Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

- O czym chce pan napisać film?
- O miłości
- To zbyt rozległy temat.
- O nieszczęśliwej miłości.
- To pewnie jakiś straszny dramat chodzi panu po głowie?
- Mam go głęboko w sercu....



Ostatnio byłem uczestnikiem ciekawej dyskusji.

Wracałem pociągiem osobowym ze szkoły do domu. W pociągu panował straszny tłok. Wszystkie miejsca były zajęte, więc usiadłem na ziemi. Wyciągnąłem z torby słuchawki, puściłem moją ukochaną Bonnie Raitt i z ciekawością nastolatka zanurzyłem się w lekturze Kournaca. Niestety baterii starczyło mi na jedną piosenkę: „ I can’t make you love me”.
- Znów będę musiał podsłuchiwać ludzi. – pomyślałem. Na szczęście wszyscy mówili zbyt cicho. Słowa mieszały się z hałasem pędzącego pociągu.
Dziewczyna, która siedziała przy oknie uśmiechała się do mnie ukradkiem. Nie zwracałem na nią uwagi bo po pierwsze była mało atrakcyjna, , a po drugie czytała Wartona, czym przekreśliła sobie wszelkie szanse nawiązania ze mną rozmowy.
W Pruszkowie zwolniło się miejsce. Skorzystałem. Usiadłem obok młodego mężczyzny, jak się później okazało studenta, a naprzeciw mnie siedziały dwie bardzo atrakcyjne blondynki. Z konwersacji wynikało, że są również wysoko wykształcone. Paplały bez przerwy. Nie mogłem się oprzeć potrzebie wymiany zdań, gdy ta ładniejsza z żalem w głosie oznajmiła:
- No bo wiecie, ten mój Wojtek jest jakiś taki mało romantyczny. W ogóle nie jest romantykiem.
- Przepraszam, że się wtrącę, ale to chyba oczywiste.
- Co pan ma na myśli?
- Widzi pani, dzisiaj romantyków już nie ma, czasem się nimi bywa, to znaczy mężczyzna, jak chce zaimponować kobiecie robi takie głupie, banalne rzeczy : kupuje kwiaty, robi kolację ze świecami...
- No czyli są jeszcze romantycy na tym świecie.
- Nie ma, bo mężczyzna robi takie rzeczy nie z głębi serca, tylko po to by zaimponować kobiecie. Widział to na jakimś filmie, naoglądał się komedii romantycznych i sprawdza czy osiągnie zamierzony cel.
- Pan też stosuje takie chwyty? – zapytała ta druga.
- Nie. – odpowiedziałem ze smutkiem. I spuściłem głowę.
Nastała chwila ciszy. Pociąg zatrzymał się na stacji, jedni wysiedli, inni wsiedli. Pociąg ruszył w dalszą drogę.
- Powinien pan spróbować. – My kobiety lubimy czasem takie spontaniczne przejawy romantyzmu. Taką odskocznię od rzeczywistości.
W tym momencie postanowiłem zwierzyć się dwóm przypadkowym kobietom. Do dziś nie wiem dlaczego to zrobiłem.
- Poznałem niedawno dziewczynę. Cudowną kobietę. Spotkaliśmy się zupełnie przypadkiem. Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia. Wie pani co to znaczy.? To się czuje. Tu w środku.- Chwyciłem jej dłoń i przyłożyłem do swojego serca. Uśmiechnęła się.
- Mijają trzy miesiące od tamtego razu, Nie wiem co robi, nie wiem gdzie jest, a gdyby tylko zadzwoniła, w jednej chwili rzuciłbym wszystko co mam, zostawiłbym dla niej cały świat. Gdybym chociaż miał cień nadziei.
- No tak, ale...
- Pamiętam każdy szept, każdy gest. Zapamiętałem jej uśmiech, i choć wiem, że nie mam najmniejszych szans, nie potrafię się odkochać. Nie chcę.

Pociąg gwałtownie zahamował. Pożegnałem się, podziękowałem za miłą rozmowę i wysiadłem. Czułem na sobie ich wzrok. Stanąłem przy postoju taksówek i zapaliłem papierosa. Zorientowałem się, że przez mój wywód dostałem wypieków. Na szczęście październikowy, nocny chłód przywrócił w mgnieniu oka równowagę.
Zadzwonił kumpel.
- Gdzie jesteś chłopczyku?
- Właśnie wróciłem ze szkoły. Czekam na taryfę.
- No to rusz dupę i dawaj do mnie na imprezę.

Podjechała taksówka i zawiozła mnie do domu. Kazałem taryfiarzowi zaczekać. Wziąłem prysznic, zjadłem odgrzewaną chińszczyznę, spakowałem gitarę, kupiłem po drodze butelkę wytrawnego wina i po godzinie byłem już na imprezie.
Było rewelecyjnie. Piękne kobiety, wino i śpiew. Cały wieczór.
Około trzeciej, kiedy miałem zamiar wychodzić, podeszła do mnie Marta, piękna brunetka o niebieskich oczach. Nachyliła się. Bombowe piersi i zapach perfum onieśmielił mnie.
- Zagrasz specjalnie dla mnie „ Kartkę z kalendarza?” – wyszeptała – proszę.
- Martuś, grałem to już dziesięć razy.
- Nie tu. U mnie w domu.

(...) nie wiem czy na jawie, wzięłaś mnie za rękę,
czy jak wszystko ty się tylko śniłaś.

Bo jesteś kartką z kalendarza(...)

Gdy wychodziłem od niej nad ranem, spojrzałem na spowite ciemnością niebo, uśmiechnąłem się i pomyślałem sobie w duszy:
- Jak to dobrze, że nie ma już romantyków na tym świecie.

Opublikowano

"Wyciągnąłem z torby słuchawki, zapodałem sobie moją ukochaną Bonie Raitt i z ciekawością nastolatka zanurzyłem się w lekturze Kournaca. " - zmień to "zapodałem" na jakiś inny wyraz, proszę.

"Ostatnio byłem świadkiem ciekawej dyskusji" - a nie uczestnikiem?

"- Znów będę musiał podsłuchiwać ludzi. – pomyślałem a nienawidzę tego robić" - możnaby wywnioskować, że nie lubisz myśleć. proponuje: , . Kilka innych błędów interpunkcyjnych równiez wyłapałam, ale poszukaj sam :P

spory plusik a gitarę :)
no i za październik
interesujące


m.

Opublikowano

To jest dobrze napisane, ale jakieś takie żenująco nierealistyczne...
Mam na myśli to, że doświadczam przy czytaniu podobnego uczucia
jak przy oglądaniu polskiego serialu. Niby fabuła może jakoś "zaskoczyć"
ale pod warunkiem, że zapomnę o rzeczywistości. Nie mam tutaj na myśli
tego, że nie czytam fantastyki ( ona nie jest żenująca, ale po prostu nie-
realistyczna ), ale to, że ktoś mi tu wpycha "swój świat", nie uwodząc mnie
przy tym stylem i nie wzbudzając we mnie buntu ani trwogi.

Nie wiem za bardzo o co chodzi. Mam nadzieję, że ostatni wers nie miał być
w jakiś sposób ironiczny. Ja tu widzę jakiś rozpaczliwie papierowy świat.
Mam nadzieję że ta pierwszoosobowa narracja to tylko i wyłacznie pusta konwencja.

PS. Nie jest to jakiś rewanż. Mam nadzieję, że dalej będziesz komentował moje utwory.

pozdr.

Opublikowano

wiem wiem, to gorący tekst, już poprawiam...

Marku, nie traktuję, to jako rewanżu, bo jak wspomniałem komuś wcześniej, pisanie to nie są zawody, nie ma lepszych, gorszych. Zwycięst i porażek.

Oczywiście, że będę komentował twoje utwory, bo jest w nich niezwykłośći i tu chyba popełniłeś błąd twierdząc, że wpycham ci nierealistyczny świat. Skoro traktujesz to jako serial to w porządku i to chyba jest bardzo realistyczne? To o czym ty piszesz jest, przy najmniej dla mnie, nie z tego świata. A z tym świrowaniem, to zaleta, bo dla mnie sztuka jest właśnie balansowaniem na granicy obłędu. Mam nadzieję, że cię nie uraziłem. Ostatnio takjestem tu odbierany.

A ostatni wers, sam musisz do tego dojść... Dzięki za komentarz i pozdrawiam...

Opublikowano

W sumie fabuła całkiem ok, ale momentami jakoś opornie się czyta. Forma trochę nie nadąża za treścią i tym co między wierszami, wg mnie.
I przy rozmowie tych dwóch blondynek popraw:
'- No bo wiecie, ten mój Wojtek jest jakiś taki mało romantyczny. W ogóle nie jest romantykiem.'
na:
'- No bo wiesz [...]'
Bo skoro ona w tym momencie zwracała się jeszcze tylko do swojej koleżanki, to liczba mnoga raczej niepotrzebna.

To takie skromne uwagi. Reszta zasługuje na duży plus, szczególnie niektóre wypowiedzi/przemyślenia Twojego bohatera.
Pozdrawiam.

Opublikowano

przeczytałam kilka dni temu i jakoś nie wiem co napisać... hm, to jeszcze raz
...czytam...

wprowadzenie całkiem całkiem (kropka po "miłości")

pierwsze dwa zdania, hm.. rzekłabym, pociągające, może w drugim pociag już zbędny?

więc usiadłem na ziemi. = to czepianie się słówek, wiem, ale może na podłodze? bo masz ziemię w pociągu?

No bo wiecie, ten mój Wojtek jest jakiś taki mało romantyczny = aha, i po tym zdaniu mamy nadal uważać, że to blondynka wyższej inteligencji?

Nastała chwila ciszy = przepraszam, ale nie mogę się oprzeć, ciekawe które to z milczeń w teorii melisy :)

Pociąg zatrzymał się (...). Pociąg ruszył... = a może tu główną osią jest pociąg?

- Powinien pan spróbować. – My kobiety = myślnik jest mylący, w dialogu ma określoną funkcję, więc lepiej go zatąpić kropką lub przecinkiem

zwierzyć się dwóm przypadkowym kobietom = to ten przedział był już pusty? tylko one i bohater?

Piękne kobiety (...) Marta, piękna brunetka = no ja rozumiem, że o trzeciej nad ranem zasób słownictwa może być zubożony... ale

ostatnie zdanie świetnie całość podsumowuje

kilka przecinków i kropek nie na swoich miejscach, ale to drobiazgi :)



no cóż, chciałam tu chyba odkryć Amerykę :) nie do zapamiętania na dłużej, ale czytało się przyjemnie, no i ten pociąg... :)

Opublikowano

No jakżę się cieszę, że i pani profesor skusiła się na komentarz. To dla mnie zaszczyt.

Pociąg osią? Nie... raczej tłem, zatrzymuje i rusza, to taki przerywnik sceniczny...klasyka.

na podłodze? faktycznie...to takie oczywiste. Dziękuję za trafną uwagę.

-MY kobiety, ten myślnik to zwykłe przeoczenie. Naprawdę. Już poprawiam.

No bo wiecie, ten mój wojtek. - To ironia, Natalia jest błyskotliwa i czujna. :)

Dzięki za komentarz, pozdrawiam

Opublikowano

jeśli pociąg jest tłem, to nie powinien się narzucać, prawda? a go tu (dla mnie) za wiele, niech rusza, zatrzymuje się, robi sobie co chce, ale bez ciągłego przypominania, że jest pociągiem; pociąg to, pociąg tamto...(a tamtego nie ciągnij :)

z tym Wojtkiem mówisz ironicznie... no może i tak być.

a na komentarz nie ja się skusiłam, a mnie tekst, to chyba logiczne? :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Postęp

       

      Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.

       

      Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.

       

      „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.

       

      Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.

       

      Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.

       

      Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].

       

      W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.

       

      Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.

       

      Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.

       

      Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...