Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Pomysły uporządkowane.

Myśli w jeden kurs zebrane.

Schowane na później

do skarbonki umysłu.

Jak drobne gesty i zdania,

nie mające właściciela i adresata.

Jak wspomnienia zatarte wyparciem.

Przeinaczone tak by były do przyjęcia.

Nie piję i nie jem.

Zamiast drzemki wybrałem 

nerwowe skrobanie stalówki

o nierówną skórę 

wyjątkowo twardego papieru.

Obiecałem, że z tym skończę.

A może z sobą?

Sam nie wiem. Nie pamiętam.

Wiem, że wyszłaś bez słowa.

Wyjechałaś w rodzinne strony.

By odpocząć ode mnie 

i mojego pisarskiego przekleństwa.

 

 

Leżę pośrodku pokoju.

Mogę wstać, lecz po co?

W ciemności kątów.

Kurz tańczy z zagrzybiałą pleśnią.

Pająki wiją się w górę i w dół 

na zwiewnych niciach pajęczyn.

Okno przepuszcza światło słońca.

A może to niebo otworzyło swe bramy.

Klucze, schody, drabiny.

Do nieba prowadzi mnie tym razem

kolejny łyk wódki.

Kto normalny dziś tworzy poezję.

A kiedyś? Jednak wszyscy byli chorzy.

Książki patrzą na mnie ukradkiem.

Wstydzą się.

Choć rozumieją.

To same horrory, groza

i ludzkie tragedie.

Ja jestem chodzącą tragedią.

Leżącą i pijaną w sztok.

 

 

Napisałbym do Ciebie wiadomość

o treści kocham.

Napisałbym dla Ciebie wiersz

o treści 

miłuję Cię

niewysłowioną gorączką serca.

A dalej byłabyś tylko Ty.

Naga, z serdecznym 

lekko zarumienionym uśmiechem.

Pieściłbym Cię romantycznym słowem,

erotyczną grą rymowanych wersów.

Z lubością zanurzyłbym język 

w zakamarkach liter dużych i małych.

W prostocie i krągłości głosek i sylab.

Gładziłbym kulistymi ruchami 

czułe wzgórza wznośnych epitetów,

delikatne i przyjemnie wilgotne 

ścianki porównań.

Stałabyś się moją poezją.

Zapisałbym każdy milimetr Twego ciała.

Utrwaliłbym anioła na cokole spiżowym,

który prześcignął by 

wszystkie cuda tego świata.

Ale najpierw muszę wstać.

Ruszyć na podbój świata dla Ciebie.

 

 

Stanąłem z trudem na nogach.

Przeciąg otworzył okno 

a po chwili tylne drzwi do ogrodu.

Letni pachnący kwieciem

i owocem ogród,

nie da mi weny.

Wszedłem do niego jednak 

wabiony obrazem raju.

Uroniłem z krzaka.

Jedną malutką malinę.

Nie smakowała mi.

Nie dlatego, że była zepsuta 

lub zbyt mało słodka.

Po prostu nie były to Twoje usta.

Zawsze pełne

posmaku szminki, tytoniu 

i cynamonowej nuty perfum.

Nie piję i nie jem.

Nic co nie jest nektarem z Twych ust.

Widać umrę tu z wycieńczenia.

Czas więc wracać i siadać do biurka,

by napisać ostatni miłosny wiersz.

 

Dla A.S.

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...