Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Można, ale jak to ktoś powiedział: Jest prawda życia i prawda wiersza.

Te prawdy gdzieś się z reguły przecinają, ale prawie nigdy nie pokrywają się w 100%... z różnych powodów.

 

Dziękuję za odwiedziny :)

Pozdrawiam.

 

 

 

 

 

To ja dziękuję za obecność i ślad :)

 

Również pozdrawiam :)

 

 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Co zrobić? Różnie bywa :)

 

Pozdrawiam. 

Dokładnie. W młodości czytałem dużo fantastyki. Systematycznie kupowałem też magazyn Fantastyka. Pewnego razu opublikowano w nim fragment powieści braci Strugackich zatytułowanej Piknik na skraju drogi. Byłem nim zafascynowany do tego stopnia, że poszedłem do biblioteki i wypożyczyłem tak zatytułowaną książkę. Niestety, nie zdołałem jej przeczytać do końca, co mi się niezmiernie rzadko zdarza. Dosyć szybko zorientowałem się, że winić za to powinienem... tłumacza. To nie był niestety ten sam, który tłumaczył dla Fantastyki. Mówiąc szczerze, nie wiem, który próbował tłumaczyć wiernie, a który dokładnie. :))) Różnica była jednak kolosalna.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Raz na wozie, raz pod wozem... tyle, że te wagi nie zawsze równo rozłożone. A wóz telepie się jednym pod górkę i pod wiatr, a drugim z górki i na złamanie karku. Przy tym,  dopóki się toczą, często  nie jest pewne, który jest na właściwej drodze.

 

Dzięki za odwiedziny :)

Pozdrawiam.

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Muszę przyznać, że zaskoczyłaś mnie tym komentarzem... do tego stopnia,  że przez chwilę nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Potem pomyślałem, że chyba po prostu powinienem podziękować, więc...

Dziękuję

I cieszę się, że wierzsz trafił "w punkt".

 

Pozdrawiam. 

  • Sylwester_Lasota zmienił(a) tytuł na życie jak wiersz, wiersz jak życie
Opublikowano

@Sylwester_Lasota

 

Związek między procesem twórczym a samym życiem jest niezwykle trafny.

Najbardziej podoba mi się ostatnia strofa.

Chociaż ta proza lub dramat to przecież też esencja istnienia. Choć bywa ciężka i pozbawiona lekkości, to właśnie ta szara codzienność i życiowe potknięcia bywają najlepszym (choć bolesnym) fundamentem dla przyszłych wierszy.

Świetny wiersz!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...