Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

pana jezusa poznałem przy okazji
stania w kolejce. nie smakował
zbyt dobrze. uczyłem się wtedy
nosić swój pierwszy garnitur.

kiedy podczas pewnych świąt
akurat obchodził urodziny
znalazłem jego ślad w dłoniach
rodziców. nie wiem dlaczego
tak im zależało bym go skruszył
i przełknął z uśmiechem.
podobno trzeba. mimo wszystko
głupio w ten sposób pozbywać się boga.

raz w kościele tak do mnie przylgnął
że dwie minuty zlizywałem go
z podniebienia. matka mówiła że
wreszcie powinien zejść. do dziś
zastanawiam się co miała na myśli.

Opublikowano

nie chciałam komentować - mimo wszystko zostawię po sobie słowo (a nawet słowa).
otóż - Pan Bóg bądź Jezus to nazwy własne. i chyba powinno się pisać je wielkimi literami. wszak jeśli napiszesz 'bóg' to w sumie nie wiadomo o jakiego 'boga' ci chodzi. a w tym tekscie poruszany jest problem Boga, który jest tylko jeden. to samo z Panem Jezusem.
kwestii merytorycznej poruszać nie będę - widocznie nie dla mnie takie pisanie :-)

pozdrawiam
kalina

Opublikowano
Letnia sukienka

tytuł jest zaprzeczeniem treści. Proszę mi to udowodnić. Wydaje mi się, że tekst nie został zrozumiany.

już przez sam szacunek do Jezusa, napisałabym Jego imię z wielkiej litery. Ja też zawsze piszę z wielkiej. W powyższym tekście szacunek wynika z treści. W tekstach okołopoetyckich mała litera przy nazwie własnej nie jest ujmą, lecz świadectwem konsekwencji autora. Konsekwencji dopuszczalnej od dawna.

nazbyt machinalny i nakręcony. Tego zarzutu nie rozumiem, lecz przyjmuję na siebie jako prawowite wrażenie Komentatorki.


stanislawa zak

To w zasadzie nie jest tekst o poznawaniu, lecz o doznawaniu. Gdyby był, zgodziłbym się gładko. A tak to w przypływie ochoty zapraszam do ponownych wgłębień i do dyskusji. ;)


kall

Co do nazw i znaczeń, wyjaśniłem w odp. do Letniej Sukienki. Poza tym jeśli pojawia się Jezus, to automatycznie wiadomo, o jakiego Boga chodzi.


Fanaberka

Dobrze kombinujesz. Dzięki wielkie za wiarę w to, że można odczytywać ten tekst bez zniesmaczeń.



Pozdrowienia dla wszystkich.

Zapraszam chętnych do dyskusji. // 51
Opublikowano

ja mam tylko jedno pytanie,a właściwie wątpliwość .Ile i jakiego rodzaju świadomość może posiadać dziecko przyjmujące pierwszą komunię ? Jeśli dobrze zrozumiałam, od tego zaczął się ten wiersz.To o czym piszesz przeżywa chyba każdy,tylko mało jest takich,którzy o tym mówią.A ta kolejka..?Co tu gadać podoba mi się.Plus z Wielkopolski do Ciebie.Pozdrawiam ciepło. EK

Opublikowano

myślę, że napisałeś wiersz pod publikę nie wyrażając w nim swoich prawdziwych uczuć.
tytuł jest zaprzeczeniem treści bo opisujesz w nim przyjęcie swojej pierwszej Komunii, którą przeżywają tylko Twoi rodzice, a TY z nutą alegorii i ironii zastanawiasz się dlaczego tak chcą i tak robią.( a to nie jest objaw pobożności. )
tyle tego.
pozdrawiam ciepło.
letnia

Opublikowano

Jej, tylko hałasu o "jezusa" pisanego mała literą. Nazwa własna, nazwa własna.. Terefere. Tutaj chyba nie chodzi o Tego Jezusa. Tutaj "jezus" ma funkcję rzeczownika pospolitego.

Bardzo ładne dwuznaczności:

"bym go skruszył
i przełknął z uśmiechem"

i

"wreszcie powinien zejść".

Oczywiście - jestem wielkim. wrażeniem. pod :)

Pozdrawiam :)

Opublikowano

mówiąc: poznałem- masz na myśli doznanie?doznanie Boga?który przylgnął do ciebie, a ty nie chcialeś przutulić sie do Niego?jak każdy zlizywałeś z podniebienia zastanawiając się nad słowami matki? czyżbyś to robił tylko dla matki?bo odrzucenie zaproszenia jest zniewagą?
czyli zjadłeś Jezusa bez przyjmowania Go? Czy tak należy rozumieć twój wiersz o doznawaniu?
pozdrawiam

Opublikowano

bardzo mnie oczarowałeś
przypomniałam sobie własną drogę poznawania Boga, którego również spotkałam po raz pierwszy "przy okazji stania w kolejce"... tyle w tym naturalnego piękna, bo prostego i szczerego
małe litery przy - pana jezusa?... a może podmiot liryczny pragnie wyrazić wciąż dręczące jego ciekawość pytanie, dotyczące Boga w ogóle: czy istnieje?, jaki jest?, kim jest i gdzie?, dlaczego wszyscy traktują go tak, a nieinaczej?... przypomniałam sobie lekcje religii i szereg przygotowań do komunii, a także następujących po komunii kolejny szereg przygotowań do świąt i poprzedzających owe uroczystości spowiedzi; nauka obejmowała mnóstwo zasad, nakazów, zakazów, wskazówek, co wolno, czego nie powinno się robić i czego powinno się unikać, by się nie zbłaźnić w Kościele, ale nikt nie wyjaśniał dokładnie, dlaczego ma tak właśnie być, a nie inaczej - to był taki mechanizm wiary
w Twoim wierszu (przynajmniej w moim odczuciu) dostrzegam proces wewnętrznego dojrzewania człowieka do świata, do Boga; widzę w nim taką prostą, szczerą naturę ludzką
dzięki za wspomnienia

Opublikowano

Wreszcie coś się dzieje pod moim tekstem! :)



Ewa Kos

Ile i jakiego rodzaju świadomość może posiadać dziecko przyjmujące pierwszą komunię ? No właśnie taką, że zapoznało się z Panem Jezusem w kościele, i że po prostu 'smakował'. I niewiele więcej. Dzięki za słowa.

Letnia sukienka

myślę, że napisałeś wiersz pod publikę nie wyrażając w nim swoich prawdziwych uczuć. Proszę o przepis na 'wiersz pod publikę', bo chciałbym więcej takich napisać, a nie wiem, jak się do tego zabrać. Nigdy nie wyrażam swoich uczuć w utworach. Robi to za mnie podmiot, z którym się nie utożsamiam.

pierwszej Komunii, którą przeżywają tylko Twoi rodzice Gdzie jest napisane, że moi (tzn. — podmiotu) rodzice przyjmują komunię? Proszę czytać uważnie.

z nutą alegorii i ironii zastanawiasz się dlaczego tak chcą i tak robią Owszem, ja (tzn. podmiot) zastanawiam się, ale bez ironii. Proszę nie mylić ironii z odautorskimi zabiegami formalnymi.

( a to nie jest objaw pobożności.) Zgadza się. Pobożny jest tekst. Przekaz. Niewychwycony najwyraźniej.


samo zło

Proszę tu wrócić i natychmiast tłumaczyć, o jakie błędy chodzi. ;) Chyba się domyślam, ale to wcale nie jest błąd. Na sucho trudno mi się bronić. Proszę chcieć. :) A komentarze są super. Rozbudziłem się.


Kasia Szymańska

Cieszę się, że nie połknęłaś haczyka i nie dałaś się sprowokować. Bardzo mnie cieszy Twój odbiór. Dzięki.




Pozdrawiam. // 51

Opublikowano
stanislawa zak Doznawanie, doświadczanie, perspektywa podmiotu w kontraście z rodzicami itp. itd. W niektórych pytaniach idziesz w dobrym kierunku. Nie rezygnuj. Ja nie mogę innym podpowiadać, najwyżej na priv. :)

izabela młynarska Bardzo serdeczne dzięki za przemyślenia, którymi chciałaś się ze mną podzielić. Cieszę się, że tekst skłonił do tak dalekiej wędrówki. Dla mnie to nagroda. Kłaniam się.


Pozdrowień część następna. // 51
Opublikowano

ja pobożności dalej nie widzę (nawet w tekście).
co do PL to nie przekazujesz poprzez niego swoich uczuć ( ile razy jeszcze to powiem? )
masz potencjał ale wydaje mi się , że nie umiesz przyjąć negatywnej krytyki.
pozdrawiam i życze miłej nocy.
Lucyna

Opublikowano

To i ja powtórzę: PODMIOT LIRYCZNY MOJEGO TEKSTU NIE PRZEKAZUJE UCZUĆ AUTORA, PONIEWAŻ TEKST MA AMBICJE BYCIA WIERSZEM, A NIE PAMIĘTNIKIEM AUTORA. GDYBY TEKST BYŁ ZAPISEM MOICH SZCZERYCH/NIESZCZERYCH 'UCZUĆ', UZNAŁBYM GO ZA OSOBISTĄ PORAŻKĘ. BRAK DYSTANSU TO PIERWSZY KROK DO GRAFOMANII.

Gdyby mi Pani udowodniła potknięcia i je uzasadniła, przyjąłbym krytykę bez słowa, jak to się nieraz zdarzało tutaj i na innych portalach. Uzasadnienie 'pod publikę' czy 'ja nie widzę' nic mi nie mówi. Ot, słowa osoby, której nie chciało się przysiąść na dłużej i pogłówkować. Nie trzeba lubić takiego pisania. Wystarczy mi 'rozumiem, ale tu i tu jest źle, ponieważ...'

Tyle. // 51

Opublikowano

O urazie nie ma mowy. :)

Ja po prostu lubię poparcie krytyki argumentacją. Wtedy wiem, co i jak ewentualnie poprawić. Póki co, zostawiam jak jest.

Pozdrawiam. Dobrej nocy. // 51

Opublikowano

z mojego deistycznego punktu widzenia wiersz mnie poruszył dwóstronie, z jednej strony nie zaciekawił, a wprawił w zadume..Także przypomniała mi się ta chwila, czekania w kolejce...
Jedyne co pamiętam to nowe okulary które ciągle mi zjeżdrzały z nosa, oraz sytuacja z sądsaidem który ciągnął mnie za rękaw, więc się z nim pobiłem i w konsekwencji musiałem całą komunie klęczeć obok ławki, pamiętam jak przeklinałem sąsiada z ławki oraz gróbą panią katechetkę która jak kat stała nademną i ostrym wzrokiem wprawiała mnie w dreszcze...

więc na koniec powiem, że jestem na tak lecz z grymasem wspomnień na twarzy

nisko się kłaniam i pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • „życie zaczyna się wtedy, gdy przestajesz liczyć dni. a miłość gdy przestajesz się bać ognia.” ona pachniała deszczem i młodym liściem on miał w oczach drogę która jeszcze nie znała nazw motor zadrżał pod nimi jak serce wyrwane z zimy i ruszyli prosto w zielone w jasne w nieznane w ustach mieli śmiech i smak powietrza po burzy a między ciałami wiosnę która rosła szybciej niż rozsądek asfalt płonął przed nimi jak obietnica pachniał benzyną i wolnością a ich cienie gubiły się za nimi jak stare życia których już nie chcieli dotykał jej tak jakby uczył się świata od nowa ona rozplatała go jak wiatr rozplata gałęzie ich krew była lekka pełna światła i ruchu jakby nie płynęła tylko krzyczała bez planu bez mapy  bez "potem” tylko teraz rozpięte jak niebo nad drogą zatrzymali się tam gdzie trawa była jeszcze wilgotna a ziemia oddychała ciepłem śmiali się bez powodu kładli się w słońcu jakby należało do nich ona miała w dłoniach cały kwiecień on oddawał jej każdy oddech jak coś jedynego nie pytali dokąd nie pytali ile nie pytali czy bo wszystko działo się właśnie teraz wiatr przesuwał im dni po skórze słońce zapisywało ich ciała w języku, którego nikt nie tłumaczy a noc kiedy przyszła nie była końcem tylko kolejnym początkiem zasnęli spleceni jakby świat mógł się rozpaść a oni i tak zostaliby razem i nawet jeśli rano rozrzuci ich w różne strony zostanie w nich żar bo wszystko co miało się zdarzyć już stało się wiecznością              
    • @violetta ... różowa halka  jak westchnienie daje  nie tylko wspomnienie  magnoli dodaje urody  sobie trochę swobody  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • — Jesteśmy na miejscu, wałkoniu jeden! — zawołała.    Stroskany o twoje ciało, by przetrwało... A może zatroskany? Strasznie zatroskany! – myśli obijały mu się w głowie. Oj, gdyby tylko wiedziała, jak często o niej marzył. — No chodź tu do mnie, ty mój stroskany geniuszu. Niech cię przytulę.    Mocno przycisnęła jego głowę do piersi. Tak mocno, że przez moment zabrakło mu tchu. Zamiast cokolwiek odpowiedzieć, parsknął tylko powietrzem o jej białe piersi – te, o których zawsze śnił. Miał je teraz tuż pod nosem. Wystarczyło mocniej je objąć i zacząć je całować. Poczuł, jak zadrżała cała jej suknia. — Niech panicz przestanie... Nie możemy się tak zachowywać — szepnęła. — Przecież wszyscy na nas patrzą! Oj, proszę, przestań... — Cały czas o pani myślałem — wyszeptał. — Kiedy byłem w szkole, kiedy pisałem wypracowania, widziałem panią. Nawet gdy uczyłem się trygonometrii, myślałem tylko o pani. — To miłe, co mówisz. Ale przecież jestem o wiele lat starsza od ciebie. — Kochałem panią już wtedy, gdy miałem pięć lat. Odkąd za dziecka kąpaliśmy się razem nago. Zaśmiała się, a jej twarz spłonęła rumieńcem. — Nie myślałam, że to pamiętasz. Byłeś wtedy takim cudownym dzieckiem… moim cukiereczkiem. Już wtedy bardzo lubiłam z tobą przebywać. — Czy mój ojciec jest…? — Tak, pan jest w domu — zawołała, nagle odzyskując pewność siebie i przybierając służbowy ton. — Będziesz mnie nadal uczyć? — zapytał. — Może… nie wiem tego jeszcze. — Grasz pięknie na fortepianie. Mogłabyś dawać mi nadal lekcje. — Jeżeli tylko państwo się zgodzą, chętnie będę spędzała z paniczem każdą chwilę. Jestem… jestem nadal do panicza dyspozycji. Poprawiła swój gorset, po czym pewnym krokiem udała się do salonu. „Nazwała mnie cukiereczkiem” – pomyślał. „Czy zechce mnie kiedyś rozwinąć i skosztować? Czy doczekam tej chwili?”. Te i inne myśli obijały mu się o czaszkę, gdy szedł w głąb domu. — Jesteś wreszcie, wałkoniu jeden! — zawołał ojciec. Miał surową minę, ale na jego twarzy zarysował się jednak cień uśmiechu. — No chodź tutaj, niech cię uścisnę. Wyrosłeś… od ostatniego razu. Matka cię nie pozna, kiedy wróci. Idź proszę, odpocznij. Zobaczymy się wszyscy rankiem.    W nocy wyruszył na białym koniu w kierunku Głębowic. Zeskoczył z siodła i prowadził zwierzę za sobą, idąc szybkim krokiem. Przed nim wyrastały szerokie schody prowadzące w dół skarpy. — Czy da się dojść tymi schodami do starej drogi? — zapytał mijanych, maszerujących, nieobecnych ludzi. — Dojdzie panicz, dojdzie do samej starej drogi — odpowiedzieli bez emocji.    Zszedł do rozległego ogrodu, kierując się prosto na stary trakt. Teraz prowadziły go już tylko zmysły, wprost do ogrodu czerwonych róż. Mógł biegać i tarzać się w ich delikatnych płatkach. Pachniały jej ciałem… tak bardzo nim pachniały. — Paniczowi się coś śniło? — zaśmiała się z dziwnym grymasem na twarzy, poprawiając mu poduszkę. — Państwo proszą panicza na śniadanie.    Poczuł nagłą złość, że to tylko sen. Poczuł wściekłość, że nie śniła razem z nim.  
    • cobain się zastrzelił w trakcie spaceru wśród żywych nuci man who sold the world niewłaściwi poeci   niemieckie pornosy niemieckie pornosy niemieckie pornosy   niestosowne zabić się po camusie   ręka na pośladku bibliotekarki   czyste taśmy vhs  znalezione w piwnicy   cobain nuci come as you are w tle tańczą postacie z tarantino   przysięgam że nie mam broni nie mam broni nie mam broni
    • Opadły maski bladych twarzy, śmierdzi na dystans rozkład trupi, znów na krawędzi los się waży prostych, normalnych, biednych ludzi.   Płonące szyby trują niebo, rany śmiertelne już zadane, pomnik przeszłości, choć daleko, grozi tragedią i rozpadem.    W układzie naczyń połączonych podąża skutek za przyczyną, w salonach bawią się panowie, a zwykli ludzie w polu giną.   Nie zbawi świata żadna przemoc, zbrodnią pisany świt pokoju jest tylko mżonką, gdyż wiadomo, zło złem się karmi, w kłamstwa stroi.   Lecą rakiety, lecą drony, gdzieś, ktoś uczciwie przebiegł metę i okrzyknięty, że szalony przypadkiem dostał rykoszetem.    Z rozdartej siatki mi wypadła zgniła od środka pomarańcza, po pochyłości w dół się toczy i zarodniki w krąg roztacza.   Czy nie za późno to się stało? A może doszło do skażenia? Jednym wystarczy, innym mało, pomarańczowa drży już Ziemia.            
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...