Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Której bym się drogi
ucieczki nie podjął i tak
by mnie dopadł sztubak
ten rosyjski
Któryśtamnasty Pażdziernik
i na pistolety wyzwał
( Ewangelia jego kuli
rozbudziła Styks osierdzia
i to chyba ewidencja
dojrzałości, nie wiem,
hen, za której okazaniem
Pan Prezydent da mi zamek )

A potem mnie przeciągnął
za końmi
i pośrodku świata, w centrum miasta
ściągnął białe majtki w kwiatki

Kopnął mnie we Freuda
Obrzezał mi Freuda
Dziewki szydercze, które opłacił
Ośmieszyły we mnie Freuda

I tak wielki mi strach
komponował w studiu pustki
że aż się ulitował sztubak
i tylko jak przystoi wnukowi Fiodora D.
na skroni mi zacisnął imadło
aż z tęczówki tęcza tąpnęła

A na jej idiotycznym końcu
miast karzełka i kubraczka
blondwłosy stał sekundant
o imieniu Magda
i pytał : " Czemu Ci smutno, Andrzej ?"
Odrzekłem, że nie wiem

Opublikowano

Hej, no. Ej. Ten jest dobry. Naprawdę. Wciągnął. Jeszcze sobie poczytam. Ale jakiekolwiek zastrzeżenia bym nie wyciagnęła z rękawa, to tylko chyba na siłę, wiec poczytam w ciszy sobie jeszcze troszkę.

pozdrawiam.
m.

Opublikowano

Dobry wiersz. Kojarzy się klimatycznie z Bułhakowem. Ciekawe mozaiki powstają z obrazów, któe rysujesz. Nie powiem, że malujesz, bo wiersz jest zbudowany z ostrych pociągnięć słowem, jak ołówkiem. Najlepszy Twój wiersz jak dotąd. Zastanawia mnie użycie niektórych słów: albo jest przypadkowe i psuje efekt, nasuwając skojarzenie zmajaczeniem po wypaleniu zbyt dużej ilości trawy, albo jest celowe i muszę jeszcze popracować nad tym, czemu służy. A to już dobrze, bo zmusza do myślenia. Wrócę tu.
Pozdrawiam, j.

Opublikowano

dzięki wielkie
ale walcie uwagi, jakie tylko macie. Sam się o nie dopominałem. Gdybyś mogła joaxii - te zwroty. Byłbym wdzięczny.
Magda - wyciągaj zastrzeżenia nawet z królika i jak tylko wyciągniesz to się dziel. prawo dżungli.
cześć

Opublikowano

Dobra, spróbuję coś wyciągnąć, ale to będą tylko spostrzeżenia, nie uwagi jako takie.
Uporzadkowałabym wielkie litery. No wiem, to ma służyć, ale jakoś nie widzę tu mocnego umotywowania. Biorąc pod uwage, ze treść jest porwana, i jak Joaxii zauważyła, szkicowana ostro zatemperowanym ołówkiem - forma już nie musi, może być spokojniejsza.

To "hen", nie wiem czemu, natrętnie czyta mi się jak "hej!", i jakoś tak junacko się wpasowuje :) Mozesz rozważyć zamianę, bo też trzyma konwencję.

Jestem czuła na spacje po nawiasach, apostrofach i przed znakami zapytania, ale to już doprawdy fanaberia o tym wspominać.

I tyle z moich królików :)
Osobiście przyciaga mnie tutaj ciekawy obraz niespokojnego śnienia, bardziej niż stan najarania :) Tym bardziej, ze śnić takie sny można i na jawie, przy kawie - kolejnej.

pozdrawiam
m.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka tak  :)   Moje opowiadania mają to do siebie, że szybko się kończą. Myślę, że to głównie przez nieufność do zakończeń z puentą i duszę miniaturzysty :^⁠)   Dziękuję za czytanie!  
    • @MIROSŁAW C. Witam na starociach i dziękuję za odwiedziny :)
    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, to była ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki — gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                               * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się — rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...