Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*


Kuba uchylił powieki. Znowu obudziło go skrzypienie łóżka, pojękiwanie Edyty i sapanie Krystiana. To był piąty raz tej doby. Po chwili zasnął, a gdy się obudził, sytuacja nie zmieniła się ani o jotę – tyle tylko, że na skraju nieba wstawał nowy dzień.
Śniadanie wydawano do 10.00. Nie zeszli. Kuba samotnie delektował się przysmakami, którymi obłożono długą ladę. Wypił dwie kawy i poszedł do ogrodów. Oaza turystyczna zbudowana tuż przy plaży w sąsiedztwie luksusowych hoteli wyglądała, jakby zaprojektował ją osobisty ogrodnik Pana Boga. Różnorodność palm, kwiatów i innych roślin przytłaczała ogromem, a przy tym wprost tryskała zdrowiem. Kuba jednak najbardziej polubił trawę z klombów między kretymi alejkami. Była szorstka, gruba, a jednocześnie niesamowicie miękka, przez co sprawiała stopom niezwykłą przyjemność. Zrzucił klapki i jak wczoraj, zaczął spacerować, pozwalając jej się masować.
Afryka pachniała specyficznie. Trochę jak powietrze po burzy, trochę jak bazar warzywny na koniec upalnego dnia albo stara kotłownia.
Kiedy wczoraj wyszedł z samolotu, chmura gorącej pary zaparła mu dech. Z trudem uczył się oddychać w tropiku.
Autokar jechał wśród pustych pól i pagórków z rzadka porośniętych karłowatymi drzewkami. W mocno klimatyzowanym wnętrzu oddychało się swobodnie, ale bardzo szybko skórę ludzi pokryła gęsia skórka. Kuba ze strachem myślał, że niedługo znów trzeba będzie wysiąść wprost pod lupę rozżarzonego słońca.
Trafił im się najniższy z okolicznych hoteli, choć on dla odmiany był imponująco długi. W bogato wyposażonym apartamencie mieli do dyspozycji wielki łoże i pojedyncze łóżko jako dostawkę.
- Jak śpimy? – zapytała rzeczowo Edyta.
- Będziemy improwizować – zaśmiał się Krystian.
Kuba wzruszył ramionami i zerknął na termometr za oknem, który wskazywał 45 stopni.
- Zawsze byłem cienki z geometrii – burknął przerażony.
Oni pierwsze kroki skierowali do hotelowego baru, on założył kapielówki i poszedł na basen.
Woda była ciepława i ostro chlorowana, ale była to jedyna forma ochłody, poza siedzeniem w klimatyzowanym pokoju. Miał nieodparte wrażenie, że wszystko wokół się topi. Wyjazd do Afryki kojarzył mu się w tej chwili z wchodzeniem do rozgrzanego pieca.
Wieczorem najedli się do syta przy szwedzkim stole z arabskimi potrawami i poszli na plażę. Wtedy Kuba odkrył właściwości ogrodowych traw. Został chwilę dłużej, a gdy dotarł na brzeg morza, Edyta leżała już naga na piasku.
- Nawet nie parzy – chichotała.
Ten jej śmieszek, zwłaszcza po paru drinkach, coraz częściej działał mu na nerwy.
Prawie nie było fal. Tafla morza przypominała połyskujący blat gigantycznego stołu. Wszedł do ciepłej wody i poczuł, że jest gęsta od soli. Popływał trochę, nie oddalając się zbytnio od brzegu, potem wyłożył się na piasku tuż przy linii wody.
Krystian i Edyta zaczęli kochać się bez jakiejkolwiek żenady. Przez moment myślał, że wygłupiają się, ale wkrótce zrozumiał, że to nie gra. Poczuł się jeszcze bardziej samotny. Wstał i ukradkiem wrócił do pokoju.
Obudzili go, zachęcając do wspólnej zabawy, lecz mruknął, że nie ma ochoty i przewrócił się na drugi bok. Od tej pory co jakiś czas budził go pożar zmysłów, jaki wzniecali.
Spacer po ogrodach i masaż stóp pozwoliły mu nieco ochłonąć. Teraz myślał o Agacie. Mimo upływu czasu, wciąż brakowało mu jej obecności. Położył się na trawie w cieniu jakiejś palmy i spojrzał w niebo. Idealnie czysta, błękitna tafla tchnęła trochę otuchy w jego duszę. Uśmiechnął się ironicznie do słońca i zamknął oczy. Znalazł się na łące, Agata leżała na kocu obok niego. Słońce nie paliło tak bardzo, powietrze było mniej wilgotne, a wokół rozciągały się pasma Beskidu Niskiego. Trzymał dłoń na jej piersi i wdychał zapach jej włosów. Czuł się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Dwa dni później odbyli przez telefon pamiętną rozmowę:
- Odchodzę?
- Co? Dlaczego?
- Po prostu. Zostawiam pana.
Bez ostrzeżenia. Bez znieczulenia. Bez sensu. Chyba planowała to od dawna, ale bała się zrobić mu krzywdę. Udawała znakomicie.
Otworzył oczy. Między palmami pojawił się Krystian z dwoma butelkami piwa w ręce. Nazywało cię Celtia, było wodniste i słabe. Idealne do picia hektolitrami w dusznej, spragnionej wody Afryce.
- Co jest, brachu? – rzekł Krystian, podając mu butelkę i siadając obok – Nie jesteś szczęśliwy?
- Na takie wypady nie powinno się wybierać samemu.
- Przecież jest nas troje. Masz darmowe dymanie, kiedy tylko chcesz i moje towarzystwo.
- Ja wiem, ale czuję się... obco.
Krystian przyjrzał mu się bacznie. Kuba odwrócił wzrok.
- Chodzi o Młodą, tak? Proszę Cię, nie bądź głupi, nie niszcz sobie życia. To już było i na pewno nie wróci.
Kuba zacisnął szczęki, aż coś chrupnęło. Nie miał ochoty ciągnąć tej rozmowy. Pokazał palcem smukłą dziewczynę idącą w kierunku plaży. Na płynnie poruszających się biodrach miała ręcznik, jej piersi okrywał skąpy stanik.
- Śliczna, nie?
- No.
- Kogoś mi przypomina.
- Kogo?
- Kobietę, z którą nigdy nie będę.
Krystian westchnął ciężko, jakby na dnie jego brzucha spoczęła kula ołowiu.
- Jezu, Młody. Przywal mi młotkiem, tylko już przestań.
Jednym łykiem opróżnił butelkę i wstał.
- Wczoraj rozmawiałem z rezydentem. Za dwa dni jedziemy na Saharę. A dziś wieczór mamy zaproszenie na specjalny pokaz i zabawę. Już ja cię rozruszam.
Kuba smętnie pokiwał głową. Nie chciał być rozruszany, sam nie wiedział czego właściwie chce.
- Zbieraj się. Jedziemy do mediny.
- Co to?
- Starówka. Bazar, meczet i te sprawy.
Podniósł się wolno i ruszył za Krystianem.

Opublikowano

Nieciekawe, wydaje mi sie ze brniesz w nieznanym kierunku, piszesz bez planu i nie wiesz jak zakonczyć...ale to moje osobiste zdanie...

fatalne dialogi, ale zauważyłem że na tym forum to norma, nikt nie przyklada do tego waznego elementu uwagi, zajeżdża życiem, mało literackie.

slabo.

Opublikowano

Krótko, bo piszę sobie epizodami..

Piotrze, doskonale wiem, do czego to zmierza, ale musisz dać mi szansę tego dowieść. Kop będzie już niebawem. Interakcje-rewelacje są planowane :0 Dialogi fatalne sobie wypraszam, mimo wsio. NIe zamierzam filozofować między bohaterami przez całą powieść. Dość się nasłuchałem, że dialogi nadęte, że za mało życia itp. Twoje zdanie jest w tym przypadku odosobnione.

Czarna, piwko jest prawdziwe, ale sikacz straszny. Pijesz 15 i ledwie czujesz. Całe wyłazi przez skórę.

Lechu, pewnie, że dobrze. Myślisz, że to się odbija na formie? Obczymy za czas jakiś :)

Opublikowano

ładnie wszystko, podoba się
świetnie przemyciłeś retrospekcję - prawie wcale się nie czuje
dialog na końcu jakiś nie taki tzn. za ładnie i szybko i prosto - jak na poważną rozmowę a za mało czuję w tym zamierzonej płytkości
trawa tryskająca zdrowiem - nie pasuje mi
"Woda była (...) była" - powtórzonko
Nie śledzę tego cyklu od początku i nie wiem jakie masz plany, ale na podstawie tej i poprzedniej części mogę powiedzieć trochę generalniej - jakiś pośpiech w tych tekstach wyczuwam, nie wiem dlaczego on tam jest; momentami czyta się to jak streszczenie albo jak powiastki Woltera.jeśli to tylko moje odczucie to ok. a może trafiłem na takie odcinki.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Piętnaście milionów lat temu, gdy ziemia mocą ognia przygotowywała swe oblicze na przyjęcie życia, tereny obecnej Leśnej zostały szczególnie naznaczone. Podczas ruchów górotwórczych wypiętrzających Sudety, aktywny podówczas wulkan stał się miejscem świętym i szczególnym. Zanim człowiek postawił stopę na ziemi, to bogowie sprawowali na niej władzę. Nasycali ją energią, tworzyli miejsca mocy, które po dziś dzień mają służyć wszystkim żywym istotom. Podówczas, na południowy zachód od obecnego centrum miasta, na ziemię zstąpił sam Światowid, najpotężniejszy z bogów, czczony przez Słowian zachodnich. Naznaczył te tereny, zasilił mocą odwagi, równowagi, waleczności i ochrony. Do dnia dzisiejszego znajduje się w tym miejscu uśpiony wulkan, Stożkiem Światowida zwany. Moc tego miejsca niejednokrotnie dawała o sobie znać, a bezprawie i zło ludzkich serc, chcące te ziemi sobie podporządkować, budzą samego Światowida, sprowadzając jego gniew.  W XIII wieku ziemie Polski najechali Mongołowie pod wodzą Ordu. Dziesięć tysięcy wojowników bezwględnie parło do przodu, pozostawiając za sobą śmierć, pożogę i łzy niewinnych ludzi. Waleczność i pobożne serce ówczesnego księcia Śląska, Krakowa i Wielkopolski - Henryka II Pobożnego, nie uchroniły ziem Leśnej przed nadchodzącym nieszczęściem. Oddziały Tatarów rozgromiły armię księcia, a jego samego okrutnie zamordowano. Miało to miejsce w bitwie pod Legnicą dnia 9 V 1241 roku. Henryk II Pobożny nie doczekał się pomocy z zachodu, tracąc życie w nierównej walce. Armia Ordu parła dalej do Nysy, chcąc zając ziemie Królestwa Czeskiego.  Pięknego, czerwcowego poranka młoda dziewczyna, imieniem Agnieszka, udała się na zbiór ziół. W tym czasie zerwane miały bowiem największą moc. Przepełnione energią Słońca i mocą ognia uzdrawiały i chroniły przed wszelkim złem. Agnieszka wiedziała o tym. Babka ją tego nauczyła, a wiedzy tej nakazała strzec niczym oka w głowie. Ludziska w osadzie z szacunkiem traktowali rodzinę Agnieszki. Sam wójt Sulisław niejednokrotnie radził się jej babki w sprawach ważnych, a i z dobrodziejstw ziół korzystał.  Zbliżała się kupalnocka i Agnieszka musiała zebrać dziurawiec, który zdrowie, szczęście oraz ochronę miłości przynosił. Ważny był także rumianek, odpowiedzialny za dobrobyt i wieszcze sny. Nie wolno było dziewczynie zapomnieć o lipie oraz wrotyczu. Pierwsza potężną ochronę ściągała i uzdrawiała z najpoważniejszych chorób, drugie zioło niezbędne było do odpędzania gorączki i uzdrawiało najcięższe rany. Najostrożniej z piołunem należało się obchodzić. W nadmiarze mógł nawet uśmiercić, ale w odpowiedniej dawce sprowadzał wieszcze sny i przywoływał opiekuńcze duchy. Babka wykorzystywała go głównie w kadzidłach, a rzadziej do leczenia chorób i niedomagań po obfitych ucztach. Skupiona na swym zadaniu dziewczyna, nie zauważyła jak doszła do świętego miejsca, przed którym ostrzegała ją staruszka. Oczom Agnieszki ukazał się kamienny i wysoki stożek, na którego szczycie rosły przepiękne paprocie. Nagle ucichł śpiew ptaków, a promienie słoneczne poczęły jakby jaśniej świecić. Wszystko spowiła nieziemska poświata, liście, trawy i skały mieniły się niczym wykonane ze złota. Czas jakby stanął w miejscu, a wszelki ruch zaniknął. Nawet drobne listki tkwiły w bezruchu. Dziewczynę coś przyciągało do skał i nakazywało podejść. Upuściła kosz z zerwanym dziurawcem, a nogi same wiodły ją ku majestatycznemu miejscu. Wtem wszystko co widziała zniknęło. Otaczał ją blask i feeria barw, niczym tańczące struny muskające jej ciało. Podnosząc dłonie ku twarzy, widziała jak struny przeskakują, emanując magicznym światłem. Dziewczyna czuła spokój i radość.  Czego szuka twe serce?-usłyszała pytanie, które płynęło zewsząd. Jakby z niej i spoza jej ciała. Nie było przestrzeni, z której dźwięk by nie dobiegał.  Prawdy i ochrony dla ludzkich serc.- odpowiedziała spokojnie i stanowczo. Słowa wypłynęły jakby spoza jej świadomości, wprost z serca i z duszy.  W tym momencie jej oczom ukazał się piękny mężczyzna, odziany w srebrną, długą szatę ze złotym rogiem u pasa.  Wielu drogi do tej krainy szukało i wielu śmierć poniosło. Wielu złe serce miało i biedę na leśną krainę sprowadzili. Tyś wybrana została zanim twe stopy ziemi dotknęły. Ten oto róg ochroni i obfitość sprowadzi. Miodem napełniony ogień świętej ziemi rozpali, zło odegna i  rozbudzi dobro w ludzkich istotach. Przyjmij go i w Noc Kupały napełnij patoką. Następnie rozlej po trzy krople u granic osady,  poczynając od wschodu, przez południe i  północ na powrót w miejsce pierwszej kropli wracając. Niebezpieczeństwo nadchodzi, ludzi czas wyprowadzić i prawego wójta powiadomić. Nim kur trzeciego dnia po nocy ognia zapieje zło i śmierć zechcą te ziemie całkowicie opanować. Róg ma moc również przywracania życia, ale strzeż się korzystać z tego daru, gdy twe  serce i dusza  nie będą w zgodzie. Idźże teraz czym prędzej i ocal tę krainę. Moce natury będą waszym wsparciem. Pospieszaj się!- W tym momencie wszystko zniknęło. Nie było już magicznych strun światła, ni pięknego mężczyzny. Agnieszka na powrót stała przed kamiennym stożkiem, a śpiew kosa przywrócił ją do rzeczywistości. Tylko w prawej dłoni złoty róg dzierżyła, znak prawdziwego widzenia i spotkania z nieziemską istotą. Czym prędzej pozbierała dziurawiec, który wypadł z koszyka, a boski dar schowała pod fartuchem i ku domostwu pobiegła. Już od drzwi, zdyszanym głosem, nawoływać rodzicielkę i babkę poczęła. Opadła na krzesło i nie mogąc słowa z siebie wydusić, złoty podarek na stole położyła. Matka jęknęła przerażona, a babka z uśmiechem powiedziała: -Wypełniło się- Agnieszka nic nie rozumiejąc wpatrywała się to w matkę, to w babkę. Wówczas staruszka wyjawiła jej sekret tych ziem.  Było to w czasach nim książę Mieszko nową wiarę na te ziemie sprowadził i cześć cesarzowi okazał. Zamieszkiwało podówczas te ziemię plemię, Połabianami zwane. Tajemniczy i potężny był to lud. Znali język natury i pismo bogów. Raz na 100 lat rodziła się w plemieniu dziewczynka, naznaczona przez Siły Wyższe. Światowid, którego było dane ujrzeć Agnieszce, pojawiał się pośród ludzi, chronił ich, sprowadzał obfite plony, a kapłana i wybraną nauczał. Tylko ona miała dar rozpalania miłości i władania jej mocami. Każdego roku złoty róg napełniano miodem podczas nocy ognia. Ten słodki nektar został zesłany ludziom, aby rozpalać w nich dobro i radość, karmić ciało i duszę. Kapłan i wybrana upijali po łyku boskiego płynu, po czy ziemię wokół osady jego kroplami naznaczali. Tak obfitość, zdrowie i harmonia były na cały rok sprowadzane. Gdy nowa wiara nastała w kręgi kapłana wkradło się zło i do zguby osadę doprowadziło. Mroczni wysłannicy chcieli posiąść róg i jego moc. Wykradli boski podarunek i uciekli z nim. Od tego czasu osadę naznaczały głód, pożary i choroby, a Światowid nigdy więcej się nie ukazał. Złodziei nie odnaleziono, ani nikt o rogu nigdy więcej nic nie słyszał. Kapłani nadal następowali po sobie, ale wybrana na świat nie przychodziła. Roniono łzy, mówiąc że dopóty zło na tych ziemiach będzie, dopóki czyste i pełne miłości serce nie zjednoczy ludzi.  Ty z plemienia Połabian się wywodzisz, jako i ja, jako i twoja matka. Ty jesteś wybraną, nosząc znamię ognia. Odnalezienie rogu przyniesie zbawienie tym ziemiom. Czym prędzej idziemy Agnieszko do wójta.- oznajmiła staruszka i jako żywo chustę na głowę narzuciła, wnuczkę za rękę mocno złapała, a córce róg schować nakazała. Po czym żwawo do Sulisława obie poszły.  Wójt opadł na krzesło. Powietrze z płuc wypuścił i zbladł. Wiedział, że armia pod wodzą Ordu, syna Dżocziego, na zachód się kieruje, ale miał nadzieję, że te ziemie ocali. Słowa kobiet przyjął z powagą, bowiem o mocach drzemiących na świętym wzniesieniu słyszał. Jeszcze dzisiaj zarządzę wymarsz ludności po nocy ognia. Ukryjemy się w lesie i na pomoc będziemy oczekiwać.- powiedział z wiarą i stanowczością.  Wójcie działajcie prędko, acz ryzyka nie podejmujcie. Ludności jest mało, a i gro słabowitych. Wiem, że chęć walki i obrony twe serce przepełnia, ale tym razem ludzi trzeba ocalić, a dobytek przyjdzie nam odbudować.- odpowiedziała staruszka.  Tak też wójt uczynił. Osada opustoszała, a ludność w pobliskim lesie, po drugiej stronie rzeki schronienie znalazła. Nad ranem ujrzeli łunę ognia nad domostwami. To tureccy najeźdźcy palili i plądrowali ich dobytki. Wójt bezradnie i ze złością miotał się, chcąc czym prędzej do walki ruszyć, ale słowa staruszki były dla niego ostrzeżeniem. Agnieszka ze łzami w oczach patrzyła na ludzki smutek, płacz i bezradność. Bez namysłu ujęła spod fartucha złoty róg, odeszła na bok i poczęła w niego dmuchać, chcąc wydobyć jakikolwiek dźwięk. Jej serce i dusza zjednoczyła potężną siła, acz kierował nią nieznany motyw,  czysta miłość zalała jej wnętrze  a odwaga nie pozwoliła stać bezczynnie. Niestety, żadnego dźwięku róg nie wydał, dziewczyna bezradnie patrzyła na mieniący się kawał złota. Rozpłakała się i usiadła pod dębem, nie wiedząc czemu boskie siły opuściły leśnian. Wnet wiatr się wzmógł, a drzewa poczęły śpiewać głośną pieśń. Zewsząd było słychać łoskot, tętent kopyt i świst strzał. Ludzie z przerażeniem gromadzili się jeden obok drugiego, nic nie widzieli, jeno słyszeli. Nagle zza dębu, pod którym siedziała Agnieszka, wyszedł potężny mężczyzna, a za nim było widać cienie armii leśnych ludzi. Nikomu nie trzeba było mówić któż to przed nimi stoi. Wszyscy wiedzieli, że to sam Karkonosz przyszedł im z odsieczą. W wójta i w ludzi wstąpiła potężna wola walki. Runęli wraz z Karkonoszem na najeźdźców. Na to wszystko przybyły posiłki mieszczan z Gryfowa i drużynników z zamku Gryf. Wróg nie miał najmniejszych szans. Tatarzy uciekali w popłochu, jeno kilku z życiem uszło. Nikt poza leśnianiami ducha gór i jego armii nie widział, a posiłki z Gryfowa dziwiły się, jak wielka moc w osadnikach drzemała.  Niestety po czasach światła i dobra ponownie zło na ziemie Leśnej nadciągnęły, a róg zaginął. Złe rządy poczęły nastawać i ludzi dzielić. Od tamtej pory pożary, powodzie i choroby jęły ziemie leśnej osady nękać, a wybrana do tej pory się  nie narodziła. Dopóty kłótnie, zwady i bieda będą się tutaj szerzyły, dopóki nie narodzi się dziewczynka o sercu pełnym miłości i dobra, której Światowid róg we władanie odda. Co roku przed kupalnocką przejście do boskiej krainy się otwiera i czeka na wybraną.
    • nie ma czasu na sny ani na marzenia jest twardy jak przydrożny głaz   nie ma czasu na łzy ani na uśmiechy jest jak wiatr nie boi się burz   ne ma czasu na miłość mówi że ona to nie wolność że to są  trudne drzwi   nie ma czasu na nic ciągle myśli o niczym lubi ciemność nocy nie brzydzą go wszy
    • @Jacek_Suchowicz Jacku Twoje poetyckie odpowiedzi mnie rozczulają.Dobrego dnia..dziękuję od

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Na brudnych robotach wziąłem i sobie uświadomiłem, że jestem czysty człowiek. Nawet na brudnych robotach ja akurat grałem fair, co wcale nie jest ani mitologią, ani mitomanią. Właściwie wyszło lub nie wyszło to trochę „niechcący”. Wyszło im to nawet z raportów wszelakich, które kazali pisać mi i postronnym z tych brudnych robót i ze szczegółami. Oczywiście niniejsze jest tylko punktem widzenia i punktem siedzenia wśród najróżniejszych spraw uświadomionych i nieuświadomionych. Jakby nie było i tak sobie trzeba wybaczać. Niektórych spraw nie da się nawet bardziej rozdrapać. Wysłuchała mnie jakaś dziewczynka, choć trzeba przyznać, że zupełnie pełnoletnia i wygląda na to, że uwierzyła w ten scenariusz i te zdjęcia, lepsze nawet niż bo ja wiem z Leona Zawodowca. W dalszym ciągu jest aktualne podejrzenie, że ktoś tam im mocno miesza. Dużo by mogło za tym przemawiać. Potem powstały liczne opowieści, a real już nie układał się jak dawniej. Teraz no to panie idzie czasem jak po grudzie, zresztą w wielu aspektach. Tylko pisze się jakoś łatwiej, bo jest o czym pisać. Liczba niektórych teczek tylko potwierdza moje domysły i rozważania. Jest dobrym materiałem na kolejne spekulacje. Wychodzi z tego jakaś duża walka. Nawet mały koncert w wąskim gronie bywa teraz dla mnie niemałą odwagą. Nigdy już mnie nie proś o jakiekolwiek bezpieczeństwo. Wiadomo nie od dziś, że sprawy frontowe nie były, nie są i nigdy nie będą dla każdego.   Warszawa – Stegny, 06.04.2025r.
    • zbrodnia buduje potęgę    błotnista tundra nie sprzyja mamutom  zabrały ze sobą tygrysy  polodowcowe cmentarzyska    w poszukiwaniu przestrzeni życiowej  Cezar ruszył na Galów  Ukraina już kiedyś objawiała się Niemieckim Missisipi  przegonić ludność na bagna    dziś potomkowie Indian szukają duchów i odczytują ten niesprawiedliwy piktogram poludzkie cmentarzyska    ziemia gdzie pod nadprożem murszeją łożyska synów  a czas rozsypał fosfor kości praojca     na nic szable w zębach  gdy nie ma    pokarmu                          
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...