Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Przedświt pachniał dziś

wonnym dymem,

kadzidłem miłosnych uniesień

i słodką nutą wróżb.

Sobótka dobiegała końca.

Zawezwane dusze czmychały 

przed pierwszym brzaskiem.

Ich nogi bezszelestnie

muskały młode paprocie.

Ich głowy nikły z wątłym pluskiem 

w toni rzeki.

Niektóre bierzyły po śladach północnic,

hen w najdalsze połacie 

wyrwanych borom pól.

Były i takie psotne zjawy 

co schować chciały się 

w ludzkich obejściach i chatach.

W progach zatrzymywały je 

amulety i kręgi solne

a także strażniczy wrzask 

deptanego Domowika.

Wołał on na pomoc

imię Łady i Dziewanny 

rozganiając zjawy na cztery wiatry.

Byle dalej od wsi.

 

 

Ogniska rozsiane gęsto przy brzegu,

gasły z wolna.

Drwa oddały już całe swe ciepło.

Rozżażone bierwiona 

trzaskały jeszcze z cicha

zapadając się coraz głębiej w popiół.

Wianki te nie porwane z nurtem,

były porozrzucane wszędzie wokół.

Częściej zagubione w ekstazie tańca 

niż zerwane 

zwierzęcym pragnieniem 

kobiecych krągłości.

Ludzie posnęli w kręgach.

Upojeni miodem.

Zdjęci czarem.

Zmęczeni całonocnym świętem 

ku czci Kupały.

Tylko żercy nadal medytowali 

w samotnym azylu leśnych uroczysk.

Rozmawiali z drzewami

i wodnymi pannami.

Błagali duchy przodków 

o wstawiennictwo u Welesa.

Tam plusnęła ogonem ryba.

W gęstwi leśnej zaskrzeczał lis.

Ostatni pochuk wydała płomykówka.

Tarcza Swaroga

wyjrzała zza horyzontu.

Najkrótsza noc odeszła w pokoju.

 

 

W tej samej chwili 

stojący przed swą chatą wojownik 

ujął w silne dłonie łuk.

Zabrał ze sobą 

kilka solidnie wystruganych strzał 

o barwnych, sztywnych lotkach.

Poprawił u pasa 

zakrzywiony nóż myśliwski.

I z imieniem Roda na ustach 

wszedł pewnie w ciemny jeszcze bór.

Nikt nie może naruszać świętości lasu 

w kupalne święto.

Kto by tego nie uszanował 

i wstąpił z bronią do kniei 

tego zamęczyłyby wilki Leszego.

A kto niewinne zwierzę by poranił 

lub zabić raczył.

Tego cały ród

wygasłby w męczarniach 

moru lub głodu.

A Bieda klepałaby go po plecach

do ostatka.

Zresztą lepiej było zaczekać 

na pierwszy blask słońca 

który zamykał przejścia do Nawii.

Świat umarłych nikł 

by żywi nie mogli do niego przystąpić.

Dopiero wtedy las stawał się 

znów zielonym dobrodziejem.

A wstępujący do niego myśliwi czuli,

że wracają na domowe ścieżki losu.

 

Bór, im dalej prowadziła 

wydeptana stopami myśliwych

i szeptuch ścieżka,

rozpoznawał znajome rysy człowieka. 

Drzewa witały go ukłonem gałęzi.

Szelestem drobnych liści.

Runo szemrzało niespokojnym echem,

budząc z lękliwego, płytkiego snu 

płochliwe zające i wiewiórki.

Dzięcioły już zaczęły swą pracę.

Rytmiczny stukot

przypominał swym tembrem 

odgłosy obijania mieczy

o owalne tarcze.

Myśliwy przeżył kilka potyczek 

i tysiące polowań.

Polowania były trudniejsze.

Wymagające cierpliwości i sprytu,

w przeciwieństwie do chaosu bitew.

Zwierzęta wyczuwały zazwyczaj,

zbliżającą się śmierć 

i nigdy nie oddawały życia bez walki.

Dlatego oddychał płytko,

stąpał bezszelestnie.

Oczy wbijał to w szarzejący dukt 

to w wielokolorowe runo.

Szukał śladów. 

I po chwili znalazł je.

 

 

Trop jelenia odbity był wyraźnie

na piaszczystym wzniesieniu.

Zwierzę zakopało się widać lekko 

w sypkiej przeszkodzie

bo piasek był

roztrącony na boki dość mocno.

Jeleń skręcił w stronę 

rosnących tu gęściej dębów.

Szukał strawy

w postaci młodych pędów  

w trzewiach powalonych pni 

i przy połaci jagód, rozplenionych tu niczym fioletowe kwiatuszki.

 

 

Myśliwy mocniej ścisnął łuk,

bo usłyszał lekkie poruszenie 

w gęstwinie przed sobą.

Upłynęła ledwie chwila 

gdy ujrzał także łeb z porożem 

wyłaniający się

zza potężnego, pooranego zmarszczkami czasu pnia dębu.

Jeleń cicho zaryczał

i strząchnął się mocno.

Nie wyczuł jeszcze woni ludzkiej.

Myśliwy ukląkł

za strzelistymi paprociami.

Wziął strzałę. 

Nałożył ją i wygiął cięciwę 

gotów w każdej chwili ją zwolnić.

Zwierzę 

dopiero teraz

wyczuło niebezpieczeństwo.

Jeleń rzucił się wstecz 

i skręcił tułów

gotów do rychłej ucieczki.

Będąc w połowie zwrotu,

został trafiony w brzuch 

pierzastym pociskiem.

Zaryczał przeciągle, smutno.

I rzucił się w agonii przez las,

tratując wszystko na swej drodze.

Myśliwy powoli się wyprostował 

i spokojnie w pełnym skupieniu 

ruszył szlakiem świeżej krwi.

Teraz wystarczyło czekać 

a gdy będzie trzeba,

powtórzyć śmiertelny cios.

 

Krwawy trop 

to znaczył teren

nieprzerwaną strugą posoki

to urywał się na kilka kroków by znów błysnąć szkarłatem na korze drzew 

czy liściach narecznic.

Kluczył jak samo zranione zwierzę

ale nie na tyle by zgubić pościg doświadczonego łowcy.

Trafił idealnie i wiedział o tym 

że śmierć zwierzęcia 

jest kwestią bardziej minut niż godzin.

Jeleń upuścił już wiele krwi 

i słabł sądząc po coraz mocniej i wąsko stawianych kopytach.

Na jednym z buków 

pozostawił cały odbity w krwi bok.

Ale jeszcze tym razem 

miał siłę by ruszyć dalej.

Lecz nie na długo.

Gęstwina rzedła. 

Nie dalej jak sto kroków,

przejdzie zapewne

w naturalną polanę lub porębę.

Tam z pewnością

odnajdzie martwe zwierzę.

Myśliwy zarzucił łuk na mocarne plecy

i pewniejszym chwytem

objął rękojeść noża.

Krwi było coraz więcej 

i prowadziła wprost w rozwidlenie.

 

 

Gdy wyszedł na skraj poręby, 

pierwsze co uczuł to 

nagły, lodowaty powiew wiatru.

Był jak boski szept.

Zmroził mu kark 

a pot od razu

wystąpił na jego skroniach.

Źrenice stężały w skupieniu.

Gdzieś z bardzo daleka 

dało się słyszeć jakby śpiew.

To głosy dziewek.

Akompaniował im głos fletni.

Melodia była mu znana dobrze 

i bardzo wesoła a wręcz frywolna 

jak sama treść pieśni,

której nie przystało śpiewać 

pannom na wydaniu.

Wreszcie spóźniony korowód kupalny 

oddalił się na zachód. 

Zostawiając go na

pastwę puszczy i ciszy.

Dopiero teraz mógł

skupić się znów na tropie.

Prowadził do centrum poręby,

gdzie zamiast 

spodziewanego, martwego byka,

leżał w kałuży krwi człowiek.

Spał lub był martwy.

Leżał na wznak

z lekko podkuloną nogą.

Dopiero po chwili dało się stwierdzić, 

że nie była to jego krew

a tropionego jelenia.

Jej ślad się urywał

a człowiek ów leżał dokładnie

w miejscu w którym powinien spoczywać trup zwierzęcia.

Zwierzę nie mogło dalej uciec 

a człowiek

przywędrował widać z nieba 

bo brak było wokół 

jakichkolwiek śladów ludzkich stóp.

 

 

Był młody jeszcze acz już silny jak tur.

Długie jasne włosy 

spływały mu falą na muskuły.

Delikatny zarost dodawał mu mężności.

Ubiór jego był jednak przedziwny.

Charakteryzował niewolników 

lub najbiedniejszych kmieci.

Wszystko było okropnie

brudne, podarte 

i znoszone do cna.

Nie miał przy sobie pasa ani broni.

Jedynie bukłak na wodę lub wino

i co jeszcze bardziej przedziwne 

obok niego na trawie

spoczywały też niespotykane 

bo kremowe skrzypce 

wykonane jednak jak najstaranniej 

i widać było, 

że są mu rzeczą w życiu najbliższą. 

Bard widać miejscowy lub wędrowny.

Może przyłączył się nocą 

do jednej z grup biesiadników.

Upił się a teraz 

pokutował kamiennym snem

na odludziu.

A może czar to jeszcze

i widmowy zwid,

co został tu z ludźmi 

bo Weles

zatrzasnął przed nim wrota Nawii.

Zwierzę było przy nim 

jeszcze przed kilkoma minutami,

dlatego myśliwy i tak by go obudził

i żądał wyjaśnień.

 

Zanim jednak wykonał ku niemu 

choć nieśmiały krok.

Chłopak otworzył oczy, 

przewrócił się niezdarnie na bok

i jego wzrok

spotkał się ze wzrokiem myśliwego.

Patrzyli na siebie podejrzliwie długo,

wreszcie chłopak zamierzał wstać 

ale jego dłoń spoczęła w kałuży krwi.

Obejrzał najpierw ją  

a potem odskoczył jak oparzony, 

macając się po torsie

w poszukiwaniu rany.

Rozmazał po sobie całą krew.

Zbladł i wyglądał teraz 

jak najprawdziwszy upiór.

Spoglądał na łuk i nóż.

Był przerażony

i nie zamierzał tego ukrywać.

Zerwał się jeszcze raz, 

porwał z ziemi skrzypce

i przytulił je niczym dziecię do piersi.

Postrzeliłeś mnie!? Bezbronnego!?

Nie mam przy sobie nic,

ani monet ani żadnych kosztowności.

 

 

Myśliwy wystąpił przed niego 

i opuścił dłonie

na znak dobrych zamiarów.

Postrzeliłem jelenia, tropię go.

A ślad jego krwi urywał się na Tobie.

Skąd tu przybyłeś i jak?

Nie dojrzałem wokół Twoich śladów.

Czy widziałeś

rannego śmiertelnie byka?

Był tu na kilka minut przede mną.

Szalał w agonii.

Obudziłby Cię z pewnością. 

Wiem, że tu był spójrz ile upuścił krwi.

Chłopak nie podszedł nawet o krok.

Ale obejrzał krew wokoło 

i zaczął wierzyć w to 

że nie pochodzi ona z jego żył.

 

 

Byłem tu przez całą noc.

Grałem w samotności.

Dla lasu.

Aż sen mnie zmógł

Dziś była noc kupalna.

Nieroztropnie wchodzić z bronią

w święty bór.

Myśliwy podszedł jeszcze bliżej.

Wszedłem do kniei

wraz z tarczą Swaroga.

Nie grozi mi nic od strony bogów.

Nie tylko bogowie

podążają ścieżką zemsty.

A Ty nie rzekłeś, jaką z nich przybyłeś.

Młodzieniec zawahał się chwilę.

Przybyłem z odległej krainy.

Bardzo odległej.

Skąd wychodzi niewielu takich jak ja.

Myśliwy skupił wzrok na instrumencie.

A te skrzypce? 

Piękne i misternie wykonane.

Nie drewno służyło do ich budowy.

Grasz na nich dla duchów?

 

 

Młodzieniec po raz pierwszy

stanął w pełnym świetle

i uniósł delikatnie twarz.

Przypominał mu dawne czasy.

Wojnę na południu, gród w ogniu

i tożsamego młodzieńca,

którego zabił

celną strzałą w samo serce.

To było dawno, 

lecz chłopak wydawał się zjawą tamtych dni.

Ujął skrzypce niczym amulet

i przemówił głosem 

głębszym, starszym, magicznym.

To skrzypce umarłych.

Wykonałem je sam 

z moich własnych kości.

Twoja strzała strzaskała mi serce 

a kości były całe.

Piękne i kremowe.

Jak te skrzypce.

Grając na nich 

otwieram bramę welesowych krain.

Między nimi wędruję.

W Nawii mój dom.

A tu na ziemi,

już tylko mój cel.

Moja zemsta.

Krwawa i sprawiedliwa.

Twoja śmierć przyjacielu.

 

 

Znów posłyszałem korowód.

Wracał z pieśnią.

Inną.

Żałobną.

Tragiczną i smutną.

Jak ta godzina.

Fletom i piszczałkom

odpowiedziały skrzypce.

Młodzieniec grał.

A im dłużej grał 

tym szerzej otwierały się 

wrota zaświatów na skraju poręby.

Wreszcie stanęły otworem.

W ogniu i sadzy.

Potępione dusze.

Ich twarze ryczały w agonii.

Ich ciała płonęły, zwęglone do cna.

Korowód panien wyszedł zza drzew.

Wszystkie były ubrane

w białe, żałobne szaty.

Ich paprociowe wianki

nosiły ślady krwi.

Bardowie byli okaleczeni.

Bez rąk, nóg, oczu, 

trędowaci lub chorzy na dżumę.

Ich szaty przeszły zgnilizną.

Korowód prowadziły dwa ogary.

Były upiorami Welesa.

Wściekłe, pełne żądzy mordu.

Ich pyski wypełnione ogniem.

Skóra spalona i pokryta liszajem.

Ogony ścięte u nasady.

A oczy jak śmierć puste.

Pewne swego szaleństwa.

Doskoczyły do mnie.

Nie imał się ich nóż ani strzała.

 

Wieczór zapadł nad wioską.

Jedynie w jednej chacie

nie płonął ogień.

Jej opiekun wyszedł spod progu,

zapalił niewielki ogarek.

Rozpalił ogień

Oporządził izbę.

Zgotował strawę.

Posprzątał obejście.

Jego pana nie było.

Nie martwił się.

Mogło go nie być i kilka dni.

Łowy bywały długie i męczące.

Domowik złożył dzięki do Roda 

o szczęśliwy powrót swego pana.

Wtedy to ktoś załomotał w drzwi.

Domowik ruszył ku progowi 

i otworzył.

Na progu stała leśna panna.

Naga. Jedynie w wianku.

Bez słowa wręczyła mu zawiniątko 

w postaci

dziwnych, kremowych skrzypiec

i wianka z paproci.

Wianek był cały zakrwawiony.

Krew pachniała jeszcze świeżością.

A skrzypce.

Wyglądały jak wykonane z kości.

A grały tak pięknie 

jak te które można usłyszeć 

czasem nocą w kniei.

Mówi się, że 

korowody umarłych 

przygrywają sobie na takich.

A wytwarza się je z kości tych,

których dotknęła zemsta, 

zbłąkanych, nieszczęśliwych dusz.

 

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano

@Simon Tracy

 

Mitologia słowiańska - moje klimaty! 

Bardzo magiczna rzecz -  noc Kupały przedstawiona  z dbałością o szczegóły obrzędowe, a motyw skrzypiec z kości to naprawdę świetny pomysł na zemstę zza grobu. Napięcie budowane przez opis polowania działa świetnie, zwrot akcji zaskakuje.

Zakończenie z Domowikiem - to mocne domknięcie  utworu. 

 

Podoba mi się, że występuje duży panteon bóstw słowiańskich - od ducha opiekuńczego domu - Domownika do Roda (uważanego nawet za stwórcę wszystkiego - do Welesa.  Mitologia słowiańska jest mało znana. Jak napisałam wiersz o Welesie, to osoby z mojego kręgu, mówili mi, że pierwszy raz słyszą o takim bogu. Hades - to jasne, ale Weles? 

 

Świetny tekst! Pozdrawiam. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Mel666 Dziękuję. Rzeczywiście jest w tym trochę cyberpunkowego klimatu. Pozdrawiam serdecznie! :) @Berenika97 Bardzo dziękuję. Cieszę się, że właśnie tak go odczytałeś. Lubię, kiedy krótki tekst zostawia miejsce na różne interpretacje, a ta bardzo mnie zaciekawiła. Pozdrawiam serdecznie! :)
    • @Berenika97 Tak to się dzieje niestety, a ciuchy przodują w tej powodzi. W dodatku są trudne to recyrkulacji, czy zniszczenia. Reklamy napędzają zakupowy głód, a oglądamy je, bo twórcy, nadawcy muszą z czegoś żyć a widzowie, słuchacze chcą oglądać za darmo i takie błędne koło. Mam jeszcze coś na dodatek, o powodzi w wirtualu: No a w necie, jakżeby nie wirtualna powódź – hejt.   A jednak są światełka w tunelu, po wprowadzeniu systemu kaucyjnego znikają plastikowe opakowania i puszki w lesie. Sam w to nie wierzę, bo kiedyś raz na ,kilka dni przywoziłem dwa kosze na rowerze, a teraz prawie nic:). Pozdrowionka     
    • ~~ Twoją jest codzienność, nie rozpaczaj więc ...   ... Żyjesz w swoim stylu - to jest wybór Twój Masz też swoje plany - lecz los krzyczy ... Stój!!! Środowisko nie wybacza - ponad stan Przystajesz wciąż niepewnie ... u tych bram!!! Widzisz mocny kontrast między chcesz, a masz Więc tu pewność znika, że im rady dasz Chciałbyś żyć tym życiem, co zazdrościsz mu Na ekranach kina, obrazkach ze snu ..! Twoje teraz - dziś - tak odmiennym jest Że byłbyś tu zdolnym na rozpaczy gest Czy mam okraść Bank - czy wejść w szwindel jakiś Oczekujesz wciąż na losowe znaki ... Żyjesz w swoim stylu - to jest wybór Twój Masz też swoje plany - lecz los krzyczy ... Stój!!! Środowisko nie wybacza - ponad stan Przystajesz wciąż niepewnie ... u tych bram!!! Wciąż ta sama codzienność musisz przyznać sam Może Ciebie sprowadzić do więziennych bram Więc pofolguj w marzeniach - zejdź w realu cień Jednak bądź ciągle wesół - taki lepszy dzień ..!!! Więc pofolguj w marzeniach - zejdź w realu cień Jednak bądź ciągle wesół - taki lepszy dzień...!!! ~~
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @bazyl_prost mózg ma swój własny rozum  ;)))
    • @Gosława Agrest, pycha, taki pół zielony najlepszy. Anna zapewne uwielbia agrest. :)))
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...