Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

wierszyk o miłości (z humorem - konkursowy oczywiście :) ).

Od góry licząc, od jasnego nieba,
poznają jej usta - niewiele stąd trzeba
by zbadać jej oczy, lecz kęsy szalone
gnają wciaż przed siebie, jak wichrem pędzone.

A ja bym tu przystanął, usiadł w cieniu nosa,
popatrzył na niebo, spalił papierosa...
Dopiero po chwili, niczym nie pędzony,
szedłbym zwiedzać dalej, jej wnętrzem kuszony.

Idąc wzdłuż gardzieli, nie wstydząc się zwierzę
miałbym co do niej kilka zastrzeżeń:
Chociażby języczek - kuszący, nie przeczę...
jednak umieściłbym tutaj stoliczek i swiecę,
by samotne kęsy, gnając wciąż przed siebie
mogly się zatrzymać, odsapnąć, posiedzieć...
Problem wiekszy czeka przy kelejnym kroku:
Ściany za wilgotne, wszystko skryte w mroku...

Ogólnie rzecz biorąc, jest to piękne ciało,
jednak od tej strony... znam je ciut za mało.

  • Odpowiedzi 307
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Niech mówią,że to nie miłość
bo to nie ona zbawia świat
niech mówią,że to nie przyjaźń
tylko dwie dusze ciepła złaknione
to tylko gra
nazwa co nie ma znaczenia
więc nie mów mi,że coś czujesz
bo to, jest tylko w twojej głowie
ja ciągle z tym walczę.

Opublikowano

Ja spijam twoje milczenie
ty jesteś tej zimy serca nadzieniem
spijam twój brak
i twoją całość
chełpię się gryząc
moją nadzieję
bo wiem,że jesteś
choć nierealny
i wiem,że będziesz
u mego boku jak
zawsze naturalny.

Opublikowano

Morze to ty
wypieprzyłeś
mnie jak nikt
zalałeś swoim ciałem
jesteś moim ideałem
tak patrzę więc w ciebie
jestem kim jestem
sam nie wiem
ddotykasz z piasku
moich warg
tak cudnie wbijasz
niby jesteś dla każdego
masz w sobie tyle dobrego
dla mnie więc grzmij
nocami się tlij
ty jesteś sobie morze
ja jestem po prostu
w tobie.

Opublikowano

Zbieraj mnie tandetną łyżeczką
jestem dla ciebie jak słodkie ciasteczko
zbieraj mnie
zbieraj
tony tłuszczu zbieraj
więcej nie gderaj
masz mnie całego
w swym wielkim wozie
me smutki,żale
me dusze małe
wybierz mnie
wybierz
ze wszystkiego
żebym nic nie
miał z siebie
samego.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Z Tobą oszukiwać życie
Kraść minuty
Być w Tobie
Wtedy kiedy Cię tu nie ma
I wtedy kiedy jesteś

Z Tobą spłatać myśli
Szukać Twoich ust których
Jeszcze nie znalazłam
I odkrywać w Tobie
Co dawno już odkryliśmy

Z Tobą milczeć
I krzyczeć
Miłość wolność i wdzięczność
W swoich dłoniach zamknąć
Nasze smutki i los

Z Tobą banałów
Spacery po zwykłym chodniku
I z Tobą cudów
Zawładnąć marzeniami
I pragnienia zniewolić

Z Tobą melodię grać
Uciekać przed tym na co czekamy
I gonić to czego chcemy uniknąć
Opublikowano

przyroda też /się/ kocha


na plaży tak przyjemnie. słona woda miarowo
podnosi ciśnienie w oczekiwaniu na sztorm

miliardy drobinek piasku tańczą sambę
zupełnie bezwstydnie w rytm naszych fal

ręce jak kotwica zaczepiają skórę poszukiwania
mulistego dna
zwyczajne kocham wystarczy

rozchylone niebo. kometa pęka złotem
by znowu opadnąć do morza

Opublikowano

Niekochanie 20.10.2004




"Więc można kochać i niewiedzieć o tem"?
Czyż już się lato nieodstanie?

Calutką ziemię spod twej stopy
chce dziś zamienić w niekochanie



Jeszcze mi nie zeszły z powiek
płatki niezapominajek

Dziś z twych oczu je wyłowię
i zamienię w niekochanie



Nim kolejnej z raju Ewie
wężem zaśniesz w świeżej ranie

hieni uśmiech zdrapię z Ciebie
i CIĘ zmienię w niekochanie

Opublikowano

Moja wielka ucieczka
::: Marcin Łukasz Makowski :::

"Ale świadomy byłem różniących się wieczności mężczyzny i kobiety."
Guillaume Apollinaire


wiedziałem że muszę uważać na każdym zakręcie
blisko jest do wieczności to tylko serce
trzyma mnie przy życiu
ulice uprzątnięte zamiecione wzrokiem
skaczę raz po raz
płytki chodnikowe świetna zabawa

gdybyście mogli zobaczyć
starsza pani w futrze z uśmiechniętym molem
nie zdążyła na autobus

piątek w Warszawie zadziwiająco dużo szkła

czytałem w supermarkecie jakaś dziewczyna
trzy tygodnie czekała na miłość
lotnisko w Dublinie
żywili ją Irlandczycy pisała prasa

chciałem być jak ze starych filmów
trochę niemodnie podejść powiedzieć
nie znam cię
kocham cię

zapamiętasz a ja
ucieknę jak Mahomet
do Medyny

Opublikowano

List miłosny
::: Marcin Łukasz Makowski :::

czy pamiętasz ukochana?
miedzy liśćmi co ciekawsko
na nas
spoglądały
w krzakach parku Batorego
koło mostu
i liceum
kradłem ci dziewictwo
opuszkami palców
krążąc dziko
labiryntem twojej talii
wciąż błądziłem
cała byłaś rozpalona
po policzku łza spływała
to ze szczęścia
prawda miła?
może czasem ci się przyśnię
kiedy pierwsza gwiazdka błyśnie
podpisano: Twój przyjaciel
Twój GWAŁCICIEL

Opublikowano

Cztery pory smutku




Wyszroniły dziś drzewa
Że nie czekasz juz na mnie

Przejdzie zima, a kwiaty
Znów zakwitną na rzęsach



Słowik wiosną zaśpiewa
Płatek róży opadnie

A sad w zieleń bogaty
naiwnością mnie spęta



Jabłoń stuli mnie płaszczem
Woń upije maciejek

Bąk wyletni pijany
Że wieść przesłać pragnie



Jesień co liśćmi klaszcze
Wiadomość cierpką przywieje

Że już opadły kasztany
Że nie czekasz już na mnie


Lipusz 13.07.2004

Opublikowano

Zwątpienie 4..XII.2002



I

Są faceci co przez życie pierwsi kroczą
I dziewczyny, które w oczach zakręt mają
Oni zawsze sny zielone maja nocą
Oni zamiast twardo stąpać to latają

Wśród pokusy, w pożądania chorobie
Spędzam wieczór tam gdzie próżność i banały
A noc przecież po to jest by śnić o Tobie
No a "SERCA SA ŻEBY KOCHAŁY"


II

Są sukcesy, które ludzi już nie cieszą
W nic nie wierzy sie , bo już nie ma w co
Są momenty, kiedy święci nawet grzeszą
I są szczyty, z których spada sie na samo dno

W cieniu ulic, w brudzie myśli idę gdzieś
Choć się zdaje że świat ciągle jest za mały
No, a przecież drogi po to są, by do Ciebie wieść
No a "SERCA SĄ, ŻEBY KOCHAŁY"


III

Są dziewczyny, które JUTRO mają DZISIAJ
Są chłopacy co warunków nie stawiają
Tylko włóczą sie po swych akademikach
I w pokojach swój zielony Paryż mają

Jeśli DZISIAJ ma sie JUTRO po co zwlekać
Takie myśli miałam czasem, lecz paść musiały
No, bo przecież DZISIAJ po to jest by na Ciebie czekać
No, a "SERCA SA ŻEBY KOCHAŁY"

Opublikowano

zawsze nie mów zawsze

"Zez to jednak nie to samo, co spojrzenie
z ukosa"
Jan Czarny - Epigranaty.



zostaw tą małą w spokoju, odczep się, ty cholerny bluszczyku.
twoje zawsze na zawsze jest tak samo zawszone
jak kołnierz bezdomnego w studzience kanalizacyjnej.
ona zasługuje na kogoś lepszego, niż taki palant jak ty.

nie mów, że kochasz tak bardzo, to i tak na nic.
twoja niby-miłość to pokarm dla wróbelków,
(takie resztki ze stołu pańskiego).

jej potrzeba światła i blasku. burzy z piorunami
i niedzielnej huśtawki pod niebiosa. czy ty kiedykolwiek
stary capie byłeś z nią na huśtawce. ty nawet
podskoczyć nie potrafisz, ani... nic.

czy ty wiesz, jak krzyczy nocami, albo śmieje się
przez sen, a potem opowiada, o tym swoim fruwaniu
(ma takie realistyczne, piękne sny). otóż to,
nic o niej nie wiesz, a tylko zasłaniasz się
tymi cholernymi narcyzami jak ostatni palant.

czarujesz, jak bańka mydlana, a przecież wiesz
doskonale, że To nie trwa wiecznie (ona też wie),
to ledwie chwila; a potem - peyk - mokre rozczarowanie.

wcale mi ciebie nie żal. ty stary ośle, nawet na litość
nie zasługujesz. każdy będzie miał nad tobą przewagę,
bo będzie cały należał do niej, nie tak jak ty,
stawonogi wymoczku. cóż ty możesz jej dać.

więc przestań pisać te dyrdymały, bo i tak jesteś
bez szans. bez żadnych szans. ja ci to mówię.

Opublikowano

A w maju serca takie młode


Wiosna jak szalony artysta
rozpryskuje zieloną soczystość
z nieprzebranego źródła nadziei...



Znów wrócił maj złocony mleczem
Ważki nad wodą i kaczeńce
W koronach drzew zatęsknił słowik
I śpiewa tak jak moje serce

Czemu nie wracasz szczęścia chwilo
Tak trudno ci odnaleźć drogę
Przecież otwieram drzwi i okna
Cóż jeszcze więcej zrobić mogę

Serce zmęczyło się zapachem
Bzów i konwalii - może wiśni
Ale wystarczy oczu płomień
Wystarczy tylko byś się przyśnił

Opublikowano

wierszyk weekendowy, czyli
erekcjato śpiewająco-malarskie


pod skrzydłem wierzb starych jak rzeka
gdzie czas przychyla się łaskawie
w świecie skowronków co tak urzeka
zieloną żabkę kładę w trawie

w zadumie potrę pędzlem czoło
nie raz i nie dwa nie trzy razy
(bo żabka skacze tak wesoło)
siadam - maluję swe obrazy

jakieś kółka tęczowe w błękicie
drobne maki kąkole bławatki
polną gruszę kulawą jak życie
rude grzybki motylki i chatki

gdzieś na miedzy nurkują zające
kare grzywy się plączą konikom
trzy krasule ziewają na łące
a ja zmierzam do nikąd do nikąd

jak to oczko w poprutym już swetrze
przyleciałaś refrenem z daleka
jak to piórko zgubione na wietrze
głupie serce wciąż czeka i czeka

tyle razy próbowałem szczerze
z mojej żabki zdjąć moce zaklęcia
ale w cuda już chyba nie wierzę
była piękna - lecz tylko… na zdjęciach

Opublikowano

ZNIEMIECCZAŁE NAPISY NA MURACH BLAKNĄ PRZY DZISIEJSZEJ KOLORATURZE LATA

Proszę
zróbmy sobie wiosnę
ale taką prawdziwą
nie z mleka z kartonu

W świecie pełnym
geometryzacji
nie staram się zrozumieć
granicy do iks dążącej
i funkcji oddechu
w moim organizmie

Nie polubię Stachury
(jak to czyni większość w moim wieku)
tylko dlatego
że używał brzydkich wyrazów
i bez pardonu błądził
po Bieszczadach

Są takie sprawy
których boją się poruszać
nawet prości ludzie
dlatego rozmawiamy ze sobą rzadko
a spotykamy się tylko czasami
czyli raz na jakiś czas
i choć widujemy te same tramwaje
należymy do innego świata

Czy można łatwo w to uwierzyć
że z taką lekkością piszę
o miłości?

Opublikowano

Angaż (na konkurs miłość w wierszach)



Zapałała w sobie,
może niefortunnie
wybierając obiekt
wczuleń, rzekła dumnie:
Będą mi niezbędne - biorę bez wahania
czteropororoczne sposoby kochania.

Zapragnęła oczy
zatopić nareszcie
w niebie pełnym nocy,
rozrzucić po mieście
miłosne wyznania, na kawałki drąc
i nie męczyć źrenic blaskiem innych słońc.

W sobie samej zapałała,
odtąd zawsze pierwsza,
zaangażowana cała
moja miłość w wierszach.

Opublikowano

Twarze

Spośród tysiąca twarzy tylko jedna mi się marzy,
Tylko jedna opleciona tajemnicy nićmi..
Jej włosy płonące, jej oczy lśniące
I szept gorącego serca...
Powędrowaliśmy w góry rozkoszy,
Przebyliśmy westchnień oceany,
Wspinamy się coraz wyżej i wyżej...
Ciała nasze splecione, lecz wypchnięte w oddali,
By nigdy nie mogły się spotkać..
Puls coraz bardziej wzmaga i tętno przyśpiesza...
Ręka moja w głębi jej włosów tonie...
Ona ugina się i pode mną kona,
A ja klękam bo jej cienia niegodny..
Nasze dusze mkną jak opętane
By przekroczyć rzeki unoszeń...
Poczułem łzę płynącą niczym rosa...
Nagle westchnienie i krzyk!
I pozostaje dym papierosa..

Opublikowano

Miłość

piękna jest nasza miłość
i piękne nasze kochanie
jesteś słońcem nad wzgórzem
wschodzącym jak złota obręcz

jesteś też wonnym lasem
i jeziora wody głębiną
dojrzałym słodkim owocem
ogniem iskrzącym się w niebo

spójrz na niebo gwieździste
i podnieś dłonie do góry
księżyc złapiemy za rogi
mleczną drogą do raju pójdziemy

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...