Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie bójmy się kiedy się cicho otwierają
lub nagle zatrzaskują Drzwi są po to właśnie
Czasem uchylone jakby chciały w innej
pozycji odpocząć Jak strażnik nie pamiętający
czego pilnuje kto go tam postawił aż do sądnych
trąb /wchodzącej bez pukania wojny szczurzego
podgryzania ognia/ Drzwi są aby w nie pukano
i to jest ich krótka odpowiedź - jesteśmy czuwamy
jak skrzydło anioła
Ten błyszczący lakier
ukrywa prawdziwą ich tożsamość jak żołnierski
mundur ukrywa wesołego chłopaka z podgórskiej
wioski Nikt się nie domyśla wiekowego dębu
królującego ongiś w puszczańskiej dolinie
pojmanego i wziętego na służbę Ale kiedy
wokół wszelki głos zamiera drzwi wyciągają
ukryte konary ich włókna pulsują Kiedy więc
cicho drzwi się otwierają to jakby wychodziła
dębu dusza - wiatr czerwcowy boru Stojąc
przed nimi teraz nie bójmy się pukać Czekają

Opublikowano

Doskonały wykład dla młodych stolarzy.
Ale poważnie - pomysł super, ale wykonanie całkowicie na nie. Włożyłbyś to w jakieś rymy nawet 20 zgłoskowe i zamknął jakąś puentą z jajem coś niespodziewanego nagły trzask drzwi, drewna, klamka opdająca cokolwiek może np. może straszyć. Twoje drzwi żyją i coś opowiadają - niech nas zaskoczą. Ale to moje zdanie.
Pozdrawiam Jacek

Opublikowano

Nie bójmy się kiedy cicho otwierają się drzwi--------drzwi
lub nagle zatrzaskują. One są po to właśnie.--------zamiast znowu drzwi- może "one"
Czasem uchylają się jakby chciały w innej---------- bez "same"
pozycji odpocząć. Jak strażnik nie pamiętający
czego pilnuje, kto go tam postawił, aż do sądnych
trąb /wchodzącej bez pukania wojny szczurzego
podgryzania ognia/ Drzwi są, aby w nie pukano
i to jest ich krótka odpowiedź - jesteśmy czuwamy---- krótka odpowiedź, lepsza melodia
jak skrzydło anioła.
Błyszczący lakier ----------- bez "ten"
ukrywa prawdziwą ich tożsamość jak żołnierski
mundur ukrywa wesołego chłopaka z podgórskiej
wioski. Nikt się nie domyśla wiekowego dębu,
królującego ongiś w puszczańskiej dolinie
pojmanego i wziętego na służbę. Ale kiedy-------- bez "dębu" ale łacznik "i"
wokół wszelki głos zamiera drzwi wyciągają
ukryte konary, ich włókna pulsują .Kiedy więc
cicho drzwi się otwierają, to jakby się otwarła
dęby dusza - wiatr czerwcowy boru. Stojąc-------- chyba "dusza dębu"?
przed nimi teraz nie bójmy się pukać. Czekają.

Panie Jacku, jakby się dało, to słowo "drzwi" powinno być tylko raz na początku! Pozdrawiam.

Opublikowano

Jacek Suchowicz.; imienniku szacowny, to nie jest wiersz dla jaj i jajecznicy smażyć tu nie będę;
gdybym chciał tak zrobić, zamieściłbym tekst w Piaskownicy, bo tam jest miejsce
na "zabawy" tekstowe; dzięki za opinię - cieszę się - że choć pomysł "wziął";


Eugen De.; wszystkie sugestie pilnie rozważyłem i wdrożyłem w trybie pilnym; dziękuję bardzo!
nie mam wątpliwości, że tekst na tym skorzystał.

J.S.

Opublikowano

Traktat o drzwiach - stwarzasz niesamowicie poważny nastrój. Narracja gawędziarza z nutą mistycyzmu. Kiedy zaczynasz o duszy (drzwi stoją w dalszym planie, widzę ten dąb i robi się bajecznie. I staje mi przed oczyma babcia, która prawi dziwne opowieści a dzieciaki z rozdziawionymi buziami słuchają, bojąc się spojrzeć za siebie, choć słychać skrzypniecie drzwi. Masz niezmiernie poetycką duszę, Jacku. Ten wiersz skrzypi w pozytywnej tonacji.
Pozdrawiam serdecznie Arena

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



znalazłaś właściwe określenie - to w założeniu miał być mini-traktat; miało być w nim bajecznie, a jednocześnie poważnie; dzięki Twojej ocenie mam swoją satysfakcję, udało mi się tu coś zrealizować; a dusza poetycka...jednakowo potrzebna piszącemu jak i czytającemu! Dziękuję.
J.S.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



napisałem z jajem może z ikrą nie chodzi o piaskownicę jak mam roździawić buzię i słuchać to nastrój jest, tylko więcej akcji

pozdrawiam Jacek

dogadajmy się jak Jacek z Jackiem, a chyba potrafimy; ja mam naturę bardziej kontemplacyjną, i właśnie w duchu kontemplacji zapragnąłem ten tekst utrzymać; J.S.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ciekawe, dobre. Ale drzwi nie tylko trzaskają, nimi się też trzaska, ja jestem za Imiennikiem, trzasnąłbyś tymi drzwiami na końcu, przed nosem.

Stefanie.; z Twoim temperamentem może by i trzaskały, ale ja horrorów nie lubię i nie pisuję,
w lirycznym nastroju drzwi mogą tylko zapraszać; ale dzięki za uwagi, musisz pozwolić
piszącemu być sobą; J.S.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



w Twojej zwięzłości odgaduję preferencje; miła mi akceptacja dla takiej poetyki; chodzi w końcu o poezję, a nie raport z produkcji stolarskiej; choć i taki też z pewnością znajdzie swojego poetę;
dzięki! J.S.
Opublikowano

czarowny wiersz

- wolę go jednak jako adresowanego do 2. os. l. poj.; zwroty typu "nie bójmy się" brzmią mi trochę jak manifest - ale to może tylko ja tak mam:)
- może dałoby się coś zrobic z natłokiem się w pierwszych wersach
- dlaczego skrzydło a nie skrzydła anioła?
- "dusza dębu - wiatr czerwcowy boru" - piękne

pozdrawiam

Opublikowano

kalina kowalska.; dobrze że stawiasz wymagania, będą kłopoty z ich realizacją;
"natłok w pierwszych wersach" - w sensie treści czy formy?
"dlaczego skrzydło..."? - drzwi dwuskrzydłe są w gmachach użyteczności publi-
cznej, a ja myślałem o mieszkaniach, o pokoikach, jakich większość...;
traktat zwraca się do ogółu, do czasów, do pokoleń - więc może jednak?
wielkie dzięki za wgląd i uwagi; pozdrawiam! J.S.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • spotkali się nie w miejscu, lecz w szczelinie pomiędzy myślami, gdzie cisza jeszcze pamięta imiona, a sens nie zdążył przybrać formy. ona była praświatłem, które więzi własny blask, luminacją tak gęstą, że aż czarną, istniejącą w samym rdzeniu nicości, zanim czas ośmielił się wybić pierwszą sekundę, nie świeciła - raczej wiedziała, że jest jasna, jak gwiazda istniejąca jeszcze zanim powstało niebo. on był antymaterią spojrzenia, cieniem, który nie zasłania, lecz jest otchłanią zaproszoną do środka tą która pozwala widzieć głębiej. niż wzrok, niż pamięć, niż strach. nie mieli rąk, więc dotyk wydarzał się między słowami, które urywały się zostawiając znaczenie po drugiej stronie. nie mieli ust, więc cisza mówiła za nich, oddychając pytaniem, które znało oba  imiona i nie potrzebowało odpowiedzi. ich istnienie było skandalem dla materii tak eteryczni, że grawitacja wyła z bezsilności, krusząc martwe przedmioty, i puste gesty, które w swej ordynarnej ciężkości mogły im tylko zazdrościć niebytu, w których świat zawsze coś obiecuje, a nigdy nie dotrzymuje. byli miejscem, w którym wszechświat na chwilę zapomniał własnych praw i musiał je wymyślić od nowa, w którym rzeczywistość zacięła się na chwilę, i nagle zrozumiała, że nie wszystko da się wydarzyć bez konsekwencji. gdy byli blisko, świat tracił ostrość, a rzeczy wstydziły się, że są tylko rzeczami, że mają ciężar, funkcję i koniec. ona widziała w nim przyszłość, która nie chce się wydarzyć, bo zna cenę. on widział w niej przeszłość, która wciąż jest prawdziwa i dlatego niebezpieczna. nie pragnęli siebie. pragnienie byłoby zbyt głośne, byłoby aktem przemocy w tej katedrze milczenia, którą budowali z powstrzymania, z odwagi niewzięcia. rozpoznawali się raczej jak dwa ciała niebieskie, które nigdy nie wejdą na tę samą orbitę, a jednak wiedzą, że ich istnienie zakrzywia tę samą przestrzeń. byli jak dwa zakazy fizyki skierowane naprzeciw siebie - tak blisko, że rzeczywistość zaczynała się jąkać, a powietrze między nimi świeciło jak martwa gwiazda: energii było dość, ciała - nigdy. ich bliskość była architektoniczną herezją, sklepieniem przerzuconym nad otchłanią, wykutym z hartowanego milczenia i lodu,  po którym nawet bóg nie odważyłby się  postawić stopy w obawie przed upadkiem w prawdę byli jak dwie planety, które zrozumiały, że ocalą siebie tylko wtedy, gdy pozostaną w idealnej odległości - dość blisko, by się przyciągać, i dość daleko, by nie zamienić się w popiół. gdy odchodzili, nic nie zostało. i właśnie to było dowodem. bo ta miłość nie zostawia śladów, ciepła ani popiołu - zostawia Możliwość - monstrum o tysiącu twarzy, masę krytyczną, która nigdy nie eksploduje, lecz pożera od środka każdą nową miłość, więżąc ją w horyzoncie zdarzeń, z którego nie ma powrotu do światła. a możliwość jest najbardziej okrutną formą istnienia: masywną jak gwiazda, która nigdy nie zapłonie, i wystarczająco ciężką, by do końca zakrzywiać każdą kolejną miłość.              
    • @Jacek_Suchowicz Jacku, coś mi się jeszcze przypomniało. Na wakacjach czy urlopie, bywałam też na wsi. I było jak w piosence "A tymczasem leżę pod gruszą, na dowolnie wybranym boku i mam to, co w życiu najświętsze - święty spokój"   A kogut szukał dla kurek dla różnych dobrych rzeczy i jak znalazł, wołał: - Co to, to, to, to ,to... - a one leciały jedna za drugą. Sam nie jadł, zostawiał dla nich.  A w kurniku, jak kura miała znieść jako, jakby mówiła tak: - NIeee pójdę do koguta, nieee pójdę, nieee pójdę...  - a jak zniosła jako, wołała; - Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz! Tych odgłosów nie da się zapisać, ale kto widział to towarzystwo, wie o czym piszę,  a opowiedziała mi o tym babcia, naśladując odgłosy .  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Dobrej nocy :)
    • @Wiechu J. K. Dziękuję.
    • @Mitylene dziękuję 
    • @Charismafilos ja też bardzo
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...