Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

O świcie,  

z kubkiem kawy,  

siedzę na krawędzi.  

Wokół szczere pole.  

Nie ocenia.  

Po prostu jest.  

 

Nie trzeba oczu.  

Ja widzę jego pęknięcia.  

Ono widzi moje.  

 

Słucham.  

 

Wiatr bez imion  

siada obok  

jak stary znajomy.  

Nie pyta o zgodę.  

 

Kawa stygnie.  

Żadne z nas nie wie,  

po co tu jesteśmy.  

I to wystarczy.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...