Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Joasi


Są gwiazdy i gwiazdeczki. Wszystkie każą nazywać siebie artystkami. Powtarzają to przy każdej nadarzającej się okazji ; podczas pokazywania cycków u Wojewódzkiego, przy smażeniu jajecznicy z Tadkiem Sznukiem wczesną porą w dwójce. W taki sposób budują popularność. Bazują na tym. Nic dziwnego, że dostają potem brawa za sam wjazd na scenę.
Ja jednak poznałem prawdziwą gwiazdę. Posłuchajcie:

Poszedłem z Danym na wódkę. Nie żebym zaraz był pijakiem. Po prostu tamtego wieczoru miałem zwyczajną chęć zrelaksowania się, odbicia od rzeczywistości.
Dany to w porządku gość. Lubię sukinsyna mimo, że jest jednym z tych nadzianych przystojniaczków z głową do robienia forsy. Chłopak ma prawdziwy talent. Urodził się z pełnym portfelem, bo tego nie da się nauczyć. On po prostu wie jak zbić fortunę z niczego.
Wypadło na „Cafe Elite”. Wbrew pozorom, nie jest to elegancka restauracja ale nie jest to też speluna. Gdzieś tak po środku. Skórzane loże, lampki przy każdym stoliku, długi bar i mała scena.
Szatniarz zabrał nasze kurtki, kelner przy wejściu zaprosił nas do baru, bowiem tylko tam o tej porze było wolne miejsce. Znajomy barman przywitał nas serdecznym uśmiechem i bez pytania zabrał się do nalewania.
- Tylko nie Smirnoff – zaznaczyłem na starcie. Dwa tygodnie temu miałem z nim niemiłą przygodę.
Nawet się nie spostrzegłem, a było już po kilku głębszych. Dany dawno podwinął rękawy koszuli. Zapalił kolejne cygaro.
- No Adaś! Rozejrzyj się po sali. Która ci się podoba?
- Żadna.
- Ta w narożniku jest niezła. Zobacz jaka sunia. Sama się prosi, żeby się po niej przejechać.
- Daj spokój Dany.
- Co ty pedał jesteś czy co? Śmieje się do mnie. Patrz!
- Przecież to plastik.
- Te twoje wywody na temat zwyczajności kobiet mnie męczą. Ważna jest osobowość ? Akurat. Ma wiedzieć do czego służy ssanie. To wszsytko. Nie wytrzymam, mój maleńki bije na alarm,. Lecę do niej. Zaraz wracam.
Znowu to samo. Minie godzina zanim wróci. Zawsze tak robi. Dany to szczęściarz. Nie dość, że pies na baby to jeszcze żadna mu się nie oprze. Taki typ.
Zajrzałem do dna kieliszka.

- Franek? Ja cię chyba skądś znam ? – usłyszałem kobiecy głos. – Ty chyba z telewizji jesteś ?

Anioł. Może z metr osiemdziesiąt, chusta na głowie. Prześliczna dziewczyna – podobna trochę z twarzy do Irene Jacob, brunetka, na uszach dyndające kolczyki z błękitnymi koralikami pod kolor oczu, delikatny makijaż. Jasno błękitny, wełniany sweter i stare, wytarte dżinsy na sobie. Miała zmarznięte dłonie.
Moje serce wyraźniej zabiło.

- Po pierwsze to mam na imię...
- Franek. Jak każdy facet.

Dostrzegłem futerał od gitary. Chciałem zadać głupie pytanie czy na niej gra, ale na szczęście się powstrzymałem. Nikt o zdrowych zmysłach nie dźwiga trumny z gitarą dla ozdoby.

- Nie.
- Co nie?
- Nie jestem z telewizji.
- Bujasz. Znam cię skądś.
- To nie możliwe. Zapamiętałbym cię.
- Gdzie ona poszła?
- Kto?
- Twoja dziewczyna. Przecież nie siedzisz tu sam.
- A...nie...jestem z przyjacielem.
- Nie masz dziewczyny?
- Nie.
- To w takim razie mogę być twoja jeśli chcesz.
Jak na złość, barman przyniósł jej herbatę. Wstała ze stołka i zaczęła bezskutecznie przeszukiwać kieszenie. Uprzedziłem ją.

- Dzięki. Właśnie wracam do domu z gór i jestem kompletnie spłukana. Całe życie w trasie.
- Hotel to , niemal mój dom ... - zamruczałem pod nosem.
- Znasz ten kawałek?
- Zaśpiewasz coś?
- W zasadzie to nie śpiewam na życzenie, ale...mogę zrobić wyjątek pod warunkiem, że zamówisz coś do jedzenia.

Weszła na scenę. Podłączyła się pod wzmacniacz.
- Cześć - szepnęła do mikrofonu. Bez odpowiedzi. Nikt nie zwrócił na nią uwagi.
Usiadła na krzesełku i zaczęła grać. Popłynęły pierwsze nutki, pierwsze takty. Ludzie nadal gawędzili. Ja nalałem sobie do kieliszka i wtedy rozległ się jej cudowny głos. Zamurowało mnie i nie tylko mnie.
Śpiewała jedną z bluesowych ballad. Spokojnie i powoli, tak jak śpiewa się ballady. Ludzie na sali, najpierw ci bardziej wrażliwi na muzykę, a potem wszyscy, bez wyjątku przestali rozmawiać. Dany słuchał z otwartymi ustami. Po minucie zaległa kompletna cisza. W powietrzu, roznosił się tylko jej anielski śpiew.
W przerwie między frazowaniem uśmiechała się delikatnie, czasem zamykała oczy.
Za bar wszedł Maciej, właściciel lokalu.
- Kto to jest ? – zapytał mnie szeptem.
- Nie mam pojęcia.
Skończyła ale początkowo nikt nie uwierzył, że to koniec.
Dostała prawdziwe, najszczersze oklaski od wszystkich, którzy tego wieczoru mieli możliwość zobaczyć i usłyszeć ją po raz pierwszy w swoim życiu. Dałbym sobie głowę uciąć, że wielu z nich, nigdy nie słyszało tego typu muzyki tracąc czas w dyskotekach. Wszyscy byli pod wrażeniem. Zatrzymała ich życie na trzy minuty i dwadzieścia pięć sekund.
- Dzięki -
Wróciła do baru. Zjadła kilka frytek.
- No co jest Franek ? Czemu nic nie mówisz?
- Z tą dziewczyną, to mówiłaś poważnie?
- Mieszkasz sam?

Otworzyłem drzwi od mieszkania i weszliśmy do środka. Było ciemno. Tylko neon Mc Donalds’a z naprzeciwka oświetlał pokój. Odłożyła gitarę i pocałowała mnie. Zdjąłem z niej moją kutrkę. Padliśmy na łóżko. Rozpalony do granic możliwości, próbowałem znaleźć najkrótszą drogę do guzików jej spodni.
- Franek zaczekaj.
- Coś się stało?
- ....
- Poczekaj gdzieś tu powinny być. Cholera. Gdzie ja je mam?
Wbiegłem do łazienki, zapaliłem światło i przeszukiwałem szuflady.
- Są !
Wróciłem do pokoju ale ona spała jak zabita.
Zdjąłem z niej buty, spodnie, sweter i przykryłem pościelą. Sam posłałem sobie na kanapie.
Rano gdy się obudziłem jej już nie było.
Nigdy więcej jej nie spotkałem, ale jestem pewien, że jeszcze kiedyś ją usłyszę. Wy z resztą też.

Opublikowano

Bardzo mi sie podobało i dziękuję za takie zkończenie. Przez chwilę siedziałam dzięki Tobie w "Cafe Elite" popijając martini i słuchałam jej głosu:) Pozdrawiam:)

Opublikowano

gdyby książka była dobra, to nie skończyła by w necie , tylko wciąz była by obecna w ksiegarnich. a ta babka , ktora porownała ją w kurierze czytelniczym do prozy stasiuka... chyba niezbyt lubila stasiuka." kryminal tango "nie umywa sie do "murow hebronu". chcialbym pisac jak stasiuk, ale za cienki w uszach jestem i talent nie ten. pewnych rzeczy sie nie przeskoczy, niestety. poczatkujacy scenarzysta ,powiadasz... stąd wyczucie dialogu. powodzenia.

Opublikowano

czytałam wcześniej próbkę / Mów mi Dżou../ to jest zdecydowanie lepsze!
lekko napisane, wciagające i najważniejsze prowadzisz czytelnika za rękę!aż szkoda ze tak krótkie...
pozdrawiam

Opublikowano

Zgodzę się tu z poprzedniczką, że leciutkie, swobodne, płynie się przez ten tekst i to jest fajne, tylko nie spotkałam jeszcze tak bezpośredniej osoby jak Twoja bohaterka, więc w pewnych momentach wydała mi się trochę nienaturalna, pozdrawiam:)
Aczkolwiek bardzo chętnie bym sobie poczytała c.d. :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA. Po to jesteśmy, żeby się pragnąć odnaleźć. Spotykać wielu, żeby spotkać Tego/ Tą. Piękny wiersz, dziękuję.
    • @Leszek Piotr Laskowski bardzo dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @andrew powiew lata. Dziękuję  @Stracony wszyscy mamy źle w głowach. Przeżyjemy...fajny kawałek. Dziękuję   
    • @Poet Ka   Dzień dobry    Łukasz Jasiński 
    • Silva Rerum                     Pokażę ci praktykantów za kulisami - Haskalę i nic nie mów, tylko: bardzo uważnie słuchaj, czasami z uśmieszkiem na twarzy jak Mona Lisa. Leonardo da Vinci na pewno byłby dumny ze świętego zakonu Eruvai Ravi - międzynarodówki wtajemniczonych mistrzów, która posiada własnych sobowtórów. Sir Edom Wildstorm trzymał w dłoni fajkę z kości słoniowej - teza ta, rzekł: - Ma uzasadnienie w tytoniu - tu - dał dyskretny znak spojrzeniem na blat okrągłego stołu i kontynuował: trzy lata temu podwójny mecenas Sanhedrynu z Grupy Stu zapowiedział w radiu nową wizję - nadejście potopu łupkowego...           Sir Edom Wildstorm spojrzał przez okno na niebo - tam - dostojnie wypuścił parę kółek z dymu, robiąc dyskretną aluzję: - Adonaj ma w głębokim poważaniu Amalekitów, a wołanie upadłej anteny jest zwykłą grą słów - Ali Kabe... Wiesz, Vick, ty gówno wiesz! Poklepał po ramieniu młodego studenta z Wyższej Szkoły Handlowej sir Edom Wildstorm.           Jest wojna, sir, musimy przyjąć trójwymiarowe maski i zorganizować zamach na redakcję koszer nostry, oni zamknęli nam oczy - będziemy lepiej widzieć - iluzję, a syn poranka jak dymiący wagon przyniesie nam dwa sztandary - divide et impera i vox populi - errata. W domu nad rozlewiskiem Tolsam zagra na pianinie idyllę jako sygnał - pogranicze najwyższego czasu, pamiętaj, oni zamknęli nam oczy - będziemy jeszcze lepiej czytać paragrafy tajnej policji w sanatorium pod klepsydrą - NASK-u i UKEF-u, a tutaj - bez przenośni - zmieniłem technikę na OKA - Obserwacja, Kontrola i Analiza - archetyp najemnika z operacji Samorgas. Jest wojna, sir, nie zabijemy - zabiją - na pewno starym sposobem - przypadkiem uderzymy autem w przydrożne drzewo, a może umrzemy za wolność i niezawisłość w schronisku dla samotnych wilków?           Nie wiem co się dzieje: bezwładny chaos na biegunie mózgowym, jądro próżność jest zbyt mocno widoczne - zabija i niech będzie na zawsze przeklęty ten świat. Półkula magnetyczna zmienia obrót o sześćset sześćdziesiąt sześć stopni - czwarty jest tryptykiem niczym melodia nokturnowa, a przymioty nie są przypadkowe - trójca, naprawdę, nie wiem co się dzieje: bezwładny chaos na biegunie - zabija i niech będzie na zawsze przeklęty ten świat. Półkula socjotechniki stworzy alternację pentagramu - alogię: in nomine Patris, et Spiritus Sancti, fides et ratio - opus dei - cogito ergo sum. Sir Edom Wildstorm skończył czytać raport, bełkot - rzekł z przekąsem i wyrzucił do kosza lupę z rogów barana, syndrom zniewolenia - pomyślał...  Eli, eli, lama sabachtani... Eli, eli sabachtani lama - eli, eli i skończył - nucić...           Pieszcząc rękojeść laski: zbyt spokojnie wyszedł ze służbowego Range Rovera... - Good morning - przywitał gościa nowy lokaj prezydenta na mazurskiej daczy.  - Thank you - sir Edom Wildstorm podał do ucałowania pierścień ozdobiony srebrną ważką.  - With all due respect - rzekł gospodarz i najmocniej prosimy - odejdź z tego świata! - Gambling - you are welcome!           Sir Edom Wildstorm odstawił na grzbiet fortepianu kieliszek z krwistym winem i momentalnie wsłuchał się w echo poloneza, to koniec - szepnął sam do siebie - nic już po nas nie zostanie, może idea, przecież jak mówi pismo - po owocach. Rozmyślania przerwała służąca, wtargnęła nieproszona - rzuciła okiem na zielony stolik i zgarnęła resztki żetonów - elokwentnie wypięła tyłek... Sir Edom Wildstorm zerknął szybko na wyższą półkę i czarnym klawiszem przywołał do porządku agentkę Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - dokładnie dał do zrozumienia: wskazując - wzrokiem   na okruszki popiołu, zostanie po nas szarobury pył, o la la o lu, będę do końca grał, grał i grał na ramionach żywiołu - będę do końca śnił, śnił i śnił, o la la o lu, będę do końca grał, grał i grał...                      Wiesz? Opowiem ci prawdziwą bajkę o zatoce różowych świń, pamiętaj, śmiech jest zdrowiem i nie miej żadnych złudzeń poza pewną granicą solidarności. Raz na zawsze porzuć marzenia: one są tylko dziekanią w unii giermka, możemy? Nazywam się Alexis Brimeyer, znacie legendę o czarnym szlachcicu? Bardzo dobrze, to ja - należę do Komitetu Trzysta, a ty byłeś tylko szarfą kozła ofiarnego w Izbie Hymnu Jedności i co? To niepotrzebne słowa, zostawię je na pamiątkę, tak po prostu - zwyczajnie. - Regni regino, sapiens nihil invitus facit, sapienti sat...           Pamiętasz? Wybacz, nie było cię na świecie, po prostu: nazywam się Alexis Brimeyer i znacie legendę? Znamy! Jesteście kłamcami - nie znacie! Sir Edom Wildstorm położył różę na grobie białego kruka...           Nie zapaliłem świeczki i system może w każdej godzinie runąć: wypolerowany na błysk - krzemień - pucybut przepowiedni. Nadal płonie kompozycja trójkątnego placu, a po obu stronach - fotel, tak: uwielbiam ten hotel - przynosi zyski i wtedy zapaliłem świeczkę - system przed chwilą upadł. Masz wolną wolę? Naprawdę? Kup sobie spokój za cenę kłamstwa. I błysk! I zysk! I pysk! Sir Edom Wildstorm skończył oglądać pomnik generała Franco, on nie żyje - umarł za wolność. Racja, pomyślał, nie sądźcie - sądzeni będziecie. Wiesz? Nie bądź błaznem! Umyj tablicę! Ładnie!           Jedno z najgorszych błogosławieństw: obdarcie niewiernego z posiwiałej aureoli, osamotniony z garścią ziemi - pielgrzym niebezpiecznej prawdy, iluzjo z podwójną maską - bar, bar i bar - baranku melodramatycznego nieba - zagrajmy w dwie - frazy w jednej - jedynej. Nikt tego nie zrozumie, dokładnie wszystko jest potężnym chaosem i poza powstaniem świata zostanie pot - wór, wór i wór - marny, przepraszam, gardło mnie rozbolało - nic tutaj - tu po nas, słowem: bez bezzz sensss. Sir Edom Wildstorm cierpliwie słuchał... - Dajcie mi willę w stylu kosmopolitycznym, pokaźne konto i limuzynę, a w zamian obdarzę wszystkich prostotą serca i mogiłą słów!            Sir Edom Wildstorm wskazał laską na trzy palce u prawej dłoni: pas a pas - odrzekł z kamienną twarzą.  - W porządku, dołóżcie mu jeszcze na barki krzyż...           Tylko ja, ja i ja - egoista z rodu warana - jesiotr w jeżowym jeziorze nad jesionem - marsz morsa i pana na mars - przekwita poezja polska zamknięta w sejfie - naćpana!           Zanim powrócę z końca czasu przez czerwoną noc - rozdam światło i nie szlochaj. To takie zwykłe szatańskie paragrafy: czujesz na karku zimno? To dobrze, zagrajmy w ruletkę i pociągnij pierwszy za głowę okupanta. Sir Edom Wildstorm złowił szlachetnego dorsza i rzekł do Adama Weishaupta: - Wypierdalaj!            Zanim powrócę przez czerwoną noc - rozdam światło. Ukochana, nie płacz za mną!           Pisz słowo po słowie, inaczej nie zrozumieją i nie pojmą twoich myśli, tłumacz się ciągle z popełnionych grzechów, oni są mądrzejsi od ciebie, zaniżaj własną wartość i niszcz w sobie zmysł krytyczny - oducz się myśleć samodzielnie. Pisz słowo po słowie, inaczej nie zrozumieją i nie pojmą twoich myśli - nie używaj obcych wtrętów, aluzji i tropów, oni są mądrzejsi od ciebie - wykreśl na zawsze ze słownika niedopowiedzenia i miłuj pokój podczas wojny - może zostaniesz wtedy szeregowym poetą. Sir Edom Wildstorm wyjął kalendarzyk indeksowy i zanotował coś ołówkiem: bądź wierny i nieprzekupny, nigdy nie szczekaj, odgryzaj krtań, szczaj na kości rzucone ze stołu i zawsze bądź sobą - wilkiem.   Łukasz Jasiński (Warszawa: 2010 - rok)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...