Budzi się o dziesiątej nad ranem
do dwunastej przewraca się na boki
o trzynastej otwiera oczy
Izba
burdel
zadymiony
w kubeczku przy łóżeczku leżą papieroski
wkłady przepalone czarny tytonik
Oczy
przekrwione
samotność wyzwala łzy
choć on wcale nie pragnie kobiety
ani mężczyzny
ani tego ani tego
nie chce
Całowania
stosunków gębowo-gębowych
dotyku
słów mocy niemocy
nie żąda
Uwagi mu brakuje i to przyznaje
otwarcie w wypowiedziach nosowo-ustno-gardłowych
on bez ludzi umiera
a to tylko kolejny dzień bezrobocia
Godzina piętnasta
po rekonesansie wstępnym
ocenie otoczenia przestrzeni czasoprzestrzeni
artysta wstaje z łoża
Filantrop wieku dwudziestego pierwszego
ponadwymiarowe wsparcie jednostek śmiertelnych
inteligencka siła moc tworzenie
Przed lustrem staje
pragnie poczuć się wieszczem narodowym zbawicielem
Ja mistrz, ja mistrz wyciągam dłonie
wyciągam aż w niebiosa i kładę me dłonie…
Prysznica klamkę srebrzystą pociąga
woda gorąca chłodną wyprzedza
poeta się kąpie – sprawa ludzka
ręcznikiem oczy wyciera
po czym zakręca kurek
Kap kap kap
Ostatnie krople padają na ziemię
fiflak skacze kręci się na lewo prawo w górę w dół
całe ciało mokrym długim ręcznikiem ociera
Szzzzzzz
Suszarkę do włosów z szuflady wyciąga
W głowie mu się kręci – upada
temperatur zmiana
grzebień w dłoń jak szable w rozboju
Włosy na daszek układa
w lustereczko patrząc zalotnie
mrugnął oczkiem do samego siebie
ego podnosząc i samoocenę
Ubrał się w końcu
zaraz siedemnasta
Artysta filantrop wieku dwudziestego pierwszego
do barłogu powraca
zasypia
i apiat… jutro kolejny dzień bezrobocia…