Piotr Rutkowski Opublikowano 12 Września 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 12 Września 2005 Joasi Są gwiazdy i gwiazdeczki. Wszystkie każą nazywać siebie artystkami. Powtarzają to przy każdej nadarzającej się okazji ; podczas pokazywania cycków u Wojewódzkiego, przy smażeniu jajecznicy z Tadkiem Sznukiem wczesną porą w dwójce. W taki sposób budują popularność. Bazują na tym. Nic dziwnego, że dostają potem brawa za sam wjazd na scenę. Ja jednak poznałem prawdziwą gwiazdę. Posłuchajcie: Poszedłem z Danym na wódkę. Nie żebym zaraz był pijakiem. Po prostu tamtego wieczoru miałem zwyczajną chęć zrelaksowania się, odbicia od rzeczywistości. Dany to w porządku gość. Lubię sukinsyna mimo, że jest jednym z tych nadzianych przystojniaczków z głową do robienia forsy. Chłopak ma prawdziwy talent. Urodził się z pełnym portfelem, bo tego nie da się nauczyć. On po prostu wie jak zbić fortunę z niczego. Wypadło na „Cafe Elite”. Wbrew pozorom, nie jest to elegancka restauracja ale nie jest to też speluna. Gdzieś tak po środku. Skórzane loże, lampki przy każdym stoliku, długi bar i mała scena. Szatniarz zabrał nasze kurtki, kelner przy wejściu zaprosił nas do baru, bowiem tylko tam o tej porze było wolne miejsce. Znajomy barman przywitał nas serdecznym uśmiechem i bez pytania zabrał się do nalewania. - Tylko nie Smirnoff – zaznaczyłem na starcie. Dwa tygodnie temu miałem z nim niemiłą przygodę. Nawet się nie spostrzegłem, a było już po kilku głębszych. Dany dawno podwinął rękawy koszuli. Zapalił kolejne cygaro. - No Adaś! Rozejrzyj się po sali. Która ci się podoba? - Żadna. - Ta w narożniku jest niezła. Zobacz jaka sunia. Sama się prosi, żeby się po niej przejechać. - Daj spokój Dany. - Co ty pedał jesteś czy co? Śmieje się do mnie. Patrz! - Przecież to plastik. - Te twoje wywody na temat zwyczajności kobiet mnie męczą. Ważna jest osobowość ? Akurat. Ma wiedzieć do czego służy ssanie. To wszsytko. Nie wytrzymam, mój maleńki bije na alarm,. Lecę do niej. Zaraz wracam. Znowu to samo. Minie godzina zanim wróci. Zawsze tak robi. Dany to szczęściarz. Nie dość, że pies na baby to jeszcze żadna mu się nie oprze. Taki typ. Zajrzałem do dna kieliszka. - Franek? Ja cię chyba skądś znam ? – usłyszałem kobiecy głos. – Ty chyba z telewizji jesteś ? Anioł. Może z metr osiemdziesiąt, chusta na głowie. Prześliczna dziewczyna – podobna trochę z twarzy do Irene Jacob, brunetka, na uszach dyndające kolczyki z błękitnymi koralikami pod kolor oczu, delikatny makijaż. Jasno błękitny, wełniany sweter i stare, wytarte dżinsy na sobie. Miała zmarznięte dłonie. Moje serce wyraźniej zabiło. - Po pierwsze to mam na imię... - Franek. Jak każdy facet. Dostrzegłem futerał od gitary. Chciałem zadać głupie pytanie czy na niej gra, ale na szczęście się powstrzymałem. Nikt o zdrowych zmysłach nie dźwiga trumny z gitarą dla ozdoby. - Nie. - Co nie? - Nie jestem z telewizji. - Bujasz. Znam cię skądś. - To nie możliwe. Zapamiętałbym cię. - Gdzie ona poszła? - Kto? - Twoja dziewczyna. Przecież nie siedzisz tu sam. - A...nie...jestem z przyjacielem. - Nie masz dziewczyny? - Nie. - To w takim razie mogę być twoja jeśli chcesz. Jak na złość, barman przyniósł jej herbatę. Wstała ze stołka i zaczęła bezskutecznie przeszukiwać kieszenie. Uprzedziłem ją. - Dzięki. Właśnie wracam do domu z gór i jestem kompletnie spłukana. Całe życie w trasie. - Hotel to , niemal mój dom ... - zamruczałem pod nosem. - Znasz ten kawałek? - Zaśpiewasz coś? - W zasadzie to nie śpiewam na życzenie, ale...mogę zrobić wyjątek pod warunkiem, że zamówisz coś do jedzenia. Weszła na scenę. Podłączyła się pod wzmacniacz. - Cześć - szepnęła do mikrofonu. Bez odpowiedzi. Nikt nie zwrócił na nią uwagi. Usiadła na krzesełku i zaczęła grać. Popłynęły pierwsze nutki, pierwsze takty. Ludzie nadal gawędzili. Ja nalałem sobie do kieliszka i wtedy rozległ się jej cudowny głos. Zamurowało mnie i nie tylko mnie. Śpiewała jedną z bluesowych ballad. Spokojnie i powoli, tak jak śpiewa się ballady. Ludzie na sali, najpierw ci bardziej wrażliwi na muzykę, a potem wszyscy, bez wyjątku przestali rozmawiać. Dany słuchał z otwartymi ustami. Po minucie zaległa kompletna cisza. W powietrzu, roznosił się tylko jej anielski śpiew. W przerwie między frazowaniem uśmiechała się delikatnie, czasem zamykała oczy. Za bar wszedł Maciej, właściciel lokalu. - Kto to jest ? – zapytał mnie szeptem. - Nie mam pojęcia. Skończyła ale początkowo nikt nie uwierzył, że to koniec. Dostała prawdziwe, najszczersze oklaski od wszystkich, którzy tego wieczoru mieli możliwość zobaczyć i usłyszeć ją po raz pierwszy w swoim życiu. Dałbym sobie głowę uciąć, że wielu z nich, nigdy nie słyszało tego typu muzyki tracąc czas w dyskotekach. Wszyscy byli pod wrażeniem. Zatrzymała ich życie na trzy minuty i dwadzieścia pięć sekund. - Dzięki - Wróciła do baru. Zjadła kilka frytek. - No co jest Franek ? Czemu nic nie mówisz? - Z tą dziewczyną, to mówiłaś poważnie? - Mieszkasz sam? Otworzyłem drzwi od mieszkania i weszliśmy do środka. Było ciemno. Tylko neon Mc Donalds’a z naprzeciwka oświetlał pokój. Odłożyła gitarę i pocałowała mnie. Zdjąłem z niej moją kutrkę. Padliśmy na łóżko. Rozpalony do granic możliwości, próbowałem znaleźć najkrótszą drogę do guzików jej spodni. - Franek zaczekaj. - Coś się stało? - .... - Poczekaj gdzieś tu powinny być. Cholera. Gdzie ja je mam? Wbiegłem do łazienki, zapaliłem światło i przeszukiwałem szuflady. - Są ! Wróciłem do pokoju ale ona spała jak zabita. Zdjąłem z niej buty, spodnie, sweter i przykryłem pościelą. Sam posłałem sobie na kanapie. Rano gdy się obudziłem jej już nie było. Nigdy więcej jej nie spotkałem, ale jestem pewien, że jeszcze kiedyś ją usłyszę. Wy z resztą też.
Barbara_Pięta Opublikowano 12 Września 2005 Zgłoś Opublikowano 12 Września 2005 He he, ale zaskoczenie! Nie spodziewałam się takiego zakończenia :-)). Bardzo ciepłe, nastrojowe opowiadanie. Chciałoby się pobyć na chwilę w opisywanym przez Ciebie świecie. Pozdróweczka :-)/B.
jutka Opublikowano 12 Września 2005 Zgłoś Opublikowano 12 Września 2005 Bardzo mi sie podobało i dziękuję za takie zkończenie. Przez chwilę siedziałam dzięki Tobie w "Cafe Elite" popijając martini i słuchałam jej głosu:) Pozdrawiam:)
Leszek_Dentman Opublikowano 13 Września 2005 Zgłoś Opublikowano 13 Września 2005 Świetne, nastojowe, no i kompletnie zaskakujące. Miałbym jedynie zastrzeżenie do zdania: "Zajrzałem do dna kieliszka"- chyba "na dno"?
Edward Woolfhorse Opublikowano 13 Września 2005 Zgłoś Opublikowano 13 Września 2005 Wyśmienite. Czekam na nastepne.
k.s.rutkowski Opublikowano 13 Września 2005 Zgłoś Opublikowano 13 Września 2005 dobre opowiadanie. dobrze poprowadzone dialogi, niewysilone ani troche.tak sie po prostu mowi... i coz rzec wiecej...
Piotr Rutkowski Opublikowano 13 Września 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 13 Września 2005 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. taka opinia od człowieka..., który wydał już zbiór swoich opowiadań porównywalnych do "Murów Hebronu" Stasiuka to dla początkującego pisarczyka i scenarzysty zaszczyt. Dzieki.
k.s.rutkowski Opublikowano 13 Września 2005 Zgłoś Opublikowano 13 Września 2005 gdyby książka była dobra, to nie skończyła by w necie , tylko wciąz była by obecna w ksiegarnich. a ta babka , ktora porownała ją w kurierze czytelniczym do prozy stasiuka... chyba niezbyt lubila stasiuka." kryminal tango "nie umywa sie do "murow hebronu". chcialbym pisac jak stasiuk, ale za cienki w uszach jestem i talent nie ten. pewnych rzeczy sie nie przeskoczy, niestety. poczatkujacy scenarzysta ,powiadasz... stąd wyczucie dialogu. powodzenia.
Piotr Rutkowski Opublikowano 13 Września 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 13 Września 2005 Najważniejsze to znaleźć swój styl, być niepodrabialnym, właśnie jak stasiuk ( choć za nim nie przepadam) czy w filmie Felini Lynch, Tarantino. Wtedy można powiedzieć że jesteśmy czegoś warci literacko... Pozdrawiam
aksja Opublikowano 13 Września 2005 Zgłoś Opublikowano 13 Września 2005 czytałam wcześniej próbkę / Mów mi Dżou../ to jest zdecydowanie lepsze! lekko napisane, wciagające i najważniejsze prowadzisz czytelnika za rękę!aż szkoda ze tak krótkie... pozdrawiam
Vegga Opublikowano 14 Września 2005 Zgłoś Opublikowano 14 Września 2005 Zgodzę się tu z poprzedniczką, że leciutkie, swobodne, płynie się przez ten tekst i to jest fajne, tylko nie spotkałam jeszcze tak bezpośredniej osoby jak Twoja bohaterka, więc w pewnych momentach wydała mi się trochę nienaturalna, pozdrawiam:) Aczkolwiek bardzo chętnie bym sobie poczytała c.d. :)
Piotr Rutkowski Opublikowano 14 Września 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 14 Września 2005 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. ...no to muszę Cię zmartwić ale ja jej nie wymyśliłem, i właśnie taka jest.
Vegga Opublikowano 14 Września 2005 Zgłoś Opublikowano 14 Września 2005 A dlaczego miałoby mnie to zmartwić?
Piotr Rutkowski Opublikowano 14 Września 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 14 Września 2005 Dlaczego? Ponieważ zarzut co do jej naturalności okazał się nietrafiony. Jest najbardziej naturalną kobietą jaką w życiu miałem zaszczyt poznać.
Vegga Opublikowano 14 Września 2005 Zgłoś Opublikowano 14 Września 2005 Spoko, wierzę Ci. I nie jestem absolutnie zmartwiona, bo to nie zarzut, a moja własna perpcepcja spowodowana tym, że takiej kobiety sobie nie wyobrażałam.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się