Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kiedy poszłam do tego zasranego urzędu i powiedziałam, że chcę zmienić imię, jędza która tam siedziała spojrzała na mnie jak na zepsute powietrze i zapytała.
-A jakie masz teraz?
-Sylwia.
-No to idź dziecko do domu, to jest bardzo ładne imię.
-Mi się nie podoba.
-Trudno. Miej pretensję do matki.
-Nie żyje.
-A czy to moja wina?
Jędza przestała patrzeć. Odwróciła się do mnie plecami, jakbym znikła. Chrząknęłam.
-Chcę zmienić imię.
Żadnej reakcji.
-Powiedziano mi, że mogę to tutaj załatwić.
Jędza odwróciła się.
-To źle ci powiedziano. Normalnych imion się nie zmienia, bo i po co? Jakbyś się nazywała Syrena albo Syrakuza to mogłabyś sobie zmienić. Na Sylwię. Takie są przepisy.
-Wiem jakie są przepisy…
-Wydaje ci się. Dziecko ja tu pracuję dwadzieścia lat, a tu przychodzisz i mnie pouczasz? Zastanów się. Gdzie twoja kultura?
-Dwadzieścia lat za długo. Chcę rozmawiać z pani przełożonym.
-Nie strasz mnie! – jędza poczerwieniała. – Na jakie chcesz zmienić?
-Na Britney.
-Nie ma takiego imienia. Tak możesz nazwać swojego psa, albo kotka.
Po tych słowach wydarzyło się coś, czego bardzo żałowałam. Rzuciłam się na nią. Zupełnie przestałam się kontrolować. Jak na zwolnionym filmie oglądałam jej podrapaną do krwi twarz. Słyszałam jakieś głosy, krzyki. Ktoś mnie odciągnął, pojawiła się policja. Dostałam wyrok w zawieszeniu. Dodatkowo musiałam odpracować trzydzieści godzin w pojebanym ośrodku dla ślepych i innych takich. Całe szczęście, że wyszła nowa płyta Britney i że mogłam słuchać discmana. Któregoś razu wracając z ośrodka zaszłam do urzędu. Babka ta sama, z początku mnie nie poznała. Dopiero jak powiedziałam co mnie sprowadza, zbladła, zaczęła się rozglądać na boki.
-Znów tu przyszłaś?
-Tak. Nie wolno?
-Wolno. Normalnym wolno.
-Jestem normalna. Chcę tylko się nazywać Britney.
-Dobrze. Złóż podanie. Będziesz musiała zmienić dowód i wszystkie inne dokumenty.
-To nie wszystko.
-Nie rozumiem.
-Moje nazwisko.
-A co z nim?
-Przestało mi się podobać.
-Chcesz je zmienić.
-Tak.
-Na jakie?
-Na Spears.
-Spirs? A co to w ogóle znaczy. Czy to nie jakieś świństwo?
Znów miałam ochotę jej jebnąć, ale byłam po psychoterapii, powstrzymałam się.
-Chcę się nazywać Britney Spears, czy to do pani dotarło.
Kobieta machnęła ręką. Po miesiącu odebrałam nowy dowód. Britney zaczęła przynosić mi szczęście. Znalazłam pracę. W motelu za miastem. Jeszcze nigdy nie dostawałam tak wiele, za tak niewiele, od tak licznych. Wystarczyło leżeć z rozłożonymi nogami. W ciągu jednej nocy zarabiałam tyle, ile moja świętej pamięci matka przez miesiąc. Odkładałam każdy grosz. Brałam najgorszych klientów, brudasów, starych dziadów śmierdzących jak capy, godziłam się na wszystko. Po trzech miesiącach powiedziałam szefowej, że muszę zrobić sobie przerwę. Wróciłam z silikonowymi wkładkami, w rozmiarze Britney. Na urlopie zrobiłam sobie włosy na „hit me baby one more time”, o ubrania nie musiałam się martwić. Od kilku lat nosiłam wyłącznie to co ona. Miałam wełniane staniki, różowe i białe. Czerwony, obcisły kostium identyczny jak w „Ooops, I did it again”. Miałam wszystko i ciągle mi czegoś brakowało.
Kiedy pewnego dnia przeczytałam w „Naj” o doktor Marii Siemionow, zrozumiałam, że do szczęścia brakowało mi tylko jednego – twarzy. Trochę rozczarował mnie fakt, że twarze pobierano od zmarłych, ale postanowiłam się nie poddawać. Pracowałam na dwie zmiany. Dzień mylił mi się z nocą. Nie odróżniałam sufitu od nieba. Minęło kilka miesięcy. Pojechałam do Cleveland z koleżanką. Szybko znalazłyśmy pracę w swojej branży. Próbowałam skontaktować się z doktor Siemionow, ale to nie było łatwe. Amerykanie zwariowali na punkcie przeszczepu twarzy. Wreszcie po czterech miesiącach udało mi się. Czułam, że moje wielkie marzenie niedługo się spełni. Spełniło się. Nazywam się Britney, Britney Spears.


Fragment artykułu z Music Magazine: „Tajemnicze zniknięcie Britney Spears, którym emocjonował się cały świat okazało się kolejnym trikiem speców od marketingu. Nowa Britney, niczym się nie różni od starej, a pomysł, żeby mówiła z polskim akcent jest idiotyczny.”

Opublikowano

intuicja mi mówi że jesteś z lekka nadętym bucem, ale piszesz świetnie i to cie rozgrzesza. mówi ci to cham. lubie cię czytac, zalinkowalem cie nawet na swojej stronie, ale uznałem, że twojej ksiązki jednak nie kupie, za kare, że nigdy nikogo nie komentujesz.amen.

Opublikowano

no widzisz jaki bystry jestem. pewnie jestes pod wielkim wrażeniem. bo ja bym byl na twoim miejscu. a tak w ogole to trzeba cie obrazic , żebyś wydał z siebie głos? glos nie zwiazany z promocja ksiażki? uaktywniles sie mistrzu, jak wydales knige, czyzby moneta byla najwazniejsza?

Opublikowano

kierunki Twojej wybraźni przypominają mi innego pisarza
ale to mało istotne chyba

podoba mi się, lubię takie mocne, krótkie opowiadania
zabawne i przerażające jednocześnie obrazki naszych czasów

pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA. Po to jesteśmy, żeby się pragnąć odnaleźć. Spotykać wielu, żeby spotkać Tego/ Tą. Piękny wiersz, dziękuję.
    • @Leszek Piotr Laskowski bardzo dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @andrew powiew lata. Dziękuję  @Stracony wszyscy mamy źle w głowach. Przeżyjemy...fajny kawałek. Dziękuję  @Stracony wszyscy mamy źle w głowach. Przeżyjemy... Dziękuję@andrew
    • @Poet Ka   Dzień dobry    Łukasz Jasiński 
    • Silva Rerum                     Pokażę ci praktykantów za kulisami - Haskalę i nic nie mów, tylko: bardzo uważnie słuchaj, czasami z uśmieszkiem na twarzy jak Mona Lisa. Leonardo da Vinci na pewno byłby dumny ze świętego zakonu Eruvai Ravi - międzynarodówki wtajemniczonych mistrzów, która posiada własnych sobowtórów. Sir Edom Wildstorm trzymał w dłoni fajkę z kości słoniowej - teza ta, rzekł: - Ma uzasadnienie w tytoniu - tu - dał dyskretny znak spojrzeniem na blat okrągłego stołu i kontynuował: trzy lata temu podwójny mecenas Sanhedrynu z Grupy Stu zapowiedział w radiu nową wizję - nadejście potopu łupkowego...           Sir Edom Wildstorm spojrzał przez okno na niebo - tam - dostojnie wypuścił parę kółek z dymu, robiąc dyskretną aluzję: - Adonaj ma w głębokim poważaniu Amalekitów, a wołanie upadłej anteny jest zwykłą grą słów - Ali Kabe... Wiesz, Vick, ty gówno wiesz! Poklepał po ramieniu młodego studenta z Wyższej Szkoły Handlowej sir Edom Wildstorm.           Jest wojna, sir, musimy przyjąć trójwymiarowe maski i zorganizować zamach na redakcję koszer nostry, oni zamknęli nam oczy - będziemy lepiej widzieć - iluzję, a syn poranka jak dymiący wagon przyniesie nam dwa sztandary - divide et impera i vox populi - errata. W domu nad rozlewiskiem Tolsam zagra na pianinie idyllę jako sygnał - pogranicze najwyższego czasu, pamiętaj, oni zamknęli nam oczy - będziemy jeszcze lepiej czytać paragrafy tajnej policji w sanatorium pod klepsydrą - NASK-u i UKEF-u, a tutaj - bez przenośni - zmieniłem technikę na OKA - Obserwacja, Kontrola i Analiza - archetyp najemnika z operacji Samorgas. Jest wojna, sir, nie zabijemy - zabiją - na pewno starym sposobem - przypadkiem uderzymy autem w przydrożne drzewo, a może umrzemy za wolność i niezawisłość w schronisku dla samotnych wilków?           Nie wiem co się dzieje: bezwładny chaos na biegunie mózgowym, jądro próżność jest zbyt mocno widoczne - zabija i niech będzie na zawsze przeklęty ten świat. Półkula magnetyczna zmienia obrót o sześćset sześćdziesiąt sześć stopni - czwarty jest tryptykiem niczym melodia nokturnowa, a przymioty nie są przypadkowe - trójca, naprawdę, nie wiem co się dzieje: bezwładny chaos na biegunie - zabija i niech będzie na zawsze przeklęty ten świat. Półkula socjotechniki stworzy alternację pentagramu - alogię: in nomine Patris, et Spiritus Sancti, fides et ratio - opus dei - cogito ergo sum. Sir Edom Wildstorm skończył czytać raport, bełkot - rzekł z przekąsem i wyrzucił do kosza lupę z rogów barana, syndrom zniewolenia - pomyślał...  Eli, eli, lama sabachtani... Eli, eli sabachtani lama - eli, eli i skończył - nucić...           Pieszcząc rękojeść laski: zbyt spokojnie wyszedł ze służbowego Range Rovera... - Good morning - przywitał gościa nowy lokaj prezydenta na mazurskiej daczy.  - Thank you - sir Edom Wildstorm podał do ucałowania pierścień ozdobiony srebrną ważką.  - With all due respect - rzekł gospodarz i najmocniej prosimy - odejdź z tego świata! - Gambling - you are welcome!           Sir Edom Wildstorm odstawił na grzbiet fortepianu kieliszek z krwistym winem i momentalnie wsłuchał się w echo poloneza, to koniec - szepnął sam do siebie - nic już po nas nie zostanie, może idea, przecież jak mówi pismo - po owocach. Rozmyślania przerwała służąca, wtargnęła nieproszona - rzuciła okiem na zielony stolik i zgarnęła resztki żetonów - elokwentnie wypięła tyłek... Sir Edom Wildstorm zerknął szybko na wyższą półkę i czarnym klawiszem przywołał do porządku agentkę Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - dokładnie dał do zrozumienia: wskazując - wzrokiem   na okruszki popiołu, zostanie po nas szarobury pył, o la la o lu, będę do końca grał, grał i grał na ramionach żywiołu - będę do końca śnił, śnił i śnił, o la la o lu, będę do końca grał, grał i grał...                      Wiesz? Opowiem ci prawdziwą bajkę o zatoce różowych świń, pamiętaj, śmiech jest zdrowiem i nie miej żadnych złudzeń poza pewną granicą solidarności. Raz na zawsze porzuć marzenia: one są tylko dziekanią w unii giermka, możemy? Nazywam się Alexis Brimeyer, znacie legendę o czarnym szlachcicu? Bardzo dobrze, to ja - należę do Komitetu Trzysta, a ty byłeś tylko szarfą kozła ofiarnego w Izbie Hymnu Jedności i co? To niepotrzebne słowa, zostawię je na pamiątkę, tak po prostu - zwyczajnie. - Regni regino, sapiens nihil invitus facit, sapienti sat...           Pamiętasz? Wybacz, nie było cię na świecie, po prostu: nazywam się Alexis Brimeyer i znacie legendę? Znamy! Jesteście kłamcami - nie znacie! Sir Edom Wildstorm położył różę na grobie białego kruka...           Nie zapaliłem świeczki i system może w każdej godzinie runąć: wypolerowany na błysk - krzemień - pucybut przepowiedni. Nadal płonie kompozycja trójkątnego placu, a po obu stronach - fotel, tak: uwielbiam ten hotel - przynosi zyski i wtedy zapaliłem świeczkę - system przed chwilą upadł. Masz wolną wolę? Naprawdę? Kup sobie spokój za cenę kłamstwa. I błysk! I zysk! I pysk! Sir Edom Wildstorm skończył oglądać pomnik generała Franco, on nie żyje - umarł za wolność. Racja, pomyślał, nie sądźcie - sądzeni będziecie. Wiesz? Nie bądź błaznem! Umyj tablicę! Ładnie!           Jedno z najgorszych błogosławieństw: obdarcie niewiernego z posiwiałej aureoli, osamotniony z garścią ziemi - pielgrzym niebezpiecznej prawdy, iluzjo z podwójną maską - bar, bar i bar - baranku melodramatycznego nieba - zagrajmy w dwie - frazy w jednej - jedynej. Nikt tego nie zrozumie, dokładnie wszystko jest potężnym chaosem i poza powstaniem świata zostanie pot - wór, wór i wór - marny, przepraszam, gardło mnie rozbolało - nic tutaj - tu po nas, słowem: bez bezzz sensss. Sir Edom Wildstorm cierpliwie słuchał... - Dajcie mi willę w stylu kosmopolitycznym, pokaźne konto i limuzynę, a w zamian obdarzę wszystkich prostotą serca i mogiłą słów!            Sir Edom Wildstorm wskazał laską na trzy palce u prawej dłoni: pas a pas - odrzekł z kamienną twarzą.  - W porządku, dołóżcie mu jeszcze na barki krzyż...           Tylko ja, ja i ja - egoista z rodu warana - jesiotr w jeżowym jeziorze nad jesionem - marsz morsa i pana na mars - przekwita poezja polska zamknięta w sejfie - naćpana!           Zanim powrócę z końca czasu przez czerwoną noc - rozdam światło i nie szlochaj. To takie zwykłe szatańskie paragrafy: czujesz na karku zimno? To dobrze, zagrajmy w ruletkę i pociągnij pierwszy za głowę okupanta. Sir Edom Wildstorm złowił szlachetnego dorsza i rzekł do Adama Weishaupta: - Wypierdalaj!            Zanim powrócę przez czerwoną noc - rozdam światło. Ukochana, nie płacz za mną!           Pisz słowo po słowie, inaczej nie zrozumieją i nie pojmą twoich myśli, tłumacz się ciągle z popełnionych grzechów, oni są mądrzejsi od ciebie, zaniżaj własną wartość i niszcz w sobie zmysł krytyczny - oducz się myśleć samodzielnie. Pisz słowo po słowie, inaczej nie zrozumieją i nie pojmą twoich myśli - nie używaj obcych wtrętów, aluzji i tropów, oni są mądrzejsi od ciebie - wykreśl na zawsze ze słownika niedopowiedzenia i miłuj pokój podczas wojny - może zostaniesz wtedy szeregowym poetą. Sir Edom Wildstorm wyjął kalendarzyk indeksowy i zanotował coś ołówkiem: bądź wierny i nieprzekupny, nigdy nie szczekaj, odgryzaj krtań, szczaj na kości rzucone ze stołu i zawsze bądź sobą - wilkiem.   Łukasz Jasiński (Warszawa: 2010 - rok)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...