Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

86. Wrota Perskie*

(narrator: Agrianin)

 

1.

 

Śnieg kruszał w dłoniach,

szliśmy cicho po zboczu,

jak dzikie kozły.

 

2.

 

Wąwóz pod nami,

tam na dole jesteśmy

tylko zwierzyną.

 

3.

 

Łamana fala ciał,
każdy biegł, by udowodnić,
że jeszcze żyje.

 

4.

 

Dumny Pers nad urwiskiem

z tarczą z kory, jak z bajki.

Piękne rzeczy pękają tak samo.

 

5.

 

W dolinie już tylko
strzępy. I stary wojownik
proszący o cios.

 

6.

 

Czy widział ktoś śmierć,
która uśmiecha się, kiedy
trafi nie ciebie?

 

7.

 

Niosłem rannego
jak worek mokrej wełny —
krwi było na dwóch.

 

8.

 

Potem był śmiech —
taki, który trzyma za gardło,
gdy zdzierasz krew z rąk.

 

* Wrota Perskie - wąski przesmyk w górach Zagros.

 

cdn.

Opublikowano

@Łukasz Jurczyk

 

Pamięć jest jednak ulotna, bo jak było można zapomnieć o tak ważnym starciu, o którym pewnie będziesz jeszcze pisał w poemacie.

Narrator -Agrianin to reprezentant lekkozbrojnej piechoty w armii Aleksandra, specjalizującej się w walce w górzystym terenie - przemieszczający się po zboczach „jak dzikie kozły” ze świadomością, że na dnie wąwozu są „tylko zwierzyną”.

 

„Dumny Pers nad urwiskiem” - to jak postać wyjęta rzeczywiście z innej "bajki" . Ale narrator jest cyniczny - „Piękne rzeczy pękają tak samo” - wojna nie oszczędza ani dumy, ani piękna.

 

Gdy bitwa zeszła do doliny - obrazy stają się drastyczne.

Jest tu również radość z tego, że zginął ktoś obok - to naturalna ale i druzgocąca reakcją żołnierza.

 

Czy to nie jest stan psychiczny zwany "winą ocalonego"?

 

Ostatni wers - „krwi było na dwóch” - podkreśla zatarcie granicy między niosącym ratunek a rannym.

 

Czynność zdzierania krwi z rąk - brzmi jak trauma (PTSD)

 

Piękny tekst!


Mokry, ciężki brat,

Krew łączy nasze ręce,

Śmierć wzięła nie mnie.

Opublikowano

@Berenika97 Bardzo dziękuję !!!

 

Wrota Perskie były bramą do samego Persepolis. No i nie zyskały chwały drugich Termopil :)

 

Wrota otwarte.

Droga wolna do miasta,

co zaraz stanie się dymem.

 

Pozdrawiam

@Christine Bardzo dziękuję !!!

 

Czerwień schodzi z rąk,

a na polach, spójrz, od nowa,

rośnie świeży mak.

 

Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...