Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

@Berenika97 , początek tej całej historii raczej nastawia czytelnika negatywnie do obydwóch pań psycholożek. Powstaje pytanie, czy ta tendencja utrzyma się w dalszych częściach tej historii, które przecież mają nastąpić. A tak poza tym to warto zauważyć, że dosyć łatwo czyta się tę historię, co dla czytelnika jest zaletą.

Edytowane przez UtratabezStraty
nieprawidłowy znak interpunkcyjny (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Opowiadanie na mnie podziałało. Zdania biegną płynnie i nie ma miejsca na pauzę. Czytając, czułem smutek, wietrzyłem katastrofę. Zapewne ona nastąpi, bo dobre opowiadanie powinno mieć moment szoku – katharsis, po którym czytelnik buduje świat od nowa. Prowadzi go mała dziewczynka, Nika – zgubiona część wrażliwości.

Cieszę się, że to pierwszy odcinek. Jest mi bardzo miło, że opisujesz wspomnienie dzieciństwa. Wolę baśnie niż dorosłą literaturę. Pewnie dlatego, że nadal jestem dzieckiem. Podziwiam Nikę za to, że wyraziła własne zdanie. Ja byłem zastraszonym baranem i na pewno odłożyłbym książkę. Nika zdobyła me serce.

 

Wraz z kotem jesteśmy zachwyceni :) 

 

Ocena wdłg skali: ciekawe, ładne, piękne, wraz z kotem jesteśmy...

Opublikowano

@Proszalny

 

Bardzo dziękuję! Jak widzisz - piszę zwykłe opowiadania, z życia wzięte. :)

 

Dziękuję Ci za tę opinię – i kotu też! 

To, że wyczułeś nadciągającą katastrofę, oznacza, że napięcie działa tak jak powinno. Cieszę się, że Nika zdobyła Twoje serce.  

Co do baśni - też je uwielbiałam - niezwylkle rozwijają wyobraźnię.  Chociaż teraz też do nich wracam. :) 

 

Opublikowano

@Berenika97 

 

Ulubioną baśnią jest "Królowa Śniegu". Historia Gerdy, która ratowała Kaja, bo wpadł mu do oka okruch diabelskiego lustra i to, co piękne, było brzydkim – to akurat Szekspir. Uniwersalna historia. Ja jestem Kajem, a moja ukochana Gerdą.

Opublikowano (edytowane)

@Berenika97 Jesteśmy w świecie systemów, teraz bardziej niż kiedykolwiek, a systemy nie lubią wrażliwości, której nie można kwantyfikować jak wiek, wzrost itp. więc to (jak na razie) o tym.  Moi rodzice mieli podobny dylemat, w wieku 6 lat umiałem normalnie czytać i pisać, bo babcia, która mnie wychowywała (chwała i moja dobra pamięć jej za to), mnie tego nauczyła. Wydawało się więc, że mógłbym pójść do szkoły o rok wcześniej, ale nie poszedłem, bo ktoś rodzicom powiedział, że taki drobny i młodszy chłopiec będzie skonfrontowany ze starszymi i silniejszymi i nie będzie to konfrontacja dla niego korzystna. Z perspektywy czasu myślę, że to była bardzo dobra decyzja, bo rok później, choć nadal byłem drobny, w dodatku wrażliwy, ale już nie tak i jakoś sobie poradziłem, a środowisko i okolica były mocno chuligańskie i łatwo nie było. To taki mój off top, jakich znasz niemało:). Czekam na c.d. 

Edytowane przez Marek.zak1 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Berenika97

Nic dodać, nic ująć. Życzę temu tekstowi (w całości jego kształtu) dotarcia do czytelnika. Czytelnikowi życzę to samo, bo są sobie potrzebni.

Dzieci są cudem tego świata, potrafią nam przypominać o najważniejszych rzeczach w życiu. Jesteśmy im winni serce i uwagę 24h 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

@Marek.zak1

 

Bardzo dziękuję!  Lubię jak dzielisz się swoimi przeżyciami. Czasami są całkiem zbieżne z moimi, mimo pewnych różnic między nami. :)) Ale też pisząc coś w rodzaju rodzinnej kroniki - widzą podobieństwa z innymi członkami mojej rodziny. Pozdrawiam. :) 

@LessLove

 

Bardzo dziękuję! Cieszę się, że tak to postrzegasz - zupełnie się z Tobą zgadzam.  Pozdrawiam. :) 

Opublikowano

Trochę głupio mi było czytać tę prozę, bo pracowałam w poradni ;) Ale przyznaję, w wielu wypadkach tak się działo/dzieje. Są jednak na szczęście wyjątki od tej smutnej reguły, bo spotkałam na swej drodze zawodowej kilku do rzeczy psychologów/pedagogów.

Ja się migałam od systemu ;) Zresztą, robię to do dzisiaj, bo inaczej się nie da w systemach.

 

Nika dała radę :)

Opublikowano (edytowane)

@iwonaroma

 

Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. 

 

Rozumiem, bo mnie jest głupio, jak źle mówią czy piszą o nauczycielach. I od razu porównuję się i jest mi przykro, że ja całe serce oddaję uczniom, a tu taka niesprawiedliwość.  Ale z drugiej strony przecież znam to środowisko i wiem, jak jest naprawdę.  I masz rację - trzeba nie poddawać się systemowi.   Ale gdy pracowałam w szkole, to jako wychowawca otrzymywałam tak beznadziejne opinie czy orzeczenia, czasami zupełnie nietrafne.  Tak , jakby nikt tam nie czytał mojego uzasadnienia we wniosku.  Poznałam tylko jedną panią psycholog - była świetna, ale  po roku pracy w poradni wyjechała do stolicy i przyjmuje tylko prywatnie. 

 

Ale w sumie - to wpadka! :))))  

 

 

Edytowane przez Berenika97
dopisanie do komentarza (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Berenika97

 

Fajne opowiadanie. Polubiłam Nikę, bo trochę przypomina mi moją rezolutną córeczkę- w sumie też jest Nika - Monika.:)))

@iwonaroma

 

Dokładnie! Nie da się systemach, gdy biurokracja, głupie procedury są ważniejsze od człowieka czy sprawiedliwości. A co do poradni - to nie będę się może wypowiadać.  Pozdrawiam.

Opublikowano

@Berenika97 @Christine

Nie jestem stronniczy, ale sprawiedliwy - dziewczynki są znacznie bystrzejsze, uważniejsze, bardziej pracowite i współpracujące, jako uczennice. Też byłem nauczycielem i dałem nogę (po roku!) z przekonaniem, że ratuję sobie życie :-) Świat poza szkołą okazał się o wiele ciekawszy i obfitszy we "frukta" materialne i inne.

Dzieci są kochane (pamiętały mnie po wielu latach, byłem wzruszony), ale szkolny system pracy "dusi duszę - więc, czy ja muszę?" Pozdrawiam Mamusie  Mondralinek :-)

Opublikowano

@LessLove

 

Ja na szczęście nie pracuję w szkole,ale muszę współpracować z poradniami,psychologami po szkołach zaocznych. Jak dobrzy nauczyciele, z podejściem do dzieci , z empatią "dają nogę ze szkoły" -to kto zostaje?  

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

@Berenika97 ej, żadna wpadka, sama prawda :))

 

Obie strony zawodowe mają swoje 'grzeszki'. Mój matematyk (który później został dyrektorem ;)) rzucał w nas kredą i czym tam, co miał pod ręką. Raz nawet rzucił cyrklem! dobrze, że nie trafił ;)  Wielu używało niewybrednych epitetów. Ale przecież takie postawy nie dotyczą wszystkich, zdecydowanie. Nawet są, na szczęście, w mniejszości.

 

Róbmy swoje i nie poddawajmy się :))

 

 

 

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Przysiadł raz pan Trzmiel wesoło na hyzopie Pyta się go mucha: Co tu robisz chłopie? Taka jest już moja rola, Że zapytam zioła, pola A ty nadal siedzisz w klopie?   *zdjęcie własne, hyzop też, trzmiel przygodny ;)    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • „Propagandą do płoci”   Konspiracją słów płotkami są znów, więc im mów i mów to, co słyszeć chcą.   Czaruj jego i ją, wyborów amoki. Co chcesz, to ci damy — płyną słów potoki.   Wszystko posiadamy! Potok frazesów nęci, przyciąga i chęci, podpływają ich setki.   Płot z boku potoku, skaczą w etykietki, w afiszy natłoku i już tkwią w błocie.   Płocie przy płocie, odbija płot płocie, wpadają do błota — płaci płoci głupota.   — Oto i ciemnota! Potoki nie dla płoci, nurt bystry ochoci — lecz on nie dla płoci!   Płot przy płocie stoi, w bilbordach błądzi. Potok płynie dalej, prawdy nie osądzi.   Mąci woda przy brzegu, płocie tłoczą się w błocie. Nurt omija płycizny, nie płynie przy płocie.   Pomrze płoci krocie w partyjniackim błocie. Polityka nie dla płoci, ale mocno je ochoci.   Kto odważy się zrozumieć, ten wypłynie ponad płoty. Kto za frazes tylko chwyta, wpada w błota kłopoty.   Leszek Piotr Laskowski
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Witaj - miło że z nutką tajemnicy  - dzięki za czytanie -                                                                                               Pzdr. Witaj - oczywiście poprawiłem - dziękuje za to że ładny i ciepły -                                                                                                                 Pzdr.słonecznym rankiem. Witam - dziękuję serdecznie za to że owe podglądanie to lekcja doceniania  chwil -                                                                                                                                                   Pzdr.uśmiechem. @Sylwester_Lasota - @Poet Ka - dziękuję serdecznie - 
    • Takie tam podsumowanie moich życiowych poszukiwań:)   "Prawda".   Prawda nie ma jednej twarzy, prawda Ci się nie przydarzy, bo nie możesz jej pominąć i w niepamięć swą odpłynąć.   Prawda nie ma sztywnej formy, nie dąży do żadnej normy, jest trwaniem po wieki wieków, na nią nie ma dobrych leków.   Bo cóż by ją zwalczyć mogło, na równowagę pomogło... Nie ma mnie bez otoczenia i wzajemnie – akt scalenia...   Jesteśmy sobie pisani, jednym pędzlem malowani na świadomości ekranie... Świat ma me wieczne oddanie,   wdzięczność za to, że być mogę, choćby wbijany w podłogę, wirem nicości wkręcany w niepewności mroczne stany.   Nic nie zburzy mej miłości do tej świętej zależności, jesteśmy tu zawsze razem, jesteś moich snów wyrazem.   Mym warunkiem, przeznaczeniem, towarzyszem, moim cieniem, kolorem tęczy na niebie, jesteś w radości i w gniewie.   Wszechświat kocha różnorodność, w nią obraca swoją płodność. Prawda to ja, Prawda to Ty, Prawda to My – nic poza tym. :)    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Głośne, metaliczne odgłosy dobiegają z różnych metalowych części zgromadzonych żałobników. Stoją przygnębieni pod ciemnymi chmurami, a z metalowych dupereli wypływa smutny smar. Niektórzy rdzewieją już nieco w strugach deszczu, ale z uwagi na szacunek dla bohatera imprezy Don Śrubem zwanym, nie odchodzą lub odjeżdżają.      Płoszą jednocześnie wygłodniałe kruki. Przyleciały biedne z nadzieją w czarnych skrzydłach, że jednak nie schowają, zostawią delikwenta na wierzchu i będą mieć wydziobożerkę. Po chwili jednak, mając zdeformowane dzioby o twarde niby ciała, odlatują zdegustowane i zawiedzione, zostawiając tylko echa krakania, które po chwili umiera.     Natomiast główny sprawca zamieszania, umarł podobno już kilka dni temu, a właściwie został zmiażdżony z namiętnym łoskotem przez zazdrosną lokomotywę starego typu, buchającą zakochaną parą. To jednak wersja oficjalna tudzież romantyczna, dla ciekawskich dziennikarzy. Teraz omawiany czeka spokojnie pośród zgromadzonych, na włożenie do zardzewiałej ziemi rdzą znamienitych przodków.      Niestety. Nic nie zostało z jego wspaniałego, proporcjonalnego wyglądu o przystojnych, gładkich trybikach, kółkach wszelakiej maści, migających światełkach i pewnym podłużnym szczególe do wycieku smaru. A tak się nim szczycił i przyciągał różne zauroczone metalowice z powabną żelazną szczeciną. Zebrani mogli tylko ze smutkiem we wizjerach, oglądać ten cały bajzel, niepodobny już tak bardzo do nich.      Tylko najbliższa rodzina znała od uczynnych sygnalistów, prawdziwą przyczynę tego całego galimatiasu, w który ich najbliższy trybom został zmieniony. A przyczyna była banalna. Chciał ich po prostu odwiedzić z daleka, a że teleportacja jeszcze była w drucianych powijakach, to jak łatwo można było przewidzieć, nastąpiła awaria teleportera i na stacji docelowej został ponownie złożony nie tak jak trzeba. I to bardzo nie tak.     Jeszcze bardziej wtajemniczeni metalicznie zgrzytali rodzinie w aluminiowe ślimaki i bębenki, że ktoś tak dla wesołości, czyli dla ołowianych jaj, przed teleportacją włączył opcje→AI, czyli Alternatywną Instrukcję – ponownego złożenia. I wyszło jak wyszło.    * – Babciu. Przestań zgrzytać i sikać po dziadku smarem, tylko mnie posłuchaj – rzekł blaszany wnuczek w smutnej ciszy, że aż zgromadzeni, błysnęli złowrogo poświatą wizjerów. – Możemy oddać dziadka na złom. Po co zakopywać. Za uzyskane przychody, skonstruujesz sobie nowego. Nawet z lepszym prętem. Co ty na to, babciu?     – Nie wódź mnie na pokuszenie blaszany łobuzie – tym razem zazgrzytała babcia, zakochanym trybikiem. – Jam już w węglarce zakochana. Poza tym wnuczku, trza myśleć racjonalnie. Ma pełno opału na ślicznych, wklęsłych wdziękach.      – Ależ babciu. Skoro tak rozumujesz to wiedz, że tej zimy, nie ma być zimy. Możesz być śmiało dziadkowi wierna. Nawet po śmierci.      Nagle wszyscy usłyszeli złowieszczy, acz oczekiwany, chociaż nie przez wszystkich, zgrzyt słowny:    – Do zardzewiałej śrubki. Bierzcie się do roboty, pieprzone roboty. Z miłości do was to mówię. Tak mnie poskładajcie, bym wyglądał, jak za życia.     – Drogi mężu – zazgrzytała babcia. – Ty się wreszcie zdecyduj. Czyś żyw, czy nie. Węglarka czeka. Muszę wiedzieć, jak sobie życie wytrybować.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...