Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

 

 


to nie ogródek
to urządzenie do przechwytywania wysiłku w stanie surowym

wychodzisz  rano z konewką jak z legitymacją do pracy w sektorze nadziei
i wracasz  wieczorem z dowodem
że coś znowu zostało skonsumowane wcześniej niż zdążyło się wydarzyć

ty tu nie uprawiasz ziemi
ty tu obsługujesz system
jesteś matołem pracującym dla przestępców
którzy już mają własnych pracowników
i oni nie mają umów o pracę
bo oni pracują od zawsze

pod ziemią siedzi syndykat przestępczy
którego stworzyłeś
i go utrzymujesz

nornice  krety  ślimaki dżdżownice
pędraki i on szef

CEO - Chief Eating Officer

zawsze w szpilkach

to turkuć podjadek

formalnie fauna
realnie organizm o strukturze zarządu operacyjnego  który składa się z samych żołądków

nornice prowadzą dział
"zjedz zanim urośnie”
kiedy pietruszka jeszcze myśli o byciu pietruszką one już wystawiają protokół likwidacji

krety nie kopią
krety aktualizują mapę własności
każdy korzeń to nie rozwój
to błędnie przypisany zasób  który trzeba przepisać na stronę strat

kret to nie zwierzę
to audytor w czarnym aksamicie
który sprawdza
czy poziom próchnicy w twoim życiu jest wystarczająco niski
by ogłosić upadłość konsumencką


ślimaki są księgowością
powolną bezlitosną zawsze na czas
zjadają rzeczy tak jakby robiły audyt moralny gleby i od razu wykonywały wyrok administracyjny na materii


dżdżownice to dział prania brudnych pieniędzy
po cichu mielą dowody twoich klęsk na czysty kapitał
z którego nigdy nie zobaczysz dywidendy
to jedyni lojalni pracownicy:
smarują tryby systemu własnym ciałem
żebyś miał po czym deptać  myśląc
że jesteś u siebie

a nad tym wszystkim szpaki

specyficzny rodzaj jednostki Specnazu
czyli egzekucja w wersji sezonowej

wpadają jak decyzje które nie potrzebują uzasadnienia
zostawiają jedną czereśnię
nie z dobroci
tylko jako komunikat: "reszta została prawidłowo rozliczona”

a ty dzielisz się nią z żoną ciesząc się
że jednak nie wszystko zostało ukradzione

przychodzisz na działkę
zmęczęczony po całodziennej
biurowej bójce z szefem

bierzesz łopatę
ale to nie ty trzymasz jej  trzonek
bo ty jesteś tylko jej przedłużeniem
biologicznym uchwytem z terminem przydatności
który sam się serwisuje
żeby system nie musiał


plewisz
kopiesz
podlewasz
grabisz
jakbyś wypełniał formularz który i tak wraca z pieczątką
"odrzucono – zjedzone wcześniej”

sypiesz siarczan amonu i polifoskę jakbyś pudrował trupa
żeby lepiej wyglądał w raporcie dla Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Nędzy


kupujesz kosiarkę z napędem a to   wózek inwalidzki dla twojej godności
a napęd jest tylko po to
żebyś szybciej dotarł
do miejsca w którym już nic od ciebie nie zależy

wbijasz lampy solarne kupione w OBI
ale  to nie oświetlenie ścieżki
to tylko podświetlenie witryny
żeby syndykat mógł pracować na nocną zmianę za twoje własne słońce

i to jest najzabawniejsze
bo masz wrażenie że zarządzasz tym miejscem
płacisz przecież podatki
kupujesz narzędzia
wymyślasz piękny  plan nasadzeń
a tymczasem ogród jest jak biuro
które już dawno zostało przejęte
i tylko uprzejmie pozwala ci nadal przychodzić do pracy

stawiasz płot panelowy na podmurówce albo rozciągasz ozdobną siatkę
ale  to nie jest ochrona własności
to inwentaryzacja klatki
za którą sam zapłaciłeś
żeby syndykat nie musiał pilnować
czy ich darmowy personel nie ucieknie przed końcem zmiany


twoje prawo własności kończy się na wysokości kolan

powyżej - dekoracja
poniżej - infrastruktura
w której jesteś wpisany jako materiał eksploatacyjny a  nie użytkownik

jeszcze niżej serwerownia
w której jesteś kablem
przez który przepływa twój pot do cudzej kasy

a każda kropla potu
która spadnie ci na grządkę
jest natychmiast przewalutowana na śluz ślimaka
to  jedyny kantor na świecie w którym kurs wymiany wynosi 100:1 na twoją niekorzyść
jesteś bankomatem który zapomniał PIN-u, więc syndykat po prostu wyrywa ci frontową ścianę
bo dla nich nie jesteś partnerem w transakcji  tylko uszkodzonym terminalem do utylizacji


twoje rękawice ogrodowe nie chronią przed brudem
one mają tylko zapobiegać zostawianiu odcisków palców
na miejscu zbrodni którą codziennie popełniasz na własnym zdrowiu
i swoim wolnym czasie


konewka to nie narzędzie
to rytuał potwierdzający
uczestnictwo w systemie
który już nie potrzebuje uczestników

ślimaki nie zostawiają śluzu
to są rewersy
lepkie paragrafy wypisane na liściach sałaty
potwierdzające że masa upadłościowa została zabezpieczona

mszyce
twoje opryski z Mospilanu czy Karate Zeon to dla nich tylko peeling kawitacyjny
stoisz tam w masce spocony jak szczur a one piją ten neonikotynoidowy koktajl i śmieją się z ciebie  bo mają już wyrobioną odporność krzyżową
za którą ty zapłaciłeś w Castoramie kartą debetową bez pokrycia



mają też pakiet medyczny na spodzie każdego liścia
twoje opryski to dla nich darmowe spa
żeby miały gładszą cerę przed kolacją z twojej róży

ich zadanie to
transmisja z każdego milimetra wzrostu prosto do centrali
żeby egzekucja szpaków mogła wejść w idealnym momencie

a ziemia nie odpowiada
ziemia tylko przetwarza
na górze: ty z przekonaniem że coś tu robisz
na dole: świat przestępczy który już dawno rozdzielił wszystko na etapy konsumpcji

i jedyne co tobie zostaje
to jedna czereśnia

jak żart systemu który pozwala wierzyć że coś jednak nie zostało zjedzone na czas

ta jedna czereśnia to nie pomyłka
to budżet marketingowy syndykatu
jedyny owoc  który ma cię przekonać
że warto podpisać umowę na kolejny sezon klęsk

po to żebyś miał dowód  że system jeszcze jest po twojej stronie

twoja nadzieja to tylko kolejna rata kredytu
którego nie zaciągnąłeś
ale który spłacasz własnym tętnem

a na koniec kiedy kręgosłup masz już w kształcie paragrafu
po miesiącach oprysków
aeracji i walki z fuzariozą
po wydaniu połowy pensji na asystentów z Castoramy
bierzesz lnianą torbę i człapiesz na bazar jak na szafot

stajesz przed babą w ortalionie która nie zna słowa "syndykat”
i płacisz jej dwadzieścia złotych za pęczek włoszczyzny
bo twoja własna marchewka to tylko biologiczny dowód rzeczowy
którego system nie pozwolił ci wyjąć z depozytu

kupujesz seler pietruszkę i dumę w promocji
żeby mieć na czym ugotować wywar z własnej klęski
podczas gdy twoja ziemia
ta którą  niby " posiadasz”
śmieje ci się w twarz gębą turkucia
przeżuwając resztki twoich amatorskich marzeń o samowystarczalności

 

 



 


 

Opublikowano

@Migrena

 

Dziękuję Ci za ten wiersz, bo jak zobaczyłam tytuł - przypomniałam sobie, że miałam komuś pomóc w pracy w ogródku przy kwiatach. :) 

 

Ten wiersz to genialna satyra „świętego spokoju” na działce.

Ucieczka z biura na działkę to tylko zmiana „pana”. :) Kret jako audytor sprawdzający „poziom próchnicy w życiu” czy ślimaki jako bezlitosna księgowość to czysty literacki sarkazm.

„Prawo własności kończy się na wysokości kolan” - świetne! Natura zostawia nam ochłap, żebyśmy się nie poddali i w przyszłym roku znów kupili nawóz, karmiąc system.

Kupowanie włoszczyzny na bazarze oznacza wyższość systemu nad jednostką. Uśmiałam się! 

 

 

Napisałam w podzięce raport z mojego ogródka, w którym nie żadnych warzyw. (profilaktycznie! ) 

 

Mój ogródek to warownia chroniona

przez zewnętrzną firmę ochroniarską -

jednostkę specjalną „Dachowiec”.

Pięciu agentów w futrach tworzy

system wczesnego ostrzegania i eliminacji.


Sektor podziemny ogłosił całkowitą demilitaryzację.

Teczki kretów i nornic zostały zmielone -

nie ma audytu, bo nie ma audytorów.

Dżdżownice to lojalni podwykonawcy,

realizują kontrakt na rekultywację.

 

Ale system ma swoje luki -

obca armia, bezkręgowa piechota

w śliskich mundurach -

to partyzantka,

której nie zatrzyma żaden ochroniarz.


 


 


 

Opublikowano

Ależ pomysłowo :)

Syndykat przestępczy;)

A działkowicz jego ofiarą... :)

Mozolna praca i tylko jedna czereśnia!

Więc na koniec nie pozostało nic innego, jak udać się na targ... 

 

Ileż to razy człowiek oczekuje  owoców swojej pracy (lub innych profitów w postaci zdrowia, dobrego samopoczucia etc.) a spotyka go tylko głębokie rozczarowanie ...;) 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano

@violetta

 

jak Rocky Marciano.

 

tylko trichę większy:)

 

 

 

 

@Berenika97

 

firma ochroniarska -rozumiem.

 

w futrach - rozumiem.

 

martwić Cię nie chcę, ale:

 

 

 

 

Twój dachowiec
ma licencję na ciszę
i miękkie łapy pełne procedur


pięciu agentów w futrach
rozpisuje noc na zmiany
jakby księżyc był ich przełożonym


i przez chwilę rzeczywiście
system się cofa
zwija mapy kretów
zamyka segregatory nornic
a ziemia udaje
że podpisała rozejm

 

nawet turkuć podjadek

zemdlał w krzakach


ale w szczelinach
gdzie nawet cień kota nie sięga
śluz pisze własne ustawy


cicho
bez pieczątek
bez nadzoru


i tylko czasem
Twój agent numer trzy
patrzy w trawę z niepokojem
jakby rozumiał
że to nie jest wojna do wygrania


to tylko umowa
której nikt nigdy nie czytał do końca


a Ty podlewasz dalej
z tą elegancką wiarą
że ochrona działa


i może masz rację
bo każda iluzja bezpieczeństwa
jest też formą plonu

 

czy udanego?

 

 

 

 

to się rozpisałem:)

 

dziękuję Nika:)

 

najlepszego:)

 

 

 

 

 

@iwonaroma

 

nigdy ogródka nie miałem:)

 

chociaż tak czasami czuję jakby ten cały turkuć podjadek wychodził z mieszkania obok.

 

 

dziękuję za Twoje słowa i myśli ciekawe:)

 

pozdrawiam:)

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...