Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Noworoczna Szopka Orga!


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
NOWOROCZNA SZOPKA ORGA

Zaczyna się karnawał. Czas uciech i swawoli, kiedy uchodzą na sucho wszelkie ekscesy i bezeceństwa. Zapraszamy do zabawy w poetycką szopkę.

Każdy może do niej dołączyć, dopisać swój obrazek - albo pod swoim nickiem, albo anonimowo, przysyłając na PW czy mailem tekst na konto: Admirator.


Wszystkiego wesołego w Nowym Roku!

Admiratorzy Poezji Org


Aleja Gwiazd


*
Raz Daniel S. – poeta, co z Piasków,
zabrał pannę na spacer do lasku.
Recytował jej wiersze
o miłości tej pierwszej.
Ona mu nie szczędziła – oklasków!



*
Raz emeryt ze starości atrapą
godzinami śledził org niczym Katon.
Co dał koment – to bzdety,
wierszyk – także niestety,
lecz uznania oczekiwał on za to!



*
Raz Mała Dziewczyna z Pogórza
od zaraz już chciała być Duża;
usłyszała gdzieś, że
wielkie są rzeczy złe;
wielkie co? się z Anioła wynurza.



*
Był raz bard bardzo smutny z Przasnysza,
płakał z nim, kto choć raz go usłyszał.
Wierszy miał – jak cholera,
chyba z pół kontenera;
śpiewał wciąż, bo raniła go – cisza.



*
Union Antoni z Lednicy
nie pisze nic po próżnicy.
Zwięzły jest znakomicie,
także gdy wielbi skrycie
- rąbek mu starcza spódnicy.



*
Iza Net, co mieszkała w Kaliszu
wiodąc życie w domowym zaciszu,
gdy zepsuła Ją Muza -
postępuje jak loozak:
alter - nowe wiersze dziś słyszu.




*
Był raz Klaudiusz, bógwico, z Krakowa
- niesłychanie rozpalona głowa.
Każdy post to siekiera.
Ostry był, jak cholera.
Mod z miłości go za to banował.




*
Pan Mirosław z Krainy Ziemniaków
pisał wiersze i to mimo braków
czasu, nawet komentował
- gdy familii ujrzał „towar”
poszedł naprzód, za przykładem raków.



*
Wspomnienie owo wszystkich dziś rajcuyeye.
On jeden widział, że się tu źle dzieyeye.
W poezji ziemii
bił dopełnienii-
a, blask imienia jego ciągle dnieyeye!




*
Piękna Dziewczyna, cóż że z Finlandii,
często w dyskusjach czyniła jak Ghandi.
A ta wiara w bierny opór
ludziom staje brzytwą w oku.
Wszyscy mogą wyglądać najładnij!




*
Agata – Luthien z miasta nad Wisłą
zawiodła raz: Ach, na cóż mi przyszło!
Zamiast siedzieć nad Nilem
RA-chując krokodyle,
we Włocławka dymach muszę kisnąć?!




*
Nasz Stróż Anioł, co zerka tu z Lipna,
miał przewidzenie, że poezja lipna
opuściła orgu progi.
Złapał więc Muzę za nogi
chcąc folgować – wtem spadł mu liść z lip na...




*
Czy ktoś wie jak po kaszubsku brzmi: Natalia?
Prościej w lesie znaleźć jej imię: konwalia.
Zaczarowana polanka,
na niej ta losu wybranka.
Słońce się topi w morzu, brzmią glosolalia.




*
Był raz Miś, co miał duży apetyt
na miodek, wiersze, kobiety.
Próbował – to nie pech! -
już sytuacji trzech
i wciąż pisze kuplety:
wino, kobiety, śpiew!




*
Był raz Marek, filozof i cynik,
zasadniczo powinien żyć w skrzyni,
a on mieszkał nad Brdą
- tak ten strumyk tam zwą? -
w lustrze wody szukając bogini.




*
Raz tajemniczy poeta van Thomas
był po same uszy zapatrzony w czas,
aż subtelna Reginka
nosek miała na kwinta! -
na niewinne jej: kontra! – on mówił wciąż: pas!




*
Asher z Londka mieszkał w squacie
przy bardzo frywolnym kocie.
Lecz to była Ona,
choć nie jemu żona -
zostawiła kilka pociech.




*
Ona Kot i Kota No z miasta O.
pojechała aż do Torunia po
tytuł naukowy
by mieć studia z głowy.
Bliżej Kotu do Sowy będzie, o!




*
Stefan Rewiński jest człowiek wesoły,
chociaż do ruskiej był uczęszczał szkoły.
Wybudował nam dróg tyle,
ze objedziesz je w dwie chwile,
no, powiedzmy: kwadrans z okładem na przeczytanie jego wiersza pt. „Anioły”!


Anioły bywają różne,
poprzeczne i podłużne,
przydrożne i długonożne,
nadrzeczne i niedorzeczne,
śródleśne i obleśne,
eurounisex i Radio Maryja.

A najpiękniejszym aniołem
jest Henrieta.

-------------------------------
Dzebe Państwu za powagę!
Opublikowano

Jacuś P. przez koty Paprocią nazywany
ze swej mądrości powszechnie był znany.
Kleci on wiersze bardzo uczuciowe
Niejedna dlań panna upadła na głowę.
/anonimowy kot/
do siego!

Opublikowano

nie unikała rozmów odważnych
niewinna dziewczynka z złej krainy
sama sama słuchały mroczne doliny
nie lubiła jak diabli gwiazd zarannych
ino się bała ogrów z baśni sam i swoi

Opublikowano

to jakaś /na koniec roku
niedzisiejsza / pora
gejsza / prawie goła
powinna / być w porach
być odważniejsza / bo to lata lecą
uczynna / być musi lecz w domu przy piecu
dostępna / tylko w napadzie amoku

Opublikowano

niech bierze / co może najwięcej dla siebie
przykład / idzie z góry jak chmury na niebie
z Henriety / dziewczyna na pewno na medal
owszem / nie jeden by duszę zaprzedał
tego / co Ona nie ma żadna pani
i owego / nie mówię by nie zatracić granic
ale jak coś / by miało być nie tak
to rety / SMS do Stefana na umówiony znak

Opublikowano

no tak / dorobek mam okazały
Henrieta / dogląda go przez rok cały
ma kota / nie wolno go głaskać nikomu
dwa psy / nie wpuszczą obcego do domu
kanarka / co w klatce żyje na stałe
i mnie / ja chronię towarzystwo całe
niecnotę / taki mam przydomek dla chwały

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Pewien Stefan dalej R. zwanym
przez Henrietę był czule kochanym
oraz przez jej pupili,
do których od chwili
obecnej był także zaliczanym.
Opublikowano

Ponury Jacek gdzieś z głębi kraju
Rzadko żartował - czy z braku czasu
Gdzieś w głębi kosza uśmiechy chował
Żądłem morału kłując jak osa


*
Stefan co w lesie księżnej zamieszkał
Pośród paproci wciąż szukał mieszka
Jak mały chłopiec figlował psocił
Niczym na balu u starej cioci


*
Raz pewien Marco jednak nie Polo
Zżymał się bardzo czytając wiersze
Najchętniej spuścił by komuś łomot
Kiedy puszczały mu nerwy pierwsze


*
Czarna co z piekła nie była rodem
Lubiła żarty tak mimochodem
Rozbłysła gwiazdą raz w limerykach
Każda riposta jej była bystra


*
Raz pewien Leszek ale nie czarny
Lubił dosiadać podniebnych maszyn
Sławił też piękno pól lasów i łąk
W każdej kobiecie widział róży pąk

/a-a/

Opublikowano

Pewien Leszek z Kosmosu
nadużył gwiezdnego sosu
topił gwiazdy w kałamarzu
swej nie złowił ani razu
prócz wąsów jeszcze coś chciał od losu

* * *

Pewien z Krakowa Sojan
nie wstąpił był do woja
po drodze na org zboczył
głowę w poezji zmoczył
komisyjny ma wpis: p a r a n o j a

* * *

Pewien z Krakowa Roman
nie zachowywał się jak Oman
wierszom brody trefił
paniom z wierszy zrywał kwefy
dowiódł że krytyka to nie terror lecz remanent i odsłona

* * *

Pewiem Sceptic sceptycznie
nadymał się fizycznie / i filozoficznie/
kupił topór i pieniek
i sam na sobie - życzenie
spełnił w dowód jak sceptyczny szalenie jest - i faktycznie

* * *

Pewna kalina- poetka co w limeryku mieszkała
nie wiadomo dlaczego - panów z Krakowa się bała
cóż - panowie z Krakowa jak smoki
zjadają raz na dwa roki
dziewice - stąd może trwoga taka ją brała

/czy z rachunku wypada czy do Armii Zbawienia wstąpi?/

* * *

Pewien Jacek co toczył bój z romantykami
na trzeźwo na ich grobach zalewał się łzami
lecz gdy pociągnął wina łyk jak smok
to ogarniał go pozytywistyczny szok
co udowadniał na orgu czynami

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Chcesz czarną ciągnąć za czarną?
Oj widzę, masz duszę figlarną.
Uważaj kochanie,
takie ciąganie
może mieć konsekwencję...ciężarną!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena Tatara - Paszko Poglądy sumienia chowają, idiotyzmy wprowadzają, idioci im klaskają, bo koryta pełne mają .   Pozdrawiam serdecznie 5 Miłego dnia 
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...