicznej - będzie super.
Pozdrawiam

Opublikowano

"Ci sami ludzie, te same historie, młode, świeże laseczki." - Ja bym świeże laseczki, z uwagi na to, że niezbyt pasują do tej wyliczanki, wyciął i wkleił do następnego zdania.
"...wspomnienia , które nie dają mi spać" - Wcześniej napisałeś coś przeciwnego, że śpisz długo - brak logiki. Proponuję, żebyś napisał, że wspomnienia nie pozwalają ci szybko usnąć, co nie wyklucza, że jak już uśniesz, to śpisz długo.

"marzenia, do których nawet się nie zbliżyłem" - oczywiście to skót myślowy, ale czy na tyle ciekawy, że nie napisałeś bardziej poprawnie, iż nie ziściło się żadne z twoich marzeń, etc.

"Pragnę kobiecej bliskości, takiej zwyczajnej, codziennej ale jednocześnie boję się kobiet" - coś mi tu nie pasuje, już lepiej gdybyś napisał: Pragnąc kobiecej bliskości, jednocześnie boję się kobiet" - twoje "ale" w tym zdaniu zwyczajnie razi.

"Zapytałem ją o numer telefonu i zgodziła się". - Hm, chyba długo nie przyzwyczaję się do takich skrótów. Żeby uniknąć tego, moim zdaniem, niefortunnego skrótu, mogłeś choćby tak:
"Zapytałem ją o numer telefonu. Po spojrzeniu głęboko mi w oczy, poprosiła o kartkę i coś do pisania".

"Pożegnaliśmy się z nadzieją" - Pożegnaliście się z nadzieją, czy też pożegnaliście się ze sobą w nadziei, że ujrzycie sie ponownie? - Wiesz zapewne Piotrze, że to dwie różne rzeczy.

"Poszliśmy do mnie. Penny zakochała się w moich ulubionych książkach, w Bukowskim, Dostojewskim, Norwidzie." - No co ty? Spojrzała na obwoluty i od razu się zakochała? Dobrze, że na półkach nie miałeś podrzędnych autorów, bo by teraz ktoś pomyślał, że musi być kompletnie pozbawiona gustu. :))

Pozdrawiam i zachęcam do podobnej krytyki moich wypocin.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




STARY!!!! dzięki...dawno nie czytałem tak trafnych uwag...gdzie ty byłeś jak cie nie było?

Senna logika, jak najbardziej...faktycznie...

"marzenia, do których nawet się nie zbliżyłem" - to zostaje, bo jakbym zmienił po twojemu zmieniłbym styl...ma być tak jak jest....

zostają książki..bo penny jest bezguściem..

z nadzieją masz absolutną rację ...i jednocześnie też, za często używam spójnika ale...

Lubuję się w myślowych skrótach, w krótkich zdaniach, ale dzieki twojej sugestii, zastanawiam się czy trochę niepobajdurzyć, rozwinąć myśl... Twoje rady przydadzą się do mojego nowego tworu, jeszcze raz wielkie dzięki...Zajrzę do ciebie wkrótce
Opublikowano

Hm. Byłem cholernie ciekaw, jak zareagujesz na moje uwagi. Widzę, że nie jest źle. Na pewno trochę zabolało, no cóż... - takie życie. Pojutrze, mam nadzieję, już nic czuć nie będziesz :))
Starasz się być na tym forum szczery. Doceniam to, i nawet chyba nie wiesz jak bardzo.
Dla przykładu; nie miałem odwagi Basi Pięcie powiedzieć co myślę, o jej "Uwięziona" aż do momentu, kiedy ty powiedziałeś pierwszy prawdę. Wstydzę się sam przed sobą, że musiałem czekać ze swoim komentarzem aż na Ciebie.
Jak widzisz, też mi coś dajesz, mimo, że nie jesteś piękną Penny Lane:))
Ponadto, gdzieś wyczytałem, że jesteś przeciwnikiem kółek wzajemnej adoracji. Nie wiem czy to nie błąd z twojej strony, bo moglibyśmy np. założyć koło adoracji krytyki do bólu.
Jestem nastawiony do ludzi bardzo pozytywnie, ale jednocześnie uważam, że robimy krzywdę chwaląc takie pisanie, które zasługuje na rzetelną krytykę.
Ostatnio nie znalazłem niczego z konstruktywnej krytyki pod moimi tekstami. Co mi po głaskaniu? Owszem to przyjemne, i jest nawet zachętą do dalszego pisania.
- Ale jedynie zachętą, bo nie ujawniając moich braków czy błędów kompletnie nie pomaga mi rozwijać się. No bracie, to tyle chciałem, zanim i ja poddam się w łóżku męczarni wspomnień :))
Bardzoś mnie podniósł na duchu!

Opublikowano

O uchybieniach napisali już poprzednicy, więc nie będe się powtarzał, odniosłem zresztą wrażenie, że w zasadzie masz gdzieś moje (na ogół czysto techniczne) zastrzeżenia. Nie mogę sie jednak powstrzymać nad jedną uwagą:
[quote]Fantastyczny tyłeczek opatrzony obcisłymi dżinsami, idealna talia, niebieska bluzeczka w kolorowe groszki, malutkie, idealne piersi - szaleństwo sobotniej nocy.


Chyba większość facetów lubi u kobiet normalnie rozwinięte piersi... Skłonny byłbym przyznać, że drobne piersi mogą być również apetyczne (i to przez dłuższy okres życia kobiet), ale malutkie?! No nie! Skoro już zacytowałem to jeszcze dodam, że tyłeczek to nie sklep z odzieża, nie był więc zaopatrzony w dżinsy. I na dodatek za dużo"idealnych "rzeczy w jednym zdaniu. Ale przecież miałem nie krytykować. Już się zamykam i i szybko znikam.
Acha! Ogólnie nawet mi się podoba.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Możesz mnie krytykować ile chcesz...twoje "czysto techniczne uwagi" są zazwyczaj nie wskazywaniem błędów ile gustem...bo jesli np, piszę, że cyfry na dworcowym zegarze były ogromne, to znaczy że były ogromne a nie duże, bezdomny tam był więc to z jego punktu widzenia ogladaliśmy, ten pędzący samochód... no faktycznie kołpaki..w takich samochodach nie mają racji bytu...z resztą mam to w d...nie chce mi sie polemizować,

Podobnie jest tu, skoro piszę że jej malutkie piersi były cudowne...to znaczy, że narrator uwielbia małe piersi i to nie jest krytyka z twojej strony tylko zwykłe czepialstwo, zaopatrzony a opatrzony to dwa różne słowa, fakt pomyliłem się...ale twoja uwaga też jest nie trafiona...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Bardzo ci dziękuję, naprawdę miło jest wiedzieć, że jest ktoś komu się podoba to co piszę, że nie są to tylko słowa rzucane na wiatr...że warto krzyczeć i wyrzucać to wszystko z siebie...dzięki...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...