Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

w krainie twoich snów o wiecznej młodości
w rupieciarni egocentryzmu
przestawić pragnę umeblowanie
'byś był bardziej tym czym powinieneś'

pozwól sprowadzić się bezboleśnie
w daimonion nowego doświadczenia
wybudzić szmacianą królewnę
przekłutą żalem nadchodzącej zimy

w dawno nie odkurzany umysł
wpuść odrobinę nowego światła
nie ginącego na granicy cienia
pozornego jak zatrzymanie czasu

zrezygnuj ze wspinaczki po młodość
powoli zanurz się w ciszę
nabierając mocy wewnątrz siebie
błogostanu zimowego sadu

bo widzisz
zima też jest piękna
tylko musimy nauczyć się ją kochać

Opublikowano

Ładne Stasiu, spokojne i bez rewelacji, ale ładne. Podniosłaś sobie poprzeczkę i teraz głodnam tylko naj naj :)
Poczepiam się troszkę...
Czy zamiast: 'w dawno nie odkurzanym umyśle'
nie powinno być: 'w dawno nie odkurzany umysł'?
III zabieram, najładniejsza :)
pozdr serdecznie
Weronika

Opublikowano

przestawić pragnę umeblowanie
'byś był bardziej tym czym powinieneś'

ach kobiety, wszystko zawsze wiecie lepiej ;-)


zrezygnuj ze wspinaczki po młodość
powoli zanurz się w ciszę

właśnie przerabiam ten etap bolesny, niby młody a nastolatkiem już nie będę ...

uczmy się całe życie i odchodźmy godnie,
stary temat z nowym oddechem
ładne te twoje przemijanie ...

Opublikowano

Miłko, przemyślałam twoje słowa i poprawiłam.
Marianie dzięki za miłe słowa, mimo iż nastolatkiem nie będzioesz ale zdobywać nowe szlify wiekowe też pięknie,
Toxyno, dzięki każdy kiedyś dojrzewa do siwej brody!pa1
Arku, , rozumiem druga zwrotka trudna, bo tu chciałam ukazać wszystkie trudności zyciowe przez które przeszłam, i dobrze że tak odbierasz,!
Maćku, dzięki !
Weroniko, masz rację już poprawiam , miło mi ze dojrzałaś! pa
wszystkim życzę miłej niedzielki, i zdrówka!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       

      Maniuś

       

      Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.

       

      Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.

       

      Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.

       

      Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.

       

      Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.

       

      Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".

       

      W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie.

      Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.

       

      Edytowane przez Poet Ka
      wstawienie ilustracji (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...