Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

 

 

jej pies ma w sobie coś z bezrobotnego ochroniarza
który od piętnastu lat pilnuje magazynu
w którym nigdy niczego nie ukradli


leży pod drzwiami jak porzucony projekt ustawy
na który nikt o zdrowych zmysłach nie chce zagłosować

ale wystarczy że na klatce schodowej kichnie sąsiad
wtedy zrywa się nagle jakby właśnie dostał anonim
że nadchodzi koniec świata albo kontrola skarbowa
co dla niego jest właściwie tym samym
biegnie do drzwi
ślizga się na panelach jak pijany łyżwiarz figurowy
wpada bokiem w witrażkę z głuchym odgosem klęski


szczeka z taką furią jakby chciał wypluć własne płuca
i ulepić z nich barierę przeciwlotniczą przeciwko listonoszowi
który jest dla niego jedynym autentycznym wcieleniem szatana

jej pies uważa że całe mieszkanie należy do niego

ona jest tylko personifikacją otwieracza do puszek
kobietą która płaci za prąd i czasem przez pomyłkę
próbuje usiąść na jego prywatnym tronie czyli kanapie którą ona kupiła na raty

kiedy wraca do domu
on już stoi przy drzwiach
trzęsie się cały jak pralka na wirowaniu w trakcie trzęsienia ziemi

macha ogonem z taką prędkością,
że gdyby podpiąć go do sieci
cała gmina miałaby darmowy prąd do końca świata

a on sam zaraz oderwie się od ziemi jak włochaty helikopter ratunkowy
który leci na ratunek tonącej w samotności parówce

jakby nie widział jej od ośmiu wieków

jakby właśnie wróciła z frontu pod teheranem
albo z biedronki co dla niego jest tą samą krwawą jatką

potem skacze na nią z gracją fortepianu
któremu w locie pękły wszystkie struny
liże ją po twarzy z pasją godną inkwizytora
poleruje jej łokieć na śmierć jakby to była relikwia
która pachnie perfumami i kradzionym kabanosem

jej pies ma też ten wzrok którym patrzy
kiedy ona bierze do ręki smycz

nagle zamienia się w cząstkę w akceleratorze
która za chwilę rozbije rzeczywistość na atomy


jak opętany prorok
który właśnie zobaczył Boga
i okazało się że Bog idzie do parku
gdzie kwitną fijołki


biega po mieszkaniu jak odbezpieczony granat
w poszukiwaniu sensu ostatecznego o zapachu trawy
sam staje się obrożą i smyczą
sam jest pędem który nie mieści się w futrze

sam prawie wypada przez okno
bo usłyszał słowo spacer – to jedyne imię Boga
które wolno wymawiać na głos przed południem


bo spacer jest dla niego jak objawienie narodowe

jak pielgrzymka podczas której trzeba nanieść poprawkę do konstytucji
i obiskać siedem drzew
trzy opony starego opla
i ten sam słup który w nocy stał się
znów podejrzany
bo pachniał kimś kto ma więcej niż on pewności siebie

na dworze jej pies idzie dumny jak generał
prowadzący armię złożoną wyłącznie z własnych lęków

ciągnie ją przez chodnik przez błoto przez kałuże
które uważa za swoje osobiste zwycięstwa terytorialne

czasem zatrzymuje się nagle
i patrzy w jeden punkt z taką powagą
jakby właśnie usłyszał że w krzakach siedzi pluton egzekucyjny
po czym okazuje się że to tylko liść

ale liść który poruszył się bez pisemnego zezwolenia


jej pies potrafi obszczekać ciszę
z taką nienawiścią jakby właśnie podsłuchał
że w próżni kosmicznej ktoś obraża jego rodowód
i podważa prawo do drapania się za uchem

ale czasem na chodniku wydarza się coś gorszego
reklamówka z żabki
hulajnoga albo jamnik
który spojrzał na niego jak księgowy w trakcie rozwodu

wtedy jej pies przestaje być psem
staje się galaretą z lęku która próbuje wpełznąć jej pod skórę

walącą się kamienicą strachu
w której każda cegła krzyczy w inną stronę

wskakuje jej na ręce
i wisi na niej z godnością mokrego ręcznika

zamienia się w sejsmograf strachu o masie ośmiu  kilogramów

patrzy na potwora zza jej ramienia jak świadek koronny
który właśnie rozpoznał bandytę na okazaniu

ona stoi z nim na środku chodnika
z unieruchomioną histerią przyklejoną do kurtki
a on obejmuje ją łapami z miną człowieka
który właśnie przeżył wybuch elektrowni atomowej
choć przestraszył go tylko plastikowy worek na śmieci

jej pies nienawidzi też wszystkiego co się rusza
kurierów śmieciarek dzieci rowerzystów
i własnego odbicia w piekarniku

czasem stoi przed tą szybą
i szczeka na siebie
z furią kogoś kto spotkał w barze gnoja
co dwadzieścia lat temu odbił mu dziewczynę i życie

w nocy śpi tak jakby umarł na polu chwały
rozlany przez pół łóżka jak futrzasta katastrofa lotnicza

ale wystarczy że ona o świcie poruszy małym palcem
wtedy natychmiast otwiera jedno oko pełne pretensji
że śmie oddychać bez pozwolenia na jego materacu

bo jej pies kocha ją miłością totalną
głupią bezdenną i absolutnie cudowną

miłością stworzenia które oddałoby za nią życie
ale nie oddałoby tej jednej kanapki z szynką
którą ukradł ze stołu kiedy mrugnęła powieką

bo jej pies to biologiczny błąd w systemie wszechświata
czarna dziura która wciąga całą czułość i wypluwa kłaki


mały terrorysta sypiający w różowej obroży
który co noc modli się do lodówki by wreszcie ogłosiła niepodległość


potem siedzi obok własnego sumienia
które ma kształt tłustej plamy na dywanie
i patrzy na nią z taką raną w oczach
jakby to ona była autorką całego zła na ziemi
a on tylko niewinną ofiarą systemu braku szynki

a ona stoi obok i nie może się ruszyć
bo w oczach psa widzi całą wojnę światów
i całe swoje życie które należy do niego
choć on za chwilę znowu przestraszy się własnego ogona


kocha go  tak mocno
że aż chce się wyć do piekarnika

on nie widzi w niej człowieka
on widzi w niej jedyny błąd w obliczeniach wszechświata
który sprawił że miłość jest jadalna
i ma ręce pachnące płynem do naczyń


jest dla niego ostatnią instancją odwoławczą
od wyroku śmierci jakim jest każda minuta bez głaskania


a kiedy ona płacze
on kładzie jej łeb na kolanach
z ciężarem jakby deponował tam wszystkie niewypały świata

patrzy wtedy wzrokiem tak starym
że w jego źrenicach
dogasają ostatnie słońca i stygną herbaty wszystkich samotnych kobiet

próbuje zlizać jej smutek z policzka
jakby to była darmowa próbka wieczności
którą ktoś przez pomyłkę zostawił na wycieraczce pod numerem czternastym


bo jej pies jest jedynym dowodem na to
że Bóg ma poczucie humoru ostre jak żyletka

a jej pies to mały mesjasz w brudnym futrze
który przyszedł zbawić świat od logiki
i zamienić jej życie
w jedno wielkie uśmiechnięte piekło

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Migrena (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Migrena gdy odwiedzam siostrę to się boję, jak jest więcej ludzi to zawsze się ktoś znajdzie, żeby się pobawić. Mnie polizała po nogach, bo miałam gołe, w rajstopach nie byłoby tak fajnie:) nie puszcza nikogo obcego:) broni terenu:)

Opublikowano (edytowane)

@violetta

pies to najstarszy przyjaciel człowieka:)

 

niestety ma zęby.....:)

 

 

 

 

@Christine

 

Chrissy:)

 

jeżeli pozwolisz to poczochram za uszami Twojego psiaka:)

 

nawet kosztem tego jakbym miał wyjść od Ciebie z krótszą ręką:)

 

bardzo dziękuję, że jesteś i za komentarz też:)

 

 

 

 

 

Edytowane przez Migrena (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Migrena

 

Świetne obrazy, zmieniają się szybko,  rytm jak bieg po śliskich panelach - forma idealnie naśladuje bohatera. Fantastyczny humor. A ten koniec o dogasających słońcach i stygnących herbatach wszystkich samotnych kobiet - to już nie jest wiersz o psie. To jest wiersz o potrzebie miłości i bliskości w ogóle. Bo  pies, który kładzie łeb na kolanach i próbuje zlizać smutek z policzka,  to już nie jest komedia.

Tak mi sie wydaje. :) 

 

Cudny psiak!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Gra-Budzi-ka Wagary to była przygoda, a zegarek był cichym partnerem. :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...