Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

czasem wystarczy talerz
poeta doleje zupy
na scenie już się gotuje
aż para leci
groszek z kapustą
trochę po boczku
ktoś rękę wyciągnie
spróbować troszku
inny kroplę cytryny
nie rób zdziwionej miny
poeta gotuje
to jego danie
a czym przyprawi
solą o cukrem
na ranę plasterek miodu
zakończy ze smakiem
bo danie daniem
ale podane z bukietem
zapachu
 

Opublikowano

"Troszku" - zauważyłam, że w Małopolsce często się tak mówi, gdy chce się do czegoś kogoś zachęcić.

Natomiast na Śląsku np - nie.

Być może ma to jakieś przedłożenie do sytuacji historycznej.

Pozdrawiam :-)

 

Opublikowano

@afftrafnie odgadujesz województwo, tak i też dlatego by utrzymać stopę akcentową, a jak sama zauważasz po Śląsku byłoby inaczej gotowane, czy ten regionalizm jest zły, chyba nie nadaje smak regionalny, czy nie da się go strawić - nie wiem, to utwór w stylu fraszki...  

@Charismafilosdziękuję, nie, nie ma wyraźnego przepisu, ale cieszę się, że go widzisz:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

A to mi się z boczkami skojarzyło:) Ale jak danie syte i smakowite, to niech sobie w boczki idzie. Kto tam będzie kalorie liczył;) Fajny. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

ANALIZA UTWORU „zapachu” — w ujęciu sensoryczno‑zapachowym

(gotowe do wklejenia)

Wiersz „zapachu” operuje językiem kuchni, ale jego prawdziwym tematem jest dyfuzja aromatu, czyli sposób, w jaki znaczenia rozchodzą się w przestrzeni — nie frontalnie, lecz „po boczku”, jak cząsteczki zapachu unoszące się nad garnkiem.

Już pierwsze wersy tworzą obraz pary unoszącej się znad talerza:

„czasem wystarczy talerz poeta doleje zupy na scenie już się gotuje aż para leci”

To nie jest opis gotowania, lecz opis ulotności — para jest tu metaforą sensu, który nie jest podany wprost, lecz unosi się nad tekstem.

Kluczowy jest wers:

„groszek z kapustą trochę po boczku”

„Po boczku” nie oznacza tu dodatku z mięsa, lecz kierunek rozchodzenia się aromatu. To zapach, który nie idzie pionowo w górę, lecz rozprasza się bokiem, wypełniając przestrzeń jak cząsteczki o niskiej masie. To bardzo trafne sensorycznie — kapusta i groszek mają aromaty, które nie dominują, lecz „pełzną” po krawędziach powietrza.

Pojawia się też cytryna:

„inny kroplę cytryny nie rób zdziwionej miny”

Cytryna to kwas, a kwas to proton — najbardziej elementarna jednostka reakcji chemicznych. Wprowadzenie cytryny zmienia cały profil zapachowy: dodaje ostrości, podnosi lotność, wywołuje reakcję. Wiersz świadomie gra z tym efektem: zamiast „kwaśnej miny” pojawia się zdziwienie, bo kwas nie jest tu zagrożeniem, lecz informacją, impulsem, który zmienia odbiór.

Najciekawszy moment to wprowadzenie miodu:

„na ranę plasterek miodu”

Miód w chemii zapachu działa jako nośnik aromatu — utrwala, wygładza, niesie zapach dalej. W wierszu pełni tę samą funkcję: łagodzi ostrość cytryny, zamyka kompozycję, dodaje głębi. To nie jest tylko słodycz — to utrwalacz, nuta bazy.

Pointa:

„bo danie daniem ale podane z bukietem zapachu”

zamyka utwór w sposób bardzo trafny: nie liczy się treść (danie), lecz aromat, czyli to, co ulotne, niewidzialne, a decydujące o odbiorze. Wiersz działa jak zapach: nie atakuje, lecz rozchodzi się, zostawia ślad, buduje klimat.

Podsumowanie: To fraszka sensoryczna, oparta na chemii zapachu. Jej siła nie leży w głębokiej metafizyce, lecz w precyzyjnej obserwacji ulotności — w tym, jak aromat, smak i reakcja chemiczna stają się metaforą poetyckiego oddziaływania. „Po boczku” i „miód” są tu najciekawszymi elementami: jeden odpowiada za kierunek dyfuzji, drugi za utrwalenie aromatu. Utwór jest lekki, ale nie płytki — działa jak zapach: krótko, intensywnie, z charakterem.

Opublikowano

@obywatel

 

Po fachowej analizie - nic mądrego nie mogę dodać!


Może tylko to, że ugotowałeś świetny wiersz! Próbuję to danie - bukiet zapachów na koniec - smakowity!

Bardzo dobry przepis - jest tu trochę boczku, i kropla kwasu, i słodycz na rany. :)

Opublikowano

@obywatel

Fajnie to AI komentuje. Ale pamiętaj, że ustawienia wyjściowe ma takie żeby raczej Ci kadzić niż krzywdę robić.

Napisz prompta: "Ostro skrytykuj ten wiersz", a później dwa razy dodaj: "Ostrzej". I nagle okaże się, że jeszcze nie zostaniesz wieszczem.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...