Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

... od niedawna od poezji zaczęliśmy oczekiwać słodkich klimatów, przyjemnych zwrotów które słodko umiemy sobie dopasować, zrozumieć i pojąć? jak dla mnie to jest kwestia tego, że tak jest przyjemniej, nie ma potrzeby się wysilać. ale do jasnej cholery! to strasznie wkurzające, że przestaliśmy się zastanawiac nad sensem, głowić, usiłowac dojść do czegoś samemu. nikt czytając wiersze wojaczka nie zapyta się go co znaczyła dana metafora albo nie poprosi o jaśnieszą twórczość. mnie osobiście wydaje się to żenujące, bo to nie czytelnik jest dla poety tylko poeta dla czytelnika.

po drugie, najzabawniej się robi kiedy ktos ni w ząb nie rozumie i zaczyna za to krytykować. ja jak czegoś nie jem to nie oceniam czy jest smaczne bo nie mam podstaw, ale tutaj jak widac jest inaczej: skoro ja nie rozumiem to wiersz jest do bani. co nam w takim razie pozostaje z całej zabawy w marszczenie kory mózgowe i nawiązywaniu swoich skojarzeń, dopasowywaniu ich, tworzeniu z czyichś słów własnych znaczeń które coś nam mówią?

podsumowując, czego, drodzy forumowicze, oczekujecie od poezji?

Opublikowano

masz rację. zgadzam się z tym, że nie należy za wszelką cenę oczekiwać od autora danego tekstu, aby tłumaczył co oznacza metafora której nie rozumiemy. może przydałoby się pomyśleć nad tym, spróbowac zinterpretować, znaleźć sens czy przesłanie. nie pisać, że nie rozumiemy i dlatego to jest złe, to trzeba zmienić a utrzeba znaleźć odpoweidź. jeśli się nie uda, to znaczy tylko tyle, że nasza inteligencja i wyobraźnia nie są na takim poziomie by tego dokonać.

pzdr.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



http://kadinsky.webpark.pl/historia.html

zatem zanim się popiszesz inteligencją, najpierw sprawdź, czy twoje informacje są nadal aktualne.

pozdrawiam
kalina
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



http://kadinsky.webpark.pl/historia.html

zatem zanim się popiszesz inteligencją, najpierw sprawdź, czy twoje informacje są nadal aktualne.

pozdrawiam
kalina


podkreślenie nadal oznacza chyba, że wojaczek zmartwychwstał albo nie rozumiesz co oznacza sarkazm. też warto sprawdzić w słowniku, nie dam linku, szkoda czasu.
Opublikowano

jeśli ktoś komentuje wątek żeby popisac się wiedza i mnie upokorzyć bo nie rozumie co znaczy sarkazm jestem konfliktowa, udowodnie człowiekowi że robi z siebie idiote bo wydaje mu sie że coś mi udowodnił podczas gdy nie zrozumiał moich intencji. nie lubie zadawac się z ludźmi któzy nie są bystrzy- to może dlatego. zadałam konkretne pytanie, mani huana nie raczyła na nie odpowiedzieć, po raz kolejny się przyczepiła ale tym razem jak widac sama się poślizgnęła, nie omieszkałam jej tego wytknąć, bo już mi się znudziło jej czepialstwo. pani również nie pojęła mojego sarkazmu, zasugerowała że popisuje się wiedza a nie wiem że wojaczek nie zyje co mnie rozsmieszyło, tylko dlatego jestem niemiła, zadałam pytania, jak narazie tylko pan patryk odpowiedział, panie wolały zająć się czym innym. zapraszam do dyskusji. pozdrawiam

Opublikowano

Może to nieudolna forma sprawia, że ktoś wiersza nie rozumie? może należy się nad tym zastanowić po prostu? nie chodzi mi o to, żeby zmieniać wiersz, bo ktoś chce, albo bo ktoś nie rozumie, albo bo się komuś nie podoba. tylko sie przez chwilę zastanowić, czy ma się rację, bo inni też mają swój punkt widzenia. nie wszyscy są złośliwymi ignorantami, niektórzy rzeczywiście nie rozumieją i ich to frustruje. bo chcieliby przeczytać dobry wiersz, może treść wydaje im się niezła, ale jest tak ujęta, że nie potrafią jej pojąć, więc krzyczą, że wiersz jest zły.

jestem zdania, że krytykę zawsze należy zaczynać od siebie.

od poezji oczekuję pięknej treści ujętej w stosowną formę, która umiejętnie będzie tę treść ukazywać. Temat nie jest ważny, każdy pisze o czym chce, ważne, aby to robić kompetentnie. oczywiście na własne możliwości, bo wszyscy się jeszcze rozwijamy. ale należy dążyć do maksymalnej kompetencji w każdym wierszu i pisać tak, żeby czytelnik zrozumiał. tak jak napisałaś, to poeci są dla czytelnika!! Więc trzeba pisać wiersz dla niego. tu nie chodzi o dosłowności i wyłożenie kawy na ławę, nie, nie. 1. zaciekawić, 2. pomóc się zagłębić, 3. ostatecznie - pozwolić zrozumieć.

Opublikowano

Ja od poezji oczekuję refleksji, czasem zwykłego relaksu - ot przeczytam sobie jakiś fajny rymowany, np. humorystyczny wierszyk i jest mi weselej; innym razem trafiam na coś trudniejszego, czego nie rozumiem, ale utwór zmusza mnie do zatrzymania się na chwilę, zastanowienia.
Bardziej komfortowo czuję się jednak w prozie.

Opublikowano

ja własciwie też sie zgadzam z jasiem w jakiejś części, ja np szukam w poezji czegoś co mną wstrząśnie, zatrzyma, co bedzie w stanie pokazać mi coś czego nie znam.

pani brygida też rzecz dobrze ujęła, zgadzam się z faktem, że każdy krytykę powinien zacząć do siebie, czasem mimo wszystko człowieka przerastają oczekiwania które stawia im czytelnik, żeby autor jeszcze bardziej uprościł teksty, bo ktoś nie rozumie o co w nich chodzi, takich rzeczy nie rozumiem i nie zrozumiem- są pewne granice. tymbardziej, że mówie tutaj o prośbach do autora kiedy naprawde nie są one potrzebne. stawia się przecież czytlnikowi pewne wymagania. jeśli ktoś może zrozumiec a ktoś inny nie i ma o to pretensje to dla mnie jest to żenujace pójście na łatwizne. to tyle co mam to powiedzenia na temat. pozdrawiam

Opublikowano

zależy jeszcze od tego, czy tekst jest możliwy do zrozumienia przez czytelnika, a przynajmniej jego pierwotny sens. autor zawsze przekazuje coś konkretnego, jakąś konkretną myśl i kiedy jest ona opisana na zasadzie luźnych skojarzeń z życia autora, którego nie zna nikt z czytelników, w jaki sposób mają to zrobić? uważam, że wtedy stwierdzenie, że wiersz jest "zły, niefajny i niezrozumiały" ma jakieś podstawy, nie całkowite, ale ma. można przecież doszukać sie kompletnie swoich znaczeń, ale wtedy tworzymy swój wiersz od podstaw, na zasadzie czyichś abstrakcyjnych metafor i rola poety chyba nie zostaje spełniona...

nawróćcie mnie, jeśli się myle ;)

Opublikowano

tak, tak, znam twoje zdanie. nie zgadzam sie z nim ale ok, w każdym wierszu są myśli i emocje i konkretne wydarzenia które wywarły wrażenie na autorze, nigdy nie odgadnieszdo końca co ktoś ma na myśli, jesli masz wiersz, nie masz w nim szukać biografii autora tylko odczytać go dla siebie, znaleźć w nim cos swojego. wiesz że dany wiersz ma w sobie coś czego za chiny byś nie rozszyfrowała, tylko dlatego sie czepasz, gdybyś nie wiedziała, wystarczyłoby ci że wiesz że coś jest o lęku itd. mogłabym wyliczac multum wierszy znanych autoów których znaczeń mozna mnożyć i mnożyć bo nie ma punktu odniesienia, to nie jest konieczne. a jeśli sie czyta wiersz i niczego nie wynosi to sie go nie ocenia.

Opublikowano

ale autor takiego wiersza oczekuje od czytelników zrozumienia go, tak jak to napisałaś. zrozumieć się go nie da, można wymyślić sobie własne znaczenie, ale mnie osobiście by to nie zaspokoiło, jeśli oczekiwałabym konstruktywnej krytyki.
co do wierszy znanych poetów - rzadko spotykam się z tym, żeby opowiadały o emocjach ich twórców, najczęściej opisują jakieś zdarzenie, bądź osobe, przedmiot, czynność i na tym opierają się emocje. żeby mieć pojęcie na temat jakiegoś wiersza, należy mieć punkt odniesienia. bo jak mam sie odnieść do czegoś, czego nie można odpowiednio rozszyfrować? wydaje mi sie to wtedy bełkotliwe.
dla mnie talent objawia się w momencie, kiedy ktoś jest w stanie napisać coś, co ma znaczenie, na którym można się oprzeć w jakiś sposób i czerpać z tego więcej, więcej znaczeń, zastanawiać się, ale wiedzieć o czym właściwie ten wiersz miał być i o czym mam rozmyślać czytając go. tak, z jednej strony zależy to od inteligencji czytelnika, ale z drugiej od autora.
jestem zdania, że nie sztuką jest napisać coś o tylko własnym znaczeniu zaszyfrowanym w skoplikowane metafory, chociaż zapewne większość takich wierszy brzmi ładnie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena Tatara - Paszko Poglądy sumienia chowają, idiotyzmy wprowadzają, idioci im klaskają, bo koryta pełne mają .   Pozdrawiam serdecznie 5 Miłego dnia 
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...