Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

dzięki za komentarze; długo wahałam się zanim ten wiersz wstawiłam tutaj (był też długo w Warsztacie);
mam nadzieję, że nie jest tak źle i że można go tez odczytać nie znając kontekstu, w jakim ja go pisałam :)

pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Stasiu
karze śmierci też jestem przeciwna, ale to chyba nie miejsce na takie wywody;
jeśli wiersz niesie sumtek i wyrzuty sumienia, to zastanawiam się czy nie powinnam się cieszyć? :) szkoda tylko, że nie udało mi się wkraść w Twoje gusta


pozdrawiam Cię serdecznie dziękując, że masz do mnie cierpliwość i bywasz (bo jak by nie było spadek formy u mnie :(

Opublikowano

Julio, to nie jest chyba najlepszy wiersz, jaki napisałaś (nie chyba, a na pewno;).
Mimo, że to krótka forma, tekst sprawia wrażenie nieprzemyślanego.
Tu i ówdzie wkrada się chaos, przez co wiersz jest dość trudny do interpretacji.

Wrócę tu jeszcze w najbliższym czasie (kiedy mózg mi odpocznie) i postaram się dać jakieś bardziej konstruktywne rady (żałuję, ale nie zaglądałem ostatnio do warsztatu).

Może „Panie” z małej litery? Myślę, że byłby to plus do interpretacji… No, ale mykam już.bo oczy same mi się zamykają ;)

Serdeczności

Fei

Opublikowano

Jestem, zgodnie z obietnicą. Posiedziałem trochę nad Twoim wierszem i tak:
Wprowadzenie w pierwszej strofie podmiotu w pierwszej osobie odrobinkę dezorientuje (w połączeniu z późniejszą treścią). Niepotrzebne jest skrzenie się lampami , hmmm…może tak będzie lepiej? :

skrzy się
zielona mila-
zamknięta droga
do piekła


Druga strofa kompletnie mi nie podeszła, bo pachnie zapychaczem miejsca (na dobra sprawę niczego nie daje czytelnikowi), może zrezygnować, lub równoważnikami zdania przekazać główną treść? wprowadzasz trzy postacie, przez co znowu atmosfera zaczyna się zagęszczać i czytelnik się gubi (wróg, stara iskierka, kat ; wróg=kat?). Być może to kwestia wprowadzenia tego podmiotu- obserwatora, który komentuje całe zdarzenie?

W poprzednim komentarzu proponowałem „pana” z małej litery (dodatkowy wątek zagadki, czy zginie, czy może zniknie na zawsze?). Generalnie ten dwuwers źle mi się kojarzy (panie! niech będzie mokra ;), ale pomińmy tą kwestię :]

ładna jest przerzutnia z szaleństwem, tylko, że pointa trochę niepotrzebna (czytelnik domyśla się, że chodzi o karę śmierci). Może zawszeć to krócej? bo ja wiem:

zginie zabił zniknie
w szaleństwie
- w domyśle, niech sobie czytelnik wybierze odpowiedź (czy zabił w szaleństwie, czy zginie w szaleństwie)

Cóż, ,myślę, że można nad tym wierszem jeszcze popracować. Bo potencjał masz, co wiadomo nie od dziś :)

Serdeczności, mam nadzieję, że do czegoś się przydałem

Fei

Opublikowano

Fei przydałeś się i to bardzo, a co dow iersza to wygoląda na to, że niedługo stąd wyleci (nie znoszę porażek :); jeszcze nad nim pomyślę, ale obawiam się, że będzie się to wiązało z napisaniem go od nowa, a na to niestety nie mam za bardzo czasu;

tak czy inaczej proponuję wszytskim zapomnienie tego "przykrego incydentu" i póki co zmykam


pozdrawiam serdecznie


tylko tak na szybko:

zamknąłeś za mną
drogę do piekła
zielona mila
skrzy lampami

ze stali drzwi
za nimi wróg
- stara iskierka
no i kat


Panie
niech będzie mokra
on zginie w szaleństwie
zabił

niech teraz prądem zniknie

Opublikowano

Dżulio moja droga, filmu nie oglądałem, nawet nie słysszałem o nim przyznaję bez bicia, więc tylko technicznie dziś pomruczę.

zamknąłeś za mną
drogę do piekła
zielona mila
skrzy się już lampami ---- ''się już'' - niezbędne? niekoniecznie...

drzwi ze stali --------- lampami-stali - to się tymuje...
za nimi wróg
stara iskierka ------ po co zdrobnienie? ''iskra'' będzie lepiej. no i ''stara'', brr, takie
a obok kat nieodpowiednie. dawna czy cuś z tej kategorii może...

Panie
niech będzie mokra - a może przestawić w sposób owy: niech mokra będzie
- skoro już panie ;)

a on zginie w szaleństwie - 'a' wiem że drobiazg ale czy niezbedny?////
zabił

niech teraz prądem zniknie


pozdro.
/w.

Opublikowano

Jay dzięki, że wpadłeś; poprawki naniosłam na drugą wersję (wiem, że słaba, ale coż...)

stara iskierka musi jednak zostać - taką nazwę nadano w filmie i niech tak zostanie;

no i w sumie nie wiem czy się podba... choć jednak wiem


pozdrawiam Cię serdecznie / W.

Opublikowano
Zieloną Milę przeczytałem na jednym oddechu. Do dziś pozostała jedną z najważniejszych lektur w życiu. Dlatego nie mogę obiektywnie, a właściwie nie mogę jakkolwiek. Przykro mi.

Wiem tylko, że bez kontekstu wiersz może okazać się hermetyczny. Ja tego problemu na szczęście nie mam.

Serdeczne pozdrowienia dla fanki/czytelniczki/przypadkowej czytaczki* Kinga. // 51



* niewłaściwe skreślić.
  • 4 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...