Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Przed lustrem staję każdego poranka,

me oczy skupione na oczach im obcych

Tak bystrych, niebieskich, nieziemsko lśniących

Wzdycham do odbicia jako do kochanka

 

Na drewnianą podłogę zrzucam nocną suknię

z jedwabiu, czy poliestru- ach, wszystko mi jedno!

Po moim nagim ciele dreszcze biegną,

czekając, aż materiał o parkiet huknie

 

Tak patrzę z każdej strony na własne krągłości:

Moje piersi, talię, biodra i uda

Samozachwyt do szpiku mnie przesiąka- i duma!

Okrywanie się płótnem odbiera mi godności

 

Zerkam wyżej na twarz mą promienną:

Zgrabny nos, pełne usta koloru róży

Kto spojrzy, ten mój jest i się w nich durzy,

urzeczony urodą tak niecodzienną

 

Dłoń wystawiam ku górze, chcąc chwycić własne loki

Długie są i złote jak na polu zboża kłosy,

jedynie brak na nich kropelek porannej rosy

Przynętą by być mogły dla podniebnej sroki

 

Jednak z każdą kolejną chwilą w lustro patrzenia,

zaczynam dostrzegać coś, co graniczy z grzechem

Prawdziwe me oblicze odbija się echem,

budząc śpiesznie ostry głos mojego sumienia

 

Tak tracę swój blask, swe niebiańskie piękno

Tę talię, usta, oczy i włosy

Każde spojrzenie zadaje sercu śmiertelne ciosy

Pod ciężarem mojej prostoty lustro pękło

 

Spadłam na sam dół będąc na szczycie

i choć pragnę walczyć z nagłą ów banalnością, 

chełpiąc się swoją uprzednią wyższością,

to w duszy po cichu przyznaję skrycie:

 

Nie, to nie było moje odbicie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...