Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jaś został sam w samochodzie. Przekręcił kluczyk w stacyjce. Zamigotały kontrolki na tablicy rozdzielczej, jęknął rozrusznik i cichutko zaczął pracować silnik. Jaś włączył pierwszy bieg i ruszył przed siebie w wymarzoną podróż.

Już po paru minutach wyjechał z nocnego cienia i gnał naprzeciw wschodzącemu słońcu. Wjechał na szeroką autostradę na której wyprzedzał wszystkie samochody, a potem zjechał na drogę, przy której rosły stare, ogromne drzewa. Słońce igrało z liśćmi wśród gałęzi, po zielonych łąkach ganiały się zające, jakiś szary ptaszek zerwał się z pobocza i pofrunął na gałąź przydrożnego drzewa, a Jaś jechał przed siebie swym samochodem łagodnie zbierając zakręty i bez trudu pokonując największe nawet góry.

Gdy zjeżdżał z jednej takiej dużej góry, zauważył, że zmieniła się pogoda. Pola pokrył biały śnieg, gałęzie drzew uginały się pod śniegowymi puszystymi czapami, a nawierzchnia drogi lśniła w słońcu setkami maleńkich iskierek.

“Na asfalcie jest lód” – pomyślał Jaś. “Muszę zacząć hamować zanim wejdę w następny zakręt” – tak pomyślał i wcisnął pedał hamulca lecz samochód zamiast hamować zaczął się obracać. “Wpadłem w poślizg” – pomyślał Jaś, a samochód kręcił się, kręcił się i kręcił się w kółko coraz szybciej. “Co tu robić” – myślał przerażony gdy nagle zauważył migające na tablicy światełko z napisem “AUTOMATYCZNY KIEROWCA”, nie myśląc nic więcej wcisnął przycisk obok światełka. Samochód zaczął zwalniać. Kręcił się coraz wolniej, wolniej i wolniej, aż w końcu zatrzymał się. Jaś otarł pot z czoła i opadł bezwładnie na fotel. Zamknął oczy i odpoczywał. Po chwili otworzył oczy i spojrzał przez okno. Za oknem cały świat wirował, obracał się, kręcił i tańczył. “Co się stało? Czyżby cały świat wpadł w poślizg?” - Spytał sam siebie i ponownie zamknął oczy. Gdy je otworzył świat już przestał wirować. Wszystkie drzewa, góry i domy stały na swoim miejscu. Jaś uruchomił samochód i ostrożnie ruszył po śliskiej drodze. Gdy przejechał kawałek zauważył idącą bokiem drogi Babcię. Babcia niosła ciężkie, wypchane zakupami torby. Podjechał bliżej, zatrzymał się i zapytał:
- Może Babcię podwieźć?

Ucieszyła się Babcia, bo to i mróz ściskał i ślisko bardzo było na drodze i torby ciężkie wrzynały się w palce.
- Daleko idziesz Babciu? - Spytał Jaś
- Do tego tu miasteczka idę – powiedziała Babcia, - do wnuczki. Moja wnuczka proszę pana jest bardzo chora. Byłam u lekarzy w Wielkim Mieście, ale wszyscy mówią, że już nic nie da się zrobić, że ona musi umrzeć i dają tylko lekarstwa żeby jej nie bolało... O tutaj mieszkamy.

Jaś zatrzymał swój piękny samochód, a widząc jak Babcia męczy się z ciężkimi torbami, zaproponował:
- Może pomogę zanieść te torby.

Weszli razem do domu. W małym pokoiku, na fotelu siedziała mała dziewczynka. Jej rączki i nóżki były bardzo chude i zwisały bezwładnie z fotela. Policzki zapadły się w głąb głowy i tylko dwoje oczek przyglądało się żywo i ciekawie Jasiowi.
- Ten pan przywiózł mnie dziś do domu – powiedziała Babcia do Wnuczki.
- Mam na imię Jaś – powiedział Jaś.
- Ja jestem Babcia Wnuczki, a to jest Wnuczka Babci – powiedziała Babcia.
- Cześć – powiedziała Wnuczka Babci, - pobawisz się ze mną?
- Cześć. Pobawię się – powiedział Jaś.
- Wiesz, że ja niedługo umrę?
- Nie umrzesz. Ja mam bardzo dużo pieniędzy. Znajdziemy najlepszego lekarza na świecie i on cię wyleczy. Kupimy najlepsze lekarstwa i będziesz zdrowa.
- Nie Jasiu na całym świecie nie ma tylu pieniędzy żeby kupić moje zdrowie, a na najlepszych lekarzy wszystkie pieniądze wydali już moi rodzice i moja babcia.
- I naprawdę nic nie można już zrobić?
- Nic – powiedziała smutno Wnuczka Babci.
- Ja jednak coś zrobię - powiedział Jaś. - Tylko muszę gdzieś jechać. Cześć!

Jaś wybiegł na dwór, wsiadł do swojego samochodu i ruszył w powrotną drogę.
Samochód jechał bardzo szybko. Tym razem nie wpadał w poślizg ponieważ prowadził automatyczny kierowca. Gdy Jaś tak gnał z powrotem do domu minęła zima i rozkwitła całym swym urokiem wiosna.

W końcu podjechał pod swój dom i wszedł do swojego pokoju.
- Czarodzieju Nocy! Przyjdź do mnie! - Zawołał, lecz odpowiedziała mu cisza.
- Czarodzieju Nocy! - Zawołał jeszcze raz.
- Czego chcesz? - Odezwał się głos z kąta.
- Mam do ciebie wielką prośbę.
- Czego chcesz? Przecież wszystkie twoje życzenia spełniłem. - Czarodziej już nie był miły.
- Chcę żebyś spełnił jeszcze jedno moje życzenie.
- Nie ma mowy! Miałem spełnić twoje trzy życzenia i spełniłem je. Teraz daj mi spokój.
- Czarodzieju! Zabierz mi samochód, zabierz wszystkie moje pieniądze, spraw żebym znów był małym chłopcem, ale pozwól żyć tej chorej dziewczynce, przywróć zdrowie Wnuczce Babci.
- No dobrze, ale daj mi już spokój!

Jaś siedział na łóżku w ciemnym pokoju. Znów był małym chłopcem bez walizki pełnej pieniędzy i bez pięknego samochodu przed domem.
- Mamusiu! - Zapłakał mały Jaś.
- Co się stało Jasiu? - Spytała mama podchodząc do łóżeczka.
- Chyba coś mi się śniło!
- Co ci się śniło, Jasiu?
- Śniła mi się bardzo chora dziewczynka i jej babcia. Dziewczynka nazywała się Wnuczka Babci, a babcia nazywała się Babcia Wnuczki.
- Synku, przecież Babcia ze swoją Wnuczką mieszkają na naszej ulicy. Jeśli chcesz, to możemy je jutro odwiedzić, ale teraz już śpij. Niech tym razem przyśni ci się coś miłego.

Następnego dnia Jaś ze swą mamą poszedł odwiedzić Babcię i jej Wnuczkę. Tam dowiedzieli się, że minionej nocy Wnuczka niespodziewanie wyzdrowiała, a gdy zobaczyła Jasia, powiedziała:
- Ja cię chyba znam. Ty jesteś Jaś, kiedyś u nas już byłeś.
Jaś nic nie odpowiedział. Uśmiechnął się tylko do dziewczynki, a ona spytała:
- Czy będziesz się ze mną przyjaźnił?
- Jeśli tylko chcesz, to będę, ale nie mam samochodu ani walizki pełnej pieniędzy.
- To nie ważne, - powiedziała dziewczynka – to nie ważne.


... i może trochę szkoda, że to tylko bajka.

Opublikowano

Baj raczej smętnawa, jak na parodię. Czytywałem tu lepsze, ale czepiać się nie będę. Jest chyba za dużo dziecinnych przymiotników - szeroka strada, szeroka droga, ogromne drzewa. To chyba dla dorosłych ma być.

Opublikowano

Przyznam, że czekałam na drugą część. Jest ok, ale pierwsza była zdecydowanie lepsza. Strasznie szybko się nagle akcja toczy i zakończenie nie za badzo do mnie trafia. Może bardziej to rozbudować? Jest ok, ale w pierwszej części pokazałeś, że może być lepiej. Pozdrawiam :)

Opublikowano

Pierwsza częśc była obiecująca, ale tutaj trochę namieszłeś i - w przeciwieństwie do opini rumianka uważam, że nalezałoby raczej wyrzucić tą częśc przypominającą relacje z Rajdu Szwecji. Opis bączków kręconych na sosie nie wnosi nic do bajki. Wiem że wrócił do miejsca z którego wrócił, ale równie dobrze mógł objechać świat dokoła, by stwierdzic, że wszedzie dobrze, ale w domu najlepiej.

Opublikowano

Pierwsza częśc była obiecująca, ale tutaj trochę namieszłeś i - w przeciwieństwie do opini rumianka uważam, że nalezałoby raczej wyrzucić tą częśc przypominającą relacje z Rajdu Szwecji. Opis bączków kręconych na sosie nie wnosi nic do bajki. Wiem że wrócił do miejsca z którego wrócił, ale równie dobrze mógł objechać świat dokoła, by stwierdzic, że wszedzie dobrze, ale w domu najlepiej.

Opublikowano

Nie wnikam w sprawy techniczne - bom trochę zmęczony po sobocie, ale polecę za to Zependowską-Ahonen: Jestem na tak.
Bajka prosta. Ujęła mnie. Nie wiem o co chodzi z tą parodią - chyba nie to miało być crux sprawy. No i konkluzja smutna, lecz prawdziwa. Dla mnie ważne jest to, że przemyciłeś dydaktyzm w nierażący sposób.
salve!!!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wszystkiego, co wiem, nauczyłem się od czarownic. Paracelsus
    • 20:48 M. 7 Al-Si [Jeśli mam mieć tylko Twój żar] Jacques Brel Jeśli mam mieć tylko Twój żar, by odziać nas w cud I ubrać w słońca czar przedmieść tych tęczę złud, Jeśli mam mieć tylko Twój żar Tylko dla tańca bzów - Jest mojej piosenki wart I ukojenia tchu... Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ranek ubrać - w mgłę, Jak biednych i tych co ich czart.. - W płaszcze wyszywane snem Jeśli mam mieć tylko Twój żar I modły, które do nieba ślę Za bolączki, jakie zna świat, Jak trubadura śpiew Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ofiarować tym, których jedyna gra To wejść w światła rym Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby wytyczyć szlak I znaleźć drogę wśród mar Tam, gdzie dróg wciąż brak Jeśli mam mieć tylko Twój żar By przekrzyczeć huk dział I tylko ten hymn, co ciszę skradł, By werblowi kazał, by zamilknąć chciał Wtedy, mając jedynie za broń Siłę, którą daje Twój żar, Wtedy ujmiemy w dłoń, Przyjaciele – Cały świat! "Zaraz będę ) za chwilę....( I. Od chryzantemy do chryzantemy Rozpadają się przyjaźnie Od chryzantemy do chryzantemy Zanikają w naszej jaźni ci, których kochaliśmy. Od chryzantemy do chryzantemy Inne kwiaty robią, co mogą Od chryzantemy do chryzantemy Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok. Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zawlec znów swoje kości stare Do słońca, aż do lata, Do wiosny, aż do jutra... Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zobaczyć raz, czy rzeka Ciągle jeszcze czeka, czy zatoka Jest dalej przystanią, znów tam stanąć... Zaraz będę, za parę chwil Ale dlaczego ja, czemu teraz Dlaczego już i dokąd, i po co mam iść ? Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, Zawsze byłem tylko przybyszem... Od chryzantemy do chryzantemy Za każdym razem coraz bardziej stary, Od chryzantemy do chryzantemy Coraz bardziej nie do pary... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów wsiąść w miłość, na gapę, Jak wsiada się w autobus, By już nie być sam, By być na czyimś progu, Znowu czuć się dobrze, tam... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów gwiazdami nakarmić Drżące ciało i paść martwy Miiłością spalony jak słońcem, Z sercem spopielonym... Zaraz będę, za chwilę.,. To nawet nie ty jesteś wcześniej - To ja już się spóźniłem Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, że będę Czy kiedykolwiek byłem kimś innym, niż przybyszem"? II. Oczywiście, przechodziły(-ście) burze: Dwadzieścia lat, to miłości )zgrubny( szal - Tysiąc razy, pakowałaś torby, (spałaś w biurze) Raz, tysiąc, wzbijałam/liśmy się w powietrza ]dal[ I każdy tu pamięta kąt, W tej } szpitalni { bez kołyski: Wybuchy, ]dawnych[ burz(y swąd); Nic nie przypomina(ło) niczego innego(whisky?) Tobie odebrało }wody{ smak(to błąd!) A mnie smak podbojów(dla oldbojów). Tak, Ale miłości ma Ma słodka, ] nie-[czuła ma cudowna miłości! Ja/Od (jasnego!)świtu aż do {końca} dniaWciąż cię kocham, wieszKocham cię Ja znam wszystkie )twoje( zaklęcia Ty znasz wszystkie Czary- [Mary me] Wodzi(a)łaś mnie z pułapki (do pułapki) szarmanckiego( -księcia Od czasu (do czasu), traciłe/am }cię{ Oczywiście, miałaMś kilku kochanków Musieliśmy (jakoś) zabić czas: Ciało musi się radować }o poranku] ]w ranku [ Ale w końcu, w końcu nad/nas... Potrzebowaliśmy mnóstwa talentu/jak kwlazł, właz Aby się zestarzeć, nie będąc dorosłymi {zejdź z ganku!} Im więcej czasu nas otacza I tym więcej )czasu( nas dręczy czas Ale czyż to nie najgorsza pułapka[nagra,cza] Dla kochanków, by żyli w pokoju (zgodnie,wraz)? Oczywiście, płaczesz trochę mniej, wkrótce Rozpadam się trochę później] kawałki/na[ Mniej chronimy nasze sekrety (przed/po wódce) Mniej pozostawiamy przypadkowi}-naj( Nie ufamy nurtowi życia. Pokrótce: malutcy!!! Tak.Ale to wciąż delikatna wojna(ciał/maj) [Instrumentalne zakończenie] Moja płaska ziemia Gdy Morze Północne uparcie bije w wysokich wydm asfalt, A białe płatki piany sypią się na ich grzbiety, Gdy gwałtowny przypływ uderza w czarny bazalt A mgła szara opada na wałów szkielety, Gdy podczas odpływu plaża jest dzika jak pustynia A mokry zachodni wiatr syczy jadowicie Wtedy moja ziemia stawia opór… staje się, zaczynia, Moja płaska ziemia… Moje stłamszone życie... Gdy deszcz moczy ulice, place i rabaty, Dachy i iglice strzelistych aktów kościołów, To jedyne góry na tej płaskiej ziemi bez kwiatów... Gdy ludzie to karły pod okiem aniołów... I gdy dni mijają w nudnej zwyczajności, A wzburzony wiatr wschodni sprawia, że ziemia jeszcze bardziej się płaszczy w swej uniżoności, Wtedy moja ziemia czeka… Moja płaska ziemia… Na której nie ma Ni zwierza, Ni człowieka Gdy niebo nad nami leżące delikatnie muska płaską wodę, Gdy ciążące niebo uczy nas pokory, Gdy niebo lekceważące dla pozoru się staje szare jak łupek z piekła rodem, Kiedy niebo na nas leżące jest blade jak glina, jak skóra chorych, Kiedy wiatr północny dzieli polder na cztery, Kiedy północny wiatr kradnie nam oddech, Wtedy moja ziemia pęka jak te poldery… Moja płaska ziemia… Mój wieczny bez, bezoddech... Kiedy Skalda lśni w południowym słońcu, A każda Flamandka zakłada letnią sukienkę, Kiedy pierwszy pająk tka pajęczyny w końcu, A pola tulipanów parują w lipcowym słońcu, przepięknie Kiedy południowy wiatr buszuje w zbożu, Kiedy wiatr południowy raduje się drogą i bezdrożem Wtedy moja ziemia świętuje… Moja płaska ziemia… Moje serce już niczego Nie żałuje... ─── WAŻNE STRONY

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      W porcie Amsterdam W porcie Amsterdam Są żeglarze, co śpiewają I sny, co sen odbierają, U wybrzeży portu Amsterdam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy śpią Jak sztandary, co lśnią Wzdłuż ponurych brzegów. Tam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy umierają Pełni piwa i dramatów z annałów O świcie, tam w porcie Amsterdam. Lecz w porcie Amsterdam Są żeglarze, co rodzą się W gęstym upale i nie rzadszej mgle Od oceanów ospały port Amsterdam, tam. ─── W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy chcą jeść Na zbyt białych obrusach, jak ich życia treść Ociekająca rybami – port Amsterdam. To nie przystań dla dam! Pokazują ci zęby całkiem połamane, Które sprawiają, że chcesz W jabłko Fortuny wgryźć się, Aby księżyc ubolewał, Że całuny chcą żreć, I pachnie dorszem żołądka treść... W samym jądrze frytki, Którą biorą w swoją wielką dłoń, By wrócić, wstają ze śmiechem do bitki. W burzliwym hałasie Zapinają rozporki i wychodzą, bekając w niedoczasie. W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, Pocierając brzuchy, jak zwyczaj każe, O brzuchy kobiet. Kręcą się, tańczą jak w żałobie, Jak wypluwane słońca, W rozdartym dźwięku skwaszonego akordeonu, tak bez końca. Wykręcają szyje, Aby lepiej słyszeć swój śmiech, co buty szyje, Aż nagle akordeon gaśnie. Wtedy z poważnym gestem, a potem z dumnym spojrzeniem, tak właśnie, Wyciągają swoich bękartów z powrotem na światło dzienne I piszą testament w synaptyczny atrament.... ─── W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, którzy piją, I piją, i piją znowu, I piją jeszcze trochę, każdy sam. Piją za zdrowie Amsterdamskich kurw Z Hamburga czy gdzie indziej tam: Z wszystkich tych dziur. Wreszcie piją zdrowie dam, Które im udzieliły swoich pięknych ciał, Które dają im swoją cnotę cnót, Za złotą monetę obciągają drut. A kiedy wreszcie nasycą się, Wtykają nosy w niebo, Wydmuchują nosy w całun gwiazd, Sikają się, jakby im zbierało się na płacz Nad niewiernymi kobietami, z którymi trzeba... W porcie Amsterdam, W porcie Amsterdam, W porcie nie dla dam, Porcie, gdzie każdy sam. ─── Marieke Jacques Brel Aj Marieke, Marieke Kochałam cię tak cudnie Między wieżami Gandawy I Brugii Aj Marieke, Marieke Dawno temu, zmienne l złudnie Między wieżami Brugii i Gandawy Bez miłości, cudnej miłości Wiatr wieje, cichy wiatr Bez miłości, pełnej miłość Morze płacze, szara morza dal... Bez miłości, cudnej miłości Światło cierpi, światło w cień A piasek trze moją ziemię przemiłą Moją płaską ziemię, o mojej Flandrii sen Aj Marieke, Marieke Flamandzkich nieb Kolor wież Z Brugii i Gandawy niesie się Aj Marieke, Marieke Flamandzkie niebo daję w zastaw Płacz ze mną Od Brugii do Gandaw Bez miłości, cudnej miłości Gdy wieje wiatr, to już koniec Bez miłości, pięknej miłości Gdy morze płacze, już skończone Bez miłości, gdzie jest cudna miłość? Gdy światło cierpi, wszystko w cień A piasek harata moją ziemię, co skryła... Moja płaska ziemia, mój o Flandrii sen. Aj Marieke, Marieke Me flamandzkie niebo nieb Czy było ciężkie zbyt, Marieke? Z Brugii aż do Gandawy het? Aj Marieke, Marieke Od twoich dwudziestu lat Które tak pokochałem w mig? Z Brugii do Gandawyv aż Bez miłości, cudnej miłości Gdy śmieje się diabeł, czarny czort Bez miłości, pięknej miłości Gdy moje serce płonie, me serce, bo; Bez miłości, cudnej miłości Gdy umiera lato, smuci się czas A piasek szoruje moją ziemię tak miło Moja płaska ziemio, o Flandria na 5 Aj Marieke, Marieke Czas powraca powraca czas Z Brugii do Gandaw żyje w nas Aj Marieke, Marieke Zawraca czas Gdy kochałaś mnie Z Brugią i Gandawą wraz Aj, Marieke, Marieke Wieczorem w sam raz Entre les tours De Brugges à Gand Aj, Marieke, Marieke Każdy staw Otwiera wrota bram van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4)  III. Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas - Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wiedząc jak Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot  [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Ja dam ci Perły dżdżu Z krain tych, Gdzie nie pada znów I wydrążę z ziem Aż po śmierci tlen by skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę świat, gdzie miłość będzie królem twym miłość - prawem mym A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów słów Bez sensu, lecz Ty zrozumiesz je... Opowiem ci baśń O kochankach tych Co widzieli razy dwa Jak płoną serca ich I: opowiem ci Baśń, jak ten król Co go zabił ból, bo Nie mógł spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... widzieliśmy nie raz jak Ogień tryska znów Z góry starej jak świat Wulkanu, co wszak... Nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem lepszy diamentów plon, Niż z kwietniów wszech, bo on.. A gdy nadejdzie sen niebo w ogniu ma stać Wtedy Czerwień i Czerń swój ślub będą brać Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, czy... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, mi... Nie płaczę już Nic nie mówię, bo... Schowam się tuż tuż Patrzę na twą dłoń Patrzę przez twą skroń Patrzę w twoją toń ... Tańczę i śmieję się I słuchając cię Śpiewam, a potem milknę jak i gdzie... Daj mi ostać się Jako cień twego cienia cień twojej ręki cień,a nawet cień twojego psa Nie zostawiaj mnie  Nie zostawiaj, już... Mnie nie, nie Nie zostawiaj, tuż... ... Tuż ...   @Michał Pawica## Wstęp: List otwarty do Mistrza Wojciecha    
    • @Mel666   sierść jeży mi się na karku jak czytam ten wiersz.  Oryginalne pisanie. 
    • @Annna2 Przeczytałem z przyjemnością, pozdrawiam. 
    • @Anna_Sendor Po prostu - Przednio  !
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...