Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Poranne słońce rozgrzewało płatki róży. Powoli, jakby z mozołem otwierała się na świat. Była najpiękniejszym kwiatem w ogrodzie. Lato trwało w swej pełni, ciepłe, a nawet skwarne. Niekiedy rześki deszcz zrosił czerwone płatki. Róża stała tak w ogrodzie rozkoszując się pięknem dni i tajemnicą nocy. Patrzyła jak właściciel zrywał co pewien czas kilka kwiatów. Potem widziała je w wazonie za oknem. Lecz ona nigdy nie została zerwana. Była za piękna, gospodarz wpatrywał się w nią, ale za każdym razem gdy sięgał już po nią dłonią zatrzymywał się w pół drogi i zrywał inny kwiat. Tak róża, najpiękniejsza z róż dotrwała do jesieni. Co dzień rozpościerała swe pąki na pieszczoty słońca. Ostatnimi zaś czasy już nie zamykała swych wdzięków. Z jednej strony nie miała na to siły, a z drugiej ciepło gwiazdy słabło. Przyszły jesienne zawieruchy i słoty. Róża walczyła dzielnie o przetrwanie, lecz natury pokonać nie dała. Jednego razu straciła swój pierwszy płatek, a za nim podążyły następne. Otuliły ziemię w koło ciepłym jedwabiem. Wieczorem zaś, nadszedł zdradziecki wiatr. Pochwycił płatki i porwał ku niebu. Najbardziej wewnętrzny płatek, nie nawykły do cierpienia i chłodu świata bronił się zaciekle. Lecz na nic się zdało. Dotarł aż na ulicę i spoczął tam na zimnym, ulicznym asfalcie. Siła woli w małym okruchu jedwabiu nie gasła. Jeszcze będąc zawieszonym między ziemią, a niebem przyrzekł sobie w duchu, że będzie wielki i przyczyni się do rozwoju miłości na świecie. Miał szerokie horyzonty tkwiąc jako jeden płatek pośród wielu w przepięknym kwiecie. Lecz teraz? Starał się o tym nie myśleć, rozpalając w sercu pragnienie miłości czekał na cud. Wreszcie nadszedł, ale bynajmniej nie ten którego wypatrywał. W oddali majaczyły dwa światła reflektorów, które zbliżały się nieuchronnie. Czerwony płatek nie spodziewał się niebezpieczeństwa, które nadeszło tak szybko. Nagle zrobiło się oślepiająco jasno, a zaraz potem poczuł dotkliwie, że został niemal wtłoczony w drogę. Zapłakał gorzko nad swym losem, gdyż zdał sobie sprawę z beznadziejności swojej sytuacji. W okrzyku ostatniej rozpaczy zaniósł ku Bogu swą modlitwę. W końcu i jego był stwórcą. Mamrocząc słowa zasnął. Obudził go dotyk ludzkiej dłoni, ciepły i delikatny. Zaskoczony rozejrzał się. Trzymał go młodzieniec o artystycznie wygiętej blond grzywce. Z uśmiechem podał go towarzyszącej mu dziewczynie. „Kochana, jak ten płatek, do końca będę tobie wierny, nie obawiaj się”. Dziewczyna wzięła go ze czcią, nakazaną przez chwilę. Wtuliła się w ramię ukochanego i poszli dalej wiejską uliczką. W domu odnalazła książkę z wierszami miłosnymi i w jej karty włożyła najpiękniejszy płatek róży. Tak stał się symbolem miłości dla tych dwojga i spełnieniem marzeń dla niego.

Opublikowano

Podobało mi się, ale niektóre zdania są jakoś źle złożone (np:"Lato trwało w swej pełni, ciepłe, a nawet skwarne" czy "nagle zrobiło się oślepiająco jasno..."- coś tu nie gra) i to przeszkadza w lekturze.
Dla mnie za krótkie- tak jak pocztówka z podrózy dookoła świata

  • 1 miesiąc temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leszczym  etam, zaraz tam nieobyczajne.   Taki Twój, fajny
    • Zachęcam do przesłuchania (brzmi lepiej):       Jak wierzba, która płacze Tęsknie, głębiny przenikam Z świata w smutek znikam Już Cię nigdy nie zobaczę   Jak płacząca wierzba smutny Nuty melancholii wysyłam I uśmiech przez łzy posyłam Los tęsknoty tak okrutny   Śpiewam z wierzbą płaczącą O nadziei i już nie wierzę Że serce Tobie powierzę Bo jesteś uparcie milczącą   A ja, jak ta wierzba szumię W płaczu, smutku, bólu I nikt nie powie mistrzu, królu Bo uwiądłem w dumie   Z wierzbą, z piosenką smutną Płaczę, milczę, trochę myślę Rzucam słowa i zanim wyślę Już gałęzie wierzbie utną   Tak mnie jak tej wierzbie Tną marzenia i nadzieje A ja słów ziarno sieje I martwię się o Ciebie          
    • @Nata_Kruk Dzięki że przypomniałaś Anię piękna.     @Andrzej P. Zajączkowski dziękuję
    • @Leszczym dziękuję
    • @Zbigniew Polit No cóż, temat chyba za trudny, albo po prostu brak motywacji do rozmowy. No szkoda. Skoro tak, to wyjawię jak ja to widzę. Otóż wydaje mi się, że to z lenistwa. Ludzie, nie tylko w poezji przecież, odkryli furtkę, dzięki której nie muszą się wysilać, tylko coś sobie naskrobią, zakwalifikują jako wiersz i czekają na lury. A gdy znajdzie się kilku akolitów, w układzie wzajemności oczywiście, to już wystarczy. Dla mnie nie wystarczy. Białe wiersze pisze się od starożytności. Ale dopiero od kilkudziesięciu lat pisze się je nie tylko bez rymów w klauzulach, ale bez dopracowanej intonacji i rytmu. A co to jest wiersz toniczny, albo co to jest stopa, to autorzy nie mają pojęcia. O takich pojęciach, jak jamb czy amfibrach, nawet nie wspomnę.  Po prostu rzucają wyrazy jak ziarno kurom i czekają. Z dumą, rzecz jasna. Też piszę, ale rzadko białym wierszem, bo dla mnie jest to za trudne. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...