Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


to tylko jedna z definicji - ewolucyjna (chociaż ja znam w szerszej postaci - ta tutaj, jest tak zniekształcona (pominięto prokreację, któa jest tu przecież kluczowa) że aż nieakceptowalna) ale właśnie to podejście wydaje mi się najsensowniejsze (inteligentny jest ten, który "sobie radzi", jednak nasz socjalny ustrój trochę zniekształcił srodowisko i praktycznie wychodzi że najinteligentniejsi są ludzie niedorozwinięci, bo opiekuje się niemi państwo, a więc swoim kalectwem zapewnili sobie przetrwanie i byt...

A wracając do tematu, mam pytanie Piotrek: co powiesz o "trwaniu w błędzie"; czy sam fakt mylnej oceny sytuacji można policzyć za wyraz "głupoty", czy dopiero upieranie się przy swoim stanowisku, pomimo prób przekonania czynionych ze strony innych?? i czy to już przejaw głupoty, czy może tylko zatwardziałości (względnie samouwielbienia (czyli niedopuszczenia myśli, ze mogłem się myslić, względnie strach przed publicznym przyznaniem się)
  • Odpowiedzi 49
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Ta dyskusja jest bezsensowna.
Nie uważacie Drodzy Forumowicze i Poeci..? Jałowośc tychże rozważań nieco mnie przeraża.Biorąc pod uwagę wcześniejsze wypowiedzi nie tylko mnie... Mądrość bądź też głupota jest względna, zależna od sytuacji, społeczeństwa, kultury, etc. I na pewno nie należy oceniać innych ludzi przez tak.. (ciśnie się na usta słowo 'głupi') dziwny pryzmat. Ciekawią mnie dwie sprawy: primo-po co tak bezsensowny temat (bo 'badania' to to raczej nie są;) ), secundo-czy połechtanie próżności czytającego (cytuję: "tym samym mam pytanie do poetów, jako ludzi na takie rzeczy wrażliwych(...)" ) było celowe? bo ja myślę,że tak :]
pozdrawiam będąc dumną ze swojej (hipotetycznej) głupoty, bo przecież sam fakt egzystencji wydaje się wystarczająco debilnym posunięciem lub też straceńczą odwaga (jak kto woli)
Ania

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


wow :) przenikliwość godna pochwały :) - zwłaszcza z tym łechtaniem :))
poglądy na egzystencję też mi się bardzo podobają (to tylko ot tak, bo fajnie brzmi, czy efekt głębszych rozważań?)
(ps. - wypowiedź powyższa mogła zabrzmieć ironicznie, ale zapewniam, ze tak nie jest)

a teraz kwestie istotniejsze: w pewnych granicach, zleży od sytuacji, ale mnie obchodzi głupota uniwersalna ( :) ) . A dlaczego? być może wkrótce się wyjaśni, być może nawet Ty rozwiążesz tę zagadkę (bardzo ładnie zaczęłaś :), jednak masz rację - cel leży zupełnie gdzie indziej (chociaż mimo wszystko wyszła ciekawa dyskusja i myślę że można ją spokojnie kontynuować, spełniając cel taki jaki podałem oficjalnie :) )
Opublikowano

zaczynam się czuć jak owieczka w pędzącym stadzie. Sami nakręcamy idiotyczną dyskusję ukazując przy tym naszą (??) głupotę. Czy chodzi o to,żeby odpowiedzieć na apel do 'poetów'? w sensie-piszę byle co, byleby pisać, bo czuje się poetą, chcę się wykazać 'wrażliwością' na problemy filozoficzno-moralne tego świata? Mam wrażenie,że dobry fachowiec z tych wypowiedzi skonstruowałby niezły portret psychologiczny. Mam wrażenie lekkiej inwigilacji mojej psychiki...
Mądrośc i głupota zależy od postrzegania tych wartości (?) przez dany krag kulturowy/społeczeństwo. Zależy od norm moralnych i kryteriów stanowionych przez członków tych społeczeństw. Przynajmniej ja mam takie wrazenie :-)
o moim egzystencjonaliźmie: to nie moje, aż taka mądra nie jestem, ktoś mądrzejszy napisał wcześniej coś w tym stylu ;-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


powiedziała owieczka :))


nie musisz zgadywać, :) ( nawet jak zgadniesz to i tak nie wiem czy będę mógł Ci o tym powiedzieć) - to nie konkurs :/ ;)) nie ma nagród, nie ma zywcięzców, są tylko gracze i GRA :))

ale tylko w potocznym znaczeniu (ludzie lubią upraszaczać i uznać, że jak ktoś, nie przestrzega ich norm moralnych to jest "gupi" ale to margines (ze względu na prymitywizm tego zachwoania a nie na powszechność (która niestety jest ogromna) i jest nieprzydatny dla naszych rozważań - które nie traktują o postrzeganiu a o stanie faktycznym (który co prawda trzeba zsyntezować z faktów postrzegany, ale musi być on obiektywny, a zapatrywania kulturowe, czy religijne obiektywne nie są, więc z góry możemy je skreślić).
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


zupełnie nieprzydatny aforyzm (właściwie powtarzający to co napisałem na poczatku :/ ) prosiłbym o pełniejszcze wypowiedzi :)
To była pełna wypowiedź.
Kłaniam się.
obawiam się że jednak nie
(skąd strach przed kontynuowaniem zaczętej, przecież, dyskusji??)
Opublikowano

Dla mnie potoczne, słyszalne w każdej piaskownicy i co większym biurze lub też w jakiejkolwiek zbiorowości ludzkiej określenie 'g(ł)upi jesteś' jest zanegowaniem w najprostrzy sposób wartości rozmówcy (chociażby tylko w naszych oczach). Samopoczucie się poprawia-przecież to ja jestem ten 'mądry' (czyt.'ale jestem wspaniały'). Jednym słowem: przykre. Nie czuję się Bogiem by oceniać kogokolwiek w jakimkolwiem kontekście. I chyba nikt nie powinien.
pozdrawiam-owieczka

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


więc zgodzisz się ze mną, ze nie ma sensu brać takich stwierdzeń na poważnie :)

a jednak, ludzie oceniają i oceniać będą (nie wiem, czy z chęci zabawy w boga, czy może z jego braku). Oceniamy dużo chetniej, szybciej i bardziej kategorycznie niżbyśmy tego chcieli i się do tego przyznawali... rzecz w tym zeby te oceny jak najtrafniejsze wydawać :)

a z owieczką to chodziło o to, że wszyscy w tym "pędzie" bierzemy udział, i takie poczucie jest jak najbardziej uzasadnione :))
Opublikowano

Właśnie skończyłem czytać ostatni post i muszę przyznać, że ładnie pan wszystkimi manewruje, panie Bogdanie.
Cóż, temat drażliwy, aczkolwiek nie da się w jego kwestii powiedzieć niczego konstruktywnego. Człowiek jest paradoksem i tak jak w naturze (której jest częścią) nic nie dzieję się w/z nim bez powodu. Słyszał pan może o „genialnych idiotach”? Ludziach, którzy mimo psychicznego opóźnienia są geniuszami w jednej dziedzinie (np. matematyce). Są ludzie którzy nie potrafią poprawnie sklecić zdania, ale pamiętają jaka była pogoda w każdym dniu ich życia. Brnąc dalej, czy sądzi pan, że jeśli ktoś, z kim prowadzi pan konwersację (jak wnioskuję na bardzo wysokim poziomie intelektualnym) nie nadąża za pana tokiem myślowym, bądź też nie jest w stanie sprostać pańskim (jak wnioskuję bardzo wysokim) wymaganiom- automatycznie jest debilem? Jestem pewien, że ta osoba byłaby w stanie zagiąć pana w wielu dziedzinach, bez najmniejszego problemu.
Wydaje mi się, że myli pan odrobinę pojęcia- bunt/wyjątkowość nie ma nic wspólnego z inteligencją. W podobnym stopniu ludzki „idiotyzm” w nikłym stopni jest związany z elokwencją. Nie można ocenić inteligencji człowieka tylko i wyłącznie na bazie rozmowy z nim, nie każdy musi być błyskotliwy (lub jak wspomniałem- elokwentny)

Pozdrawiam

Ps. A von Triera polecam tak, czy siak ;)

Fei

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ale ja się na razie tylko pytam, i kilka razy zaznaczałem, że moje zdanie nie ma tu większego znaczenia, a może być jedynie użyte jako składnik tej "syntezy' do której dążę. Powiem nawet, ze wcale nie uważam, ze nadążanie za czyimkolwiek tokiem myślenia może być wyznacznikiem inteligencji (a raczej jej braku); właściwie tu pojawia się kolejne pytanie: czy szybkość myślenia może być traktowana jako wyznacznik inteligencji?
Tak samo to "prowadzenie dysput na wyskokim poziomie" moze być złudne, bo przeciez zależy od wiedzy, a nie od inteligencji (pojmowanej mechanicznie jako wydolność mózgu)...
natomiast nie zgodzę się w kwestii rozmowy: moim zdaniem to jeden z najlepszych spsobów na ocenę; osobnym problemem są "zniekształcenia" bo w rozmowie "twarzą w twarz" pojawiają się problemy natury osobistej (nieśmiałość, czy chociażby stereotypy związane z wyglądem) a w korespondencji to wiadomo - nigdy nie wiemy, czy rozmówca nie oszukuje :) plus kwestia nieadekwatności: ktoś może być bardzo elokwentny ukrywając się za monitorem, natomiast w "realu" zupełnie się gubić.
Opublikowano

chyba się rozmówcy nieco zniechęcili. Ja też, szczerze powiedziawszy, jestem nieco zniesmaczona pisaniem postów pod tematem 'jak to jest być debilem?' =)
pozdrawiam (bezmyślnie) AG /GA

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



lubię zagadki, ale ta dyskusja trochę mnie męczy - moim zdaniem nie istnieje głupota uniwersalna, a szukanie wiatru w polu może się znudzić; widzę dużo postów, których autorzy twierdzą, że ta dyskusja jest bezcelowa - i ja tak twierdzę [co już napisałem], dlatego więcej tu nie wchodzę; pozdrawiam;
Opublikowano

kto znalazł, nie musi szukać dalej; tym, którym się już znudziło, dziękuję za wspólną zabawę i pozdrawiam
ja jeszczę chwilę zostanę i podumam (poczekam na odpowiedzi jeszcze kilku osób, których zdania jestem ciekaw) może nawet pokuszę się o wnioski (ale to na pewno nie dzisiaj)
jeszcze raz pozdrawiam

Opublikowano

Tak... i tutaj niech żyje nadinterpretacja, wszystko już wiemy :) Ja zadałam proste pytanie, na które odpowiedź mogłaby być odpowiedzią na pytanie postawione w temacie. Z Pańskiej odpowiedzi wynika, że pan sobie nie zdaje sprawy jak głupie jest takie rozważanie, z którego niewiele wynika. Ma Pan odpowiedź: nie, nie zdają sobie sprawy. wydaje mi się, że jeśli człowiek podejmuje jakieś przedsięwzięcie, to przyświeca mu pewna idea, która nie może być głupia z założenia , bo to przeczy logice podejmowania takiego działania! Nawet jeśli to, co robi taki delikwent Panu wydaje się debilizmem, nie może być debilizmem w jego oczach, bo gdyby tak było, to by tego nie robił.

Ja uważam (i nawet jeśli nie wszyscy tak uważają, myślę, że nie jestem też sama), że takie dyskusje do niczego nie prowadzą, są głupie, bo są tylko pustym gadaniem, nic nie znaczącym; wypatroszona idea; z igły widły. Bez konstruktywnych wniosków. Ale Pana zdanie jest inne, nie zdaje pan sobie sprawy ze swojego debilizmu w tym przedsięwzięciu, wobec tego, jest to najlepszym przykładem na to, że (zdrowi) ludzie nie mogą sobie zdawać sprawy ze swojej głupoty, jeśli robią coś, co przez kogoś innego może zostać uznane za głupie. Gdyby tak było, to by tego nie zrobili. Aż się zaczęłam powtarzać, bo to takie proste i głupie... pozdrawiam.

Opublikowano

otóż to, "zdrowy" czlowiek nie może uznać, że jest głupi i głupio postępuje bo to byłby koniec jego swiata ("myślę więc jestem" :) )...

apropo jałowości dyskusji - a jest pani w stanie wskazać mi jakąkolwiek dyskusję która gdzieś zaprowadziła?? bo ja sobie nie przypominam, dyskusje to zaledwie podwaliny, plany - nawet tysiąc najlepszych architektów nie zbuduje swoimi kartakmi i ołowkami domu, ale i tysiąc murarzy go nie zbuduje bez planów (albo im sie w tydzien rozleci ;) ) dyskusje z natury są bezowocne, służą jedynie większej świadomości...

a ta tutaj: oczywiście że na pytanie zadane w temacie nie da się odpowiedzieć, ale kto powiedział, ze w niej o to właśnie chodzi?? :)
pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...