Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

      Słychać było “In the air tonight” Phila Collinsa

Szedłem przez biały jak strój członka KKK korytarz. Już się nie przejmowałem, nie bałem, byłem gotowy, gotowy na to co ma mnie spotkać. Gotowy. Korytarz się skończył, wyjrzałem zza róg skąd wydobywała się muzyka, wszędzie była tak samo pusta biała przestrzeń. Ujrzałem mężczyznę o ciemnej karnacji, miał gęstego wąsa, rozpiętą koszulę która odsłania jego włosy, to on śpiewał. W pobliżu nie znajdował się żaden instrument, mimo to słyszałem melodie a utworu nie dało się odróżnić od oryginału, wydawało się jakby cała ta muzyka wydobywała się, wychodziła centralnie z niego. Spojrzał na mnie. Gęste brwi się uniosły ciemne oczy zaiskrzyły, usta wykrzywiły się w uśmiechu wyrzucając jednocześnie kolejne linijki tekstu. Widziałem go pierwszy raz, jednak z jakiegoś powodu poczułem, że jest moim bratem. Nie zamieniliśmy słowa, żadnego nawet najmniejszego słowa, słowa się nie pojawiały, była tylko muzyka. Ominąłem swego jedynego na tym świecie brata, kiwając tylko głową, nie wiem czy na powitanie czy pożegnanie, i szedłem dalej w nieznane. Nieznane. To straszne. To przerażające. Nagle na mojej  drodze pojawiło się znikąd czterdzieści skąpo ubranych kobiet. Niższe, wyższe, grubsze, chudsze, niektóre wydawały się sympatyczniejsze i cichsze inne na szorstkie i wywyższające się. Jedno miały ze sobą wspólnego, wszystkie ociekały pożądaniem i zwierzęcą potrzebą. Miałem wrażenie, że niektóre z nich są kobietami które znam. Zaczepiały mnie i dotykały swoimi miękkimi łagodnymi dłońmi, starałem się je ignorować i iść dalej, słyszałem tylko jak do mnie szepczą:
-Chciałbyś abym się tobą zajęła?
-Mógłbyś zrobić ze mną wszystko czego tylko zapragniesz!
-Chciałabym być twoja i tylko twoja!

-Pokazałabym ci gdzie twoje miejsce!

I gdy już miałem się poddać, przypomniałem sobie o muzyce której nie były w stanie zagłuszyć, trząsłem się i przełykałem sline ale wiedziałem, że dam radę, w końcu byłem już gotowy i się nie bałem, muzyka była po mojej stronie a ja nie mogłem się poddać!
W końcu miałem ostatnią z nich zostawiając ten cały burdel za sobą. Wytarłem pot z mojego czoła i przetarełm załzawione oczy, moje ciało też powoli poruszały drgawki które doskwierały mi jakbym co najmniej wyszedł spod góry lodowej a może nawet spod zimnego prysznica. Po dłuższej chwili gdy mój puls wrócił do normy a ciało zaprzestało niby ataku padaczki uświadomiłem sobie obecność małych samolotów które latały mi  nad głową, nie były to jednak zwyczajne samoloty spod ich kadłubów i skrzydeł wylatywały pociski które uderzały inne myśliwce, co i raz któryś został trafiony i spadał nieznacznie na ziemię, byłem świadkiem prowadzonej bitwy, wojny, WOJNY. Może była mikroskopijna ale była, a im dalej szedłem tym więcej pojawiało się samolotów, tak samo jak ich zniszczonych wraków na ziemi. Muzyka powoli cichła, biała przestrzeń coraz bardziej z dziwnego pustego pomieszczenia zmieniała się w jeszcze dziwniejsze pole bitwy niewielkich samolotów. 

     Aż w końcu… W końcu dotarłem do celu mojej podróży. Muzyka już w zupełności ucichła, zostałem tylko ja, ja sam. Kilka metrów przede mną znajdowała się czarna lejąca kula na której znajdowały się ogromne usta wykrzywione w grymasie przemieszczające się obrzydliwe po kuli. Na ziemi leżały setki rozbitych samolotów które zginęły w bitwie i przybywało ich coraz więcej. Poczułem się niepewnie ale wiedziałem, że muszę to zrobić i dam radę, nie było innej drogi, przetrwałem czterdzieści ladacznic teraz też mi się uda. Ale jakoś nie mogłem się przekonać. Być może zacząłem wątpić bo nie było już ze mną muzyki? Być może. Patrząc się na kule i jej obrzydliwe usta wreszcie poczułem strach, panikę, samotność. Spuściłem głowę i zamknąłem oczy. Trwało to chwilę ale tylko chwile. -Czemu boje się kuli, to ona powinna się bać mnie! To ja mam nad nią władzę, nie ona nade mną! Kula nie  jest mną lecz ja jestem kulą! Muzyka może pomóc ale tu muszę poradzić sobie sam! Przecież to wiem. Byłem gotowy czy nie byłem gotowy? Jestem gotowy!-

Podniosłem głowę i żwawym krokiem zbliżając się do kuli rozdziawiłem jej usta z których wydał się przeraźliwy i obrzydliwy jęk, a ja wszedłem do środka.  

     Było tu ciemno ale na tyle, że wszystko dało się dostrzec, w kącie siedział skulony mężczyzna, jego linia włosów była cofnięta, uzębienie krzywe, z pleców wyrastał ogromny garb, oczy zalane łzami a na przodzie spodni widniała okrągła mokra plama która na pewno nie była od moczu. Śmierdziało. On śmierdział. Był dużo bardziej żałosny niż przerażający a najgorsze w nim było  to, że miał moją twarz… Zbliżyłem się do niego i wyciągnąłem rękę aby mógł się podnieść. Spojrzał się na mnie i szczękając zębami zasłonił swoją, moją twarz chudymi suchymi, czerwonymi, krzywymi rękoma. Pochyliłem się do niego i wziąłem pod pachy podnosząc, pomimo swojej niewyraźniej postury nie dawał się unieść, krzyczał:
-Puść mnie! Zostaw mnie!-płacząc i jęcząc. Chciał się wyrwać ale ja nie dawałem za wygraną, przytrzymałem go mocno i przytuliłem. Uspokoił się odwzajemniając mój uścisk. 

  Nie jestem wstanie stwierdzić jak długo to trwało ale kula która nas otaczała zanikła, a mężczyzna ściskał mnie coraz bardziej i bardziej, ja robiłem to samo aż wreszcie gdy nie zostało między nami żadnej przestrzeni zdałem sobie sprawę, że ściskam już tylko siebie. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, samoloty też gdzieś zniknęły, chociaż zostawiły po sobie zniszczenia i resztki wraków. Pomimo tego, że nie widziałem nigdzie mężczyzny poczucie jego obecności mnie nie opuszczało, za to po raz kolejny usłyszałem muzykę. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Przysiadł raz pan Trzmiel wesoło na hyzopie Pyta się go mucha: Co tu robisz chłopie? Taka jest już moja rola, Że zapytam zioła, pola A ty nadal siedzisz w klopie?   *zdjęcie własne, hyzop też, trzmiel przygodny ;)    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • „Propagandą do płoci”   Konspiracją słów płotkami są znów, więc im mów i mów to, co słyszeć chcą.   Czaruj jego i ją, wyborów amoki. Co chcesz, to ci damy — płyną słów potoki.   Wszystko posiadamy! Potok frazesów nęci, przyciąga i chęci, podpływają ich setki.   Płot z boku potoku, skaczą w etykietki, w afiszy natłoku i już tkwią w błocie.   Płocie przy płocie, odbija płot płocie, wpadają do błota — płaci płoci głupota.   — Oto i ciemnota! Potoki nie dla płoci, nurt bystry ochoci — lecz on nie dla płoci!   Płot przy płocie stoi, w bilbordach błądzi. Potok płynie dalej, prawdy nie osądzi.   Mąci woda przy brzegu, płocie tłoczą się w błocie. Nurt omija płycizny, nie płynie przy płocie.   Pomrze płoci krocie w partyjniackim błocie. Polityka nie dla płoci, ale mocno je ochoci.   Kto odważy się zrozumieć, ten wypłynie ponad płoty. Kto za frazes tylko chwyta, wpada w błota kłopoty.   Leszek Piotr Laskowski
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Witaj - miło że z nutką tajemnicy  - dzięki za czytanie -                                                                                               Pzdr. Witaj - oczywiście poprawiłem - dziękuje za to że ładny i ciepły -                                                                                                                 Pzdr.słonecznym rankiem. Witam - dziękuję serdecznie za to że owe podglądanie to lekcja doceniania  chwil -                                                                                                                                                   Pzdr.uśmiechem. @Sylwester_Lasota - @Poet Ka - dziękuję serdecznie - 
    • Takie tam podsumowanie moich życiowych poszukiwań:)   "Prawda".   Prawda nie ma jednej twarzy, prawda Ci się nie przydarzy, bo nie możesz jej pominąć i w niepamięć swą odpłynąć.   Prawda nie ma sztywnej formy, nie dąży do żadnej normy, jest trwaniem po wieki wieków, na nią nie ma dobrych leków.   Bo cóż by ją zwalczyć mogło, na równowagę pomogło... Nie ma mnie bez otoczenia i wzajemnie – akt scalenia...   Jesteśmy sobie pisani, jednym pędzlem malowani na świadomości ekranie... Świat ma me wieczne oddanie,   wdzięczność za to, że być mogę, choćby wbijany w podłogę, wirem nicości wkręcany w niepewności mroczne stany.   Nic nie zburzy mej miłości do tej świętej zależności, jesteśmy tu zawsze razem, jesteś moich snów wyrazem.   Mym warunkiem, przeznaczeniem, towarzyszem, moim cieniem, kolorem tęczy na niebie, jesteś w radości i w gniewie.   Wszechświat kocha różnorodność, w nią obraca swoją płodność. Prawda to ja, Prawda to Ty, Prawda to My – nic poza tym. :)    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Głośne, metaliczne odgłosy dobiegają z różnych metalowych części zgromadzonych żałobników. Stoją przygnębieni pod ciemnymi chmurami, a z metalowych dupereli wypływa smutny smar. Niektórzy rdzewieją już nieco w strugach deszczu, ale z uwagi na szacunek dla bohatera imprezy Don Śrubem zwanym, nie odchodzą lub odjeżdżają.      Płoszą jednocześnie wygłodniałe kruki. Przyleciały biedne z nadzieją w czarnych skrzydłach, że jednak nie schowają, zostawią delikwenta na wierzchu i będą mieć wydziobożerkę. Po chwili jednak, mając zdeformowane dzioby o twarde niby ciała, odlatują zdegustowane i zawiedzione, zostawiając tylko echa krakania, które po chwili umiera.     Natomiast główny sprawca zamieszania, umarł podobno już kilka dni temu, a właściwie został zmiażdżony z namiętnym łoskotem przez zazdrosną lokomotywę starego typu, buchającą zakochaną parą. To jednak wersja oficjalna tudzież romantyczna, dla ciekawskich dziennikarzy. Teraz omawiany czeka spokojnie pośród zgromadzonych, na włożenie do zardzewiałej ziemi rdzą znamienitych przodków.      Niestety. Nic nie zostało z jego wspaniałego, proporcjonalnego wyglądu o przystojnych, gładkich trybikach, kółkach wszelakiej maści, migających światełkach i pewnym podłużnym szczególe do wycieku smaru. A tak się nim szczycił i przyciągał różne zauroczone metalowice z powabną żelazną szczeciną. Zebrani mogli tylko ze smutkiem we wizjerach, oglądać ten cały bajzel, niepodobny już tak bardzo do nich.      Tylko najbliższa rodzina znała od uczynnych sygnalistów, prawdziwą przyczynę tego całego galimatiasu, w który ich najbliższy trybom został zmieniony. A przyczyna była banalna. Chciał ich po prostu odwiedzić z daleka, a że teleportacja jeszcze była w drucianych powijakach, to jak łatwo można było przewidzieć, nastąpiła awaria teleportera i na stacji docelowej został ponownie złożony nie tak jak trzeba. I to bardzo nie tak.     Jeszcze bardziej wtajemniczeni metalicznie zgrzytali rodzinie w aluminiowe ślimaki i bębenki, że ktoś tak dla wesołości, czyli dla ołowianych jaj, przed teleportacją włączył opcje→AI, czyli Alternatywną Instrukcję – ponownego złożenia. I wyszło jak wyszło.    * – Babciu. Przestań zgrzytać i sikać po dziadku smarem, tylko mnie posłuchaj – rzekł blaszany wnuczek w smutnej ciszy, że aż zgromadzeni, błysnęli złowrogo poświatą wizjerów. – Możemy oddać dziadka na złom. Po co zakopywać. Za uzyskane przychody, skonstruujesz sobie nowego. Nawet z lepszym prętem. Co ty na to, babciu?     – Nie wódź mnie na pokuszenie blaszany łobuzie – tym razem zazgrzytała babcia, zakochanym trybikiem. – Jam już w węglarce zakochana. Poza tym wnuczku, trza myśleć racjonalnie. Ma pełno opału na ślicznych, wklęsłych wdziękach.      – Ależ babciu. Skoro tak rozumujesz to wiedz, że tej zimy, nie ma być zimy. Możesz być śmiało dziadkowi wierna. Nawet po śmierci.      Nagle wszyscy usłyszeli złowieszczy, acz oczekiwany, chociaż nie przez wszystkich, zgrzyt słowny:    – Do zardzewiałej śrubki. Bierzcie się do roboty, pieprzone roboty. Z miłości do was to mówię. Tak mnie poskładajcie, bym wyglądał, jak za życia.     – Drogi mężu – zazgrzytała babcia. – Ty się wreszcie zdecyduj. Czyś żyw, czy nie. Węglarka czeka. Muszę wiedzieć, jak sobie życie wytrybować.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...