Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Chciałam się podzielić pewną myślą, dotyczącą osób które kiedyś będą zarabiać na emeryture- MOJĄ emeryturę. To smutne,że już czterolatki gardzą książką, bajkami. Liczy się tylko telewizja i ....tak komputer.
Ja wiem,że jest to źródło wielu informacji, ale moi drodzy jako 5 letnie dziecko umiałam w ręku trzymać kredkę, znałam kolory. Strach pomyśleć co będzie dalej. Jako przedszkolanka (póki co staż) mam nadzieję trochę podziałać. No, to się podzieliłam przemyśleniami. Może Wy macie jakieś doświadczenia i spostrzeżenia?

Opublikowano

jako 10 letnie dziecko czytałam książki, bawiłam sie na podwórku jak na grzeczne dziecko przystało... mój siostrzeniec lat 10 najchętniej siedzi przed komputerem, albo bawi się (o zgrozo) swoją komórką, pomijam tu inne "patologie" w jego zachowaniu. Inne czasy, czy inne wychowanie?
uznam banał, że rodzice nie mają czasu na WYCHOWANIE, włączął dziecku komputer i maja spokój... komórka- a jakże przecież wszyscy mają... i jeszcze reforma szkolnictwa i Gimnazjaliści, którzy za kilka lat stanął się przyszłością narodu i będzie trzeba znimi jakoś współpracować, a większość (wierzę, że nie wszyscy) ogarnięci "tumiwisizmem" i manią bierności... tragedia
wiecie jak odróżnić gimnazjalistkę od licealistki ? oczywiście, gimnazjalistka ma mocniejszy makijaż...
koniec czasów?

Opublikowano

Kurczę, powiem Wam szczerze, że ja wykorzystuję komputer głównie myszkując po tym portalu, czytam prozę i poezję, komentuję, sama zamieszczam utwory. A moje dzieci, no cóż... lubią komputer, ale staram się zachęcić je do czytania książek. I o dziwo, widzę zmiany. Szczególnie u starszej córki nastąpił zwrot w kierunku książek. Nawet ostatnio zapisała mi dwa nowe tytuły, prosząc o wypożyczenie (korzystam z dwóch bibliotek). Jestem naprawdę mile zaskoczona. Mam nadzieję, że młodsza córka pójdzie w jej ślady.
Przyznam się jednak, że swego czasu byłam bardzo zaniepokojona brakiem zainteresowania książkami ze strony moich dzieci :-), tym bardziej, że są bardzo dobrymi uczennicami. Często im powtarzam, że oczytanie jest niezwykle istotną sprawą w życiu.

Opublikowano

A ja jestem dumna z moich dzieci.
Córcia (12 lat) - komputer i owszem, jak najbardziej biegle, czasami dydaktycznie, często rozrywkowo, ale zawsze z umiarem. Pochłania stosy książek, doskonale się uczy, pisze wiersze i jest skorpionem - ambitna, uparta, ukochana - moja. Jak każda nastolatka ma swoje fanaberie, które jednak nigdy nie przekraczają zdroworozsądkowych granic. Ba, nawet zna swoje prawa! (;(( ;)
Synek (3 latka) - wstępna faza przedszkola, dużo mówi, mądrze mówi, opowiada, śmiesznie przekręca wyrazy (stół z połymanymi nogami), liczy do 10, nie sika w majtasy, nie lubi stać w kącie (zawsze ucieka). najkochańsza słodycz - i moja. Mówi do mnie: mamuniu. ;)

To tyle na temat chwalenia dzieci (po prostu je kocham:). Resztę pokaże czas.
Mam nadzieję, że przyszłość będzie równie pozytywna.
Serdecznie
Ewa

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



O!
Gratulacje ;)))))
-------------------------
Jako stary dziad mogę półautorytatywnie stwierdzić, że najlepszy jest żywy przykład, a zwłaszcza codzienny, czyli domowy - czytajcie Wy - starzy, nie leńcie się: dzieci patrzą (i najczęściej naśladują - nawet jeżeli są w wieku młodszej, pyskującej, nie do końca samozłej ...odzieży ;)
pzdr. b
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a ja chcialbym podzielić się myślą...

że na swoją emeryturę to ja (za)pracuję sobie sam płacąc składki na x filarów.
i takie są fakty.

i po stokroć wolałbym sam zarządzać tą kasą i na starość nie łamzać pod marmurowymi budynkami ani liczyć na łaskę "tych co mają zarabiać na moją emeryturę". - bo to fikcja. "Ktoś" po prostu za szybko "przejada" i ludziom wciska kit.

Pozdrowionka.

ps
smacznego
Opublikowano

nowość przeraża — to jasne, kasandryczne wizje powtarzają się od kiedy pamiętam, to niewiele czasu ale prawie 20 lat pamiętam w miarę dobrze
McLuhan przepowiedział upadek cywilizacji druku, niby się pomylił, ale jednak nie do końca, świat zmienia się szybko, dysproporcja pomiędzy rozwojem techniki a zmianami mentalności się powiększa, ale natura pozostaje naturą — jeśli ktoś się bawi wciąż komórką, to nie wróżę świetlanej przyszłości, ale tylko z tego powodu, że u takiego osobnika możliwości rozwoju są niewielkie, tzn. że wyczerpał już swój potencjał eksploracyjny, niewiele się nauczy i będzie społecznie mało przydatny
katalizacja rozwoju dziecka to rola rodziców, która nie polega na zabronieniu tego, czy tamtego, nie polega na zakazach i nakazach, ale na podsuwaniu niby mimochodem coraz to nowych bodźców, nie każde dziecko potrafi sobie je znaleźć samodzielnie
to że dzieciaki nie czytają książek to problem nienowy, nie wypowiadam się na temat skali, lecz nawet jeśli nastąpiła eskalacja zjawiska, to ja bym się tym nie przejmował — kto powiedział, że książki są najlepszym sposobem na szeroko pojęty rozwój? zostało to ustalone przez wieki braku innych możliwości poznawczych, człowiek nadal pozostał człowiekiem, jego potrzeby się nie zmieniły, jedynie możliwości ich zaspokojenia
podobno czytelnictwo w innych krajach europejskich ma się lepiej — idźcie ludzie na wybory i może coś się zmieni, polityki państwa w tej kwestii nie ma
inteligentnemu dzieciakowi komórka nie wystarczy, gdyż jest to prymitywne urządzenie w obsłudze i konstrukcji, ja bym nie powiedział, że komputer jest gorszy od książek, jest inny, zarazem podobny pod pewnym względem: i jedno i drugie tworzy inny świat, w który można uciekać
przypomina mi się profesor Kien z powieści Canettiego, każde takie medium tworzy potencjalne zagrożenia, tylko że z jednymi się oswoiliśmy, a z innymi nie
pozdr
ps. co do emerytury — ideowo jestem przeciwny „solidarności pokoleń” — jak ktoś odłoży, to ma, jak nie, to nie ma; inna sprawa jeśli ktoś komuś oszczędności ukradł — od tego jest wymiar sprawiedliwości, wkurza mnie to, że mam płacić na czyjąś emeryturę, więc nie płacę i planuję nadal nie płacić, jak długo się da

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



i czy dzisiaj jest Pani wielką artystką ? ;):P
ilu przedszkolaków po 20 latach umie rysować?
sprawdźcie, zróbcie test na dzisiejszych xx latkach ;)

fakt jest taki, że zawsze osobnicy żądni wiedzy szukali wiedzy / przyjemności - kiedyś w książkach, dziś w internecie i innych mediach. i taka jest prawda. dlatego statystyczny spadek czytelnictwa notowany jest.

Krzyk jest, bo wydawnictwom gorzej się sprzedaje ;)

poza tym po co 5 latkowi na siłę wciskać kredki? uczyć śpiewać? jeśli to jest wbrew jego naturze?
będzie chciało, to pozna.
nauczyć czytać i kilku innych rzeczy, podstaw - samodzielnego myślenia i rozwiązywania problemów, wiadomo, dzieciak mało co umie, ale nie na siłę. najgorsze co może się zdarzyć, to malucha zrazić. co często się dzieje.
bo przecież każdy będzie kimś innym. baletnicą, kierowcą rajdowym, handlarzem na bazarku, sportowcem, etc.

przedszkole i szkoła to obóz.
w którym hamuje się indywidualny rozwój.
mi np. zawsze brakowało zajęć typowo sportowych i rywalizacyjnych, kreatwnego myślenia.
na szczęście w domu miałem masę masę ciekawych zajęć ;)
...Kobieca natura tego nie rozumie, i z chłopaków w przedszkolu robi "grzeczne dziewczynki" :P


a kredki łamałem
i się nie dałem :P

Pozdrowionka.
Opublikowano

ciekawy wątek, nareszcie :D

mam szczęście obserwować jedno wspaniałe dziecko
(i wcale nie moje, żeby nie było)
ma 2 i pół roku (może ciut więcej) od ponad półtora roku mówi pełnymi zdaniami
ma (już!) abstrakcyjne poczucie humoru
uwielbia jak jej się czyta książki
sama wymyśla piosenki, wierszyki
i mam nadzieję, że się nie zmieni :)

trzymajcie za nią kciuki :D
ja trzymam

pozdrawiam

Opublikowano

"i czy dzisiaj jest Pani wielką artystką ? ;):P
ilu przedszkolaków po 20 latach umie rysować?
sprawdźcie, zróbcie test na dzisiejszych xx latkach ;)"

Male nieporozumienie. To nie chodzi o to ze te dzieci nie umieja rysowac, one (niektore) trzymaja kredkę w piąstce. Ja sama osobiście uwielbiam rysować, szczególnie księżniczki i piłkarzy dla moich przedszkolaków. Chodziło mi nie o brak umiejętności narysowania pieska, ale o pokolorowanie rysunku.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a ja chcialbym podzielić się myślą...

że na swoją emeryturę to ja (za)pracuję sobie sam płacąc składki na x filarów.
i takie są fakty.

i po stokroć wolałbym sam zarządzać tą kasą i na starość nie łamzać pod marmurowymi budynkami ani liczyć na łaskę "tych co mają zarabiać na moją emeryturę". - bo to fikcja. "Ktoś" po prostu za szybko "przejada" i ludziom wciska kit.

Pozdrowionka.

ps
smacznego

Jasne i te pieniążki będą na Ciebie czekać ileś lat w sejfie. Człowieku, pieniądze płacone na składki idą na Dzisiejszych emerytów. To my na nich zarabiamy, tak jak później ktoś będzie pracował na nasze. Fakt, że ilość otrzymywanych pieniędzy będzie zależała od ilości składek, póki nie powstanie nowa ustawa czy cosik tam jeszcze.
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Sam widziałem dziecko z klasy trzeciej szkoły podstawowej, które zabierając się do rysowania łąki poprosiło o linijkę, bo "pani mówiła, że trawa musi być równa" i "tak zawsze w szkole rysujemy" (autentyk!).
pzdr. b
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



bo to chory system, państwowy, jawnokradziejowaty, obsługa tego systemu jest za wielka.
poza tym nikt w sejfie kasy nie trzyma, bo to nie te czasy.

można inwestować na xx sposobów, można "przechlać", moja prywatna wola ;)
lepsze to, niż nadzieja na emeryturę w wieku xx lat,
a i tak wychodzi, ze większość już nie jest na tym świecie tylko na innym.


a co do kredek...
to przecież .. nic na siłę, mądry wychowawca zrobi tak, że dziecko i pokoloruje i nawet samo spróbuje coś nabazgrać, nawet jeśli nie potrafi i nie ma telentu.
ale to, że "dziś" nie potrafi pokolorować niczego, to nie jego wina.
i nie należy zmuszać: masz i rysuj.
może w jego naturze nie jest nawet kolorowanie, tylko coś innego.

poza tym czemu każde dziecko musi umieć kolorować??

to że Pani umiała i lubiła, nie znaczy, że inni muszą.
to, że ja lubię sport, nie znaczy, że zmuszam dzieci do biegania, mogę pokazać, jak któreś złapie ochotę, to samo zacznie biegać. ale przecież nie musi biegać wcale, może zamiast tego kolorować sobie. nic mi do tego.


i stawianie, że dziś jest gorzej, to fikcja.
ludzie się nie zmieniają, tylko czasy,
jak powiedział mądry ktoś.
Opublikowano

a zastanawiało was kiedyś dlaczego w takich Stanach, niemczech czy wlk. brytanii tak bardzo potrzebują (m.in) polskich "mózgów" ? przecież tam system kształcenia i w ogóle dostęp do nauki jest na niewyobrażalnie wyższym poziomie... otóż oni są kilkadziesiąt lat "do przodu" to co u nas się właśnie zaczyna dizać z dziećmi, u nich już jest standardem, to wychowanie sprawiło że oni muszą importowac ludzi ze sprawnymi mózgami z krajów gdzie jeszcze "chów" na mtv i mcdonaldach nie zrobił z dzieci kukiełek...
to ostrzezenie dla młodych rodziców - nie można powiedzieć "jeśli dizecko będzie chciało" albo "jak jest mądre to i tak..." wychowanie to co najmniej 50% przyszłego czlowieka... a chyba każdy wolałby mieć dizecko z IQ 130 niż 65 :))

Opublikowano

Polacy mają umysł kreatywny. Potrafią myśleć abstrakcyjnie. Amerykanie myślą schematycznie. Dlatego Polscy pracownicy są bardzo cenieni wśród zagranicznych pracodawców.
A polscy naukowcy wciąż zdobywają historyczne osiągnięcia w dziedzinie medycyny, informatyki, matematyki, architektury i historii. Ale dlaczego są eksportowani za granicę? Bo w Polsce nie ma środków na naukę i szans na jej rozwój.

Pozdrawiam serdecznie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Bosy, zwinny — jak małpka zgoła — z odpływem się zabrał w którymś lecie. Przed Pompaurdé chylił czoła, gdzie ptaki pieśnią rozpinają siecie. — Już świeca dogasa! z podwórza kwik się niesie! Co mówisz, co mówisz, dziecię?               Jack Featherwick?... 
    • Cylinder zastygł w bezruchu  a tuba zamilkła. Tym razem nawet igła fonografu  zdawała się nie mieć ochoty  wracać na powierzchnię cylindra  po raz setny tej przeklętej nocy. Obiecałem, że pomogę w poszukiwaniach, lecz po tym czego się tu dowiedziałem  i po tym co usłyszałem i zobaczyłem, stwierdzam jasno,  choć z dozą  naprawdę przejmującej rozpaczy, że mój nieodżałowany ojciec, został pochłonięty w odmęty,  bezdennej paszczy szaleństwa. Po czym uleciał w kompletny niebyt, bagiennych wrzosowisk północnej Szkocji.   Przeszukano cały dom od piwnicy po strych. Wszystkie pozostałe obejścia i budynki. Studnie, staw a nawet rozkopano przydomowy ogródek ze wspaniałymi  krzewami piwonii o które tak dbał. Bardziej niż o jedyne dziecko. Wszystko zaczęło się  gdy byłem jeszcze dzieckiem.   Ojciec był  szanowanym profesorem archeologii  na uniwersytecie oksfordzkim. Był najlepszy w swoim fachu i dzięki temu pozostawał w kontakcie z najtęższymi umysłami z całego świata. Pamiętam doskonale zimowy poranek, jakieś piętnaście lat wstecz. Zakładałem szkolny mundurek  i z teczką w prawej dłoni  zmierzałem ku drzwiom domu. Ojciec szedł za mną. Trzymał mnie delikatnie za ramię, tłumaczył mi że jeśli  nie zakończy  zaplanowanego wykładu na czas  to odbierze mnie ze szkoły  nasza sąsiadka panna Stevenson. A jeśli wszystko zakończy się  zgodnie z planem  to obiecuję zabrać mnie potem na łyżwy.     Nic nie poszło zgodnie z planem. Otworzyłem drzwi i o mało co  nie zderzyłem się w nich  z ponurym, wysokim  i dość postawnym jegomościem  w szarym, długim, dwurzędowym płaszczu  o prostym kroju. Jego fason nie był typowym dla wyspiarza a raczej obywatela zbuntowanej kolonii. Dziwny gość otarł mnie ledwie wzrokiem  zza przyciemnianych, wąskich szkieł i zwrócił się do mojego ojca.   Bardzo przepraszam za tak nagłe najście  ale na uniwersytecie powiedziano mi, że jest Pan jeszcze w domu panie Fodden a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który z pewnością pana zainteresuję.   Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko i wręczył je ojcu. Nazywam się Peter Noyes  i jestem zastępcą profesora Clarka  na uniwersytecie Miscatonic w Arkham. Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia. Profesor liczy na Pana pomoc w tej sprawie. Jeśli tak w istocie będzie  czekam na Pana  w dniu jutrzejszym w południe  na nabrzeżu numer dwa, celem odbycia podróży najpierw do Bostonu  a potem do Arkham. Proszę pamiętać,  że nie ma czasu do stracenia. Gwiazda czy też planeta, powoli pojawia się  w naszych snach nieprawdaż?     Nie czekając na odpowiedź, odwrócił się na pięcie i szybko znikł za zakrętem skrzyżowania. Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson i nakazał jej  by zajęła się mną przez jakiś czas  bo czeka go długi i pilny wyjazd do Bostonu.     Zostałem u niej długie lata. A ojciec wrócił podobno kilka lat temu. Nikt nie wiedział skąd ani po co. Uważano go za zmarłego. Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii  razem z tym całym Noyesem i Clarkiem. Nadal gdzieś w szufladzie biurka  mam jego nekrolog z jednej z gazet z Arkham. Żył ale przypłacił to szaleństwem. Nie widziałem go już nigdy później. A teraz zaginął po raz wtóry. Podobno planeta  znów nawiedzała go w snach.     Odebrałem telefon z policji  i obiecałem przybyć na miejsce  by jakkolwiek pomóc śledczym. Bo sami nie rozumieli  w środek jak wielkiego szaleństwa  przyszło im wpaść i brnąć dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom. Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne. Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth? To miasteczko, osada czy może  jakaś kodowa nazwa  jakiejś świątyni czy wykopalisk? Znaleźli pamiętnik ojca, gdzie ta nazwa pojawia się ciągle. Ten krótki wpis ołówkiem  sprzed wielu tygodni. Wreszcie odezwali się do mnie Ci z Yuggoth. Będą czekać w oktawę święta  ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach. Zabiorą mnie znowu… Brzmiało to jak żart. Lecz jedno było pewne. Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.   W gabinecie ojca panował półmrok. Oficer śledczy siedział  naprzeciw mnie w skórzanym fotelu. Widać było na jego twarzy mieszankę zmęczenia, rezygnacji i powątpiewania  ale oczy mówiły zupełnie coś innego. Rozedrgany głos również. To był czysty strach. Cały czas zerkał niespokojnie  na rączkę z igłą, jednak nie miał już ochoty a raczej śmiałości by ponownie odtworzyć nagranie. Wreszcie wstał. Zbyt gwałtownie i prędko  by móc ukryć nerwowe ruchy nie przystosowanego do tak  niecodziennej i tajemniczej wiedzy. Umysł policjanta opiera się na  racjonalnym poglądzie,  utrwaleniu w twardym dowodzie  i bezsprzecznie niepodważalnej tezie. A on miał jedynie dziwne,  nic nie wnoszące nagranie z wrzosowisk oraz na dokładkę masę chaotycznych, spisanych w stanie delirycznym dokumentów a także pamiętnik osoby  najpewniej zupełnie obłąkanej.     Musiał jednak udawać przed świadkiem, że nadal panuję tutaj nad wszystkim  a sytuacja jest owszem trudna  lecz jeszcze nie beznadziejna. Jedna poszlaka, trop, cokolwiek  i będzie można ruszyć dalej a potem czym prędzej wynieść się stąd  i zamknąć a najlepiej spalić tą przeklętą budę.     Ojciec tego chłopaka był szalony. Lecz również kiedyś  był szanowanym naukowcem. Wiedział, że facet żyję i wodzi ich za nos  w swoim wyimaginowanym świecie  istot z innego wymiaru. Spojrzał jeszcze raz na chłopaka. To nie było typowe przesłuchanie. Bo sprawa była nietypowa ale i chłopak zdawał się  nie wiedzieć zupełnie nic. On już dawno stracił ojca i nie zamierzał widać nawet udawać, że może być inaczej. Nie miał żadnego interesu  by im pomagać  a tym bardziej utrudniać śledztwo.   A więc jeszcze raz. Potwierdzasz, że głos  z nagrania to głos Twojego ojca? Chłopak patrzył przez  nieprzejrzysty mrok za oknem, był teraz gdzieś daleko, musiał cofać się w trudną przeszłość.   Tak. To głos mojego ojca a ten drugi głos  praktycznie na pewno należy do Noyesa.   To już sami ustaliliśmy.  Noyes zanim wyruszył z moimi ludźmi  na poszukiwanie Twojego ojca, przyznał prawie od razu, że chodzili na wrzosowiska razem.   A gdzie jest teraz?  On byłby lepszym świadkiem niż ja. Zna mojego ojca dłużej. Nawet zmartwychwstali  w tym samym czasie i miejscu. Nie wydaje się to Panu dziwne?   Policjant pokiwał głową. Noyes też zaginął, razem z całym moim patrolem.   Miał ich zaprowadzić  w jedno z miejsc na wrzosowiskach. Tam to wszystko nagrywali. Tam mieszkają oni.   Chłopak wybuchł krótkim, lękliwym śmiechem.   Ci z tego Yuggoth? Myśli Pan, że mój ojciec i Noyes  wpadli w Nowej Anglii przed laty  na trop jakiejś ludowej sekty. A potem przybyli tu i zaczęli robić to samo już jako jej członkowie? Może po to są te wszystkie modlitwy, obrzędy i bluźniercze rysunki w pamiętniku. To kult.  Mamy w pamiętnikach zapisy o dziewiątej planecie układu. Przecież obaj wiemy, że takowa nie istnieje. Wszystkie teleskopy jej szukają, lecz ona jest tylko marzeniem astronomów. Pojawia się w snach. Bo jest z krainy snu. Jest bajką i pożywką dla tych  co mają światłe umysły lecz słabe nerwy. Jak Noyes czy mój ojciec. Pan spojrzy na ten zapis o tutaj. Złapał za zakładkę w pamiętniku  i przewrócił strony. Wskazał palcem fragment i odczytał.     Zaprowadzili mnie przed oblicze Rady. Ich Starszy opowiedział mi o zagrożeniu tak samo olbrzymim dla nich jak i dla nas. Całej humanoidalnej rasie grozi zagłada. I to ich wina. Połączyłem się z jego myślami.   Ach! Co ujrzałem… dobry boże … skuty lodem kontynent a nad nim stróżujące aż do firmamentu czarne, błyszczące góry. Okryte mgłą szaleństwa. Za nimi płaskowyż żalu, na którym palą się wieczne ogniska  dzikich plemion wyznawców. Wznoszą do nieba imię najwyższego chaosu. A on słucha, zamknięty w dostojnej sali pałacu na szczycie samotnej, bazaltowej góry. Gdzie jeden człowiek jeno dotarł w wędrówce przez sen.   Góry strzegą też miasta. Jeśli można go tak określić, nie tracąc przy tym wiary  w postrzeganie wymiarów przestrzennych, matematycznych i fizycznych. Ci, którzy mnie wezwali. Określają je jako  Miasto Umarłych acz Śniących.   Boże jedyny jeśliś jest to ratuj nas… to miasto jest na Ziemi… to biegun. A pod nim grobowce Starszych. W grotach snują się strażnicy. On przekazał mi kolejną myśl. I zobaczyłem to miasto w pięknej krasie dawnych prekambryjskich dni. Sale, biblioteki, zamki i pałace. Nie zmieniła się jedynie zimna postać góry, leżącej za Leng. Lecz pałac na jej szczycie  tętnił życiem, śmiechem i zabawą. Tak hucznie ucztowali Ślepi Bezimienni. A kto im usługiwał. ONI! Byty z Yuggoth. Niewolnicy Cthulhu. Który śpi pod kontynentem…   Zamknął z trzaskiem  oprawiony w skórę pamiętnik. Jedno było pewne, żywy czy martwy. Jego ojciec jest stracony  dla racjonalnego świata ludzi. Dla jego umysłu i serca również.   Policjant skrzywił się jak gdyby kazano mu włożyć rękę w cuchnącą, galaretowatą maź, z jakiej składają się Ci z Yuggoth, przynajmniej wedle opisów z pamiętnika.   I Twoim zdaniem to mam wpisać do oficjalnego raportu? Twojego ojca,  tego dziwnego milczka Noyesa  i trzech moich ludzi  uprowadzili przedwieczni kosmici, wyglądający jak prehistoryczny budyń  z cuchnącej grzybni i trzęsącej się galaretki?   No pięknie. Obawiam się drogi chłopcze,  że bliżej mi do wersji z sektą lub  szalonymi mordercami. Na nagraniu słychać rozmowę  Twojego ojca i Noyesa  z kimś kto nie odpowiada na ich słowa  bo chyba dźwięku fletu i jakiś piszczałek.  O ile w ogóle są tam takowe instrumenty, nie można określić jako znany nam język. I jeszcze to metaliczne, głębokie buczenie. Jakby ktoś zamknął  wściekły rój szerszeni pod aluminiową misą. To mogą być zakłócenia na cylindrze ale zaiste dziwne jest to, że szczególnie Noyes odpowiada zawsze wtedy gdy buczenie ustaje. Jakby rozumiał przekaz. I jeszcze ten ołtarz na wzgórzach. Znam każde wzgórze w okolicy  i nie ma tu żadnych  starych kaplic ani kościołów. Żadnych celtyckich świątyń. W epoce polowań na czarownice, mieliśmy w okolicy jednej z wiosek rodzinę posądzoną o czary i konszachty z diabłem. Podobno składali dzieci w ofierze  na jednym ze wzgórz. Zanim jednak kapłani i gawiedź  rozprawili się z nimi, przyszła na ich dom zagłada. Groza z samej czeluści piekieł. Kobieta przemieniła się  w noc wiosennego przesilenia w potwora  o tysiącu oczu i odnóży. Pożarła własny dom i odeszła w leśny jar, który do dziś uważa się za przeklęty. Jej syn zginął po tym  jak jego ciało rozpadło się dosłownie na części. Podobno byli na to świadkowie bo stało się to  na schodach biblioteki miejskiej. Zdążył jeszcze wypożyczyć  jakieś czarnomagiczne dzieło  a potem wyszedł przed gmach. Złapały go straszne spazmy. Na kolanach wrzeszczał imię ojca, lecz podobno nie tego  który go spłodził tu na ziemi. A tego, którego przywołała niegdyś matka. Jego prawdziwy ojciec  oszalał po tym wszystkim. Zmarł w szpitalu dla obłąkanych. Do ostatniego wydechu powtarzał podobno  by zamknąć portal na wzgórzu  bo groza powtórnie przyjdzie z gwiazd.   Jak widzisz szaleńców  nigdy nam tu nie brakowało. Wiem, że Cię to nie pociesza  ale Twój ojciec nie jest wyjątkiem. Zostań tutaj chłopcze i poinformuj mnie niezwłocznie gdyby Twój ojciec,  Noyes lub moi ludzie wrócili. Naprawiliśmy linie telegraficzną i telefon. A teraz polecam gorąco przespać się z tym wszystkim czego jesteśmy świadkami. Dobrej nocy życzę.   Ukłonił się i wyszedł przez kuchenne drzwi. A ja nalałem sobie kolejną porcję whisky  i naprowadziłem igłę na cylinder.   Flety i piszczałki  były zagłuszająco hipnotyczne. Metaliczne buczenie było pełne wyczekiwania a nawet wściekłego wręcz podniecenia. Drgania wywoływały ciarki na całym ciele  a dusza karlała wręcz  z niewysłowionego przerażenia.   Nagle wszystko ustało a z bezdni ciszy  wychynęły słowa Noyesa. Najwyższego kapłana. Nie zapomnę tych inwokacji  do końca swych przeklętych dni.   IA! IA! IA! NNGI BANNA BARRA IA! IARRUGISHGARRAGNARAB!   Znów wściekłe buczenie  i głos drugiego kapłana. Mojego ojca.   Wzywam Cię Przodku Bogów! Wzywam Cię Stworze Ciemności,  Czynami Ciemności! Wzywam Cię Stworze Nienawiści, Czynami Nienawiści! Wzywam Cię Stworze Pustkowi, Rytuałem Pustkowi! Wzywam Cię Stworze Bólu, Słowami Bólu! Wzywam Cię z Twego Domu Ciemności! Wzywam Cię z Twego miejsca spoczynku  w trzewiach Ziemi!   Dało się po tym słyszeć jakby odgłos ogniska  i opętańczych skoków lub tańca.   FYAAH! FYAAH!  BOYYUK! URRAK!    I znów szaleńczy ryk Noyesa.   NIECH ZMARLI POWSTANĄ! NIECH ZMARLI POWSTANĄ  I POCZUJĄ KADZIDŁO!...   Nagranie kończyło się nagle  tak jak gdyby  fonograf został rozbity lub celowo wyłączony.   Powziąłem decyzję. Muszę wyjechać Uciec! Rano. Oni już wiedzą. Oni wiedzą. Oni pragną. Dla nich nawet niewinna myśl o tym jest szeptem w ciemności,  który ich zwoła. Nie chcę z nimi walczyć. Nie chcę im ulec. Ołtarz ukrył się przed światłem księżyca. Kiedy go zabraknie Oni tu wrócą. Ojciec też. I będzie błagał bym udał się na Yuggoth. Muszę zniszczyć wszystkie dowody. Spalić dom. Pozbyć się swojego  zajętego obłędem umysłu…              
    • dedykuję Berenice97   A może w ciszy wnętrze ostudzić, i wokół siebie mieć inny świat, bo już się nie da odmienić ludzi, więc promieniujmy nasz ciepły blask,   Zakopmy gniew głęboko w ziemi. Wyrozumienie przyjdzie nam siać. Zaś ludzie przy nas sami się zmienią: jedni odejdą, by w gniewie trwać.   Inni się zmienią, przybędą nowi niosąc odwagi niejeden gros. Zniknie nieśmiałość ujrzymy drogi na których dobroć ma swoją moc.   A referencji nie ma co szukać. Spoglądać w serce przynajmniej raz. Przy naszym życiu trzyma nas dusza. Coś z siebie innym możemy dać?      
    • posługa   dopiero co grzebał się w ziemi  wciąż miał ją pod paznokciami ale już  wstrzymano zegary zasłonięto lustra   przeżegnała się szepcząc słowa modlitwy rozwinęła pasmo bandaża i podwiązała mu szczękę pod brodą        
    • @Berenika97 świetne CV , prawdziwe, aż do bólu...Mnie ujęły za serce te "odważne myśli zamknięte w klatce nieśmiałości"...skądś są mi znajome...Jestem pod wrażeniem tego wiersza. Niejeden mógłby podpisać się pid takim CV. Pozdrawiam!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...